psychotronika, studium policealne, parapsychologia, hipnoza, terapie naturalne, doradztwo życiowe, czarodziej codzienny, astrologia, nlp, radiestezja, numerologia, medycyna naturalna

Kategorie
Aktualności
Aromaterapia
Anioły
Astrologia
Chirologia
Czakry
Feng Shui
Hipnoza
Huna
Magia
Medycyna naturalna
Numerologia
Parapsychologia
Odżywianie
Prawo Przyciągania
Psychologia
Pozytywne myślenie
Radiestezja
Reiki
Rozwój duchowy
Runy
Tarot
Sny
Ziołolecznictwo
Życie po życiu
Newsletter
Zarejestruj się jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach naszego portalu!

E-mail  
Zapisz się...
Wypisz się...
Warto zobaczyć
Karty
www.karty.studioastro.pl

Zdrowe odżywianie
www.odzywianie24.pl

Tania książka
www.taniucha.pl

Wydawnictwo Vital
www.wydawnictwovital.pl

Giełda książek
www.sprzedamksiazki.pl

Giełda podręczników
www.sprzedampodreczniki.pl

Prawo Przyciągania
www.sekret.studioastro.pl

Wygrać z nerwicą
wygracznerwica.blogspot.com

Statystyka
Osób online: 244
Artykułów: 1213
Linków: 13
Odwiedzin: 10.579.693
Inteligencja serca

Autor: Dagmara Gmitrzak


Naukowcy dowiedli, że serce jest nie tylko pompą, tłoczącą życiodajną krew, ale również wyspecjalizowanym organem, który posiada własny mózg oraz inteligencję.

 

Serce człowieka kojarzymy najczęściej z uczuciem miłości. Symbolizuje ono zarówno miłość, czułość, troskę, ale również słowa: kocham cię. Serce jest uniwersalnym symbolem, który jest odczytywany w taki sam sposób przez ludzi na całym świecie.

 

Odkrycie tajemnic serca

Naukowcy z amerykańskiego Instytutu HeartMath w Kaliforni, odkryli kolejne tajemnice tego niezwykłego organu. Okazało się, że serce ma układ nerwowy (mały mózg), składający się z czterdziestu tysięcy komórek, identycznych z tymi, które znajdują się w mózgu. Serce ma zdolność do zapamiętywania informacji, uczenia się, reagowania na uczucia i emocje, a nawet podejmowania decyzji niezależnych od głównej centrali w mózgu (to dlatego czasami mamy wrażenie, że umysł i serce pragną zupełnie czego innego).

 

Rytm serca i emocje

Badacze dowiedli, że na pracę serca najkorzystniej wpływają emocje i uczucia pozytywne, takie jak: radość, wdzięczność i miłość. Zaburzają zaś jego pracę emocje oraz stany negatywne, takie jak: zazdrość, zaborczość, gniew oraz trzymanie do kogoś urazy. Generalnie, stresujący tryb życia (pośpiech, zdenerwowanie, ets.), powoduje zaburzony rytm serca oraz osłabia odporność organizmu.

Naukowcy z Instytutu HeartMath, zalecają stosownie technik relaksacji, które mogą pomóc zharmonizować pracę serca nawet w dwie minuty. Oto jedno z ćwiczeń, które polecają zarówno nauczycielom w szkołach, jak również byłym żołnierzom armii amerykańskiej, aby zniwelować skutki stresu za pomocą przekierunkowania uwagi na wspomnienia pozytywne.

 

Ćwiczenie Moc wizualizacji

Mózg człowieka nie odróżnia obrazów realnych od wymyślonych. Dla mózgu wszystko dzieje się teraz. Wiedząc o tym, możemy świadomie wizualizować obrazy, z którymi mamy dobre wspomnienia. Dzięki temu, rytm serca wyrówna się, oddech się pogłębi, poziom hormonów stresu we krwi obniży się, a samopoczucie psychiczne ma szansę się poprawić. Warto spróbować.

  1. Usiądź wygodnie i zamknij oczy.
  2. Zrób głęboki wdech i wydech.
  3. Skieruj uwagę do klatki piersiowej. Poczuj jak z każdym wdechem, delikatnie się unosi, a na wydechu opada.Z każdym wydechem, ramiona są przyjemnie „ciężkie”, rozluźnione.
  4. Po minucie spokojnego, świadomego oddychania, przypomnij sobie jakieś piękne miejsce w przyrodzie, w których czułaś/łeś się bezpieczna/y, zrelaksowana/y, radosna/y. Wyobraź sobie to miejsce ze wszystkimi szczegółami. Uaktywnij zmysły. Oddychaj świadomie.
  5. Utrzymuj ten obraz przez co najmniej dwie minuty.

Zauważ, czy Twoje samopoczucie psychiczne się zmieniło. Jak się teraz czujesz?

 

Ważne:

Wybierz miejsce, z którym masz tylko i wyłącznie pozytywne wspomnienia. Jeśli takie miejsce nie przychodzi Ci do głowy, możesz wybrać obraz pięknej plaży nad morzem lub polany w lesie. Im większe zaangażowanie w ćwiczenie, tym efekt mocniejszy. Nie zawsze jednak za pierwszym razem odczujesz zmianę samopoczucia, wszystko zależy od tego, jaki jest obecnie poziom Twojego stresu i napięcia psychicznego. Im częściej będziesz praktykować tą z pozoru prostą technikę, tym efekty będą bardziej odczuwalne.

Zapraszamy również na warsztaty:

http://www.youtube.com/watch?v=FWtkk27aLTk

 

Dagmara Gmitrzak

 

Więcej technik w książce Dagmary Gmitrzak Inteligencja serca 

Dagmara Gmitrzak- trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka technik holistycznych, dziennikarka.
Absolwentka Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz specjalizacji:Pomoc społeczno-terapeutyczna. Od 2001 roku prowadzi warsztaty, konsultacje i szkolenia dla firm. Autorka pięciu książek, m.inn: „Inteligencja serca” z płytą CD. www.rozwojosobisty.waw.pl

Doświadczaj otwartej przestrzeni swojej natury

Autor: Munin

W tybetańskiej tradycji bon (i nie tylko) mówi się o doświadczeniu przestrzeni. Dlaczego ma być ono tak ważne? Dlaczego każdy człowiek powinien mieć i rozwijać to doświadczenie?
Z pewnością kilka razy miałeś doświadczenie otwartej przestrzeni, gdy stałeś np. na szczycie góry. Zauważyłeś, że twoje odczuwanie, postrzeganie, myślenie znacznie się zmieniło. Byłeś poza troskami codzienności. Poczucie przestrzeni może być tak duże, że aż zakręci się od niego w głowie.
Tak czy inaczej wywiera ono określony wpływ na ciebie, otwiera cię fizycznie i psychicznie.
W bonie, w ogóle w szamanizmie chodzi nie tylko o otwartość ciała i umysłu, ale i kanałów energii. Doświadczenie przestrzeni otwiera twoje kanały i czakry. Uwalnia je od fundamentalnych blokad. Dlatego mówi się w bonie, że żywioł przestrzeni jest uzdrawiający.
Doświadczenie przestrzeni uzdrawia wewnętrznie i zewnętrznie. Gdy jest dostatecznie silne, może usuwać blokady energetyczne i choroby. Jest to istota i tajemnica tzw. duchowego uzdrawiania. W duchowym uzdrawianiu uzdrowiciel nie musi stosować specjalnych technik i mechanicznie wpływać na ciało uzdrawianego. Np. kładzie rękę, otwiera się i energia płynie. Jednym z największych uznanych na Zachodzie duchowych uzdrowicieli był Harry Edwards, twórca NFSH UK - pierwszej na Zachodzie organizacji duchowych uzdrowicieli. Jego technika była prosta, w zasadzie nie była żadną techniką, ale praktykowaniem otwartości na własnego ducha i jego zjawiska energetyczne oraz na osobę uzdrawianą.
Niekiedy mówi się o doświadczeniu pustki, którą rozumie się jako synonim przestrzeni. Problem pojawia się, ponieważ "pustka" w językach zachodnich ma pesymistyczne, nihilistyczne znaczenie. Tu nie chodzi o pustkę w sensie niebytu, ale o otwartość, wolną od ego i jego obciążeń.
Słowo "przestrzeń" jest tu bardziej odpowiednie, jako że nie wzbudza pejoratywnych skojarzeń ani nie generuje pomysłów, by coś w swoim doświadczeniu uśmiercać czy też w sobie zmieniać.
Otwieramy się dzięki doświadczeniu przestrzeni i wszystko jest takie, jakie jest. Nie dokonujemy żadnej zmiany na zasadzie przyjmowania i odrzucania właściwości, uczuć i myśli albo własnej tożsamości.
Walka z ego również opiera się o ego, jest jak dolewanie oliwy do ognia.
Dlaczego warto rozwijać doświadczenie przestrzeni? Przede wszystkim czujemy się dzięki niemu dobrze. Ustaje ogrom stresów - od tych fizycznych, po najbardziej subtelne. Zaczynamy jasno widzieć siebie i świat. Znika iluzoryczny wymiar naszych fantastycznych przekonań. Stajemy się naprawdę świadomi, a to umożliwia nam kierowanie się mądrością.
W przestrzeni, po pozbyciu się poprzez jej doświadczenie przywiązania i egoizmu, doświadczamy naturalnej błogości naszej istoty. To my, tacy, jakimi jesteśmy, ze wszystkim, co umiemy, możemy uczynić i potrafimy rozwinąć. Dlatego doświadczenie przestrzeni na pewnym poziomie aktywuje zdolności paranormalne, intuicję i świadomość ciał subtelnych.
Osiągamy samych siebie - a to jest najwyższe, co możemy osiągnąć.
Wraz z osiągnięciem siebie osiągamy wszystko inne takim, jakim jest, bez zniekształcania tego poprzez własny punkt widzenia i osobiste kategorie.
Najprostszym i zarazem jednym z najbardziej skutecznych oraz potężnych sposobów praktyki doświadczenia przestrzeni jest pozostawanie otwartym wobec tego, co napotykamy. Nie osądzamy tego jako dobre czy złe, piękne czy brzydkie, właściwe i niewłaściwe. Wykraczamy poza ciasne sądy umysłu. Otwieramy się i doświadczamy bezpośrednio, na poziomie przebudzonej świadomości.
W bonie przestrzeń i świadomość idą w parze. Gdy doświadczamy przestrzeni, doświadczamy świadomości i odwrotnie. Pogłębiając swoją świadomość, pogłębiamy i doświadczenie przestrzeni, którego efektem jest wolność.
W hunie odpowiada to dwóm zasadom: IKE (Świadomość) i KALA (Wolność). Są to same podstawy duchowej ścieżki i w bonie, i w hunie.
Można po prostu ćwiczyć otwartość, spoczywanie w naturalnym stanie. Jest to pewna forma medytacji, ale i relaksacji. Nazywa się ją niekiedy "spokojnym spoczywaniem". Przyjmij wygodną pozycję i spoczywaj w otwartości. Bądź i wszystko inne również niech po prostu będzie. Nie chciej niczego zmieniać, wywierać nacisku i kontrolować. Pozwól sobie być sobą, pozwól wszystkiemu być sobą. Pozostawaj otwarty. Pogłębiaj poczuje błogości, świadomości i spokoju.
Te wielkie skarby są w nas samych - to właściwości naszego własnego ducha. Dowodem na istnienie ducha jest sam duch. Możesz doświadczyć go bezpośrednio poprzez spokój, ciszę i otwartość umysłu.
W duchu istnieje cała moc i wiedza o tym, kim jesteśmy, skąd się tu wzięliśmy, dokąd odchodzimy.
Przestrzeń może otworzyć przed nami skarbiec naszego ducha. Ten klucz to otwartość sama w sobie - na świat, na każde doświadczenie, na całe "dobro" i "zło" naszego życia.
W przestrzeni doświadczysz również światła. To świetliste światło energii życiowej, która gromadzi się w naszym ciele w różnych punktach-ośrodkach, czyli czakrach.
Doświadczeniu przestrzeni odpowiada biała prana, nazywana w bonie "praną przestrzeni". Głównym jej ośrodkiem w ciele jest czakra serca.
Przestrzeń otwiera nasze serce, które jest siedzibą ducha. Gdy pokazujesz palcem w stronę serca mówiąc "ja", wskazujesz właśnie na czakrę serca. Jest to odruch naturalny. Nie pokazujemy głowy, brzucha czy krocza, ale centrum sercowe.
Ćwicząc medytację osiądź w oddechu. Połącz się ze swoim ciałem i oddechem. Poczuj stabilność i doświadcz ciszy.
Pozycja, w jakiej ćwiczysz nie powinna tworzyć stresu. Powinna być - jak to pisał Patanjali, autor "Jogasutr" - wygodna.
Skieruj uwagę do wnętrza. Utrzymując kontakt z ciałem, oddechem i umysłem pogłębiaj doświadczenie otwartości. Spoczywaj w naturalnym stanie, pogłębiając uczucie błogości, spokoju i relaksu. Nie próbuj usuwać myśli z umysłu ani wprowadzać do niego jakichś specjalnych wyobrażeń.
Gdy pojawią się negatywne obrazy, myśli, uczucia pozwalamy im się przejawić, aż ich energia się wyczerpie. Można nauczyć się łączyć z doświadczeniem przestrzeni. Takie medytacje zaczynają się a nie kończą w pozycji medytacji. Nabieramy wtedy wprawy w łączeniu się ze swoim naturalnym stanem w ciągu dnia, w konfrontacji z różnymi problemami życia. Otrzymujemy duchowe wsparcie, moc i mądrość w momentach, kiedy to ludzie, którzy nie medytują, załamują bezradnie ręce.
Połączenie się z przestrzenią, ze swoim naturalnym stanem nie jest trudne. To tak naprawdę bardzo łatwe - o wiele łatwiejsze od walki ze swoimi myślami, stresami, zamartwiania się i narzekania.
Spędź w ćwiczeniu tyle czasu, ile uznasz za stosowne. By doświadczenie stało się dostatecznie mocne, wymaga czasu. Może to być kilka minut, nie musisz przesadzać. Możesz wykonywać ćwiczenie kilka razy dziennie, kiedy tylko zechcesz i jak często zechcesz.
Ważne, by spędzać czas z wewnętrzną rzeczywistością. To nasze jedyne zbawienie. Bez tego jesteśmy zgubieni. Nic w świecie zewnętrznym nie da nam schronienia i zbawienia. Taka jest nauka lamów tybetańskich, joginów, kahunów i wszystkich oświeconych szamanów.
Jeżeli stwierdzasz prawdę tych słów w swoim życiu, ponieważ ciągle doświadczasz cierpienia i niepowodzeń, coś nie gra i nie czujesz się spełniony, zastosuj się do rady mistrzów ducha i skieruj się do swojego wnętrza, doświadczaj otwartej przestrzeni swojej natury. To naturalne doświadczenie, nie potrzeba by je osiągnąć żadnego specjalnego zrozumienia, przygotowania, wykształcenia.

Munin – usługi szamańskie na dystans. Tygodniowe sesje huny (haipule) dla dziedzin: pieniądze, miłość, zdrowie, rodzina, duchowość, Roczna Szkoła Huny „La'a Kea” www.muninszaman.blogspot.com

16.01.2014 (czwartek) - Mini warsztaty® ThetaHealing
Mini warsztaty® ThetaHealing - wprowadzenie do kursu DNA² ThetaHealing® STOPIEŃ I

Poradnia Terapii Naturalnych TALIZMAN
Białystok, ul. Antoniuk Fabryczny 55/44
zaprasza na

DNA Podstawowy ThetaHealing®


Podczas którego nauczysz się osiągać stan Theta,
Który to stan fizycy kwantowi nazywają stanem geniuszu.


Termin:

Bezpłatne mini warsztaty® ThetaHealing
16.01.2014
Białystok, ul. Antoniuk Fabryczny 55/44

Kurs
DNA² ThetaHealing® STOPIEŃ I
17.01 – 19.01.2014
Polski Związek Motorowy
Białystok ul. Wierzbowa 8


Uwaga!
Teraz kurs podstawowy za jedyne 791zł, oszczędzasz 99zł!


Prowadząca: Marianna Sabina Bartke
Certyfikowany instruktor DNA THETA Healing®

Kurs obejmuje trzy pełne dni warsztatowe:
Piątek 10.00–18.00
Sobota 9.00-18.00
Niedziela 9.00-17.00
Z przerwami piętnastominutowymi oraz jedną godzinną przerwą obiadową.

Organizatorzy:
Elżbieta Czaczkowska tel. 506 236 545 e-mail: [email protected]
Tomasz Kurkowski tel. 881 777 882 e-mail: [email protected]

Opcjonalna rejestracja elektroniczna: www.mariannabartke.com/zapisy/

Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek jak osiągnąć całkowity spokój wewnętrzny w swoim życiu? Jak wykorzystywać swoje ukryte zmysły jasnowidzenia, jasnoczucia, czy jasnosłyszenia, aby w harmonijny i bezpieczny sposób stwarzać swoje życie w radości? Metoda, dzięki której osiągnęłam spektakularne efekty w swoim życiu nosi nazwę Theta Healing®.

Wyróżnia się pięć częstotliwości fal mózgowych. Beta, alfa theta, delta i gamma. Te fale są w ciągłym ruchu i nasz mózg nieustannie je produkuje. Naukowcy odkryli, że poszczególne częstotliwości (zwłaszcza alfa i theta) pomagają:

  • Złagodzić stres
  • Ułatwiać głęboki fizyczny relaks
  • Rozwijać zdolności werbalne oraz synchronizować pracę obydwu półkul mózgowych
  • Rozbudzić barwną , spontaniczną, umysłową wyobraźnię oraz kreatywne myślenie
  • Redukować ból, stymulować wydzielanie endorfin

Nauka techniki theta jest bardzo prosta za pomocą medytacji opracowanej przez Vianne Stibal. (ThetaHealing.com)

Słowo "theta" pochodzi od częstotliwości fal mózgowych, które w tej metodzie wykorzystujemy, a słowo "healing" oznacza uzdrawianie. Jeśli chcesz uaktywnić swoje zdolności parapsychiczne, pobudzić swój mózg do bardziej kreatywnego myślenia oraz uzdrawiać siebie i innych z ograniczających przekonań czy myślokształtów - zapraszam Ciebie na najbliższy kurs I stopnia.

Na seminariach pierwszego stopnia studenci mają możliwość nauczyć się jak:

  • osiągać stan theta
  • skanować ciało
  • uzdrawiać ciało i aurę
  • dokonywać samouzdrawiania i uzdrawiania na odległość
  • skutecznie i trwale oczyścić programy z podświadomości, które powstrzymują przed otrzymaniem tego, czego pragniesz
  • zmienić ograniczający system wierzeń i przekonań
  • oczyszczać z klątw, ataków i haków energetycznych oraz upadłych dusz
  • rozwinąć intuicję
  • manifestować własną rzeczywistość skuteczniej o 80%-90%
  • przyciągnąć do siebie kochającą bratnią duszę do biznesu, przyjaźni i życia we dwoje
  • widzieć i słyszeć anioły, przewodników oraz Mistrzów Wniebowstąpionych
  • nauczyć swoją pamięć komórkową odczuwania miłości i bycia kochanym, zasługiwania na miłość, uczucia zaufania i wiary w siebie, poczucia własnej wartości
  • trwale wprowadzać do pamięci komórkowej pozytywne uczucia: miłości, radości, obfitości
  • z łatwością odczytywać swoją przyszłość i kreować lepszą dzięki przeprogramowaniu ograniczających przekonań
  • zmienić limitujące Cię programy historyczne, genetyczne od przodków i z poprzednich żyć
  • aktywować DNA, wymienić geny, m.in. uaktywnić gen młodości i witalności, tworzyć natychmiastowe uzdrowienie ciała i każdej dziedziny twojego życia!

Więcej szczegółowych informacji o kursie znajdziesz na www.mariannabartke.com

ZAPRASZAMY

Metoda bez metody

Autor: Artman

Przyglądam się od lat różnym metodom i systemom pracy z ciałem, umysłem i duszą. Rozmnożyły się one jak kwiaty na łące. To dobrze, bo każdy może znaleźć coś odpowiedniego dla siebie. W końcu różni ludzie mają różne potrzeby, umiejętności i zdolności. Wielu z nich z pewnością doświadcza błogości i radości oraz poprawy swojego życia dzięki nim. Czasami też będą pracować przy ich pomocy przez długie lata. A potem być może znajdą jeszcze lepsze i bardziej im odpowiadające sposoby. W końcu różne istot są na różnych poziomach świadomości, mają też inne plany i marzenia.

Dzięki różnorodnym metodom ludzie mogą doświadczyć więcej radości i szczęścia. Pozwalają sobie na odprężenie i relaks. To wnosi do ich życia i umysłu spokój oraz harmonię, których często wcześniej nie mieli. Pozwalają sobie również na autorefleksję i odrobinę spontaniczności. To jest wspaniałe.

Oglądałem kiedyś trening energetyczny, coś w rodzaju qi gong, jakichś mnichów z Korei czy z Chin. I widząc ich ćwiczenia uśmiechnąłem się, bo przyszła do mnie refleksja, że jakikolwiek ruch oni wykonają, to może to być "ćwiczenie energetyczne". Tak też było na tym filmiku i chyba tak jest w istocie. Jakikolwiek ruch wykonasz, energetyzujesz siebie i przestrzeń wokół. Jakikolwiek swój punkt na ciele dotkniesz, pobudzisz przepływ energii. Zależy to w głównej mierze od Twojej intencji - po co dany ruch wykonujesz.
Oczywiście czasem - ale to w rzadkich przypadkach, można zablokować chwilowo przepływ energii, dlatego warto znać podstawy a nawet wszystkie zasady pracy z energią.

Szczęśliwe i zdrowe dzieci wykonują potrzebne im ruchy spontanicznie i podczas zabawy. My - jako dorośli, odwykliśmy od spontanicznego ruchu ciała, radosnych zabaw dla samego uśmiechu i doświadczania radości kontaktu ze swoją naturą i Wszechświatem. Zapomnieliśmy, jak być kotem - to jest człowiekiem, ma się rozumieć:).

Zatem tak naprawdę, patrząc z szerszej perspektywy, nie ma żadnej metody pracy ze sobą. Pojawia się ona w momencie, w którym jest potrzebna, podobnie, jak rano pojawia się odpowiednie przeciągnięcie się ciała, którego akurat potrzebujemy. Albo w prawo, albo w lewo, albo z lekkim półobrotem.

Usystematyzowane metody pełnią swe zbawienne funkcje - łączą ludzi, dają im świadomość wspólnoty i pracy nad jednym celem. Z czasem też tworzy się pole energetyczne danej metody, które potrafi wspomóc pracę osób od niedawna ją stosujących. Jak wszystko jednak, może też z czasem - przy wzroście świadomości jednostki, ograniczać ją. Wtedy szuka się kolejnej, bardziej odpowiadającej potrzebom jednostki.

Oczywiście wszystkie, a przynajmniej większość metod pracy ze sobą, służących rozwojowi, jest cenna. Ale mądry człowiek, nauczyciel, albo mistrz tworzy, wymyśla, powołuje do istnienia metodę wtedy, kiedy pojawia się jakiś człowiek, któremu właśnie za jej pomocą potrzeba pomóc. To jest indywidualny sposób. I nawet jeżeli od tysięcy lat jakieś ćwiczenie polegało na kręceniu się w prawo, a mądry, doświadczony i otwarty na intuicję nauczyciel czuje, że ten akurat człowiek powinien obracać się w lewo, to mu to zaproponuje, nawet, jeżeli to by miało wywołać sprzeciwy jakiejś szkoły duchowej czy spuścizny po jakimś mistrzu.

