Witam,
Dziękuję za uwzględnienie mojej prośby w kwestii wykrzykników
Zajrzałem do "Domów..." Rudhyara, bo wspomniany przez Ciebie cytat wydał mi się znajomy, ale niestety, pobieżne przekartkowanie książki nie wystarczyło, a nie mam czasu, żeby zagłębić się w nią ponownie (choć stwierdzam, że wkrótce to zrobię, bo po niedawnej lekturze jego "Mandali Symboli" i "Symboli Sabiańskich" - bardzo inspirujące

- czuję głód dalszej inspiracji Rudhyarowskiej; chyba więc czas odświeżyć sobie Domy... bo w tej chwili nic innego nie mam pod ręką

- To taka sobie dygresja...

)
Tyle, że - ponieważ nie wstawiłeś cudzysłowia, nie jestem pewien, gdzie kończy się Rudhyar, a gdzie zaczyna Twój komentarz

Wnioskuję nieśmiało, że komentarz zaczynasz od pytania "Zodiak czy układ gwiazd?" Jeśli tak, to odpowiedź brzmi "Zodiak", bo coś mi się zdaje, że w astrologii najczęściej określenie "układ gwiazd" jest jednak mocno umowne i oznacza "układ planet", a właściwie "układ ciał niebieskich". Podobna umowna nieścisłość dotyczy też określenia "planety", do których zaliczane są także Słońce i Księżyc, choć żadne z tych ciał niebieskich planetą nie jest. To tylko uproszczenie w nazewnictwie - wydaje mi się, że ma więcej wspólnego z naturalną właściwością języka (ekonomia języka, dążenie do uproszczeń) niż z przekonaniem czy niewiedzą astrologów dotyczącą rozróżnienia między planetami, gwiazdami czy satelitami... Zgadzam sie jednak, że wynikają stąd nieporozumienia - czasem fundamentalne, w rodzaju: co w końcu jest podstawą wnioskowania astrologicznego?
Nie posunąłbym się do stwierdzenia, że astrologia dryfuje między magią a nauką, choć z pewnością są osoby, które namiętnie próbują astrologię unaukowić. Z magią (przynajmniej pojętą jako wpływanie na świat zewnętrzny bez udziału widzialnych i zrozumiałych związków przyczynowo-skutkowych - to taka moja definicja magii, spreparowana na szybko, jak ktoś się nie zgadza, to nie zamierzam jej bronić

) także nie jest. Przynajmniej nie bardziej niż psychologia czy medycyna.
Rudhyar napisał tez w "Domach..." rzecz bardzo istotną:
"Astrologia przystosowuje sie do mentalności i oczekiwań emocjonalnych osoby, która interesuje się nia jako praktykujący lub jako klient - podobnie dzieje się z psychologią czy nawet medycyną. Dostaje się to, co się daje. Odpowiedź jest taka, jak pytanie. Wiedza jaka się zdobywa zależy od tego, co chce sie wiedzieć, o ile nie jest przez to całkowicie zdeterminowana. W wielu przypadkach zależy ona też od własnych potrzeb" (str. 32).
Dla mnie jest to kwestia bardzo istotna, bo bardziej od tzw. obiektywnych wartości czy to astrologii, czy czegokolwiek innego (wspomnianej wyżej psychologii i medycyny, a nawet filmu, literatury czy innych gałęzi sztuki)
cenię sobie indywidualny wpływ jaki na mnie te dziedziny aktywności wywierają - krótko mówiąc: wynikająca z nich inspirację cenię sobie często wyżej niż wartości "obiektywne".
W tym sensie astrologia bliższa jest sztuce niż czemukolwiek innemu, w rzeczywistości stanowi jednak, przynajmniej tak jak ja ją rozumiem, połączenie sztuki i wiedzy.
Dla mnie nie jest to sprzeczność, ale raczej komplementarność: elastyczność i wielopoziomowość (interpretacji) wyrastająca ze ścisłości (obliczeń pozycji ciał niebieskich).
Z pewnościa też astrologia nie jest i nigdy nie była systemem jednoznacznym - chocby wielość punktów odniesienia, o których była tu już mowa (tzw. zodiak syderyczny, czyli właśnie gwiazdowy, oraz tropikalny), a także różne systemy domów, nie wspominając już o przeróżnych kwestiach w rodzaju gwiazd stałych, punktów arabskich, małych aspektów, czy symboliki poszczególnych stopni koła zodiakalnego. Wszystko to sprawia, że astrolog musi sam testować techniki astrologiczne, dobierać je i dostosowywac do własnych potrzeb. NIe widzę w tym nic złego, przeciwnie - każdy może znaleźć swoją własną astrościeżkę prowadzącą do swego wnętrza
Nie ukrywam, że astrologią, Tarotem, Symbolami Sabiańskimi itp. zajmuję się właśnie dlatego, że mnie inspirują do rozwoju i dostrzegam w nich pewien porządek, który - po przywrównaniu go do swego życia i rozwoju - pozwala mi lepiej rozumieć cykle, których jestem częścią.
Dlatego też znacznie mniej interesują mnie procesy, dzięki którym to wszystko "działa". Wydaje mi się, że Stephen Arroyo (amerykański psycholog i astrolog), którego wiedzę i doświadczenie bardzo sobie cenię, opisał swój sposób rozumienia działania astrologii - bodajże w "Astrologii i psychologii" wydanej w Polsce przez Ravi. W razie czego mogę poszukać - przedstawił to w postaci prostego wykresu, z którego, o ile dobrze pamietam, wynika, że uważa on, iż ciała niebieskie wywieraja na nas wpływ fizyczny.
Mnie bardziej odpowiada wyjasnienie spoza kategorii przyczynowo-skutkowych, bliższe kategoriom powiązania znaczeniowego (z pominięciem zalezności przyczyna-skutek), a zatem bliższe jungowskiej teorii synchroniczności i cech chwili. Tej teorii też nie zamierzam specjalnie bronić i wcale nie uważam jej za ostateczną.
Moje podejście do astrologii, jak widać, jest raczej oparte na osobistym doświadczeniu. Dla mnie jest skuteczna, bo inspiruje i wiele wyjasnia. Układ horoskopowy niczego przy tym nie determinuje - to tylko rozkład potencjałów energetycznych. A właściwie - to AŻ rozkład potencjałów energetycznych...
Bardzo podoba mi się cytat z Junga, którym zakończyłeś swój post
Zdaje się, że sie troszkę rozpisałem...