Tutaj pozwolę sobie jeszcze na refleksję, że wiele z dawnych systemów pracy z energiami jest w tej chwili już trochę nieadekwatna do przestrzeni energetycznej, w której teraz jesteśmy i jej właściwości. Już tłumaczę. Wiele wskazuje na to, że pomimo chcenia sobie niektórych, to jednak sporo zjawisk wydarza się we Wszechświecie w sposób cykliczny. Ziemia chociażby krąży wokół Słońca, Słońce krąży prawdopodobnie wokół centralnego Słońca naszej Galaktyki itd. Tak naprawdę Ziemia porusza się ruchem obrotowo spiralnym, podobnie zapewne jak Słońce. Starożytni mędrcy lub też po prostu Gwiezdni podróżnicy odkryli, albo też zaobserwowali, że cyklicznie ciała niebieskie pojawiają się w pewnych przestrzeniach Kosmosu, w których panują specyficzne warunki energetyczne, sprzyjające ukierunkowaniu świadomości organizmów żywych na określone działania. Niektórzy nazywają te okresy jugami. Nie będę się teraz w to zagłębiał. Chodzi tylko o zdanie sobie sprawy z tego, że pewne metody pracy duchowej i energetycznej są odpowiednie do określonych jug, czyli okresów, a ściślej mówiąc - jak powiedziałem wcześniej - do odpowiednich warunków energetycznych i świadomościowych danej przestrzeni.
Według mnie tak wspaniałe systemy pracy jak medycyna chińska, tybetańska, a nawet makrobiotyka w tej obecnej przestrzeni tracą swe znaczenie. Ich miejsce delikatnie zajmuje świadomość i wola jednostki oraz grupy. Jeżeli ktoś jest świadomy siebie i odczuwa poruszenia swej energii i świadomości, działa tak, aby się one prawidłowo kształtowały.

Jest wiele metod, chociażby akupunktura, która wyrównuje i pobudza przepływ energetyczny w ciele. To wspaniała i dla wielu zbawienna technika. Ale w tych obecnych czasach, jeśli ktoś się uprze, to energia właśnie pod wpływem jego woli może popłynąć nie tylko że poza jakimś meridianem, ale również poza ciałem. Dla energii nie ma żadnych ograniczeń, poza jej własnymi właściwościami…które również może kształtować świadoma wola zgrana z boskimi poziomami.

Myślę, że teraz coraz bardziej energia tej przestrzeni, w której jesteśmy wraz z Ziemią i całym Układem Słonecznym sprzyja rozwojowi świadomości jednostki z jednoczesnym zrozumieniem jej połączenia z całym "ciałem" podobnych jej istot. Rozumiemy również i coraz bardziej czujemy wszystkie inne połączenia z tworami Kosmosu, który tak naprawdę jest jednym Ciałem Istnienia. Dzięki temu możemy ociągnąć pełnię, przez niektórych nazywaną Oświeceniem.

Ciesz się zatem i korzystaj z tej metody, która Cię wciąga i interesuje. Ale równocześnie bądź świadomy, że również możesz stworzyć własny sposób pracy ze sobą. Taki, który Cię zadowoli i da poczucie jedności ze sobą i otoczeniem. To może być coś prostego i łatwego. To może być tylko uśmiech do roślinki, którą masz w domu i delikatne się jej pokłonienie, jakbyś jej mówił "dzień dobry". Cóż za wspaniała praktyka i metoda docenienia innej żywej istoty. Cóż za wspaniałe udrożnienie kanału energii miłości, która teraz bucha z Twojego Serca i otacza Ciebie oraz wypełnia przestrzeń wokół, a zwłaszcza aurę. Możesz ją nawet nazwać "Pokłonem Miłości". Możesz ją nawet opisać w artykule i stworzyć seminarium, na których będziesz jej uczył innych. Czyż to nie jest obfitość i radość tworzenia?
Doświadcz czasem swej własnej mocy w taki właśnie sposób.

Możesz korzystać z setek tysięcy metod lub stworzyć własną. Jesteś kreatorem, świadomą istotą, która nie tylko korzysta z tego, co jest, ale również kształtuje przestrzeń świadomości w jeszcze doskonalszy i bardziej przyjazny dla niej i innych istot sposób. Niech pokój będzie w Tobie.

Możliwości korzystania z seksualności w zdrowy sposób

Autor: Dr Matthias Ennenbach

Przyzwyczajenia i nawykowe działania powinny nam właściwie pomagać w nadaniu życiu pewnej spokojnej struktury. Jeśli jednak działamy jak automaty czy roboty, odczuwamy braki.

Być może podejmiemy się z naszym partnerem próby skosztowania w życiu innych dróg. Poniższe bodźce mogłyby temu służyć:

  • Dajmy sobie więcej czasu na odkrycie partnerskiej seksualności. Co uda nam się w niej odnaleźć, gdy dokładniej skierujemy na nią wzrok? Czy seks ma być wieczornym automatycznym nawykiem? Czy odnajdziemy do siebie drogę w seksie po długim wieczorze spędzonym przed telewizorem, gdy jesteśmy już może zmęczeni i właściwie nie mamy na to najmniejszej ochoty? Wyłączmy raczej czasami wieczorem telewizor i komórkę.
  • Nauczmy się jasno oddzielać i odróżniać od siebie czułości oraz pieszczoty i seks. Pomocne w tym będzie, gdybyśmy w trakcie pierwszej fazy testowej, gdy się dopiero poznajemy, zrezygnowali z seksu, a poświęcili dużo czasu na czułości i pieszczoty. Możemy wtedy już zebrać pierwsze ważne doświadczenia: Czy szybko nam się to nudzi? Czy tworzą się między nami jakieś napięcia, które są dla nas nieprzyjemne? Czy pieszczoty i czułości muszą zawsze prowadzić do seksu? Co tak naprawdę znaczą pieszczoty i czułości? Dla nas, dla naszego partnera?
  • Jeśli chcemy cieszyć się seksem, zbadajmy, dokąd wędruje nasza uważność. Czy zajmujemy się tylko sobą? A może jesteśmy obecni tylko ciałem, reagujemy mechanicznie, podczas gdy nasz umysł jeszcze pracuje nad naszymi problemami, opracowuje nasze obawy i niepewności? Czy przymus myślenia stał się teraz bardziej odczuwalny, chociaż jest to chwila, w której zupełnie nie powinniśmy „myśleć”? A może zaczęło się „kino w naszej głowie”, może zamiast o partnerze myślimy podczas seksu o jakiejś gwieździe filmowej?

Bardzo możliwe jest, że zakotwiczymy głęboko w sobie uważność, przy czym ciało, rozum i emocje powinny tworzyć jedność, a jednocześnie uda się nam uwzględnić w tym naszego partnera. Wielu ludzi mówi, że to przede wszystkim sprawa naszego niespokojnego rozumu, który wymaga od nas stale biegu myśli, że oceniamy, troszczymy się czy martwimy itd. To właśnie on przedstawia nam największe problemy w obchodzeniu się z naszą seksualnością. Nasze serce, także nasze ciało chciałyby sobie odpuścić i delektować się życiem, ale nasz rozum stawia nam ciągle niewygodne i nieprzyjemne pytania, myśli i myśli, i znowu myśli...

Sposób, w jaki obchodzimy się z powstającymi w nas napięciami, jest kolejną umiejętnością, która ma wpływ na naszą seksualność. Nierzadko zdarza się, że używamy seksu w celu spotęgowania w nas odnalezionego napięcia, które uważamy za zbyt małe, bo nasz umysł je, niestety, z nudów tak zinterpretował. Tu właśnie dobrze widać nasze nieustające poszukiwania czegoś nowego, innego, lepszego. Innym wariantem jest wykorzystanie seksu do zakończenia odczuwania napięcia w nas. W tym przypadku seks jest traktowany jako tak zwana „potrzeba fizjologiczna”. Z tego powodu, że seks może odgrywać między innymi i taką zwykłą i powszednią rolę, powstaje niebezpieczeństwo, że ten wariant utrze i umocni się w nas z powodu jego regularności.

Buddyjski sposób postępowania z każdego rodzaju napięciem to zwolnienie i związana z tym uważna świadomość różnych należących do niego aspektów:

Gdzie dokładnie w ciele odczuwam napięcie?
Jakiego typu ocenę i interpretację tego napięcia podpowiada mi mój umysł?
Jakie emocje i jakie impulsy do działania powstają w wyniku tego?

Uważajmy na to, jak zmieniają się te odczucia, ale bez wzmacniania czy wspierania w nich ważnych określonych aspektów. Za pomocą lekko odprężonego oddechu postarajmy się o dobre samopoczucie naszego ciała fizycznego. Przetrwajmy w tym stanie klika minut.

Wtedy uda nam się coraz częściej doświadczać tego, że zmieniamy w sobie nasze uczucia, napięcia, a czasami w ogóle je uwalniamy, pozbywamy się ich. Gdy już wypróbujemy ten styl postępowania, będziemy mogli dokonywać naprawdę interesujących doświadczeń, tak, że sami zobaczymy, że już nie jesteśmy tylko zaprogramowanymi wcześniej robotami i nie musimy natychmiast postępować zgodnie z powstałym w nas spontanicznie napięciem.

Więcej o problemach i ich rozwiązywaniu w związkach czytaj w książce Buddyjska recepta na miłość dr. Matthiasa Ennenbacha.

Nakieruj się na Prawdę

Autor: Munin

Na Dalekim Wschodzie mówi się: śmierć jest najlepszym doradcą. My na Zachodzie, w kulturze zdominowanej przez religie dogmatyczne oraz przez naukowy światopogląd możemy poczuć się niewygodnie, gdy usłyszymy takie słowa. Dlaczego? Ponieważ na poziomie poznania jesteśmy bardzo mocno uzależnieni. Uzależnieni od autorytetów. Nie czujemy swobody poznawania świata, siebie, życia i śmierci, ale presję instytucji naukowych i religijnych, które wiedzą lepiej jaka jest prawda i które wszelkie samodzielnie próby jej odkrywania uważają za naukową, obyczajową, wyznaniową herezję.
Bardzo ważne jest aby wyzbyć się kontroli autorytetów, tego uzależnienia. To po pierwsze niezgodne z prawami człowieka. Masz prawo do wiedzy i do nauki, masz wolność wyznania. Nikt i nic nie ma prawa wpajać ci niczego, czy to pod kątem doktryny religijnej, czy naukowej.
Po drugie jest to niegodne, że musisz polegać stale na wynikach innych. To osłabia twoją inicjatywę. To uzależnienie ma i fizyczny, i psychiczny wymiar. Rzutuje się na wszystkie dziedziny życia, na twoje odczuwanie, postrzeganie i myślenie o rzeczywistości.
Prowadzi do konformizmu i schematyzmu. Jest wrogiem twojej wolności i pasji tworzenia.
Po trzecie masz mało czasu by poznać prawdę. Życie jest krótkie. Nie po to tu jesteśmy, by tylko żyć tym, co na zewnątrz. Poznanie prawdy to naturalne wyzwanie, to ogólny cel, dla którego tu jesteśmy.
Wszystko, co przeszkadza ci w realizacji tego celu, osłabia cię i sprawia, że chorujesz i że czujesz się niespełniony.
Śmierć bliskich uzmysławia nam, że życie poświęcone temu, czym oni się często zajmowali, kończy się śmiercią i jest absurdem. Twoje życie może wyglądać podobnie do życia twojej babki czy twojego dziadka, ojca lub matki, którzy odeszli. Przypomina życie ludzi zmarłych z twojej okolicy, z województwa, kraju, kontynentu, świata. Te same dążenia, podobne marzenia, smutki i radości, troska i walka o pieniądze, seks, zdrowie itd. Jakby ten sam scenariusz, co do którego możesz być pewnym, że kończy się tragicznie.
Masz do odegrania tragiczną rolę w całym tym spektaklu. Główny bohater na końcu ginie. Czy to ci nie przeszkadza?
Tu uwidacznia się podobieństwo między ludźmi na kształt podobieństwa zwierząt. Grupowo żyją i grupowo umierają. Powielają ten sam schemat. Czy jesteś tym usatysfakcjonowany?
Życie, twoje życie tylko wtedy nabiera sensu, gdy nakierowane jest na prawdę. Nakierowanie się na prawdę wymaga przede wszystkim odrzucenia autorytetów. Stajesz z umysłem wolnym od autorytatywnej wiedzy. Samodzielnie zadajesz pytania, drążysz i szukasz odpowiedzi.
W ten sposób podążasz duchową ścieżką. Duchowa ścieżka jest ścieżką prawdy. Nie jest to ścieżka kultu, ślepego poddawania się jakimś przewodnikom czy jak wspomniałem autorytetom.
Do tego, by poznawać samodzielnie i odrzucić autorytety potrzeba chęci i odwagi. Kontemplacja nad śmiercią może ci pomóc, by je w sobie wzbudzić. Inne życie, życie nienakierowane na prawdę jest pospolite, skazane na zagładę. Nie jest warte przeżycia. I nie jest dla ciebie odpowiednie.
Dlatego rodzisz się na tym świecie i rodzić się będziesz ponownie i ponownie, by wreszcie poznać prawdę i ją urzeczywistnić. Ale nie wierz w moje słowa, że reinkarnacja istnieje. Porzuć wiarę w to, co ktoś mówi na rzecz doświadczenia. Szamanizm oferuje doświadczenie a nie dogmaty, w które należy wierzyć. Przekazuje metody, które możesz zastosować aby rozwinąć swoje postrzeganie o ciało energetyczne, jego czakry i aurę, o ciała subtelne i aby rozpoznać swoją prawdziwą naturę.

Munin – usługi szamańskie na dystans. Tygodniowe sesje huny (haipule) dla dziedzin: pieniądze, miłość, zdrowie, rodzina, duchowość, Roczna Szkoła Huny „La'a Kea” –www.muninszaman.blogspot.com

Świadomość lustra

Autor: Artman

Od lat słyszy się o tajemniczej świadomości lustra. Adepci wiedzy duchowej zaczytują się w tym, jak to wszechświat jest odbiciem ich własnych umysłów i ich intencji. Co trochę w różnych rozmowach padają słowa, że ktoś jest tylko czyimś odbiciem, co często ma usprawiedliwiać jakiś brak uprzejmości, taktu czy rozwagi. Że to niby ta osoba ich do tego sprowokowała, że byli odbiciem jej intencji. To świetnie, że tak to rozumieją. Ale o ileż lepiej by postąpili, gdyby byli na tyle świadomi, żeby nie dać się tej osobie sprowokować. Dzięki temu zebrali by pozytywną karmę zarówno dla siebie, jak i innych. I nie włączali we wciąż obracające się koło przywiązujące istoty do siebie w celu wyrównania pomiędzy nimi energii.

Świadomość lustra jest jednym z poziomów widzenia i rozumienia wszechświata wokół. Nie jest to prawo uniwersalne. A raczej jest to prawo działające do przestrzeni mentalnej, niekiedy przyczynowej. Ale nie wyżej. Tam ono nie istnieje, nie działa i nie ma znaczenia. Ono funkcjonuje w przestrzeni umysłu, który rozróżnia i scala. Nazywa i odnajduje. Powyżej sfery umysłu jest przestrzeń wibracji miłości, ciszy i szacunku oraz "brzmienia wszechświata", który jest samą błogością napędzającą jeszcze większą błogość. Dlatego tak cenne są praktyki polegające albo na uspokajaniu umysłu, aby był on jak osławiona z wielu legend i opowieści duchowych tafla wody nieruchomego jeziora, albo na medytacji umożliwiającej wyjście świadomością poza przestrzeń mentalną i jej wibracje. Dzięki temu rączy koń umysłu, który tak wytrwale wiózł Cię przez Twoje wszystkie kreacje, może odpocząć i popaść się na łące wytchnienia, a Ty przesiadasz się na "latający dywan" wszechmożliwości przestrzeni świadomej miłości, albo spokoju. Tutaj widzi się właśnie poza osobowo, bez swoich uwarunkowań i ograniczeń. I jedynie wtedy można mówić i próbie postrzegania bezwarunkowego.

Dlatego czasem, dla niektórych osób jest niezrozumiałe, że ktoś parający się duchowością, wyraża nawet dobitnie zdanie na jakiś temat i niekoniecznie odczuwa, że to co postrzegł pochodzi z jego własnego umysłu, jak stanowi prawo świadomości lustra. On postrzega to, co jest, niekoniecznie odczuwając przy tym emocje lub czując jakiekolwiek podobieństwo do tego, co postrzegł. Jak widzisz kij i mówisz, że jest kij, to niekoniecznie sam jesteś kijem, albo masz kij w swojej podświadomości, który należy uzdrowić, co często jest ulubionym sformułowaniem adeptów rozwoju duchowego, którzy pewnych spraw nie przemyśleli lub nie doświadczyli - chociażby właśnie w swoim własnym umyśle. Ale takich osób jest raczej mało. Więcej jest takich, którzy myślą (!), że są poza sferą umysłu i bezosobowego postrzegania, podczas gdy tak naprawdę nadal próbują atakować lub się bronić z pozycji swojego ego.

Takie pełniejsze postrzeganie jest otarciem się o świadomość boską. Oczywiście możnaby się spierać, że skoro ktoś postrzega z tego "wysokiego" poziomu świadomości, to powinien widzieć samo dobro, miłość i szczęście. Tak, to prawda, częściowo prawda. Bo on to dostrzega, ale często widzi równocześnie, jak te przestrzenie i sfery doskonałej energii pozamykane są w ciasne i ograniczające formy jednostkowych świadomości. Bo skoro jeszcze przebywa w tej przestrzeni, widzi co w niej jest.

W przestrzeni, w której się teraz poruszamy, świadomość lustra działa tak, że ponieważ postrzegamy nie tylko poprzez własne oczy czy inne zmysły, ale głównie poprzez mózg i umysł, to dostrzegamy to, co mamy w sobie. Dostrzegamy to, z czym jesteśmy w jakimś rezonansie. Może być on pozytywny, przynoszący nam dobre skutki, albo też wręcz przeciwnie. Dlatego warto być uważnym. Warto zwracać uwagę zwłaszcza na to, co nas mocno porusza, co nas denerwuje i wkurza. To z pewnością jest w nas, najczęściej niestety w podświadomości i ma swe uwarunkowania karmiczne. Często np. osoby, których dusza miała osobowości zajmujące się chociażby jakąś formą nieuczciwości, w kolejnym życiu mogą wybrać osobowości, które zajmują się prawem czy sądami. Wtedy z wielką atencją piętnują niektóre osoby, chociaż jeszcze niedawno osobowości ich dusz mogły działać podobnie lub nawet tak samo. Na tej samej zasadzie osoba, która kiedyś była zbyt rozwiązła, obecnie może mieć skłonności ku duchowości oraz mistycyzmowi i odwrotnie rzecz jasna:). W ten sposób Dusza, albo energia wszechświata chce wyrównać bilans czynów i intencji danej formy energetycznej. Całość wraca do dynamicznej i samoświadomej równowagi wiecznie zmieniających się struktur Niezmiennej Rzeczywistości:).

Zatem - do sfery mentalnej - większość z tego co postrzegamy, jest również w nas. W sytuacji, gdy to, co widzimy, nam w jakiś sposób przeszkadza, to warto z tym popracować i to uzdrowić. Świadomość lustra jest niebywale cenna, bo pozwala nam zorientować się w jakości intencji, które mamy. Jeśli denerwuje nas określony rodzaj osób, warto przyjrzeć się temu, dlaczego pałamy do nich np. odrazą. Być może właśnie mamy uleczyć swój stosunek do tych osób i swój sposób reakcji na nich a być może mamy sobie uświadomić, że kiedyś inne osoby zareagowały na nas tak, jak my teraz na kogoś i że to nie było dla nas miłe z ich strony. Niektóre osoby mają za małą świadomość, aby uruchomić pełną autorefleksję i jeżeli czegoś same nie zaznają w życiu, to tego nie zauważają ani nie potrafią odnieść do innych. Dopiero jak ktoś ewidentnie np. ich potraktuje niemiło - tak, jak oni kogoś, to to do nich dociera. I są w stanie zastanowić się nad danym sposobem postępowania i zdecydować czy go zmieniają, z korzyścią dla siebie i innych.

Jeżeli coś postrzegliśmy i podjęliśmy świadomą decyzję, co z tym robimy, to warto się jej trzymać. Konsekwencja w rozwoju duchowym jest bardzo ważna i to ona często gwarantuje jakiś większy sukces w rozwoju świadomości.

Inaczej wciąż będziemy powtarzać te same błędy, albo upadać, by znów się wznosić do znanego nam poziomu, nigdy go nie przekraczając. To dlatego tyle w świecie ezoteryki osób, które znają wiele mądrych zasad, metod i praw, a mimo to nadal palą, piją alkohol czy wewnętrznie nie są innym życzliwi. Przecież oni to widzą. Z pewnością również postanowili to zmienić. Zabrakło tylko konsekwencji i trwania przy raz podjętej dobrej decyzji. Nie mówię tu o sztywności, ale o mądrej, jasnej i zdecydowanej postawie, która zapewnia sukces. Chyba, że rozwój duchowy jest dla kogoś zabawą na pół etatu i to tylko raczej w święta;). Jego wola.

Zauważyłem, że bardzo wiele osób powtarza pewne zasłyszane prawdy czy nauki, bo uważa, że są one ostateczną prawdą. Tymczasem one tylko doprowadzają do przestrzeni świadomości, w której absolutna prawda rzeczywistości istnieje.

Na głębszym poziomie świat jest odbiciem wszystkich, albo mówiąc inaczej - wypadkowej wszystkich intencji. Widząc świat takim, jakim teraz jest możemy się zorientować, jakie intencje, nastawienia i oczekiwania zmienić. I to zarówno w sobie, jak i w naszej rodzinie, mieście, województwie, państwie i na planecie. Proste? Gdyby tylko się wszystkim chciało działać zgodnie z tym, co wiedzą, że jest dobre, korzystne i miłe.

Ale nawet, jeżeli uważasz, że w skali nawet kraju Ci się nie uda, to zawsze pozostaje Ci Twoje najbliższe poletko, czyli Ty sam. Możesz do woli zmieniać, poprawiać i uzdrawiać swoje własne intencje, aż poczujesz, że są one, podobnie jak Twoje życie i Ty sam, bosko doskonałe i przynoszą wymarzony spokój, radość i szczęście. Bo lustro świata pokazuje zarówno to, co nie najlepsze, jaki całą doskonałość. Dlatego czasem warto na dłużej skupiać się na tym, co nas cieszy, raduje i uspokaja. Docenić to co uszczęśliwia i napełnia pozytywną energią. Bo to również jest lustro. Ono także pokazuje to, co mamy w sobie. Zachwyciłeś się swoim pięknem, mądrością i jasnością? Gratuluję. Warto się na tym koncentrować. Zresztą, zgodnie z innymi prawami czy też zasadami w przestrzeni energetyczno-mentalnej - to, na czym koncentrujesz swoją uwagę, wzrasta, bo zasilasz to swoją energią i wydobywasz to z oceanu różnych zdarzeń.

Jeżeli ktoś świadomy dostrzega np. osoby bezdomne, brudne czy inne, powszechnie uznawane za niemiłe, to czy to zaraz oznacza, że ma to wszystko w sobie? Może mieć oczywiście karmiczne cechy przejawiania biedy (kiedyś cnota niektórych nurtów duchowych),czy brudu (również cnota niektórych ścieżek jogi), ale niekoniecznie. Jeżeli taki obraz już nie wywołuje w nim niechęci, złości czy odrazy, a jedynie następuje akt zauważenia istot, które przejawiają takie cechy, intencje i wybory, to to nie ma nic wspólnego z postrzegającym. Po prostu zauważa to, co jest. I idzie dalej.
Oczywiście można się upierać, że z jakiejś szerszej perspektywy oznacza to, że w nim samym lub danej społeczności, narodzie, państwie czy planecie są te wzorce, które należy uleczyć i zmienić. Tak, ale właśnie do tego również służy indywidualny rozwój duchowy, aby pomagając sobie i innym, nie zaniedbywać jednak siebie i swojej jednostkowej jaźni i nawet wbrew woli innych osób, doprowadzać konsekwentnie swoją jaźń do zjednoczenia z Bogiem, Wyższą Jaźnią i najwyższym możliwym poziomem wibracyjnym. Inaczej nikt by się nie oświecił a całość ludzkości, niczym toczek albo koralowiec, tkwiła by na uśrednionym poziomie świadomości. Czasem warto pomagać ludziom, ale czasem warto bardziej zadbać o siebie, jeżeli oni nie mają zbyt dobrych intencji względem siebie. Bo inaczej może się okazać, że zjedzie się do ich poziomu.

Warto uznać, zauważyć, że intencje niektórych osób są po prostu głupie, niekorzystne i krzywdzące ich samych i innych. Oni mogą być lustrem dla siebie. Ja nie muszę koniecznie uczestniczyć w tym ich obszarze świadomości.

Oczywiście warto wspierać powszechny rozwój świadomości, czyli pomagać innym, bo przecież nie żyjemy w próżni. Ale na pewno nie należy stosować ograniczających mantr w rodzaju buddyjskiego zapewnienia, że "dopóki inni coś tam, to ja też tego coś tam nie osiągnę". Dopóki inni się nie umyją ja mam być brudny? Kto im wymyślał te zasady? I dlaczego nie był mądry?
Oczywiście w wielu społeczeństwach obowiązuje zasada społecznego szczęścia i harmonii i to jest dobre. Obowiązywało to w społecznościach huny, jak i plemionach afrykańskich czy południowoamerykańskich. Chodzi o to, że ani nieszczęśliwa jednostka nie będzie radosna w nieszczęśliwym społeczeństwie, ani do końca społeczeństwo nie będzie zdrowe, jeżeli jakikolwiek jej członek nie będzie zdrowy i szczęśliwy. Tylko, że taka kolektywna odpowiedzialność ma sens i sprawdza się na początku i końcu rozwoju świadomości. To znaczy zdaje egzamin w społecznościach pierwotnych, mocno związanych z energią natury i respektujących jej wszystkie prawa oraz w świadomych społeczeństwach wysoko rozwiniętych duchowo. Natomiast nie sprawdza się we wszystkich innych społecznościach, które są stanami pośrednimi pomiędzy tymi dwoma typami organizacji społecznych przedstawionych powyżej. Dlaczego? Bo ludzie szaleją z wolną wolą, nadużywając jej i naginając do swoich egoistycznych celów, które nikomu nie służą oraz mają w sobie zbyt mało równowagi, aby działać w sposób racjonalny, świadomy i dobry. Jeszcze jedna uwaga. Nawet osoby dosyć dobrze, a nawet znakomicie nastawione do innych mogą zetknąć się ze średnim podejściem do niej przez innych. Tak mówią również buddyjskie legendy, chociażby o Gautamie. W takiej sytuacji ważne jest to, co osoba, która styka się z jakimś niemiłym traktowaniem, przyjmuje do siebie, a co pozostawia osobie, która tak go chciała potraktować. Najlepiej, jak to mówi jedna z legend, aby całość tego "daru", który przyniosła taka osoba nie została przyjęta, wtedy będzie musiała ją ze sobą z powrotem zabrać do domu. A osoba, która miała być czymś niemiłym (uczucie czy słowo) obdarowana, pozostaje czysta. Jej umysł trwa przy swoim zwykłym poziomie świadomości, nie wchodząc na poziom innej osoby. To raczej ona, prędzej czy później zastanowi się, dlaczego ta osoba i po co tak na nią i jej działanie zareagowała. Kiedyś być może zajdzie taki proces. Nie łudźmy się jednak, że to musi zajść i że to będzie szybko. Nie oczekujmy tego, bo inaczej w ten sposób następuje połączenie pomiędzy tymi osobami i nacisk, presja, aby zachowała się ona w określony sposób. A przecież może nie chcieć. Ona już odebrała swoją lekcję, która zapisała się w jej świadomości, podświadomości i duszy. Prędzej czy później to da owoce. Ale to już nie należy do nas.

Świadoma istota jest lustrem sama dla siebie. Postrzega siebie, swoje intencje, nastawienia, uczucia i przemyślenia. Widzi działania oraz bardziej lub mniej ich skutki i postanawia, co wybiera w przyszłości. Używa woli. Używa świadomego rozeznania i zmienia siebie, swoje działania oraz cechy. Plastycznie się kształtuje.

Często nie trzeba nic zmieniać w świecie zewnętrznym, a wystarczy tylko zmienić swój stosunek i sposób reagowania na coś. Dzięki temu mamy więcej spokoju i respektujemy wolną wolę innych. Taka osoba kształtuje również swoje uczucia i emocje. Decyduje, które, kiedy i po co chce przejawiać. Niektórzy mogą zarzucać, że być może nie jest to spontaniczne, ale tak naprawdę, dopiero będąc wolny od powszechnych i wyuczonych w dzieciństwie czy w przeszłości schematów reakcji, myślenia i działania, można być naprawdę spontanicznym, wolnym i lekkim.

Pamiętaj o tym, że o ile lustro coś waży, to odbicie w lustrze niewiele, albo wcale. Pozostań więc lekki, jak powiew wiatru, a boska energia zawieje Cię tam, gdzie trzeba i wypełni tym, co najlepsze.

Energetyczny lifting twarzy

Autor: Lumira

W energetycznym liftingu twarzy nie chodzi tylko o to, żeby szybko zredukować zmarszczki, ale o świadomość komórek. Każda komórka przypomni sobie o jej pierwotnym stanie zdrowia, piękna i elastyczności. To, że przy tym znikają też zmarszczki jest przyjemnym efektem ubocznym. Po tej medytacji człowiek czuje się po prostu wspaniale.

Poniżej umieściłam skróconą wersję tego ćwiczenia. Otrzymuję mnóstwo informacji, przeważnie od kobiet, że odkąd zaczęły stosować tę medytację, bardziej świadomie czują się w swoim ciele „u siebie”. Wiele pisze, że nauczyły darzyć się wewnętrzną miłością i podniosła się ich samoocena. Inne relacjonują, że ich codzienność stała się spokojniejsza. Powodem tego jest głębokie odprężenie, które nie tylko można poczuć, ale pokazuje się ono również bardzo wyraźnie na twarzy. Dlatego stosuję tę medytację przed ważnymi terminami i wyobrażam sobie, że będę po niej wyglądać fantastycznie – okazuje się, że działa to za każdym razem. Przyswój sobie tekst tego ćwiczenia.

Ćwiczenie: ENERGETYCZNY LIFTING TWARZY
Poszukaj sobie miejsca, w którym nikt nie będzie ci przeszkadzał. Usiądź bądź połóż się wygodnie, trzymaj swój kręgosłup prosto i zamknij oczy. Wykonaj głęboki wdech, a następnie powolny wydech.

Zwizualizuj sobie w myślach przepiękną zieloną łąkę. Wszystko jest tutaj spokojne i harmonijne. Kładziesz się na miękkim dywanie traw i dostrzegasz, jak przyjmuje on twoje ciało i z czułością je otula.

Złoty promień słońca dotyka twojej twarzy, delikatnie i czule. Czujesz, jak ogrzewa i uspokaja twoje komórki. Poczuj, jak to ciepło promieni słonecznych wypełnia cię światłem i miłością. Przyjmij tę delikatną beztroskę. Poczuj, jak promień słońca głaszcze cię, jak uspokaja twoją duszę, jak wygładza i ożywia twoją skórę. Promień słoneczny absorbuje wszelkie stwardnienia i napięcia z obszaru twarzy po kolei – z twojej żuchwy, okolic ust i oczu, czoła i skóry głowy, jak również karku – i przemienia je w energię słoneczną, która ogrzewa cię i doprowadza do blasku. Zwizualizuj sobie, jak światło słoneczne pieści z zewnątrz twoją skórę i wprowadza cię w błogi stan, i jak wpływa we wnętrze twojego ciała. To takie przyjemne i spokojne.

Teraz dostrzeż, jak również w twoim wnętrzu budzi się światło i rozbłyska. Teraz dzięki rozpaleniu przez światło słoneczne aktywne staje się twoje wewnętrzne słońce w splocie słonecznym. Rozbłyska odżywczym, uzdrawiającym światłem i od wewnątrz otula twoją twarz. Dwa płonące płomienie światła spotykają się w każdej komórce ciała i komórki zaczynają dzięki temu wibrować i drżeć.

Energia rozprzestrzenia się na ciało mentalne, wypełnia każdą myśl i wszystkie dogmaty, w które wierzysz. Zmienia przez to przekonania na temat twojej przeszłości, które pielęgnujesz. Dostrzeż to! Pozwól sobie na dopuszczenie zmian. To przeistoczenie zmienia świadomość każdej komórki, całe twoje DNA. Wciągnij je w siebie oddechem i poczuj, jak działa to na twój wyraz twarzy, skórę i kark.

Wibrująca energia promienia słonecznego przeistacza także twoje oczekiwania i wyobrażenia dotyczące twojej przyszłości. Pozwól, aby doszło do tej przemiany.
Poczuj, jak ta zasadnicza, długotrwała zmiana zmienia świadomość każdej komórki twojego ciała i całe twoje DNA, i poczuj każdym włóknem, jak oddziałuje na wyraz twojej twarzy. Jak czuje się teraz twoja szczęka, twoje usta, oczy, czoło, kark i skóra twarzy?

Dostrzegasz teraz, jak energia zaczyna promieniować nawet w twoim ciele duchowym i staje się coraz jaśniejsza i coraz cieplejsza. To niesamowite, wprowadzające w błogi stan światło dociera aż do przestrzeni w tobie! Poczuj również na tym poziomie, jak działa to na twoją twarz. Jak czują się tutaj: twoja szczęka, usta, oczy, czoło, kark, skóra?

Zobacz, jak głęboko i spokojnie oddychasz po przejściu przez te zmiany. Jaką harmonią i odprężeniem wypełnia się od wewnątrz twoja twarz i jak wygląda teraz z zewnątrz – widziana z poziomu zmian. Połącz się z tym obrazem i tym poczuciem, a później zaabsorbuj
to oddechem w każdą komórkę swojego ciała, w swoje DNA, w przestrzeń międzykomórkową i aurę.

Spędź jeszcze chwilę w tej błogiej energii. Podziękuj sam sobie za to, że poświęciłeś sobie czas, że zatroszczyłeś się o siebie. Poślij swoją miłość i wdzięczność swojemu ciału i komórkom… poślij światło i uznanie.

Wykonaj głęboki wdech i otwórz oczy zgodnie ze swoim tempem.

Teraz nauczyłeś się i zrozumiałeś, jak ważne jest przyjęcie samego siebie i traktowanie się zawsze jako wartościowej istoty. Nauczyłeś się kochać swoje ciało i wpływać na nie pozytywnie. To, co podarowałeś sobie samemu, to już całkiem sporo.

Więcej sekretów rosyjskich uzdrowicieli poznasz z książki Odmładzanie organizmu autorstwa Lumiry.

Baj - 2013



Horoskop Weroniki Wer na październik 2013

Autor: Weronika Wer

Autorką horoskopu jest Weronika Wer - doradca życiowy i duchowy, trenerka rozwoju osobistego, coach, arteteraputka, wizjonerka, wróżka, numerolog, runistka.

Weronika Wer:

  • Konsultacje indywidualne w zakresie miłości, biznesu, pracy, kariery, zdrowia
  • Prognozowanie przyszłości
  • Doradztwo życiowe i duchowe
  • Rozwój osobisty
  • Warsztaty, Szkolenia
  • Arteterapia
  • Analiza związków i relacji
  • Portrety numerologiczne i runiczne
  • Interpretacja snów
  • Talizmany, Amulety, Mandale

Kontakt:

tel. 666 205 751

gg. 33569487

[email protected]

Dodatkowe informacje na stronie:

www.weronikawer.bloog.pl

www.facebook.com/weronikawer


Baran 21.03 – 19.04

W Październiku, Barany złapią wiatr w żagle i nie oglądając się na innych, zdecydowanie postawią na siebie i z sukcesem będą realizować swoje zamierzenia!

Baranie, jesienna aura będzie Ci sprzyjała, jak nikomu innemu! Będziesz pełny energii, wigoru i z pozytywnym nastawieniem ruszysz do konkretnych aktywności i realizowania swoich planów. Twoje sprawy będą układały się i rozwiązywały po Twojej myśli i w odpowiednim dla Ciebie czasie. Z dużą wiarą w siebie, w swoje możliwości i słuszność swoich działań, będziesz realizował swoje wytyczne i zmierzał do postawionych sobie celów. W sferze uczuciowej i osobistej możesz spodziewać się ciekawych znajomości i nowych kontaktów. W pracy możesz liczyć na powodzenie, rozwój Twojej misji i kariery, sukcesy, wysokie osiągnięcia i spore profity. Okoliczności życiowe będą Ci sprzyjać i Cię wspomagać, więc tym łatwiej będzie Ci dopinać swego i osiągać cele!

Byk 20.04 – 20.05

Wraz z nadejściem jesiennego października, przed Bykami otworzą się nowe perspektywy i możliwości, co znacznie poprawi nastrój i samopoczucie Byków!

Byku w tym miesiącu w Twoim życiu zmieni się aura i okoliczności życiowe na lepsze, więc uważnie rozglądaj się wokół siebie, bo masz teraz dobry okres na zmiany i nowe początki. Stare sprawy zostaw za sobą i otwórz się na przyszłość. Teraz nastał czas na nowe perspektywy i kreację we wszystkich sferach Twojego życia. W pracy odważnie postaw na swoje liczne talenty, realizację ciekawych pomysłów, szalonych koncepcji i innowacyjnych projektów. Istotna także będzie dla Ciebie sfera miłości, romansów, seksu i erotyki. Będziesz chętnie nawiązywać znajomości i odważnie wchodzić w nowe związki. Niejeden z Byków zakocha się jesienią i będzie miał szansę przeżyć naprawdę piękną miłość z perspektywami na przyszłość!

Bliźnięta 21.05 – 21.06

Jesienna aura października Bliźniętom może przynieść tendencje spadkowe i zniżkowe, jeśli chodzi o samopoczucie i kondycję psychiczną!

W tym miesiącu Bliźniaku może Ci mocno dawać się we znaki i utrudniać Ci życie zawodowe i towarzyskie, Twoja huśtawka nastrojów, niezrównoważenie emocjonalne, rozdrażnienie spowodowane kłopotami, przemęczenie codziennymi sprawami, przepracowanie i ogólne osłabienie organizmu. Łatwo będzie można Cię teraz zdenerwować i wyprowadzić z równowagi. W trudniejszych sytuacjach, dyskusjach spornych czy konfliktach, raczej ciężko Ci będzie zachować opanowanie, dystans i spokój. Zadbaj więc o swój nastrój, nerwy i dobre samopoczucie i spróbuj znaleźć skuteczne sposoby, aby łagodnie przetrwać i przeczekać ten trudniejszy dla Ciebie jesienny okres.

Rak 22.06 – 22.07

Raki w tym miesiącu powinny w swojej codziennej bieganinie zawodowo-domowej znaleźć trochę czasu dla siebie i swoich potrzeb!

Raku, w najbliższym czasie Twoje zmęczenie i przepracowanie zdecydowanie dadzą o sobie znać i będziesz musiał nieco zwolnić tempa w pracy i pozwolić sobie na zregenerowanie sił i organizmu. Powinieneś zatem, w miarę swoich możliwości, zmniejszyć ilość dotychczasowych obowiązków i uwolnić się od dodatkowych zobowiązań zawodowych, domowo-rodzinnych i zaszyć się samotnie w domowym, zacisznym kącie, by zwyczajnie poleniuchować i odpocząć. Wycisz swój umysł, zrelaksuj się i na spokojnie, bardziej efektywnie rozplanuj sobie pracę i swoje powszednie powinności. Korzystny i energetyzujący dla Ciebie będzie także wypoczynek na świeżym powietrzu!

Lew 23.07 – 22.08

Przed Lwami zapowiada się dość aktywny i fajny miesiąc, obfitujący w nowe, owocne kontakty zawodowe i ciekawe znajomości towarzyskie!

W październiku Lwie, w pracy będziesz miał dużo sprzyjających okazji i sposobności, by podpisać korzystne dla siebie umowy handlowe, nawiązać obiecujące kontakty z klientami i współpracę z innymi firmami, znaleźć dobrze płatne zlecenia i rozpocząć nowe projekty zawodowe. A jeśli poszukujesz nowej, lepszej pracy, to nie powinieneś narzekać na brak szans i szczęśliwych okoliczności w tym temacie. W sprawach osobistych będzie to sprzyjający okres dla Twoich przyjaźni, związku, relacji rodzinnych i kontaktów ze znajomymi. Masz teraz dobry czas na budowanie partnerstwa i zgody w związku. Postaw przede wszystkim na współpracę, a Twoje sprawy zawodowe i kontakty towarzyskie będą układać się zgodnie i harmonijnie!

Panna 23.08 – 22.09

Jesienny październik będzie dla Panien raczej okresem wyciszenia, spokoju i refleksji...

W tym miesiącu, Panno nie będziesz miała większej ochoty na wzmożoną aktywność, czy to zawodową, czy też towarzyską. Z nieukrywanym zadowoleniem skupisz się na sobie i swoich potrzebach. Chętnie będziesz spędzać czas we własnym towarzystwie, by w ciszy i samotności przemyśleć sobie pewne trudne kwestie i ważne dla Ciebie tematy. Okoliczności zewnętrzne dadzą Ci ku temu dużo okazji i możliwości, ponieważ w najbliższym okresie raczej nie będą sprzyjać szybkiemu rozwojowi Twoich projektów i spraw zawodowych, jak również nie przyniosą większego ruchu w kwestiach osobistych i klimatach towarzyskich. Medytacja, relaks przy dobrej muzyce lub spacer w lesie będzie sprzyjać Twoim przemyśleniom i refleksyjnemu usposobieniu.

Waga 23.09 – 22.10

Jesienny październik dla Wag może okazać się czasem nieco trudnym i dość upierdliwym w pracy i tematach zawodowych!

Wago, przed Tobą miesiąc raczej wytężonej, codziennej pracy i wykonywania, niekoniecznie lubianych, rutynowych obowiązków zawodowych, niż zbierania wielkich laurów i osiągania lukratywnych sukcesów. Twoje obecne sprawy i projekty zawodowe mogą się teraz ślimaczyć, opóźniać i blokować. Niestety może się okazać, że Twoje dotychczasowe, wytężone działania i trudy były trochę chybione i poszły nieco na marne, a cierpliwość i wysiłek, jakie ostatnio włożyłaś w pracę nie przynoszą Ci oczekiwanych wyników i zasłużonych profitów. W takiej sytuacji, aby nie dopadł Cię zbytni pesymizm i całkowite zniechęcenie, wyluzuj, odpocznij i popracuj nad afirmacją sukcesu oraz zadbaj o swoje dobre samopoczucie!

Skorpion 23.10 – 21.11

Wraz z nadejściem jesieni Skorpiony nabiorą dużego apetytu na miłość i na poważnie postanowią rozejrzeć się za bratnią duszą do towarzystwa na dobre i złe!

Skorpionie, jeśli jesteś singlem, to w tym miesiącu dojdziesz do wniosku, że masz już dość bycia samemu i samotnego spędzania wieczorów i weekendów i zechcesz znaleźć sobie towarzyszkę. Natomiast jeśli jesteś w niezbyt udanym związku, to stwierdzisz iż masz po uszy niedopasowania i konfliktów i odważnie wyruszysz na poszukiwania odpowiedniego partnera życiowego. Wszystkie sposoby i metody, by znaleźć tego ukochanego lub ukochaną, będą pożądane i dozwolone. Zatem w swoich poszukiwaniach zapisz się na portale randkowe, uruchom swoich znajomych, wybierz się na randkę w ciemno, odnów dawne kontakty towarzyskie. Przy tak sprzyjającej Ci aurze w październiku, Twoje poszukiwania będą bardzo celowe i mogą zostać wynagrodzone znalezieniem właściwej osoby!

Strzelec 22.11 – 21.12

W październiku Strzelce trochę spasują ze swoją ekspansją zawodową i towarzyską i zainteresują się sprawami domowymi i tematami rodzinnymi!

W tym miesiącu Strzelcu, najważniejsza dla Ciebie będzie więź i kontakt z rodziną i najbliższymi przyjaciółmi. Na skutek różnych okoliczności, mocno teraz docenisz fakt, iż masz jakakolwiek rodzinę i znajomych wokół siebie. Zapragniesz więc spędzać jak najwięcej czasu ze swoimi bliskimi i dalszymi krewnymi. Chętnie i z dużą przyjemnością będziesz uczestniczyć w imprezach i uroczystościach rodzinnych oraz weekendowych wizytach u rodziców. Może także zapragniesz założyć własną rodzinę i podejmiesz poważną decyzję o wspólnym zamieszkaniu ze swoim obecnym partnerem czy partnerką lub może nawet, w ramach przedłużenia rodu, z dużym zapałem podejmiesz starania o potomka!

Koziorożec 22.12 – 19.01

Październik dla Koziorożców może się okazać niezbyt łaskawy i przyjazny w kwestii rozwoju wydarzeń losowych i własnego samopoczucia!

W tym miesiącu Koziorożcu, dokuczać Ci może gorsza kondycja zdrowotna, jesienna chandra i obniżony nastrój, na co zapewne wpłyną zewnętrzne okoliczności życiowe, które niestety nie stworzą Ci zbyt bajkowego klimatu i nie będą nastrajać Cię optymistycznie. Raczej przyjdzie Ci w nadchodzącym okresie, zmierzyć się z opornymi przeciwnościami losu, niesprzyjającymi Ci ludźmi i trudnymi i skomplikowanymi sytuacjami. Przyjrzyj się zatem temu, co się dzieje wokół Ciebie, na spokojnie oddziel plewy od ziarna i zrób gruntowne porządki w swoich planach osobistych, zamierzeniach zawodowych i oczekiwaniach i aktywnościach towarzyskich. Odpuść sobie pewne sprawy i tematy, zaakceptuj porażki i zrób przestrzeń dla nowych doświadczeń, działań i znajomości!

Wodnik 20.01 – 18.02

Jesienna aura zdecydowanie będzie sprzyjać Wodnikom i w październiku przyniesie im sporo energii i sił witalnych!

Wodniku, w tym miesiącu towarzyszyć Ci będzie dobra kondycja fizyczna, dobre samopoczucie i optymistyczne spojrzenie na świat! W pracy zapowiada się raczej spokojnie, nawet nieco leniwie, bez specjalnego zamieszania. Sprawy będą płynąć własnym torem i wszystko będzie rozwijać się w swoim niespiesznym tempie, dając Ci tym samym nieco oddechu. W podejmowaniu ważnych dla Ciebie decyzji wykorzystuj swoją intuicję, ponieważ będzie podpowiadać Ci trafne rozwiązania i właściwe wybory. Ważne będą dla Ciebie w tym miesiącu sprawy uczuciowe i relacyjne. Będziesz teraz bardziej wrażliwy, spontaniczny, uczuciowy i tolerancyjny. Uruchomienie empatii i umiejętności wczuwania się w sytuacje innych, znacznie poprawi Twoje relacje z bliskimi i znajomymi!

Ryby 19.02 – 20.03

Ryby 19.02 – 20.03 W październiku Ryby odważnie i zdecydowanie powinny postawić na samodzielność i niezależność!

Rybo, w tym miesiącu zaufanie do siebie i wiara we własne siły i talenty, pomoże Ci zrealizować swoje plany i poprowadzi Cię wprost do sukcesu. Postawienie na pewność siebie i niezależny, oryginalny sposób myślenia i działania, pomogą Ci przezwyciężyć wszelkie trudności i kłopoty i pozwolą Ci szybko i skutecznie osiągnąć zamierzone efekty w pracy i zrealizować plany i cele w sferze towarzyskich kontaktów. Będziesz teraz na tyle silna i zdeterminowana, że ciężko będzie Ci się przeciwstawić i odwieść Cię od Twoich racji! Masz teraz dobry okres, by budować swój autorytet wśród swoich współpracowników, znajomych i przyjaciół. Nadszedł czas, kiedy to Ty powinnaś wieść prym i wskazywać innym kierunki rozwoju i ekspansji!

Weronika Wer - doradca życiowy i duchowy, coach, trenerka ds. rozwoju osobistego i samoświadomości, arteterapeutka, wizjonerka, jasnowidz, numerolog, runistka, wróżka, malarka. Z wykształcenia humanistka, kulturoznawca, psychoterapeutka. Ezoteryką i parapsychologią interesuje i zajmuje się od ponad 20 lat. Współpracuje z mediami - jest twórczynią i redaktorką autorskiej audycji “Rozmowy z Weroniką” w radio Parada, prowadziła programy ezoteryczne w telewizji, pisze i publikuje horoskopy na Wirtualnej Polsce. Interesuje ją niezwykle złożona natura człowieka oraz mechanizmy i schematy zachowań ludzkich, dlatego od wielu lat pracuje z ludźmi. Prowadzi konsultacje indywidualne, warsztaty i kursy, prognozuje przyszłość, doradza w sprawach życiowych i tematach duchowych, wspomaga w rozwoju osobistym i wspiera w pracy nad sobą, interpretuje sny, tworzy amulety ochronne, talizmany i maluje mandale. W swojej pracy wykorzystuje intuicję, empatię, talenty jasnowidzenia, doświadczenie i wiedzę z zakresu numerologii, run, różnych technik dywinacyjnych, ezoteryki, astrologii, psychologii i psychoterapii. Prognozuje przyszłość i odkrywa tajniki przeznaczenia korzystając z daru jasnowidzenia i interpretując głównie runy w rozkładach indywidualnych i partnerskich oraz korzystając z numerologii - tworząc portrety numerologiczne i opierając się na cyklach numerologicznych. Uważa jednak, że nasz los i nasza przyszłość nie są zdeterminowane, a prognozowanie daje nam tylko pewne znaki i wytyczne na ścieżce naszego życia, pozostawiając każdemu własną wolę i wybór. W pracy skupia się na człowieku, poszukiwaniu przyczyn jego konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych i rozwiązywaniu jego problemów. Sądzi, że wszystko co nas spotyka jest nam potrzebne i rozwojowe, wszystkie nasze doświadczenia mają swoje uzasadnienie, a wszelkiego rodzaju problemy i porażki traktuje perspektywicznie, jako przyczynek do dalszego rozwoju.

Dowody skuteczności leczniczej oleju

Autor: Dr Bruce Fife

Jednym z najważniejszych argumentów przeciwko płukaniu ust olejem, wysuwanym zwłaszcza ze strony lekarzy, jest fakt, iż istnieje niewiele dowodów naukowych potwierdzających skuteczność tej metody. Lekarze z wielką ostrożnością podchodzą do nowych lub niepotwierdzonych badaniami terapii, zwłaszcza jeśli podważają one bardziej konwencjonalne praktyki. Instytucje finansujące badania oraz koncerny farmaceutyczne nie są zainteresowane weryfikacją skuteczności terapii naturalnych. Dlatego też w standardowych czasopismach medycznych pojawiło się jak dotąd niewiele publikacji na temat ssania oleju.

Fakt, iż nie przeprowadzono zbyt wielu badań na ten temat, nie świadczy jednak o nieskuteczności tej metody. Największym zmartwieniem lekarzy odnośnie nowych terapii są potencjalne zagrożenia dla zdrowia. Niezbadany lek lub zabieg medyczny mogą wyrządzić pacjentowi wielką krzywdę, więc lekarze są zawsze bardzo sceptycznie nastawieni do wszelkich nowości. Domagają się ich wielokrotnego zbadania w celu potwierdzenia bezpieczeństwa ich stosowania, zanim zalecą je swoim pacjentom. Nie jest to jednak konieczne w przypadku płukania ust olejem, ponieważ metoda ta jest całkowicie bezpieczna, a o jej bezpieczeństwie świadczy co najmniej dwutysięczna tradycja stosowania. Nikt nigdy nie umarł ani nie ucierpiał z powodu tej terapii. Oleju nie połyka się, więc metoda ta nie polega na przyjmowaniu czegokolwiek do wnętrza organizmu. Ssanie oleju jest jedną z najbardziej nieinwazyjnych, nieszkodliwych i najprostszych – a jednocześnie najbardziej skutecznych – form leczenia.

Chociaż nie opublikowano wiele badań medycznych na ten temat, nie oznacza to, iż nie posiadamy żadnych dowodów potwierdzających skuteczność i bezpieczeństwo stosowania tej terapii. Istnieje ich bardzo wiele. Faktem jest, że jama ustna jest idealnym środowiskiem dla zarazków. Wiemy też, że mikroorganizmy jamy ustnej mogą przenosić się do innych części ciała, wywoływać infekcje oraz wpływać na biochemię organizmu, wywołując liczne choroby zakaźne i degeneracyjne. Istnieją setki opublikowanych badań medycznych potwierdzających to zjawisko. Powszechnie wiadomo również, że ssanie oleju usuwa zarazki z jamy ustnej, zmniejszając ilość potencjalnie szkodliwych mikroorganizmów, które mogłyby przedostać się do pozostałych części ciała. Jest to kwestia oczywista dla wszystkich tych, którzy wypróbowali tę metodę leczenia. Wiemy, że ciało ludzkie ma niezwykłą zdolność samouzdrawiania i silną wolę przetrwania, jeśli tylko damy mu szansę. Ssanie oleju oczyszcza organizm z toksyn oraz odciąża układ odpornościowy, zwiększając jego skuteczność. Faktem jest, że tysiące ludzi doświadczyło poprawy zdrowia dzięki stosowaniu tej metody. Jeśli jest ona bezpieczna i skuteczna, dlaczego mielibyśmy ją zignorować? Zachęcam cię do jej wypróbowania i skorzystania z jej zalet.

Więcej o tej terapii dowiesz się z książki dr. Bruce’a Fife zatytułowanej Płukanie ust olejem.

Duchowa ścieżka jest zawsze indywidualna

Autor: Munin

Mamy za sobą czasy, w których prawie wszyscy chodzili w takich samych butach, jedli takie same pokarmy, zachowywali się i wyglądali ogólnie mówiąc tak samo. Wszystko z powodu idei, jaka zrodziła się w głowach ludzkich, której na imię "socjalizm".
By wszyscy byli równi, aby mieli równe szanse, zrównano styl życia, zunifikowano go, upodabniając ludzi do siebie jak pingwiny, wróble, wrony czy inne zwierzęta stadne.
Jest to pewna tendencja, która towarzyszy nam przez całe życie. Lubimy tworzyć z innymi wspólnoty. Te wspólnoty jednak nie mają charakteru swobody, rządzą nimi ściśle określone prawa, normy i stereotypy.
W podobny sposób podchodzimy często do duchowej ścieżki, duchowego rozwoju. Pragniemy uczestnictwa w grupach, tworzenia kolektywu. To niejako mechanicznie, automatycznie wypływa z podświadomości.
Problem w tym, że wszystko, co jest w naszym życiu automatyczne i mechanicznie, nie płynie z naszej istoty.
Powód tego jest prosty: nie jesteśmy robotami, mechanizmami ani automatyzmami. Jesteśmy osobami. I w słowie "osoba" znajduje się ten sam rdzeń, co w słowie "osobny".
Jesteśmy osobni i nie stanowimy w istocie części społeczeństwa, punktu w zbiorze. Nie jesteśmy nawet częścią tej planety ani częścią naszej rodziny. Jesteśmy absolutnie, ale to absolutnie odrębnymi bytami.
Duchowe przebudzenie polega m.in. na przebudzeniu się do tej odrębności, indywidualności, uświadomienie sobie tego, co głoszą jogini jako "neti-neti". Nie jestem tym, ani tym, jestem kimś całkowicie odrębnym i różnym od wszystkiego, co widzę, identyfikuję.
Ponieważ my sami jesteśmy absolutnie odrębni, nasza prawdziwa, duchowa ścieżka i w ogóle nasze prawdziwe życie jest odrębne jak my sami. Kiedy to wszystko wypływa z nas, jest oryginalne, całkowicie indywidualne.
Znaczy to, że niemożliwe jest, aby ktoś był naszym duchowym mistrzem w sensie ostatecznym. Nikt nie może pokierować naszym życiem, by zapewniło nam urzeczywistnienie. Nikt nie może dać nam jakiejś ścieżki do przejścia, ponieważ ścieżka, którą podąża nasza istota, jest ścieżką, którą sami sobie wydeptujemy.
Nie jest ona gotowa. Nie jest to joga, huna, bon, zen, tantra czy inny system. W żadnym z nich nie znajdziemy naszej duchowej ścieżki. Są to systemy, które służą jako narzędzia. Pomagają nam osiągać naszą prawdziwą ścieżkę. W żadnym jednak razie nie mogą jej zastąpić.
To pewien dorobek ludzkości. Ludzka wiedza. Ale uczestniczyć w niej można naprawdę tylko na jeden, bo na swój własny sposób.
Dlatego nie powinniśmy ostatecznie kierować się żadnymi naukami, które pochodzą z zewnątrz. Zresztą jeżeli są to prawdziwe nauki, przypominają nam ciągle o tym, że sami jesteśmy kowalami swojego losu i swojego urzeczywistnienia. I taka jest ich najwyższa wartość. Uczą nas tego, że ostatecznie sami kształtujemy swoje doświadczenia, sami wydeptujemy sobie ścieżkę naszego ducha. I że nie powinniśmy przestawać tego robić chcąc upodobnić się do jakiegoś mistrza zen, lamy, kahuny itd.
Inaczej pojawia się socjalizm. Stajemy się jak zwierzęta stadne. Ubieramy się według naszej tradycji i zachowujemy się tak, jak zachowywać się powinno będąc członkiem tradycji. Wszystkim dookoła dajemy znać, że jesteśmy buddystami, hinduistami, ezoterykami, szamanami, magami itd.
To jest iluzoryczne i niezdrowe, nieautentyczne, nie płynie z naszego ducha.
Duch jest zawsze indywidualny i odpowiedzialny. Nawet gdy działa w tradycji, to robi to inaczej, na swój sposób. Nie powtarza tylko utartych schematów i truizmów. Z głębi ducha działamy twórczo.
Nie zastanawiaj się jaka jest twoja duchowa ścieżka - nie ma niczego takiego jako istniejącego niezależnie od ciebie. To ty ją tworzysz. Tworzysz ją właśnie w tym momencie, gdy czytasz ten tekst, kiedy zaczynasz próbować huny czy innej metody.
Nie identyfikuj swojej duchowej ścieżki z żadną tradycją, z żadnym systemem. Nie stawiaj też nad sobą żadnego autorytetu, żadnego guru. Nie wkładaj innej głowy na swoją głowę.
Tak jak twoja głowa jest indywidualna, twoje DNA jest indywidualne, twoja istota jest indywidualna, niepowtarzalna. Być może kwestią jej indywidualności będzie zaangażowanie się w jakąś tradycję. A może działanie niezależne od tradycji. Nie to jest ważne, jak wygląda to na zewnątrz, ale czy naprawdę płynie z ciebie.
Bo w każdej prawdziwej tradycji duchowej chodzi o ciebie. Rozpoznanie tego, kim naprawdę jesteś, osiągnięcie siebie.
Jeżeli jakaś tradycja nie prowadzi do tego celu i jasno go nie komunikuje, nie jest prawdziwą duchową tradycją, ludzką wiedzą, ale czymś na kształt socjalistycznej utopii, będącej wbrew temu, kim jest osoba - że jej cechą jest absolutna osobność, indywidualność, odrębność, a tym samym niepowtarzalność.

Munin – usługi szamańskie na dystans. Tygodniowe sesje huny (haipule) dla dziedzin: pieniądze, miłość, zdrowie, rodzina, duchowość – www.muninszaman.blogspot.com

Uzależnienie od jedzenia

Autor: Gillian Riley

Czy jesteś uzależniony od jedzenia? Jeśli trudno jest ci odpowiedzieć na to pytanie, wiedz, że uzależnienie wcale nie musi przyjmować formy ekstremalnej. Osobę, która pali dwa papierosy dziennie można uznać za nałogowego palacza. Uczciwość nakazuje przyznać, że jest to słabszy nałóg niż w przypadku osoby, która odpala jednego papierosa od drugiego, ale mamy tu do czynienia z tym samym procesem.

Uzależnienie od jedzenia przejawia się na wiele różnych sposobów. Możemy o nim mówić zarówno w przypadku osób o prawidłowej wadze ciała, jak i tych z nadwagą oraz otyłych. Można o nim mówić nawet w przypadku osób z niedowagą, ponieważ bywają osoby bardzo szczupłe, które jedzą wyłącznie bardzo uzależniające niezdrowe jedzenie.

Sprawdź, czy któryś z poniższych opisów trafnie opisuje twoje nawyki żywieniowe:

  • Wiesz, że jadasz o wiele za dużo podczas posiłków, ale mniejsze porcje cię nie satysfakcjonują;
  • Po wieczornym posiłku dalej serwujesz sobie przekąski;
  • Otwierasz paczkę herbatników z zamiarem zjedzenia jednego czy dwóch, ale rzadko się zdarza, żeby zostało coś więcej niż same okruszki;
  • Zbyt często myślisz o jedzeniu;
  • Przez większość czasu czujesz głód;
  • Czujesz głód po zjedzeniu solidnego posiłku;
  • Po jedzeniu często odczuwasz mniejszy lub większy dyskomfort (np. senność, wzdęcie lub mdłości);
  • Rzadko lub nigdy nie zdarza ci się doświadczyć prawdziwego, naturalnego uczucia głodu;
  • Boisz się doświadczyć prawdziwego uczucia głodu;
  • Jesz o wiele za szybko i trudno jest ci jeść wolniej;
  • Czasem wchodzisz w swojego rodzaju trans i nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że jesz;
  • Rzadko jadasz zalecane „pięć porcji dziennie” owoców lub warzyw;
  • Wierne stosowanie się do diety stanowi dla ciebie bardzo duże wyzwanie, a jeśli ci się to udaje, potem odzyskujesz wszystkie utracone kilogramy;
  • Od czasu do czasu czujesz potrzebę objedzenia się niezdrowymi produktami, których zwykle nie jadasz, po czym zawsze odczuwasz żal i zdenerwowanie;
  • Nie jesteś najlepszym okazem zdrowia – cierpisz na zgagę, zatwardzenie lub przewlekłe zmęczenie;
  • Energię czerpiesz z używek, takich jak: cukier, kofeina i/lub nikotyna;
  • Dużo bardziej dbasz o zdrową dietę swojej rodziny niż swoją własną;
  • Regularnie doświadczasz poczucia winy lub żalu z powodu tego, co jesz lub w jakiej ilości;
  • Stale nie dotrzymujesz składanych sobie obietnic dotyczących tego, co będziesz, a czego nie będziesz jeść;
  • Wiesz, że jadasz zbyt wiele niezdrowych produktów, ale nie lubisz zdrowego jedzenia, szczególnie warzyw;
  • Twoje życie, a zwłaszcza twój nastrój, zależy od wagi.

Każdy może od czasu do czasu doświadczać niektórych z powyższych objawów. Pamiętaj jednak, że uzależnienie to kwestia stopnia ich natężenia. Nie ma i nigdy nie będzie jasnej i wyraźnej linii, która precyzyjnie wyznaczałaby granicę, za którą zaczyna się nałóg. To nie oznacza jednak, że uzależnienie od jedzenia nie istnieje – i jeśli któreś z powyższych problemów nie chcą zniknąć z twojego życia, pomóc ci może zinterpretowanie ich obecności w takim właśnie świetle.

Nie każdy zgadza się ze stwierdzeniem, że jedzenie jest uzależniające. Moje przekonanie zrodziło się z doświadczenia pracy z klientami, którym pomagałam rzucić palenie. Palacze często palą papierosa zamiast coś zjeść oraz, zwłaszcza kiedy rzucają palenie, jedzą zamiast zapalić. Nikotyna jest powszechnie postrzegana jako substancja uzależniająca i dla wielu osób chęć zapalenia i chęć zjedzenia czegoś stają się wymienne, a czasami – nie do rozróżnienia.

Bywają nawet tacy palacze, którzy są nie tyle uzależnieni od nikotyny, co od jedzenia. Takie osoby mogą zapalić papierosa lub nie – palą jedynie po to, żeby mieć kontrolę nad tym, co jedzą i ile ważą. Nie są one tak naprawdę palaczami – to jedzenioholicy, którzy palą. Ta część rzucania palenia, która powiązana jest z papierosami, jest dla nich stosunkowo łatwa do przejścia. Wyzwanie stanowi zmierzenie się ze swoim jedzenioholizmem, kiedy już nie palą.

Inne podobieństwo pomiędzy uzależnieniem od palenia a tym od jedzenia leży w niemal identycznym – i raczej przygnębiającym – odsetku osób powracających do nałogu. Jedno z kryteriów definiujących uzależnienie to wielokrotne nieudane próby przejęcia kontroli nad kompulsywnym nawykiem. Powszechnie wiadomo też, że zarówno palaczom, jak i osobom wiecznie odchudzającym się bardzo trudno jest wytrwać w swoich postanowieniach na dłuższą metę. Według badań, na stu palaczy podejmujących poważne próby rzucenia papierosów, aż 95 powraca do palenia w ciągu roku. Taki sam wskaźnik niepowodzeń przytaczany jest często w kontekście diet, a według jednego z badań jest on jeszcze gorszy. To przeprowadzone w 2003 r. w Anglii badanie wykazało, że zdumiewająco wysoki odsetek osób, bo aż 99%, albo nie schudło tyle, ile chciało, albo odzyskało utracone kilogramy w ciągu roku.

W ostatnich latach naukowcy zaczęli odkrywać reakcje biochemiczne zachodzące w mózgu podczas jedzenia, które są spójne z tymi występującymi w przypadku uzależnienia. Można wywnioskować, że zwłaszcza tłuszcze i cukry proste oddziałują na mózg bardzo podobnie do nikotyny i innych uzależniających substancji psychoaktywnych.

Kiedy mówimy, że jedzenie uzależnia, nie stwarzamy nowego problemu – stawiamy problem już istniejący w świetle prawdy. Wzbraniając się przed oceną – kolejnym powodem do biczowania się z powodu tego, co zjadamy – można użyć konceptu nałogu jako wyjaśnienia problemu przejadania się. Chodzi o to, że dopiero kiedy zrozumie się, jak działa uzależnienie, można uznać zasadność strategii koniecznych do poradzenia sobie z nim.

Mimo wszystko takie postawienie kwestii przejadania się stawia więcej pytań niż daje odpowiedzi. Każdy nałóg – nieważne, czy nikotynowy, kofeinowy, czy jakikolwiek inny – ma swoją własną charakterystykę. Oczywiste jest, że odpalanie jednego papierosa od drugiego to co innego niż ćpanie kraku. Uzależnienie od heroiny to co innego niż kompulsywne uprawianie hazardu. Ważne są jednak ich cechy wspólne, które pozwalają nazwać je wszystkie nałogami. Zobaczmy, jakie to cechy i jak się one mają w odniesieniu do jedzenia.

Więcej na temat braku kontroli nad jedzeniem i przejadaniem się przeczytasz w poradniku Jak jeść mniej i nie oszaleć z głodu autorstwa Gillian Riley.

Kobieta na zakręcie – pod jesiennym słońcem Toskanii

Autor: Weronika Wer

Są takie momenty w naszym życiu, kiedy mamy wszystkiego serdecznie dosyć! Kiedy nie wiemy, co ze sobą zrobić i w jakim kierunku zmierzać dalej? Kiedy czujemy, że musimy coś zmienić w swoim życiu, tylko nie wiemy jak? Kiedy jesteśmy na zakręcie i boimy się podejmować decyzje, bo nie widzimy, co jest za zakrętem?

Niejedna z trzydziestolatek i czterdziestolatek jest obecnie właśnie na zakręcie swojego życia.
Czas mija, to co do tej pory funkcjonowało w Twoim życiu, jako Twoja zwyczajna codzienność odeszło bezpowrotnie. Związek, który miał być na całe życie, zakończył się z wielkim hukiem i zostałaś sama. Praca, której tyle poświeciłaś, okazała się tylko zarabianiem pieniędzy i już nie cieszy. Brakuje ci pasji, wigoru i sensu życia. Nie wiesz co robić i jak żyć? Masz dość! I co dalej?
Jak ułożyć sobie życie? Gdzie i w czym szukać pocieszenia? Jak budować nowe relacje? Jak znaleźć miłość i spełnienie? Jak znaleźć właściwego partnera? Jak zachować wolność i być w związku? Jak odzyskać namiętność? Jak się realizować zawodowo, by odnaleźć pasję? Jakie podjąć decyzje? Jak zacząć na nowo? Mnożą się pytania, a odpowiedzi brak.

To są trudne pytania na które niejedna z nas zwłaszcza w okresie 30 paru – 40 paru lat próbuje sobie odpowiedzieć. Więc może już czas się zatrzymać i poszukać siebie na nowo, znaleźć odpowiedzi na swoje pytania i odzyskać smak życia! Może czas najwyższy, aby się zresetować, odreagować, odpocząć, zmienić perspektywę, nabrać dystansu do swoich problemów, pobyć wspólnie z innymi kobietami, porozmawiać z nimi o swoich przejściach i doświadczeniach i popracować z tematem radości życia, spełniania się zawodowo, miłości i budowania relacji.

A gdzie najlepiej poczuć smak życia, jak nie w pięknej Italii - w malowniczej Toskanii?
Każda z nas choć raz chciała tam pojechać (nawet Julia Roberts tam była w filmie „Jedz, módl się i kochaj” i jadła i odzyskała sama i urok życia), ale nigdy nie było okazji albo nie było z kim albo nie było czasu? A teraz jest okazja, by wreszcie zrealizować swoje marzenie i odnaleźć się na nowo w tej magicznej krainie.

Niewiele regionów na świecie może się równać się z Toskanią pod względem harmonii połączenia urody i bogactwa pięknego, specyficznego krajobrazu. Charakterystyczny dla tej okolicy jest pagórkowaty pejzaż ciemnozielonych, smukłych cyprysów, srebrzystych drzew oliwnych, złotożółtych pól słoneczników i oczywiście ciemnofioletowych winogron w winnicach Chanti.

Toskania, to Florencja, z jej piękna, monumentalną katedrą Santa Maria del Fiore. To Piza, z jej charakterystyczną i znaną wszystkim Krzywą Wieżą. To również średniowieczna Siena, z jej Il Campo, gdzie odbywa się słynny festiwal Palio i Torre del Mangia, skąd rozpościera się przepiękny widok na pobliskie winnice. To także Lukka, z jej dębową wieżą oraz urocza dolina rzeki Orcia.

Niepowtarzalny i urzekający jest urok Toskanii zwłaszcza jesienią, kiedy to mieni się ona bogactwem ciepłych barw brązu, sieny palonej i miedzianej rdzy przekwitłych roślin i spalonych słońcem pól. Malownicze doliny, poprzecinane wstęgami rzek, z rozrzuconymi pośród nich majestatycznymi starymi, wiejskimi domami, które wyglądają tak, jakby stały tu od zawsze - zapraszają do podróży marzeń. Jesień w Toskanii, to czas prawdziwego smakowania jej uroków - tłoczenia oliwy, ostatnich winobrań, polowań na dziczyznę, zbierania grzybów i długich jesiennych biesiad w rodzinnych trattoriach w cieple wielkich kamiennych kominków. Każdego przybysza urzeka ciepło mieszkańców, doskonała kuchnia, sery i wina, nie mające sobie równych.

Ciepło, niepowtarzalne piękno, atmosfera, spokój i koloryt Toskanii sprawi, że inaczej spojrzysz na swoje sprawy i problemy.

Więc jeśli: poszukujesz odpowiedzi, jesteś po trudnych przejściach i bolesnych rozstaniach, czujesz się samotna i pogubiona w życiu i szukasz wsparcia, poszukujesz nowej perspektywy życiowej i pragniesz zmian, chcesz zostawić za sobą trudną przeszłość, zacząć na nowo i wreszcie cieszyć się życiem, chcesz poznać ciekawe i podobne do ciebie kobiety i nawiązać nowe przyjaźnie oraz pragniesz zaznawać więcej miłości, szczęścia i spełnienia w każdej chwili swojego życia, to zapraszamy Cię do Toskanii na wyprawę marzeń – „Pod jesiennym słońcem Toskanii” połączoną z warsztatami rozwoju osobistego „Kobieta na zakręcie”, 5-12 października 2013r.

Nasza babska wyprawa odbędzie się poza głównymi szlakami turystycznymi. Będziemy miały czas na niespieszne cieszenie się chwilą, przesiadywanie w klimatycznych knajpkach i delektowanie się przepysznymi, aromatycznymi smakami włoskich potraw i win.
Podczas warsztatów będziemy szukać odpowiedzi na nasze pytania, będziemy żegnać trudną przeszłość i konstruować na nowo swoje życie. Będziemy badać różne aspekty naszych sytuacji, aby lepiej zrozumieć swoje uwarunkowania, wzorce i schematy. Przyjrzymy się naszym fascynacjom i obsesjom związanym z miłością i mężczyznami. Będziemy szukać sposobu, jak lepiej radzić sobie z porażkami, wypaleniem zawodowym, samotnością, brakiem wzajemności i odrzuceniem oraz jak w bardziej świadomy sposób podejmować decyzje, wybierać sobie pracę, budować relacje i tworzyć satysfakcjonujące związki.

Kobieta na zakręcie – pod jesiennym słońcem Toskanii to podróż osobista dla kobiet, które chcą zatrzymać się na chwilę w pięknej Toskanii, by odkryć na nowo siebie i przywołać w sobie smak miłości, pasji i radości życia!

Zapraszamy Weronika Wer i Agnieszka Malinowska ;-)

Informacje o wyprawie:
http://weronikawer.bloog.pl/
https://www.facebook.com/weronika.wer
https://www.facebook.com/events/233470883468562/

Kontakt: 666 205 751, 503 020 376

Fazy Księżyca

Autor: Dr Krystyna Konaszewska-Rymarkiewicz


1. faza – nów

Widoczność Księżyca i jego wysokość nad horyzontem jest uzależniona od wzajemnego położenia Słońca i Księżyca oraz od szerokości geograficznej miejsca obserwacji. Nów rozpoczyna się KONIUNKCJĄ Słońca i Księżyca, tj. oba Światła są w tym samym miejscu. Księżyc wówczas jest zupełnie niewidoczny, a zatem wschodzi razem ze wschodem Słońca i zachodzi równocześnie z jego zachodem. Krótko po nowiu, kiedy Księżyc jest już widoczny w postaci cienkiego sierpa, wschodzi w godzinach przedpołudniowych, a zachodzi wieczorem. Każdy następny wschód Księżyca opóźnia się, średnio o 50 minut.

2. faza – 1. kwadra

Zaczyna się w połowie odległości pomiędzy nowiem i pełnią. Księżyc i Słońce tworzą KWADRATURĘ, gdyż Księżyc pozostaje na niebie za Słońcem w odległości 90°, wschodzi zatem około południa i zachodzi koło północy, jest dobrze widoczny na zachodnim niebie przez pierwszą połowę nocy.

3. faza – pełnia

W czasie pełni Księżyc tworzy ze Słońcem OPOZYCJĘ, leżąc po przeciwnej stronie nieba niż Słońce w odległości 180°. Wschodzi wraz z zachodem Słońca, coraz później każdego wieczora, na wschodnim horyzoncie, a zachodzi wraz ze wschodem Słońca.

4. faza – 3. kwadra = ostatnia kwadra

Księżyc znowu jest oddalony od Słońca o 90°, ale z przeciwnej strony niż w pierwszej kwadrze, czyli tworzy ponownie KWADRATURĘ. Księżyc wschodzi wtedy około północy i jest widoczny na wschodnim horyzoncie podczas drugiej połowy nocy, zaś zachodzi koło południa.

W czasie 1. i 2. fazy Księżyc „PRZYBYWA”, zaś w czasie 3. i 4. fazy Księżyc „UBYWA”. W astrologii do celów interpretacyjnych powyższe fazy dzielimy na podfazy, z których każda obejmuje 45°. Licząc od nowiu, mamy kolejno 8 faz i są to:

Więcej profesjonalnych informacji astrologicznych i horoskop na każdy dzień roku znajdziesz w AstroCalendarium 2014, który został opracowany przez dr Krystynę Konaszewską-Rymarkiewicz.

Na czym polega leczenie hipnozą

Autor: Dr Zofia Górnicka – Kaczorowska

Leczenie hipnozą polega na wprowadzeniu pacjenta w stan, w którym procesy myślowe zostają na krótki czas zawieszone. Można hipnozą relaksować i leczyć schorzenia wynikające z ze stresu, można zwalczać uzależnienia, fobie, zaburzenia w przyjmowaniu pokarmów. Stosuje się ją wreszcie, by przezwyciężyć brak pewności siebie i trudności w kontaktach seksualnych. Niektóre formy hipnozy skutecznie pozwalają zwalczać ból, szczególnie podczas porodu oraz zabiegów stomatologicznych.

Istnieją różne sposoby wprowadzania w trans hipnotyczny, lecz hipnoterapeuta stara się przede wszystkim stworzyć odprężającą atmosferę, proponując na przykład, żeby pacjent wyobraził sobie jakąś spokojną scenę lub wielokrotnie powtarzał wybrane wyobrażenie czy zdanie. Terapeuta często zaleca, żeby pacjent zamknął oczy, głęboko oddychał i poczuł jak jego kończyny (ciało) stają się ciężkie. Wprowadzeniu w stan hipnozy towarzyszy poczucie rozluźnienia. Niekiedy hipnoterapeuta wprowadza pacjenta w głębszy stan, który charakteryzuje się spowolnieniem rytmu uderzeń serca i rytmu oddechowego. Pacjent czuje się tak, jak podczas głębokiej relaksacji.

Hipnoterapeuta wydaje sugestie, które mają związek z kłopotami , problemami pacjenta. Spełnienie ich wzmacnia na przykład poczucie własnej wartości pacjenta, albo przekonuje by zerwał z nałogiem – uzależnieniem, np. szkodliwym nałogiem – piciem alkoholu, paleniem tytoniu lub zażywaniem używek czy narkotyków, leków uzależniających czy od innych uzależnień. Aby hipnoza spełniła swoje zadanie, hipnoterapeuta stara się ustalić jak najwięcej czynników, które wpływają na stan zdrowia psychicznego pacjenta. W tym celu przeprowadza wywiad i pyta go o tryb życia. Aby osiągnąć poprawę zdrowia potrzeba kilku takich seansów hipnotycznych, a zwłaszcza gdy zaburzenia są przewlekłe. Odblokowanie przepływu energii zmniejsza napięcia i rozluźnia pacjenta emocjonalnie. Takie działania pomagają w przypadkach lęków czy stanów depresyjnych.

Każdy człowiek dysponuje, która emanuje poza jego ciało. Choroby wynikają z zablokowania lub zachwiania równowagi tej energii. Hipnoterapeuta stara się skorygować te zaburzenia odpowiednio przeprowadzonym seansem. Nastroje i emocje człowieka, stres, bezsenność, lęki są często następstwem przeżyć we wczesnym dzieciństwie, które zostały zakodowane w podświadomości.

Psychoterapeuta stopniowo dociera do przyczyn zaburzeń emocjonalnych, których źródła tkwią czasem głęboko w podświadomości pacjenta. Celem takiego działania jest „oduczenie” pacjenta pewnych wzorców zachowań czy nawyków, zakodowanych w podświadomości przeżyć (oczyszczenie podświadomości — wyrzucenie).

Seans uzdrawiający polega na położeniu dłoni terapeuty na czole pacjenta (w określonym miejscu), który kierując się intuicją, dobiera ich pozycje tak, by ułatwić energii swobodny przepływ i w ten sposób przywrócić równowagę emocjonalną. Aby terapia dała pożądany efekt powinna obejmować trzy podstawowe seanse.

W czasie pierwszego seansu dochodzi do zmniejszenia napięcia (odblokowania) w obrębie klatki piersiowej, kończyn górnych i dolnych i splotu słonecznego, poznania pacjenta i przyczyny powstania jego choroby.

Następnie koncentruje się na ludzkim wnętrzu – są to okolice kręgosłupa, miednicy, szyi i głowy.

Trzeci seans polega na zintegrowaniu całości.

Wyprowadzenie ze stanu hipnotycznego powinno odbywać się poprzez skierowanie wyobraźni na przyjemne obrazy i pokonać negatywne emocje oraz opanować stres. Należy skierować świadomość pacjenta na stan rozluźnienia, skoncentrować jego myśli na własnym oddechu. Następnie przywołać w wyobraźni jakąś przyjemną, miłą scenę, umieszczając w niej pacjenta. Wprowadzić do tego obrazu jak najwięcej miłych szczegółów i zaprogramować go na sukces, poczucie bezpieczeństwa i dobre samopoczucie, a eliminować stany nieprzyjemne i bolesne wspomnienia.

Zofia Górnicka Kaczorowska
Wrocław
maj 2009r.

Dr Zofia Górnicka – Kaczorowska – lekarz medycyny ogólnej, która uczestniczyła w seansach hipnozy, wcześniej jako lekarz przeprowadza wywiady z pacjentami oraz wykonuje badania irydologiczne osób poddawanych hipnozie w celu zdiagnozowania chorób ukrytych, a nawet o których pacjent niechętnie mówi i nie przyznaje się do nich.

Szósta zasada szamańska – mana

Autor: Munin

Słowem „mana” określa się po hawajsku „moc”, „autorytet”, „władzę”. Szamani mówią o energii duchowej używając tego słowa. Interesująca jest również odsłona tego znaczenia w postaci „władzy”.
Każdy z nas posiada władzę – wystarczy pokiwać palcem. W taki sam sposób, w jaki kiwamy palcami, szamani dysponują zdolnościami paranormalnymi.
Według huny nasza naturalna władza sięga dużo dalej niż ciało fizyczne. Mamy olbrzymi potencjał, tyle że zazwyczaj nie jesteśmy go świadomi. Nie jest on zarezerwowany dla nielicznych. Chodzi tylko o to, że jak na razie nielicznym udało się go odkryć i nieliczni go stosują.
Władza nad energią jest równie naturalna dla człowieka jak władza nad materią ciała. Możemy oddziaływać uzdrawiająco na nasze ciała, oczyszczać je, równoważyć. Umysł to świetne narzędzie, za pomocą którego jesteśmy w stanie sprawować władzę nad ciałem.
Gdy tworzymy pełne mocy wyobrażenia, ciało na nie reaguje. Mamy władzę usunąć złe nawyki a także uzdrowić się z chorób. Mamy władzę pozbyć się lęków, stresów, depresji i przyciągnąć do swojego życia powodzenie.
Tworzenie uzdrawiających wizualizacji to jedna z potężnych praktyk szamańskich, podobnie jak stosowanie uzdrawiających afirmacji. Należy wypowiadać je z autorytetem, stanowczo.
Oto przykład: „czuję się dobrze”. Powtarzaj z autorytetem te słowa przez ok. minutę. Sprawdź, czy twoje cało nie reaguje na nie. Zauważysz, że reakcja nastąpiła. To jest właśnie MANA.
W podobny sposób możesz afirmować inne rzeczy. Masz wpływ na ciało, na emocje, myśli.
Można pobudzać uzdrawiające właściwości ciała poprzez afirmację, wizualizację czy energetyzowanie.
Uświadom sobie, czego w tym momencie potrzebujesz i pracuj używając znanych ci technik oraz swojej władzy.
Szamani huny uczą, by w sytuacjach, w których pojawiają się problemy, stosować władzę i narzucać sytuacji swoją wolę za pomocą odpowiednich metod. Jeżeli mamy problemy z brakiem pieniędzy, narzucajmy swoim ciałom, emocjom, uczuciom, myślom wizje i wzorce bogactwa. Twórzmy myśli o przepychu materialnym i powodzeniu. To samo w sytuacjach braku pasji, miłości, zdrowia, harmonijnych relacji z innymi.
EWOP (everything's working out perfectly: "wszystko działa w sposób doskonały") to wyrażenie, którego użył Serge Kahli King w swojej książce „Szaman miejski” w stosunku do pewnej skróconej praktyki haipule. Serge nazywa ją „potrójnym urokiem”, odnoszącym się do pozytywnych wyobrażeń, słów i postawy ciała.
Potrójny urok można stosować jednocześnie na poziomie myśli, słów i ciała. W tym samym momencie pomyśl pozytywnie, powiedz pozytywnie i podziałaj pozytywnie (np. kładąc dłoń na sercu, przyjmując pewną, stabilną postawę ciała itp.).

  1. Stwórz w umyśle pozytywną wizualizację tego, czego pragniesz
  2. Wypowiedz EWOP
  3. Przyjmij pewną pozycję ciała

To praktyka wykorzystująca moc, autorytet.
Wszystkie skuteczne praktyki szamańskie opierają się o element władzy. Znaczy to, że szaman kieruje procesem uzdrawiania. Nie musi oczywiście wyręczać w nim naturalnych właściwości ciała i umysłu. Niemniej nie działa jako bezwolna marionetka w rękach nieznanych sił.
Szamanizm może kojarzyć się z wchodzeniem w trans i zatratą zdrowych zmysłów. Nie tak działa huna i nie takie są sprawdzone, skuteczne praktyki.
Do życia możesz podejść jak oferma i ofiara losu, albo jak król, pan. Twoja postawa zależy od ciebie. Ty decydujesz się na odwagę lub tchórzostwo. Od twojej postawy zależeć będą twoje reakcje na życie, na problemy. Jeżeli z góry założysz, że jesteś słaby i nie masz władzy, będziesz targany na wszystkie strony. Ludzie i sytuacje będą cię pogrążać w lęku. Życie stanie się strasznym doświadczeniem.
I przeciwnie. Przyjmując postawę pełną mocy i władzy, twoje reakcje będą inne, przeciwne.
Zrób ćwiczenie i już teraz, w tym momencie poczuj się panem, władcą. Przyjmij królewską pozycję. Podnieś lekko głowę,wypnij pierś. Poczuj się dumny. To zadanie aktorskie.
W hunie szamani stosują aktorstwo by wywołać odpowiednie stany. Zagraj zatem króla. Ale zaangażuj się. Naprawdę to czuj.
Zauważysz, że nie ma większego problemu z podporządkowaniem sobie ciała. Ciało, emocje, uczucia i myśli staną na baczność. Całe twoje życie może stanąć na baczność i ci zasalutować. Twoja sfera finansowa, miłosna, zdrowotna, towarzyska, duchowa. Ale musisz zająć swoje miejsce. Nie możesz chować się pod stołem.
Osoby, które nie medytują sądzą, że medytacje, np. tybetańskie to siedzenie i nic nie robienie, poddawanie się jakimś stanom. Od lat stosuję tybetańskie ćwiczenia bon i w ani jednym z nich nie zauważyłem, by było niezgodne z zasadą MANA. Jogin ma kontrolę, władzę gdy ćwiczy. Ćwiczenia mają swój przebieg, którym praktykujący zarządza. Nawet spoczywanie w naturalnym stanie jest skutkiem stosowania władzy. Nawet doświadczenie oświecenia, przebudzenia duchowego jest efektem zasady MANA!
Zacznijmy jednak od panowania nad rzeczami bliższymi, jak nasze finanse czy zdrowie. Gdy kierujesz się w stronę swoich finansów czujesz się panem, czy niewolnikiem? Które z tych dwóch wrażeń wywołują w tobie myśli o pieniądzach lub wykonywanie swojej pracy? I to samo w relacjach sercowych czy w zdrowiu. Czy mówiąc „zdrowie” czujesz niemoc w każdej części swojego ciała? Służba zdrowia systematycznie uczy nas czucia się słabeuszami jeżeli chodzi o zdrowie. Tabletka czy lekarz ci pomogą, nie musisz pomagać sam sobie. To ważne rzeczy dla wielu osób: leki, badania, operacje. Ale gdzie podziała się twoja władza? I dlaczego tak łatwo przychodzi ci oddawać się w cudze ręce?
Dla mnie to bardzo istotne i każdy „mistrz duchowy”, który jest uzależniony od służby zdrowia, powinien zmienić tytuł, którym się określa, ponieważ żadnym mistrzem nie jest. Mistrz ma władzę nad swoim zdrowiem.
Mistrz duchowy to ktoś, kto urzeczywistnia po mistrzowsku zasadę MANA. Taka koncepcja znacznie zminimalizowałaby ilość „mistrzów”, znanych z gazet, YouTube i w ogóle Internetu. Nagle okazałoby się, że mistrza trzeba by szukać ze świeczką. Bo tak jest w istocie.
Nie twierdzę, że mistrz nie popełnia błędów, ale z całą pewnością nie potrzebuje lekarza ani medycyny, poza tym umie uzdrawiać innych. Taki przynajmniej jest mistrz huny, czyli kahuna kupua według tradycji (i nie tylko).
Gdy słyszymy „władza” czujemy może, że dzieje się z nami coś dziwnego. To nas pociąga i podnieca. Władza, bycie panem, panowanie. To dobry objaw. Kahuni głoszą władzę. Masz być władcą a nie poddanym. Gdyby ludzie dawali prawo swojemu poczuciu władzy przejawiać się w życiu, nie mielibyśmy tak fatalnej polityki, biedy i nędzy w kraju.
Jeżeli jednak uczy się nas, że władza nie należy do nas, ale do kogoś innego, do autorytetów, również religijnych, i robi się to od dziecka, trudno nie ulegać nawykowi tłumienia przejawów MANY.
W uzdrawianiu MANA jest istotna, ponieważ ciało wymaga kontroli tak, jak dziki koń. Energia i ciało muszą zostać opanowane przez świadomość, ustabilizowane, narządy potrzebują być oczyszczone i doenergetyzowane. Tego dokonuje się poprzez władzę. To nie dzieje się z łaski boskiej. W szamanizmie to nie Bóg uzdrawia, ale szaman. Ponieważ dysponujemy MANĄ, czyli boską władzą nad naszym życiem, ingerencja w nie Boga byłaby sprzecznością z naszą naturą.
Dlatego Bóg nie ingeruje, gdy cierpimy i przeżywamy nieszczęścia. Bóg nie ingerował w Majdanek i Oświęcim, kiedy miliony ludzi wzywały go i prosiły o pomoc. Okoliczności, jakie wszyscy tworzymy, są wynikiem naszej boskiej władzy. Sami kreujemy los, który nas spotyka.
Jedna z różnic pomiędzy ludźmi o mentalności biednych i bogatych – biednym zdaje się, że życie im się przydarza; bogaci zaś mają wrażenie, że sami tworzą życie.
Prosimy o pomoc, ale ona nie przyjdzie, dopóki nie zastosujemy władzy. Modlitwy huny nie są prośbami, lecz nakazami, swoistymi rozkazami. Nie w duchu gniewu, ale miłości.
Jeżeli my czegoś nie zrobimy, nic nie zostanie z naszym życiem zrobione, może tylko to, co wymyka się spod naszej kontroli i czego nie chcielibyśmy w nim widzieć.
Problem czucia się ofiarą i przegranym wcale nie jest problemem abstrakcyjnym. W życiu mamy nieraz wrażenie, że znajdujemy się w szczękach lwa. Sam fakt śmierci może nawet ludzi osiągających zewnętrzne sukcesy przyprawić o przygnębienie i rozterkę. Po co to wszystko, skoro i tak umrę?
Kahuni i szamani w ogóle zachęcają, by rozszerzyć swoją władzę nie tylko na życie, ale i na śmierć. Robią to za pomocą różnego rodzaju praktyk związanych z opuszczaniem ciała, tzw. eksterioryzacji, które pozwalają na doświadczanie świata astralnego i naoczne przekonanie się, że śmierć nie istnieje a nasi bliscy żyją dalej w ciałach astralnych.
Takie ćwiczenia powinno się stosować na dłuższą metę tylko pod okiem doświadczonych szamanów czy nauczycieli, jeżeli chcemy zapewnić sobie mocny i bezpieczny rozwój. Ich poziom władzy nad energią jest większy, niż początkujących. Ale nie powinniśmy również wątpić w siebie.
Zasadę MANA można rozumieć jako wiarę w siebie, pewność siebie. Człowiek pewny siebie jest odważny, nieustraszony, silny. Brak pewności siebie pozbawia tej siły.
Nie znajdziesz ani jednego racjonalnego powodu, by nie być pewnym siebie, za to całe setki na to, by być siebie pewnym.
MANA wskazuje jednak, że pewność tę należy znaleźć wewnątrz. Serge Kahili King tłumaczy tę zasadę jako „cała moc pochodzi z wnętrza”. Pewność, która płynie z zewnątrz, nie jest prawdziwą pewnością, tylko namiastką, która szybko, w konfrontacji z bólem, cierpieniem i chorobą bliskich lub własną okazuje się płonna.
W hunie od wieków stosuje się przemawianie z autorytetem. Sama moc włożona w słowa, w afirmacje przynosi efekty energetyczne. Powiedz sobie „jestem silny!” gdy czujesz się słaby. Powtórz tyle razy, ile zechcesz, a twoje uczucia się zmienią. Poczujesz się silny. Dlaczego? Ponieważ naprawdę jesteś silny. Tylko tego nie realizujesz. Tylko grasz słabego.
Brak wewnętrznej orientacji sprawia, że to, co na zewnątrz wydaje ci się silniejsze od tego, co wewnątrz. To, co na zewnątrz zdaje się dominować, panować nad tym, co masz wewnątrz i nad tobą.
Dlatego uginamy kolana przed tym, co zewnętrzne – przed ludźmi, instytucjami, przed „wielkimi mistrzami”. Podziwiamy moc innych ludzi a siebie samych uważamy za słabeuszy.
Przyczyną, dla której istniały niewolnictwo i tyrania nie było to, że pojawiali się żądni władzy sadyści, ale to, że tzw. zwykli ludzie tłumią w sobie systematycznie wszelkie przejawy autorytetu. Władza bowiem wymaga pracy, sprawowania władzy. To wiąże się z samodyscypliną i organizacją. Dla większości ludzi to niewygodne. Medytacje są niewygodne, techniki uzdrawiające są niewygodne. Robienie czegokolwiek to problem. Lepiej zapłacić i niech zrobią to za mnie – lekarze, uzdrowiciele itd.
Ich ingerencja bywa potrzebna, ale nie powinna stępiać naszej władzy a tylko pomóc nam ją odzyskać.
„Dajcie mi pracę, nawet za marne grosze, bym miał to z głowy i nie musiał sam niczego organizować”. Czy znasz skądś te myśli? Ja widzę ich przejawy dookoła.
Władza wymaga zmiany perspektywy z „chce mi się” na „chcę”. Większość ludzi zdaje się robić tylko to, co im się chce. Tak naprawdę nie robią tego, czego chcą, ale to, na co pozwalają lub co narzucają im ich ciało i umysł.
Robienie tego, czego się chce często odbywa się wbrew temu, co narzucają ciało i umysł. Ciało narzuca chorobę a umysł wątpliwości co do uzdrowienia, albo jakieś teorie, rozważania, mające dowieść skuteczności działania metody (czyste brednie) – w tym momencie duch powinien narzucić, czyli rozpocząć i kontynuować praktykę mimo tego, co dzieje się z ciałem i umysłem.
Gdy będziesz czekał, aż zechce ci się stosować hunę czy inne metody uzdrawiania, możesz się nie doczekać. Tego nigdy się nie zechce – tego potrzeba chcieć. Podejmujesz decyzję i działasz.
Ciało „chce” się lenić a umysł snuć próżne spekulacje i fantazje. Tworzą opór, inercję. Pokonać ją może tylko władza, czyli MANA.
Tylko pracując stale pomimo dolegliwości i wątpliwości można osiągnąć uzdrawiające efekty. A to wymaga samodyscypliny. Chodzenie do lekarza czy uzdrowiciela także – jak widać bez MANY nie ma zdrowia.
Osobowość bywa bardzo mocno uwarunkowana i potrzeba nierzadko nie lada władzy by przejąć nad nią kontrolę. Jeżeli jednak identyfikujesz się z osobowością masz problemy. Będziesz mylnie brał to, co się w niej przejawia, jako własne życie. Skoro osobowości „nie chce się”, to i ty nie podejmiesz decyzji. Gdy jej „się zechce”, wtedy i ty zadecydujesz.
Ponieważ osobowość jest uwarunkowana, jej „chce mi się” również jest uwarunkowane, podobnie jak jej „nie chce mi się”. A to oznacza, że rzadko kiedy osobowość „chce” tego, czego ty byś sobie życzył i co byłoby dla ciebie dobre. Na ogół są to najprostsze rzeczy, jak „chcę jeść”, „chcę pić”, gdy osobowość ma rację.
W kontekście jednak tego, kim jesteś, twoich życiowych celów i całej ścieżki, osobowość nie jest kompetentna by sprawować władzę. Musi patronować jej świadomość – ty musisz rządzić. Musisz, jeżeli zależy ci na dobrobycie i powodzeniu. Nie musisz, jeżeli chcesz być ofiarą losu i nieszczęśnikiem.
Nawet to, że jesz i pijesz, co jesz i pijesz czy też kiedy wydalasz zależy od twojej MANY. Ty możesz tym sterować. Oczywiście nie w nieskończoność, w końcu „popuścisz w spodnie” ale nawet nad tym masz i powinieneś sprawować władzę. Tym bardziej w zawiłych kwestiach życia, gdzie potrzeba podejmować ważne decyzje. Radzenie się wtedy swojej osobowości i czekanie na „chce mi się” to tak czy inaczej tragiczna w skutkach pomyłka.
Są ludzie, którzy jedzą i piją, a także kopulują „jak zwierzęta”. Są w stanie załatwiać się bez kultury. To osoby o małej władzy. Stanowią one przykład potrzeby sprawowania władzy, oddzielania władzy i osobowości (czyli w hunie kane, lono i ku).
Robienie tego, czego się chce nie oznacza robienia tego, czego nam się chce. To coś absolutnie, ale to absolutnie innego.
Sprawowanie władzy w swoim życiu uzmysławia nam ten fakt. We władzy ty jesteś aktywny – w nie-władzy, właściwej dla „chce mi się” ty jesteś pasywny.
MANA to aktywna moc. Wymaga ona zaangażowania osobistego. Dlatego jedni zdrowieją przy zastosowaniu tych samych czy podobnych metod, a inni nie. Dlatego jeden jest uzdrowicielem, a inny nie umie uzdrawiać.
Można nauczyć się perfekcyjnie technik, ukończyć długie kursy, odosobnienia, szkoły, wydać mnóstwo pieniędzy na wycieczki na Hawaje, do Indii itd., a ciągle pozostawać bez mocy. Dlaczego? Ponieważ jej istotą jest sprawowanie władzy. A tego nikt nie może nas nauczyć. Władza to coś wewnętrznego, nawet niedefiniowalnego.
Czasami nadmiar wykształcenia, informacji, kursów i dyplomów może sprawić, że nasze zainteresowanie władzą i poczucie władzy spadnie do minimum. Zaufamy wtedy technikom i stojącym za nimi autorytetom, a nie sobie, doświadczeniu i MANIE.
Mając odpowiednią władzę zwykły oddech może stać się źródłem uzdrawiającej energii. Na wdechu wprowadzamy uzdrawiającą energię, na wydechu wyprowadzamy choroby. Takie metody polecają lamowie tybetańscy. Jogini z kolei uczą, że przemawianie do narządów z autorytetem, rozkazywanie im sprawia, że zdrowieją. Ale i tu sekretem jest MANA, czyli władza.
Jeżeli chcesz pozostać słabym, przestraszonym, poddanym autorytetom człowiekiem, huna, szamanizm nie jest dla ciebie. To ścieżka dla ludzi żądnych władzy – w tym pozytywnym tego słowa znaczeniu. Żądnych władzy nad swoim życiem – pieniędzmi, relacjami miłosnymi, zdrowiem, relacjami towarzyskimi i duchową ścieżką.
Zen Rinzai głosi: stan przebudzenia nie jest specjalnym stanem – to czynienie użytku ze wszystkich stanów. Czynienie użytku to władza. Poddawanie się jakimś stanom to niewolnictwo, brak władzy.
Na tę okazję zen również ma anegdotę. Pewien mistrz powiedział, że jeżeli jakiś mnich doświadczy jakiegoś oświecenia, szybciej trafi do piekła niż mknąca strzała.
Szukamy różnych stanów w naszym życiu, rzeczy itd., niewolniczo dla nich żyjemy, zamiast tym zarządzać, rozporządzać jako władcy, panowie życia.
Podobnie z rzeczywistością. Kahuni niejako uczą – zażądać od rzeczywistości tego, co jest ci potrzebne. Jeżeli chodzi o wiedzę, również – poznanie tego, co po śmierci, skąd się tu wziąłeś itd. Zażądaj tej wiedzy jak król, zamiast wykradać ją i bić się o nią jak żebrak na ulicy z innym żebrakiem.
Myśli napełnione MANĄ, władzą są twórcze. Zaś myśli osoby, która nie używa autorytetu, są słabe i niewiele znaczą, nie mają mocy zmiany rzeczywistości.
Dbałość o „poprawność naukową” również jest formą braku władzy. W tym momencie kłaniamy się w pas kategoriom lono, czyli umysłu. Szamani tego nie robią. Nie dbają o to, by być w zgodzie z jakimiś prawdami-twierdzeniami nauki. Dostosowują naukę, twierdzenia do celów praktycznych, opierając się na władzy nad umysłem i jego wytworami. Dla nich prawda znajduje się w bycie i świadomości a nie w teoriach.
Nie pozwalaj się nikomu zdominować, zapanować nad tobą. Z taką osobą nie musisz jednak stale walczyć. Problemem jest nie ona, ale to, że nie narzucasz władzy swoim myślom, uczuciom i ciału. Gdybyś to robił, dana osoba nie miałaby na ciebie żadnego wpływu. Jej wpływ na twoje stany i właściwości w istocie płynie stąd, że sam nie sprawujesz nad nimi władzy, pozwalasz im na samopas.
Powiedz wyraźnie swojemu ku i lono, ciału i umysłowi kto tu rządzi i czego chce. Ty tu rządzisz. Rządzisz tu nawet wtedy, gdy o tym nie wiesz. Ale dzięki hunie, jej zasadzie MANA masz szansę wiedzieć.
Masz władzę by zmieniać swoje życie, swoje zdrowie, swoje finanse. Masz władzę by przyciągnąć właściwą osobę, prowadzić pełne miłości relacje z innymi i podążać duchową ścieżką ku najwyższym osiągnięciom, ku najwyższemu urzeczywistnieniu.
Nieżyjący już lama Tulku Urgien Rinpocze powiedział w „Powtarzając słowa Buddy”: kontrola jest najważniejsza. Po śmierci ludzie błąkają się w niższej sferze wyzbyci kontroli nad swoimi ciałami astralnymi. Władza według lamów tybetańskich jest zasadą i za życia, i po śmierci. Nie opuszcza nas nigdy. Zawsze mamy władzę. To niezbywalna cecha naszej godności. Mistrzowie nawet reinkarnują się według swojej władzy-woli, jak również wybierają swoje następne wcielenia.
Od najmniej subtelnej materii po najbardziej subtelne ciało posiadamy władzę.
My sami musimy uruchomić „koło dharmy”, czyli koło poznania i urzeczywistnienia w naszym życiu.
Władza nie jest tym, o czym należy myśleć. To jest coś, czego używamy ciągle. Kiwamy palem w bucie używając władzy. Za pomocą tej samej zdolności skupiamy się na czakrach i je otwieramy.
Proste praktyki, jak pikopiko wcale nie są praktykami słabymi. Potencjalnie wystarczą one do uzdrowienia wszystkiego. Różnica pomiędzy pikopiko wykonywanym przez kahunę a tym, które stosuje początkujący lub średnio zaawansowany adept jest taka, że kahuna ma więcej MANY, czyli mocy, tj. władzy nad energią i materią. Dlatego jego pikopiko choć zewnętrznie, technicznie nie będzie się różnić od ćwiczenia nowicjusza, wewnętrznie będzie zgoła odmiennym doświadczeniem, w którym obecny jest wielki poziom mocy.
To nie techniki są sekretem skuteczności huny czy innej ścieżki, ale władza, MANA, którą potrzeba dysponować aby technika okazała się skuteczna. To władza o naturze duchowej. I można wyćwiczyć się we władaniu energią, co stanowi jeden z aspektów szamańskiego treningu.
Podnoszenie jej poziomu, czyli poziomu mocy to integralny element i jedno z głównych zadań na każdej szamańskiej ścieżce.
Rozwój poziomu MANY wymaga dyscypliny, przede wszystkim inicjatywy własnej. To codzienny trening, to szukanie sposobu na mocniejsze doświadczenie. Tą ścieżką podążają szamani i duchowi adepci, ale nie jest zamknięta przed nikim, kto pragnie przejąć władzę nad swoim życiem. Każdy powinien stosować techniki mocy, ponieważ jest istotą mocy. Każdy powinien poznać swoją moc, ponieważ moc, MANA to aspekt jego własnej natury, czyli jego samego. Władza nie istnieje niezależnie od władcy – władza to cecha władcy.
Ta droga jest jednak drogą wewnętrzną. Cała moc, MANA pochodzi z wnętrza.
Jeżeli jednak stale patrzymy na zewnątrz, krytykujemy, narzekamy i usprawiedliwiamy swoją ignorancję, odwróceni jesteśmy do MANY, a tym samym do tego, co można dzięki niej osiągnąć, plecami.
W Chinach symbolem władzy, MANY jest smok. To potężne zwierzę, które budzi strach i respekt. Zarazem symbolizuje on mądrość – smok ma znaczenie pozytywne. Być smokiem swojego życia, to znaczy być jego mistrzem i królem. Można oczywiście zrzec się władzy na rzecz kogoś, czegoś i zostać zającem (bez dyskryminowania tego zwierzęcia) w porównaniu ze smokiem.
Tron cesarza, władcy symbolizuje miejsce stabilności, trwałości w nas samych. Władzę kahunów sprawuje się ze swojego wnętrza. Nie opuszczasz swojego tronu i królestwa. Nie opierasz się na zewnętrznych środkach, w pełni ufasz swojemu wnętrzu.
Nie oznacza to, że masz nie sięgać po zewnętrzne środki. Zawsze jednak pozostajesz w kontakcie ze swoim centrum i działasz w oparciu o nie.
Czasami władza wiąże się z koniecznością egzekwowania siły wobec kogoś lub czegoś. Mnisi z Shaolin stworzyli swoje kung-fu by chronić życie swoje i ludzi, którymi się opiekowali, przed bandytami. Władza może iść w parze z miłością – treścią poprzedniej zasady huny. Nawet gdy w grę wchodzi zastosowanie ciężkiego środka, intencja może być pozytywna a efekt będzie tym bardziej pozytywny, im bardziej pozytywna jest intencja i większy jest poziom władzy.
To nie brak władzy gwarantuje bezpieczeństwo, ale jej nadmiar. Bycie mistrzem sztuk walki Shaolin to nie tylko umiejętność władzy nad swoim ciałem i umysłem do tego stopnia, aby ochronić życie swoje i osoby, która jest broniona, ale również i maksymalnie ochronić również życie i zdrowie przeciwnika. A do tego potrzeba wielkiej władzy. Mniejsza władza niezbędna jest wtedy, gdy chcemy go skrzywdzić, bo można to zrobić za pomocą prostych i szybkich uderzeń.
Władza, MANA to przedostatnia z siedmiu świętych zasad huny. Tego nie da się zdefiniować i nie potrzeba (bo trzeba by powiedzieć: władza to zdolność sprawowania władzy nad kimś lub czymś, co stanowi niepoprawną definicję, powtarzającą tzw. definiendum w definiensie). Ty wiesz czym jest władza i ja wiem czym jest władza. Huna tylko przypomina nam o tym, byśmy robili użytek z tego, co wiemy.

Munin – usługi szamańskie:Tygodniowe sesje haipule na dystans – pieniądze, miłość, zdrowie, rodzina duchowość; internetowe kursy huny, więcej www.muninszaman.blogspot.com

Holopono dla Ciebie

Autor: Munin

Praktyka holopono pozwala rozpoznać i przezwyciężyć uwarunkowania. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo nasze przekonania, nasze myślenie, nasze nawykowe, negatywne wzorce wpływają na postrzeganie rzeczywistości.
To w nich znajduje się źródło blokad na poziomie energii, a energia - jak wiemy z fizyki kwantowej - stoi za materią.
Zmieniając mentalny wzorzec odblokowujesz ruchy energii. Człowiek ciągle wymienia ze światem energie i informacje. Dlatego przy jednych ludziach czujesz się dobrze, przy innych niespecjalnie.
Gdy nosisz w sobie negatywne emocje, uczucia i myśli, doświadczenia, możesz zarażać nimi innych.
Kształtujemy swój świat emitując z ciała różne emanacje. Otrzymujemy również odpowiedzi, czyli reakcje zwrotne. Dając negatywizm otrzymasz negatywizm. Będąc pełnym negatywizmu nie otrzymasz wsparcia. Gdy wiadro pełne jest błota, nie wlejesz w nie czystej wody. Możesz lać tę wodę i lać, ale to nic nie da.
Holopono jest jak usuwanie błota z wiadra naszego umysłu. Nie tylko naszego umysłu. Uwalniając umysł, uwalniasz również energię, uwalniasz myśli, uczucia, emocje i nerwy, odblokowujesz przepływ energii ki w narządach.
Jeżeli masz dość biedy, nieudanych związków lub braku miłości, chorób, nieudanych relacji z bliskimi oraz duchowej ignorancji, holopono to coś jak w sam raz dla ciebie.
Gdy nauczysz się tej techniki, już ona sama odmieni twoje życie. A jej opanowanie nie jest trudne. Na różne sposoby można oczywiście wykonywać holopono. Zasada jednak jest ta sama - rozpoznać negatywne przekonanie, negatywny wzorzec i dzięki temu go rozpuścić.
Gdy uświadamiasz sobie negatywny wzorzec, nie musisz go odrzucać. Dzieje się tak, jakbyś wziął do ręki gorącego ziemniaka. Po prostu puszczasz to. Nie musisz o tym myśleć.
Proponuję na początek kilka prostych sposobów holopono do przećwiczenia.
Wypisz na kartce lub obserwuj na tej stronie poszczególne zdania. Każde z nich jest negatywnym stwierdzeniem. Poświęć chwilę na każde z nich. Zaobserwuj co czujesz. Możesz przymknąć oczy. Skontaktuj się z twoim wewnętrznym przekonaniem. Co naprawdę czujesz, jak reagujesz gdy widzisz te zdania? Jaki rodzaj odczuć, myśli i emocji w tobie budzą?
Jestem biedny i zawsze tak pozostanie. Nie zasługuję na miłość i udany związek. Świat jest złym miejscem i ciągle mnie krzywdzi. Życie jest bardzo, bardzo ciężkie. Jestem chory i słaby. Muszę bardzo ciężko pracować by zarabiać pieniądze i do czegoś dojść. Nie stać mnie na życie w luksusie, muszę oszczędzać. Pieniądze są złe i ludzie bogaci są źli. Alkohol to mój wróg.
Możesz sam dopisać do tej listy różne negatywne przekonania, które są dla ciebie tak czy inaczej ważne. Gdy odkryjesz, że jeden bambus jest pusty w środku, dowiesz się tego o wszystkich innych bambusach. Zdania mają tylko na celu skierować cię na negatywizm w twoim wnętrzu. Gdy dobrze się z nim zapoznasz i zaczniesz go sobie uświadamiać, będziesz umiał radzić sobie z różnymi negatywnymi myślami, wyobrażeniami, odczuciami, które napadają cię na porządku dziennym. Zmienisz orientację. Przestaniesz być kontrolowany przez negatywne wytwory twojego umysłu i umysłów innych ludzi.

Uzdrawiające sesje huny na dystans – haipule dla pieniędzy, związków, zdrowia, rodziny, duchowości, www.muninszaman.blogspot.com

Horoskop Weroniki Wer na wrzesień 2013

Autor: Weronika Wer

Autorką horoskopu jest Weronika Wer - doradca życiowy i duchowy, trenerka rozwoju osobistego, coach, arteteraputka, wizjonerka, wróżka, numerolog, runistka.

Weronika Wer:

  • Konsultacje indywidualne w zakresie miłości, biznesu, pracy, kariery, zdrowia
  • Prognozowanie przyszłości
  • Doradztwo życiowe i duchowe
  • Rozwój osobisty
  • Warsztaty, Szkolenia
  • Arteterapia
  • Analiza związków i relacji
  • Portrety numerologiczne i runiczne
  • Interpretacja snów
  • Talizmany, Amulety, Mandale

Kontakt:

tel. 666 205 751

gg. 33569487

[email protected]

Dodatkowe informacje na stronie:

www.weronikawer.bloog.pl

www.facebook.com/weronikawer


Baran 21.03 – 19.04

We wrześniu, wraz z początkiem jesieni, w życiu Baranów, zarówno w sprawach zawodowych, jak i w tematach osobistych i towarzyskich może nastąpić pozytywny przełom!

Baranie, chyba dojrzałeś do pewnych poważnych decyzji i już najwyższy czas na kolejne zmiany w Twoim życiu! Jesienne klimaty będą im sprzyjały i nawet jeśli nie masz jeszcze pomysłu, jak zabrać się do reorganizowania swojego życia na nowo, to po postu otwórz się na otaczającą Cię rzeczywistość i to, co przyniesie Ci samo życie. I choć może nie dostrzegasz jeszcze znaczących pozytywów i perspektyw, to zdaj się na los i zaufaj opatrzności, że wie co robi i wie, jak zadbać o Ciebie najlepiej. Odkurz swoje marzenia, zapomniane pomysły i niezrealizowane projekty i szukaj sprzyjających okazji i możliwości, by je odważnie spełniać i realizować. Sięgnij w swoich fantazjach i działaniach dalej niż dotychczas!

Byk 20.04 – 20.05

Po wakacyjnych szaleństwach i letnim relaksie, wraz z początkiem jesieni, wypoczęte Byki zabiorą się ostro do pracy i nadrabiania wakacyjnych zaległości!

Byku, we wrześniu najważniejsze będą dla ciebie tematy i sprawy z obszaru pracy, kariery, interesów i pieniędzy. Nie oglądając się na innych ruszysz mocno z kopyta i zabierzesz się ochoczo do pracy i wypełniania obowiązków zawodowych. Po czasie leniwego przestoju, Twoje tematy biznesowe i interesy rusza znacznie do przodu, a Twoje życie zawodowe nabierze teraz dynamiki i rozpędu. Pracy będziesz miał sporo, ale zabierzesz się do niej z wielką ochotą i zapałem, co szybko przełoży się na sukces i przyniesie ci konkretne, pozytywne wyniki i szybki dopływ funduszy. Twoje zaangażowanie i wysiłek, dadzą Ci oczekiwane profity i zasłużone uznanie!

Bliźnięta 21.05 – 21.06

Pomimo że, pogoda wczesnej, ciepłej jesieni, może jeszcze zachęcać do aktywnego wypoczynku na świeżym powietrzu, to Bliźnięta w tym miesiącu, zdecydowanie zrezygnują z zewnętrznej aktywności na rzecz zostania w swoim domu!

Bliźniaku, we wrześniu będziesz zaprzątnięty i pochłonięty głównie sprawami rodzinnymi i tematami domowymi. Z wielką, niekłamaną i dziką przyjemnością uciekniesz od rzeczywistości i zaszyjesz się w swoich bezpiecznych, domowych pieleszach. Staniesz się bardziej rodzinny i chętniej będziesz spędzać czas z domownikami i dalszymi krewnymi. Twoją uwagę pochłoną teraz jesienne porządki i przygotowania do zimy: robienie i uzupełnianie zapasów w spiżarni, drobne remonty, konieczne naprawy w domu, małe przeprowadzki, reorganizowanie i dekorowanie Twoich przestrzeni mieszkalnych i porządkowanie ogrodu.

Rak 22.06 – 22.07

W tym miesiącu, wraz z nadejściem jesieni, w życiu romantycznych i wrażliwych Raków nadszedł czas na piękną miłość!

Raku, we wrześniu Twoją uwagę będą przykuwać głównie tematy związanie z miłością, partnerstwem i uczuciami. Będziesz teraz bardziej niż zwykle emocjonalny, romantyczny i skory do zakochiwania się. Czucie i wrażliwość mogą u Ciebie wziąć górę nad rozsądnym pojmowaniem świata i rozwagą. Do głosu dojdą Twoje pragnienia i marzenia o udanym partnerskim związku, z przeznaczoną Ci bratnią duszą. Będziesz więc teraz szukać tej prawdziwej miłości, opartej na zrozumieniu, przyjaźni, namiętności, wzajemnym szacunku i uczuciu. Tej jesieni masz spore szanse znaleźć właściwego, odpowiedniego i przeznaczonego Ci partnera i nawiązać z nim poważną znajomość z perspektywami stworzenia związku na przyszłość.

Lew 23.07 – 22.08

Wrzesień nie będzie dla Lwów najszczęśliwszym okresem do załatwiania jakichkolwiek formalności i spraw w urzędach, w sądach, w szkołach i w innych instytucjach!

Niestety Lwie, w tym miesiącu, mało celowe i nieskuteczne mogą okazać się Twoje próby poszukiwania pracy, nawiązywania nowej współpracy, podpisywania umów handlowych oraz zdobywania nowych klientów i zleceń. Trudniej i oporniej też będzie Ci szło prowadzenie prezentacji i spotkań zawodowych oraz zdawanie egzaminów. Żeby nie dostać niespodziewanego kosza, lepiej także unikaj przy swoim partnerze, tematu sformalizowania związku, bo zdecydowanie nie czas i pora na to! Dla własnego, dobrego samopoczucia wszelkie instytucje, w miarę swoich możliwości, omijaj dużym łukiem, a załatwienie formalności zaplanuj w późniejszym terminie!

Panna 23.08 – 22.09

We wrześniu pracowite Panny wpadną w wir intelektualnych i naukowych poszukiwań i skupią swoją uwagę głównie na nowych zainteresowaniach i najnowszych pasjach!

W tym miesiącu Panno, będziesz bardzo chętna i zdolna do nauki i szybko będziesz przyswajać nowe wiadomości i przekazywane Ci informacje. Dlatego też, z dużą ochotą podejmiesz wyzwanie nauczenia się czegoś nowego, bez względu na stopień trudności i skomplikowania. Z wielką przyjemnością zapiszesz się na kurs językowy lub wyjedziesz na szkolenie podnoszące Twoje dotychczasowe kwalifikacje zawodowe lub naukowe. Przed Tobą bardzo korzystny i sprzyjający okres na działania naukowe oraz wystąpienia publiczne. Twoje wykłady, prezentacje zawodowe i prelekcje zostaną przyjęte ciepło i przyjaźnie, z dużą aprobatą słuchaczy i nagrodzone uznaniem i gromkimi brawami!

Waga 23.09 – 22.10

We wrześniu nikt nie będzie w stanie przeszkodzić Wagom w realizacji ich zamierzeń i planów!

Wago, w nadchodzącym miesiącu będziesz bardzo zaradna, samodzielna, silna i pełna energii. Poczujesz się bardzo pewnie i bezpiecznie. Stwierdzisz, że świat należy do Ciebie, i że możesz wszystko! Postawisz na siebie i postanowisz dobrze wykorzystać nadarzające się szanse. Z taką przebojowością i pewnością siebie, z łatwością załatwisz zaległe, trudne sprawy i rozwiążesz bieżące problemy. Twoja charyzma, odwaga i asertywność pomoże Ci dochodzić swoich racji i forsować swoje stanowisko w sprawach zawodowych oraz w kontaktach towarzyskich i rodzinnych. Wśród znajomych, przyjaciół, domowników i współpracowników będziesz budziła respekt i uznanie. A płeć przeciwna nie oprze się Twojemu urokowi, wdziękom, seksapilowi i zalotom!

Skorpion 23.10 – 21.11

Jesienny wrzesień może się okazać nie najlepszym i niekoniecznie najbardziej przyjaznym czasem dla Skorpionów!

W tym miesiącu Skorpionie, możesz dojść do zasadnych wniosków, że już bywało lepiej w Twoim życiu! Okoliczności życiowe nie będą Ci teraz zbyt sprzyjać i wspomagać Twoich ambitnych planów i działań. Przyjdzie Ci zatem jeszcze trochę poczekać na zasłużone, spektakularne sukcesy i wysokie osiągi. Może nawet będziesz musiał pogodzić się z pewnymi, niezbyt korzystnymi dla Ciebie sytuacjami i decyzjami. Twoja kondycja fizyczna, też może trochę szwankować, możesz czuć się wyczerpany i przewlekle zmęczony. Może Ci brakować energii i motywacji do pracy, a brak sukcesów i bieżące porażki będą Cię skutecznie zniechęcać do działania. Może więc, zamiast szarpać się i stresować oraz na silę forsować swoje plany i walczyć z losem, lepiej odpocznij, obejrzyj ciekawy film lub przeczytaj dobrą książkę i przeczekaj ten niezbyt sprzyjający Ci okres.

Strzelec 22.11 – 21.12

Złota, ciepła jesień nastroi towarzyskie Strzelce niezwykle pozytywnie i pogodnie do świata i ludzi!

W tym miesiącu, inni będą mogli uczyć się od Ciebie Strzelcu, optymizmu i radości! Rozrywka, zabawa i dobry humor, to Twoje założenie na wrzesień!Będziesz teraz bardzo przyjazny dla otoczenia i będzie Cię ciągnąć do kontaktów z innymi. Chętnie będziesz wspierać przyjaciół i doradzać znajomym w trudnych sytuacjach życiowych. Miłe Twojemu sercu będzie towarzystwo osób lubiących się zabawić. Nie straszne Ci będą tłumy i duże skupiska osób. Z przyjemnością będziesz uczestniczyć w dużych imprezach towarzyskich i kulturalnych, w festiwalach, w koncertach, w wycieczkach i w spontanicznych eskapadach weekendowych z rodziną. Twoja radość i śmiech będzie zaraźliwy dla innych i wniesie dużo wesołości w życie Twoich najbliższych i znajomych.

Koziorożec 22.12 – 19.01

We wrześniu, Koziorożce będą bardzo zgodne, sympatyczne, przyjacielskie i chętne do pomocy i współpracy z innymi!

Koziorożcu, w tym miesiącu będziesz szukać towarzystwa i nowych znajomości. Istotne staną się dla Ciebie kwestie budowania harmonijnego partnerstwa w obszarze relacji towarzyskich i swojego związku oraz wypracowania zgodnej, korzystnej współpracy w sferze zawodowej. W pracy, będzie to dla Ciebie dobry czas na zakładanie spółek, zawieranie opłacalnych kontraktów i umów o pracę oraz nawiązywanie nowych kontaktów handlowych z klientami. W związku docenisz swojego partnera i to, co najfajniejsze w Waszej relacji. Zrozumiesz na kim warto polegać i jak budować zdrowe i harmonijne partnerstwo. To będzie sprzyjający i sympatyczny okres dla Twoich przyjaźni, związku, relacji i znajomości!

Wodnik 20.01 – 18.02

We wrześniu, Wodniki będą mocno zmagać się z deficytem finansowym, dlatego też powinny uważać na swoje codzienne wydatki i ostrożnie podejmować decyzje o braniu pożyczek i kredytów bankowych!

Niestety w tym miesiącu, w kwestiach finansowych czeka Cię Wodniku raczej bessa niż passa! Zaciśnij więc pasa i rozsądnie planuj wydanie każdego grosza! W pracy, będzie to dla Ciebie mniej korzystny i dochodowy okres, który nie będzie sprzyjał robieniu dobrych, szybkich interesów, zawieraniu korzystnych umów handlowych i mądremu wydawaniu gotówki. Nie ryzykuj więc i przemyśl dwa razy każdą finansową i biznesową decyzję, bo możesz być teraz narażony na straty materialne. Poza kieszenią, zadbaj również o swoje zdrowie i samopoczucie, bo może nieco dać Ci się we znaki jesienne osłabienie i spadek formy fizycznej.

Ryby 19.02 – 20.03

We wrześniu Ryby powinny chodzić radosne i uśmiechnięte, bo będą cieszyć się przez cały miesiąc przyjaznymi wpływami i sprzyjającymi im okolicznościami losu!

Zapowiada się przed Tobą Rybo, bardzo korzystny dla ciebie miesiąc, pełen powodzenia, przyjemności, atrakcji, radości, pozytywnych wydarzeń i spotkań towarzyskich. Szczęście i fortuna będzie Ci teraz wyjątkowo sprzyjać! W wielu sytuacjach okaże się, że niezamierzenie jesteś w odpowiednim miejscu, we właściwym czasie i z wspierającymi i pomocnymi Ci osobami. Masz teraz świetny czas na konkretne i dochodowe inwestycje. Możecie także liczyć na dobrą passę na giełdzie i wygrane w grach losowych. Zatem dobrze rozejrzyj się wokół siebie i wykorzystaj nadarzające się okazje losu, bo opatrzność uśmiecha się właśnie do Ciebie! Zagraj w lotto lub kup los na loterii!

Weronika Wer - doradca życiowy i duchowy, coach, trenerka ds. rozwoju osobistego i samoświadomości, arteterapeutka, wizjonerka, jasnowidz, numerolog, runistka, wróżka, malarka. Z wykształcenia humanistka, kulturoznawca, psychoterapeutka. Ezoteryką i parapsychologią interesuje i zajmuje się od ponad 20 lat. Współpracuje z mediami - jest twórczynią i redaktorką autorskiej audycji “Rozmowy z Weroniką” w radio Parada, prowadziła programy ezoteryczne w telewizji, pisze i publikuje horoskopy na Wirtualnej Polsce. Interesuje ją niezwykle złożona natura człowieka oraz mechanizmy i schematy zachowań ludzkich, dlatego od wielu lat pracuje z ludźmi. Prowadzi konsultacje indywidualne, warsztaty i kursy, prognozuje przyszłość, doradza w sprawach życiowych i tematach duchowych, wspomaga w rozwoju osobistym i wspiera w pracy nad sobą, interpretuje sny, tworzy amulety ochronne, talizmany i maluje mandale. W swojej pracy wykorzystuje intuicję, empatię, talenty jasnowidzenia, doświadczenie i wiedzę z zakresu numerologii, run, różnych technik dywinacyjnych, ezoteryki, astrologii, psychologii i psychoterapii. Prognozuje przyszłość i odkrywa tajniki przeznaczenia korzystając z daru jasnowidzenia i interpretując głównie runy w rozkładach indywidualnych i partnerskich oraz korzystając z numerologii - tworząc portrety numerologiczne i opierając się na cyklach numerologicznych. Uważa jednak, że nasz los i nasza przyszłość nie są zdeterminowane, a prognozowanie daje nam tylko pewne znaki i wytyczne na ścieżce naszego życia, pozostawiając każdemu własną wolę i wybór. W pracy skupia się na człowieku, poszukiwaniu przyczyn jego konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych i rozwiązywaniu jego problemów. Sądzi, że wszystko co nas spotyka jest nam potrzebne i rozwojowe, wszystkie nasze doświadczenia mają swoje uzasadnienie, a wszelkiego rodzaju problemy i porażki traktuje perspektywicznie, jako przyczynek do dalszego rozwoju.

Uzdrowienie rodziny

Autor: Tadeusz Piotr Szewczyk

Często w jakiś czas po ślubie jesteśmy rozczarowani, ponieważ oczekiwaliśmy, że nasz ukochany już do końca życia będzie taki szarmancki i wciąż zabiegający o nasze względy. Lecz on, nie dość, że spowszedniał, to i powychodziły na wierzch wszystkie jego wady, których wcześniej jakoś nie było widać. Zawiedziona, zaczynasz się do niego czepiać, przez co możesz go wepchnąć w alkoholizm i może zacznie też ciebie zdradzać, szukając gdzie indziej potrzebnego mu dowartościowania. A kiedy urodzi się wam pierwsze dziecko, to ty wszystkie swoje uczucia ulokujesz w nim, przez co osierocisz męża i rozpocznie się powolny rozpad waszego małżeństwa. A dlaczego? Ponieważ męża dostałaś od Boga na całe życie i on powinien być dla ciebie najważniejszym człowiekiem, a nie dziecko. Dzieci są nam dane na jakiś czas, a później od nas odejdą, natomiast my pozostaniemy ze sobą, daj Boże, do końca życia. Ta piękna przed ślubem dziewczyna też spowszedniała i nie jest już taka zadbana. Poza tym, zrobiła się taka moja i wcale nie trzeba się starać o jej względy i o nią zabiegać. Rozpoczyna się kilkuletni okres bezsensownej, zakamuflowanej walki o władzę, do której nikt nie chce się przyznać i można by powiedzieć, że nie jest to otwarty konflikt, lecz bardziej cicha wojna podjazdowa ego jednego współmałżonka z ego drugiego. W końcu ktoś musi ulec albo rozpada się małżeństwo, ponieważ obydwa ego nie zechciały ze sobą współdziałać, tylko postanowiły rywalizować. Taki związek będzie nosił znamiona pana i sługi, przy tym rolę pana niekoniecznie musi pełnić małżonek. Jedno jest pewne: zarówno pan jak i sługa nie będą, tak naprawdę, ze swoich ról zadowoleni. Najlepszym wariantem jest współdziałanie obydwu ego i chęć służenia sobie w imię miłości wzajemnej. Gdyby jeszcze małżonkom udało się umiłować Boga ponad miłość wzajemną i ponad miłość do dzieci oraz ponad wszelkie bogactwo. Wola Twoja Panie przede wszystkim. Wiemy też doskonale, jak wielu ludzi jest daleko od Boga i, przynajmniej w tym czasie, uważa, że Go nie potrzebuje. Porządnym człowiekiem można być zawsze, nawet wtedy, gdy się nie wierzy w Boga. Nie ma też człowieka bez grzechu albo jakiegoś obciążenia. Na błędach uczymy się rozumu, lecz człowiek wierzący więcej ma w sobie bojaźni przed Bogiem i musi się liczyć ze społecznością wyznaniową, a to bardziej cementuje rodzinę i uczy pokory.

A co możemy się dowiedzieć o związkach z książki „Sai Baba mówi do Zachodu” na str. 148: „Rodziny na całym świecie znajdują się dziś w przerażającym stanie. Kłótnie, niesnaski, rozwody są na porządku dziennym. (…) Niektóre rodziny są do tego stopnia rozbite, że ich członkowie nie widzą możliwości znalezienia wspólnej drogi. Jest uzasadnione, gdy w takim przypadku wycofujesz się z życia rodzinnego. Aby iść swoją drogą i aby uzyskać jasność w swoich uczuciach. Nie powinien to jednak być trwały stan. (…) Zredukuj swoją negatywność. Nie zapominaj, że gniew, nie mówiąc już o nienawiści, mogą ci bardzo zaszkodzić i związać cię z tymi, od których chciałbyś się uwolnić. Traktuj trudności w rodzinie jako możliwość ćwiczenia pogodnego opanowania”.

A na str. 271 czytamy: „Usiłuję dać ci zawsze takiego partnera, który do ciebie pasuje. Potrzebuję jednak twojej miłości, ofiarności, odpowiedzialności, powinności, cnoty i wiary. Jeśli nie masz którejś z tych podpór związku, Mój dar dla ciebie będzie odpowiednio niepełny. Musisz traktować partnera zawsze jako Mój dar dla ciebie. Dałem ci go, abyś nie musiał przez życie iść sam. Zanim zrobisz jakieś głupstwo, zastanów się, co daje ci rodzina i co możesz wraz z nią utracić. (…) Trzymaj się raczej starej mądrości: Tylko stabilność prowadzi do trwałego szczęścia”.

Aby związek mógł być udany i trwały trzeba żeby ego jednego współmałżonka i ego drugiego zechciały ze sobą współdziałać. Do tego jednakże potrzeba wzajemnej pokory i wzajemnie poskromionego ego. Kiedy niedawno obserwowałem pewną mamę z dwuletnią córeczką, która w żaden sposób nie mogła sobie z dzieckiem poradzić, to uświadomiłem sobie, że w przyszłości małżonek tej dziewczynki, także nie będzie miał nic do powiedzenia, co najwyżej spełniać będzie kaprysy żony, o ile będzie go na to stać. Trwałość takiego związku może być problematyczna. Jeśli pozwolimy dziecku na wszystko i nie postawimy przed nim jakichś ograniczeń, to zmarnujemy jego przyszłość, a w konsekwencji negatywnie wpłyniemy na losy jeszcze innych ludzi: jego małżonka i dzieci. Kiedy dziecko może otrzymać należyte wychowanie? Wtedy, kiedy jest wychowywane w pełnej rodzinie, najlepiej wielodzietnej, w której panuje zdrowa dyscyplina a rodzice mają jednolite podejście do wychowania i są konsekwentni.

I jeszcze jeden cytat z książki „Sai Baba mówi do Zachodu” na str. 34: „Małżeństwo jest świętą instytucją, która ma was nauczyć otwierać serca, rozwijać miłość i ćwiczyć ofiarność. (…) Powinieneś skierować swoją uwagę z siebie na partnera i pytać siebie: Czego on potrzebuje? Co uczyni go szczęśliwym? Co mogę zrobić, aby go zrozumieć? Opłakany stan waszych związków nie jest wyrazem tego, że małżeństwo jest martwe, jak niektórzy twierdzą, lecz raczej tego, że jesteście tak uwikłani w wasze ego, iż dla nikogo innego nie znajdujecie już miejsca”.

Podobno największą potrzebą każdego człowieka jest bycie wolnym. O tyle jest to prawdą, o ile rzecz dotyczy jakiegoś nieuzasadnionego podporządkowania komukolwiek albo jakiemuś zniewoleniu przez nałogi. Natomiast związek małżeński nie powinien być żadnym zniewoleniem, ale dobrowolnym zespoleniem osobowości męskiej i żeńskiej w małżeńską jedność usankcjonowaną sakramentalnym węzłem albo cywilnoprawnym przyrzeczeniem.

Chciałbym się jeszcze podzielić tym, co nam chce powiedzieć na ten temat Sai Baba we wspomnianej już książce na str. 217: „Wolność polega na tym, żebyś chętnie robił to, co robić musisz. A co musisz robić w odniesieniu do rodziny? Jako mężczyzna nie opuszczać żony. Jako kobieta nie opuszczać męża. Jako para, troszczyć się o siebie i o dzieci. Jeśli to potrafisz, jesteś wolny. Jeśli tego nie potrafisz, to nie znaczy, że masz nieodpowiedniego partnera, jak się chętnie dzisiaj przyjmuje, lecz że nie otworzyłeś jeszcze najważniejszych drzwi swojego serca. Chciałbyś wiedzieć, co uznaję za prawdziwą wolność? Otwarte serce. A jak je osiągniesz? Gdy poświęcisz wszystko, żeby z miłością to robić, co robić musisz”.

Nie bez znaczenia jest współdziałanie w wychowaniu ze szkołą i nieobarczanie nauczycieli odpowiedzialnością za wychowanie naszego dziecka, ponieważ to my jesteśmy za swoje dziecko odpowiedzialni w pierwszej kolejności. Nauczyciel ma być naszym sprzymierzeńcem dla dobra naszego dziecka, rodziny i kraju. Mamy go szanować i dziecko nauczyć do nauczyciela szacunku. Mamy także nauczyć dziecko szanować rodziców oraz ludzi starszych.

Więcej czytaj w książce Tadeusza Piotra Szewczyka Klucz uzdrawiania.

Fenomen hipnozy w terapii Daniłowa i Kaczorowskiego. cz.II

Autor: Dr Aleksander Daniłow

Na prośbę czytelników zainteresowanych psychoterapią, hipnozą i hipnoterapią przedstawiamy dalszy ciąg artykułu dr Aleksandra Daniłowa, lek. psychiatry z Instytutu Medycyny w Charkowie, prezesa Niezależnego Stowarzyszenia Psychoterapeutów na Ukrainie.

Dr Aleksander Daniłow jest jednym z najbardziej znanych i popularnych hipnoterapeutów w byłym Związku Radzieckim, Rosji, Ukrainy i w innych krajach Europy, a szczególnie w Polsce. Po wieloletniej pracy w szpitalach psychiatrycznych i Ośrodkach Zdrowia poświęcił się pracy naukowej w zakresie hipnozy klinicznej, kryminalnej, wojskowej, sportowej i terapeutycznej. Prowadzi liczne szkolenia, wykłady dla lekarzy, studentów w kraju i za granicą. Jak również w Akademii Psychoanalizy w Monachium. Wykłada w Instytucie Medycznym w Charkowie, psychiatrię, psychoterapię. Autor licznych artykułów i opracowań naukowych z zakresu hipnoterapii, psychologii, seksuologii naukowego Instytutu Psychologiczno-Neurologicznego w Charkowie.
Od 1994 r prowadzi liczne szkolenia i wykłady warsztaty i seminaria w Polsce wspólnie z dr Andrzejem Kaczorowskim. Współpraca tych dwóch specjalistów jest sukcesem w zakresie fenomenu hipnozy i hipnoterapii. Połącznie tych dwóch wyjątkowych osobowości dążących w jednym kierunku, ale o odmiennych orientacjach kulturowych, światopoglądowych i filozoficznych przynosi dla nauki nowe trendy i kierunki rozwoju w dziedzinie hipnoterapii i hipnologii. Dr Daniłow w swoich wypowiedziach w książce pt. „Samohipnoz” Naukowego Moskiewskiego Wydawnictwa „Zwiezda”, tak pisze o swoim przyjacielu dr Andrzeju Kaczorowskim. Cytuję:

- „Andrzej Kaczorowski – to znany reprezentant polskiej kultury, uzdrowicielstwa, wybitny lider w praktykowaniu hipnoterapii, zjawiskowa postać we współczesnej Środkowej Europie. Na przestrzeni długich lat byłem świadkiem jego rozwoju profesjonalnego, który osiągnął poziom mistrzowski i ukształtował jakby swoją nową osobowość. Tak naprawdę, można byłoby nazwać Andrzeja „self made Man” – człowiekiem, który sam siebie stworzył.
Znamy się już wiele lat w tym życiu, a może i wiele wieków z poprzednich wcieleń? Cóż mogę powiedzieć o nim, jako jeden z jego pierwszych nauczycieli? Miałem przyjemność współpracować z nim, wprowadzać w nieznany tajemniczy świat nauki o hipnozie. Już wtedy byłem zachwycony konsekwencją i uporem Andrzeja, jego pragnieniem osiągnięcia wyższych poziomów edukacji, codzienną pracowitością i oczywiście jego wiarą. Wiarą z dużej litery. Dr Andrzej Kaczorowski, to człowiek, który potrafił zrealizować swoje marzenia. Jest bardzo życzliwy dla ludzi, jest prawdziwym humanistą, stawiającym potrzebę cierpiących na pierwszym miejscu.
Jego życiowa droga nie była i nie jest łatwa. Każdy jego dzień to ogromny wysiłek umysłowy i psychiczny przy ciągłym samodoskonaleniu się: „per aspera ad astra”.
Jego osobisty urok, pomijając wyjątkowe zdolności i profesjonalizm, jak magnes przyciągają do niego ludzi, ponieważ jest on prawdziwym magnetyzerem.
Życie trwa. Historia się nie kończy. Życzę doktorowi Andrzejowi Kaczorowskiemu spełnienia wszystkich jego życiowych marzeń i w dalszym ciągu osiągania dalszych sukcesów. „

Techniki hipnozy i hipnoterapii wykonywane w jego pracy klinicznej dr A. Daniłowa.

Złożoność terapii polega na poznaniu pacjenta. Należy zdefiniować precyzyjnie jego problem i dopiero wówczas możemy stosować terapię. W hipnozie trzeba rozstrzelić słaby punkt. Jeśli ktoś jest odporny na słowa to należy wybrać sposób niewerbalny, czyli pasy: fascynację, wahania, światło i muzykę.

Podstawą hipnoterapii jest psychoanalityczne szkolenie. Transfer (przeniesienie) jest jednym z najważniejszych momentów i oczywiście sugestia i katharsis. W lżejszych zaburzeniach może wystąpić iluzoryczne przeniesienie na terapeutę, aby pobudzić procesy autoterapii. W ciężkich zaburzeniach głęboka sytuacja przeniesieniowa jest punktem wyjścia do zaakceptowania przez pacjenta stosowanych środków leczniczych. Podczas leczenia w hipnozie fenomen przeniesieniowy odgrywa dużą rolę, bardziej znaczącą niż w innych metodach psychoterapeutycznych, ponieważ w hipnotycznych stanach świadomości występują najważniejsze fazy dzieciństwa. Pacjent w hipnozie jest dzieckiem. Obok przenoszonych drogą zmysłową sygnałów, które wzbudzają uczucia przeniesieniowe istnieje jeszcze rodzaj terapeutycznego porozumienia między pacjentem, a terapeutą, który odpowiada stosunkowi matka – dziecko.Ten stosunek, związek jest określony jako neurotyczny związek. Każdy z nas codziennie jest w stanie hipnozy. W dzieciństwie jest początek naszych problemów. Oznacza to, że w hipnozie są przekazywane nie tylko słowa. Inne sygnały wyrażamy przez postawę ciała, a także przez nieświadome wewnętrzne nastawienie do przeniesienia. Zgodność terapeuty z samym sobą i ze swoimi wypowiedziami jest ważniejsza od umiejętności technicznych.

Transfer inaczej przeniesienie jest bardzo ważne przy leczeniu hipnozą. Przy przeniesieniu uczuć negatywnych nieświadoma część „ja”, która jest aktywna albo rzekomym albo faktycznym zachowaniem osoby stanowiącej obiekt przeniesienia, są tak silnie wypierane, że w przeciwieństwie do przeniesienia ideału bardzo rzadko podlegają świadomym interpretacjom. Przeniesienia negatywne odgrywają bardzo dużą rolę w czasie prowadzenia wojen. Konieczność przeniesienia na obraz wroga jest długofalowym przygotowaniem sugestywnie częściowo przez moralizatorskie odcinanie się od tego, co mieści się w złych fragmentach osobowości. Częściowo przez projekcyjne obdarzanie przeciwnika. Insynuacja mówiąca, że członkowie tego lub innego narodu mieliby być wrogami i musieliby być zabijani już samo to w sobie świadczy o zespole psychiczno urojeniowym. Odpowiednia sugestia rozpowszechniona za pomocą środków propagandy i przymusu państwowego może tylko wtedy skutkować, gdy u adresata tej sugestii z jednej strony niedługo ma nastąpić nieskrępowany rozwój osobowości, a z drugiej strony wraz z obrazem wroga i związany z tym rozkaz zabijania został zaofiarowany obszar przeniesień i równoczesnego odreagowywania wypartego własnego zła. To, że prowadzący wojnę mogą powiązać propagandowe własne odreagowywanie przemocy z typowym ideałem wyobrażającym bohatera stanowi dowód na to, jak daleki jest człowiek od drugiego człowieka i jakie mogą być możliwe skutki współdziałania przeniesienia z sugestią hipnozy, nerwicą przeniesieniową kreowaną w czasie wojen. Na szczęście w terapii otwierają się niezwykłe możliwości dostosowania hipnozy i sugestii przy uwzględnieniu wiedzy, jaką przynosi psychologia na temat fenomenów przeniesieniowych. Prawidłowe podejście terapeutyczne do przeniesienia należy do najważniejszych zadań, gdyż całe spektrum uczuć przeniesieniowych w razie konieczności spotyka także terapeutę.

Możecie być świetni technicznie, ale nie będziecie pewni głosowo, w geście będziecie zdystansowani do pacjenta to wtedy żadna technika nie pomoże. Jeżeli hipnoza ma za zadanie pobudzić odpowiedni rozwój pacjenta to wszystkie zastosowane w terapii rozwiązania muszą być zgodne wewnętrznie.

W hipnozie są przekazywane nie tylko słowa, ale inne sygnały, które wyrażamy przez postawę ciała, a także przez nieświadome wewnętrzne nastawienie do przeniesienia. Zgodność terapeuty z samym sobą i ze swoimi wypowiedziami jest ważniejsza od umiejętności technicznych –

Kontra transfer (przeciwprzeniesienie) Uczucia, które na skutek przeniesień pacjenta na terapeutę są przez niego wtórnie projektowane na pacjenta określa się jako przeciwprzeniesienie. Dla uniknięcia nieświadomej odpowiedzi terapeuta musi dążyć, aby każdy hipnoterapeuta przeszedł w ramach szkolenia własną analizę (superwizja). W hipnoterapii pacjenta dochodzi też często do znaczących przejściowych zmian w uczuciach przeniesieniowych odpowiadających fazom życia, które są przepracowywane. Dotknięci tym partnerzy mogą mieć trudność radzenia sobie z tym. Z tego powodu przy terapii nie powinny być podejmowane decyzje typu: rozwój, decyzja o ślubie, zmiana zawodu. One muszą być skutkiem przemyślanej sytuacji przeniesieniowej. Na zewnątrz będzie reagować tak jak mamy poukładaną wewnętrzną podświadomość. Jako lekarz terapeuta bardzo się cieszę z możliwości zabrania głosu w tak istotnych sprawach jak zdrowie pacjentów. Na początku XX wieku była metoda pogłębiania hipnozy, na przykład pacjent był pogrążony, potem pobudzony i znowu pogrążony itd. To nazywamy frakcją, bo każda ponowna frakcja jest głębsza od poprzedniej. Taka była praktyka. Pewna bogata kobieta chciała być w transie, a słynny profesor Forrel, autor wielu podręczników był jej terapeutą. W owych czasach hipnoza była utożsamiana z transem. Pacjentka stwierdziła, że będzie tak długo, aż nie będzie w transie. Forrel się zgodził. Po 78 próbach kobieta weszła w trans. Kiedyś miałem propozycję od Światowego Kongresu Etyki Lekarskiej by na Kongresie odczytać wykład „Jak uczyć w hipnozie – etyka uczenia hipnozy”.

Moje dotychczasowe doświadczenia współpracy z dr Andrzejem Kaczorowskim oraz wspólne wykłady i seminaria są zawsze na najwyższym poziomie. Cieszę się, że wspólne nasze wykłady mogły przynieść polskim hipnoterapeutom wiedzę na temat hipnoterapii i hipnologii.

Często mówię swoim uczniom: zadzwońcie do Kaczorowskiego i posłuchajcie jego głosu, to zrozumiecie na czym polego hipnoza, a dalej już trzeba zobaczyć osobiście. Dedykuję jemu te życzenia z pobytu w Charkowie. Moje słowa to mało, łączę się z nim sercem i duszą, ażeby dalej mógł pomagać swoim pacjentom i aby nasza współpraca była owocna na linii Charków – Wrocław, gdzie nie odczuwamy ani przestrzeni w naszych wzajemnych podróżach, służących podniesieniu poziomu hipnoterapii nie tylko dla naszych pacjentów, ale i nauki. Kolega dr Andrzej Kaczorowski w tak krótkim czasie włożył już swój wkład do historii hipnozy reinkarnacyjnej. A szczególnie to, iż w terapii połączył trzy poziomy: sferę fizyczną, emocjonalną i duchową człowieka.

Aleksander Daniłow – psychiatra – psychoterapeuta,
Prezydent Niezależnej Asocjacji Psychoterapeutów
Charków. Ukraina.
Marzec 2010rok.

Organizowanie medytacji

Autor: Dr Bhante Henepola Gunaratana


Jak zabrać się do medytacji?

Po pierwsze, musisz ustalić sobie grafik medytacji, konkretny okres, kiedy to zajmiesz się medytacją vipassana i niczym więcej. Gdy byłeś dzieckiem, nie umiałeś chodzić. Ktoś zadał sobie sporo trudu, by nauczyć cię tej umiejętności. Trzymano cię za ręce. Zachęcano, namawiano, byś stawiał stopę za stopą, aż byłeś w stanie zrobić to sam. Te okresy udzielania instrukcji ustanowiły formalną praktykę sztuki chodzenia.

W medytacji stosujemy tę samą podstawową procedurę. Ustalamy pewien czas, poświęcony specjalnie na rozwój tej umysłowej umiejętności zwanej świadomością. Poświęcamy czas tylko i wyłącznie temu działaniu i organizujemy otoczenie tak, by ograniczyć zakłócenia do minimum. Nie jest to umiejętność, której łatwo się nauczyć. Całe życie uczyliśmy się mentalnych nawyków, które są całkowitym przeciwieństwem ideału nieprzerwanej świadomości. Uwalnianie się od tych nawyków wymaga strategii. Jak powiedzieliśmy wcześniej, nasze umysły są jak szklanki z mętną wodą. Przedmiotem medytacji jest oczyszczenie osadu, byśmy mogli zobaczyć, co się w nich dzieje. Najlepszym sposobem, by tego dokonać, jest czekanie, aż osad opadnie. Daj mu trochę czasu, a opadnie. Zostaniesz z czystą wodą. W medytacji poświęcamy procesowi oczyszczania konkretny czas. Patrząc z boku, wygląda to dość bezużytecznie. Siedzimy tak produktywni, jak kamienne gargulce. Jednak wewnątrz nas dzieje się całkiem sporo. Mentalna zupa osadza się, a my mamy jasność umysłu, która przygotowuje nas do radzenia sobie z wydarzeniami, które zdarzą się w naszym życiu.

To nie oznacza, że musimy coś robić, by wymusić osiadanie. To naturalny proces, który dokonuje się sam. Sam akt siedzenia w bezruchu i bycia świadomym powoduje osiadanie. Właściwie każdy wysiłek z naszej strony, by je wymusić, przynosi odwrotne efekty. Wymuszenia nie działają. Spróbuj na siłę wyprzeć rzeczy z umysłu, a jedynie dodasz im energii. Możesz odnieść chwilowy sukces, ale na dłuższą metę jedynie uczynisz je silniejszymi. Ukryją się w podświadomości, dopóki nie stracisz czujności, a następnie wyskoczą pozostawiając cię bezsilnym. Najlepszym sposobem oczyszczenia mentalnej substancji jest pozwolenie, by osad sam się osadził. Nie dodawaj do tego żadnej energii. Po prostu świadomie obserwuj wirujące błoto, nie mieszając się w proces. Gdy się w końcu osadzi, taki pozostanie. W medytacji wykorzystujemy energię, nie siłę. Naszym jedynym wysiłkiem jest łagodna, cierpliwa świadomość.

Okres medytacji jest próbką twojego całego dnia. Wszystko, co ci się przytrafia, przechowywane jest w umyśle w pewnej formie, mentalnej lub emocjonalnej. Podczas normalnej aktywności jesteś pod taką presją wydarzeń, że rzadko kiedy radzisz sobie z podstawowymi sprawami. Są one grzebane w podświadomości, gdzie kipią, buzują i wzmagają się. A ty się zastanawiasz, skąd się wzięło to całe napięcie.

To wszystko powraca podczas medytacji w takiej lub innej formie. Masz szansę przyjrzeć się temu; zobaczyć, jakie jest naprawdę i pozbyć się tego. Formalny czas medytacji ustalamy po to, aby stworzyć odpowiednie środowisko do uwolnienia. Regularnie odzyskujemy utraconą świadomość. Uciekamy od wydarzeń, które bezustannie stymulują umysł. Wycofujemy się z działań, które potęgują emocje. Chronimy się w cichym miejscu, siedzimy nieruchomo, ale to wszystko powraca wylewając się. Następnie odchodzi. To jak ładowanie baterii. Medytacja ładuje twoją świadomość.

GDZIE MEDYTOWAĆ?

Znajdź sobie ciche miejsce, odseparowane; takie, w którym będziesz sam. Nie musi być to idealne miejsce w środku lasu. To w przypadku większości z nas niemożliwe, ale powinna to być przestrzeń, gdzie będziesz czuł się wygodnie i gdzie nikt ci nie przeszkodzi. Powinno być to miejsce, gdzie nie będziesz czuł się wystawiony na widok. Cała uwaga powinna być skierowana na medytację, a nie trwoniona na zamartwianie się, jak wyglądasz w oczach innych. Postaraj się wybrać miejsce jak najbardziej ciche. Nie musi być to pomieszczenie dźwiękoszczelne, ale istnieją odgłosy, które bardzo rozpraszają i należy ich unikać. Najgorsza jest muzyka i rozmowa. Umysł łatwo daje się wciągać przez te dźwięki w niekontrolowany sposób, a za nim podąża twoja koncentracja.

Istnieją tradycyjne sposoby, które możesz wykorzystać przy wprowadzaniu się w odpowiedni nastrój. Dobrze działa przyciemniony pokój z zapalonymi świecami. Pomagają też kadzidełka oraz dźwięk dzwonka na początku i pod koniec sesji. Są to jednak akcesoria. Dla niektórych ludzi są zachętą, ale nie są niezbędne przy medytacji.

Prawdopodobnie pomoże ci, gdy za każdym razem będziesz siedział w tym samym miejscu. Większości ludzi lubi mieć specjalną przestrzeń zarezerwowaną na medytację. Wkrótce zacznie ci się ono kojarzyć ze spokojem głębokiej koncentracji, a to skojarzenie pomoże ci szybciej osiągać głębokie stany. Ważną rzeczą jest, aby siedzieć w miejscu, które w twoim odczuciu sprzyja praktyce. To wymaga poeksperymentowania. Zanim znajdziesz to jedno, w którym będziesz czuł się komfortowo, wypróbuj kilka innych. Musisz znaleźć miejsce, w którym nie będziesz czuł się skrępowany i gdzie będziesz mógł oddać się medytacji bez żadnych przeszkód.

Dla wielu ludzi pomocą i wsparciem jest grupowa medytacja. Konieczna jest dyscyplina regularnej praktyki i wielu osobom łatwiej jest regularnie zasiadać do medytacji, gdy zobowiążą się medytować w grupie. Gdy dasz słowo wiesz, że oczekuje się od ciebie, byś go dotrzymał. To sprytne ominięcie wymówki „Jestem zbyt zajęty”. Być może znajdziesz w swojej okolicy praktykującą grupę. Nie ma znaczenia, jaką formę medytacji praktykują, o ile jest to cicha forma. Z drugiej strony powinieneś też spróbować być samowystarczalny w swej praktyce. Nie polegaj na obecności grupy jako jedynej motywacji. Właściwie wykonana medytacja to przyjemność. Wykorzystuj grupę jako pomoc, a nie jako jedyne wsparcie.

KIEDY MEDYTOWAĆ?

Najważniejszą zasadą jest tutaj: Jeśli chodzi o siedzenie, zastosowanie znajduje opis buddyzmu jako drogi środka. Nie przesadzaj, ale też nie staraj się za mało. Nie oznacza to, że siadasz, gdy poczujesz taki kaprys. Znaczy to, że ustalasz grafik medytacji i trzymasz się go z łagodną i cierpliwą wytrwałością. Ustalenie grafiku działa jak zachęta. Jeśli jednak odkryjesz, że grafik przestał być zachętą, a stał się obciążeniem, to coś jest nie tak. Medytacja to nie obowiązek ani nie przymus.

Medytacja to aktywność psychologiczna. Będziesz się zajmował surowymi uczuciami i emocjami. W rezultacie jest to aktywność bardzo wrażliwa na twoje podejście do każdej sesji. Najprawdopodobniej otrzymasz to, czego oczekujesz. Dlatego też twoja praktyka będzie szła najlepiej, gdy nie będziesz mógł się jej doczekać. Gdy usiądziesz oczekując mozolnej harówki, prawdopodobnie tak się stanie. Zatem ustal sobie taki plan, z którym będziesz mógł żyć. Niech będzie rozsądny. Niech pasuje do reszty twojego życia. Gdy zaczniesz czuć się, jakbyś szedł w ciężkim kieracie w kierunku wyzwolenia, zmień coś.

Wspaniały moment na medytację jest tuż po przebudzeniu. Wtedy twój umysł jest świeży, a ty jeszcze nie zdążyłeś wpaść po uszy w swoje obowiązki. Poranna medytacja jest doskonałym sposobem na rozpoczęcie dnia. Nastraja cię i przygotowuje do skutecznego radzenia sobie ze wszystkimi sprawami. Przez resztę dnia płyniesz odrobinę lżej. Jednak upewnij się, że jesteś w pełni przebudzony. Nie zrobisz wielkich postępów, gdy siedząc będziesz przysypiał, więc wyśpij się. Zanim zaczniesz, umyj twarz lub weź prysznic. Być może zechcesz wcześniej wykonać kilka ćwiczeń, by pobudzić krążenie. Zrób to, co potrzebne ci jest do pełnego przebudzenia, a potem zasiądź do medytacji. Nie pozwól jednak na to, by całkowicie pochłonęły cię codzienne czynności. Bardzo łatwo jest zapomnieć o medytacji. Niech będzie ona pierwszą ważną rzeczą, którą robisz z rana.

Kolejną dobrą porą na medytację jest wieczór. Twój umysł pełen jest mentalnych śmieci, które nagromadziłeś w ciągu dnia, więc wspaniale byłoby pozbyć się tego ciężaru przed snem. Medytacja oczyści i odnowi twój umysł. Przywróć swoją świadomość, a twój sen będzie prawdziwym snem.

Gdy dopiero zaczynasz przygodę z medytacją, wystarczy, że będziesz wykonywał ją raz dziennie. Jeśli czujesz, że chcesz to robić częściej, to w porządku, ale nie przesadzaj. U początkujących medytujących często możemy spotkać się ze zjawiskiem wypalenia. Przez dwa tygodnie zanurzają się w praktyce na piętnaście godzin dziennie, a potem dogania ich prawdziwy świat. Uznają, że medytacja zabiera im zbyt dużo czasu i wymaga zbyt wielu poświęceń, a oni nie mają na to czasu. Nie wpadnij w tę pułapkę. Nie wypal się po pierwszym tygodniu. Spiesz się powoli. Niech twój wysiłek będzie konsekwentny i stabilny. Daj sobie czas na włączenie medytacji do codziennego życia i pozwól, by rozwijała się powoli i łagodnie.

Wraz ze wzrostem twojego zainteresowania medytacją zauważysz, że w swoim harmonogramie robisz coraz więcej miejsca na praktykowanie. To spontaniczne zjawisko następuje samo z siebie – nie potrzeba żadnej siły.

Doświadczeni medytujący poświęcają na medytację trzy do czterech godzin dziennie. Żyją normalnym życiem w zwykłym świecie, a wciąż potrafią wcisnąć w to medytację. I sprawia im to przyjemność. To przychodzi naturalnie.

JAK DŁUGO MEDYTOWAĆ?

Tu zastosowanie znajduje podobna zasada: siedź tak długo, jak możesz, ale nie przesadzaj. Większość początkujących zaczyna od dwudziestu lub trzydziestu minut. Na początku trudno jest usiedzieć dłużej, wciąż czerpiąc z tego korzyści. Pozycja nie jest znana ludziom z Zachodu i ciało potrzebuje czasu, by się do niej przyzwyczaić. Zdolności umysłowe są równie obce i to przystosowanie także wymaga czasu.

Gdy przyzwyczaisz się do tej procedury, możesz powoli wydłużać czas medytacji. Po około roku regularnej praktyki powinieneś móc siedzieć komfortowo przez godzinę.

Trzeba jednak wspomnieć o ważnej rzeczy: medytacja vipassana nie jest formą ascetyzmu. Umartwianie się nie jest jej celem. Próbujemy rozwijać świadomość, a nie ból. Czasami ból jest nieunikniony, zwłaszcza w nogach. W rozdziale 10 dokładnie omówimy ból i to, jak sobie z nim radzić. Istnieją specjalne techniki i podejścia, których nauczysz się, aby uporać się z tym dyskomfortem. Należy powiedzieć tu, że to nie jest konkurs wytrzymałości. Nikomu nie musisz nic udowadniać. Zatem nie zmuszaj się, by medytować w nieznośnym bólu tylko po to, by móc powiedzieć, że medytowałeś przez godzinę. To bezużyteczne ćwiczenie ego. I nie przesadzaj na początku. Weź pod uwagę swoje ograniczenia i nie potępiaj się, jeśli nie możesz siedzieć długo i nieruchomo jak skała.

Gdy medytacja zaczyna stanowić coraz większą część twojego życia, możesz przedłużać sesje ponad godzinę. Ogólna zasada jest taka, by sprawdzić, jaka długość czasu jest dla ciebie odpowiednia na tym etapie życia, i medytować o pięć minut dłużej.

Nie istnieje sztywna zasada mówiąca o długości czasu medytacji. Nawet jeśli wiesz, jakie jest twoje minimum, będą dni, gdy fizycznie nie będziesz w stanie wysiedzieć nawet tyle. To nie oznacza, że powinieneś porzucić pomysł medytowania tego dnia. Kluczową kwestią jest regularna medytacja. Nawet dziesięć minut medytowania może być bardzo korzystne.

Przy okazji, o długości sesji decydujesz jeszcze zanim zaczniesz medytować. Nie rób tego, gdy już rozpocząłeś sesję. Łatwo wtedy o niepokój, a niepokój jest jedną z głównych rzeczy, które chcemy nauczyć się świadomie obserwować. Zatem wybierz realny czas i trzymaj się go.

By oszacować czas trwania sesji, możesz użyć zegarka, ale nie zerkaj na niego co dwie minuty, by sprawdzić, jak ci idzie. Inaczej całkowicie utracisz koncentrację i pojawi się niepokój. Poczujesz, że chcesz wstać jeszcze przed końcem sesji. To nie jest medytacja, tylko obserwowanie zegarka. Nie patrz na zegarek, dopóki twoim zdaniem czas medytacji nie dobiegnie końca. Właściwie w ogóle nie musisz sprawdzać zegarka, a przynajmniej nie za każdym razem, gdy medytujesz. Najlepiej jednak, byś ustalił minimalny czas. Jeśli wcześniej nie ustalisz minimalnego czasu, będziesz chciał skracać sesje. Będziesz kończył szybko za każdym razem, gdy zdarzy się coś nieprzyjemnego lub gdy będziesz niespokojny. To nie jest dobre. Te doświadczenia są najkorzystniejszymi, jakie mogą przytrafić się medytującemu, ale tylko wtedy, gdy je przesiedzisz. Musisz nauczyć się obserwować je spokojnie i wyraźnie. Spójrz na nie świadomie. Gdy zrobisz to wystarczającą ilość razy, stracą nad tobą kontrolę. Zobaczysz je takie, jakimi są naprawdę: to powstające i znikające impulsy, część przedstawienia, które kiedyś się skończy. W konsekwencji twoje życie stanie się prostsze.

„Dyscyplina” to dla większości z nas trudne słowo. Kojarzy się z obrazem kogoś, kto stoi nad tobą z kijem i mówi ci, że się mylisz. Ale samodyscyplina to co innego. To umiejętność patrzenia poprzez bezwartościowe krzyki twoich impulsów i przenikania ich sekretu. One nie mają nad tobą władzy. To tylko przedstawienie, oszustwo. Twoje pragnienia wrzeszczą na ciebie, przymilają się, wabią, grożą ci, ale tak naprawdę nie trzymają żadnego kija. Poddajesz się z przyzwyczajenia. Poddajesz się, ponieważ nigdy naprawdę nie zadałeś sobie trudu, by spojrzeć, co kryje się pod groźbą. A tam jest pusto. Jest jednak tylko jeden sposób nauczenia się tej lekcji. Słowa zapisane na tej stronie tego nie dokonają. Spójrz wewnątrz siebie i obserwuj to, co się pojawia – niepokój, niecierpliwość, ból – obserwuj je tylko i nie daj się w nie wciągnąć. Ku twojemu zdziwieniu znikną. Pojawią się, znikną. Po prostu. Nie ma innego określenia samodyscypliny. To cierpliwość.

Więcej na temat osiągania wyższego stanu świadomości znajdziesz w książce Medytacje buddyjskie autorstwa dr. Bhante Henepola Gunaratana.

Wszechświat i my

Autor: Janina Lampert-Smak

Mimo, iż często śledzimy treści horoskopów, to niekoniecznie wykazujemy zainteresowanie samymi zjawiskami astronomicznymi, aktualnym układem planet, gwiazd czy fazami księżyca. Być może większość z nas uważa, że od tego są fachowcy i do nich należy sporządzanie prognoz dla nas, ale są też i tacy, którzy zarówno horoskop czy ewentualne zmiany w zachowaniu jakie w opinii astrologów powinniśmy odczuwać, traktują z przymrużeniem oka i nie zgłębiają się w temacie. Jak wiemy astrologią interesowano się już w czasach starożytnych. Sumerowie, Babilończycy, Grecy, Chińczycy, Hindusi czy Majowie, tworzyli prognozy na przyszłość w oparciu o położenie ciał niebieskich na nieboskłonie. Początkowo wierzono, że ruchem gwiazd i planet kierują bóstwa, i że ciała niebieskie reprezentują władców ziemskich. Na podstawie obserwacji układu gwiazd i planet, zaczęły powstawać horoskopy zodiakalne (chiński, egipski, grecki). Astrologia była wiedzą najwyższych mędrców, określana mianem królewskiej. Z początkiem Chrześcijaństwa praktyki astrologiczne zostały zakazane. Ponowny jej rozkwit nastąpił w okresie renesansu i przetrwał do XIX wieku, kiedy to nastąpiło usunięcie astrologii z uniwersytetów naukowych. Dawniej astrologia i astronomia wzajemnie się przeplatały i uzupełniały. Mikołaj Kopernik w swoim dziele: ”O obrotach sfer niebieskich” pisał o: Nauce, którzy jedni zowią astrologią, inni astronomią, a wielu spośród starożytnych szczytem matematyki. Po usunięciu astrologii z uniwersytetów zaczęła być traktowana jako pseudonauka, nie mająca nic wspólnego z astronomią.

Obecnie niektórzy przedstawiciele kręgów naukowych kategorycznie zaprzeczają teorii astrologów, która tłumaczy zmianę zachowań ludzkich w zależności od układu ciał niebieskich; również Kościół nakazuje zaniechanie praktyk układania prognoz astrologicznych oraz rozpatrywania swoich problemów życiowych w zależności od układu gwiazd czy planet. Trudno jednoznacznie udowodnić czy astrologia jest nauką czy pseudonauką? Na podstawie dotychczasowych źródeł wiemy, że w ciągu wieków była różnie postrzegana; nie wykluczone, że z czasem obie dziedziny znów będą na równi wzajemnie się uzupełniały. Tymczasem niezależnie od panującej opinii, sami przyjrzyjmy się tym zjawiskom i na podstawie własnej obserwacji zastanówmy czy: reakcje zachowań ludzkich mogą mieć związek z aktualną pozycją planet, gwiazd i księżyca i postarajmy się obiektywnie ocenić sytuację. Jako pierwszy przykład rozpatrzmy fazę księżyca podczas jego pełni. Oprócz krążących od wieków powszechnie znanych mitów i legend, badania naukowe z ostatnich lat potwierdzają niekorzystny wpływ tego zjawiska na ludzi. Księżyc w czasie pełni znajduje się blisko Ziemi a to powoduje jakby kompresję jonosfery, co przyczynia się do zwiększenia przy jej powierzchni (Ziemi) stężenia jonów dodatnich. Jony te mają bardzo niekorzystny wpływ na funkcjonowanie organizmu ludzkiego. Przy przekroczonym stężeniu jonów dodatnich następuje: ogólne rozdrażnienie, zaburzenia krążenia, osłabienie, kołatanie serca, bezsenność, bóle głowy, słabnie wydolność oddechowa. Prawidłowy stosunek jonów dodatnich do ujemnych powinien wynosić 1:1,5 – 2,0. Jak donoszą statystyki, podczas pełni księżyca wzrasta liczba wypadków drogowych, samobójstw i morderstw. Badaniem zależności samopoczucia żywych organizmów od stężenia jonów dodatnich czy ujemnych zajmował się swego czasu m. in. prof. Albert Paul Kreuger z Uniwersytetu Kalifornijskiego. W latach 50. przeprowadził on wiele doświadczeń w wyniku których dowiódł pozytywny wpływ jonów ujemnych na organizm ludzki, zwierzęcy, jak i na rośliny i niekorzystny jonów dodatnich. Innym przykładem niecodziennego zjawiska od wieków związanego z różnymi obawami i wierzeniami jest zaćmienie Słońca. Ludzie prawie od zawsze obawiali się zaćmienia, podobnie jak pojawienia się komety. Oba zjawiska miały zwiastować: choroby, nieszczęścia, wojny a nawet koniec świata. A co na ten temat ma do powiedzenia nauka? Swego czasu podczas zaćmienia Słońca francuski naukowiec - niejaki Maurice Allais (1911-2010) przeprowadzał eksperymenty z wahadłem Foucaulta* (w 1954 i w 1959 r. w Paryżu). Wahadło Foucaulta - to wahadło o dużym ciężarze, które zawieszone u sufitu kopuły w wysokim budynku (w planetarium, kościele) wykonuje wahania w dowolnej płaszczyźnie pionowej dowodząc ruchu obrotowego Ziemi wokół własnej osi. Odpowiednia długość zawieszenia oraz masa ciężaru, pozwala odeprzeć wszelkie podejrzenia, jakoby jakieś siły zewnętrze (powiew wiatru czy dotyk ludzkiej ręki) mogły mieć wpływ na jego ruch. Naukowiec zaobserwował, że podczas zjawiska zaćmienia, ruch wahadła jest szybszy, co może sugerować zakłócenia grawitacji w tym momencie. Od tamtej pory badacze w różnych częściach naszego globu obserwują zachowanie się wahadła Foucaulta podczas kolejnych zaćmień słonecznych i choć potwierdzają, że efekt jest prawdziwy, w chwili obecnej - niemożliwy do wytłumaczenia. Zachowanie wahadła Foucaulta podczas zaćmienia Słońca czy Księżyca (M.Allais przeprowadzał doświadczenia również podczas różnych faz księżyca) dowodzi, że w w/w momencie dochodzi do zmian na Ziemi, które z całą pewnością oddziaływają na organizmy żywe. Naukowcy jak na razie nie podejmują żadnych kroków w ocenie sytuacji. Zjawisko jakie zaobserwował Maurice Allais nazwano Efektem Allaisa od nazwiska wynalazcy.

Z radiestezyjnego punktu widzenia, anomalie towarzyszące zjawiskom astronomicznym czy pogodowym, nie są niczym szczególnie nowym. Radiesteci świadomi tego typu zmian zachowują ostrożność w przeprowadzaniu ekspertyz. Nie podejmują badań ani pomiarów w warunkach niesprzyjających. Niestety dla potencjalnego klienta, wszelkie próby wytłumaczenia występujących zakłóceń czy chwilowej niedyspozycji badacza, są traktowane z wyraźnym niedowierzaniem. Podobnie dzieje się w przypadku korzystania z zabiegu bioterapeutycznego, czy akupresury. Prawdę powiedziawszy lepiej przełożyć zabieg na inny termin, gdyż efekty terapii będą znikome. Ktoś zapyta: ”dlaczego?” Tutaj pozwolę sobie przedstawić wyniki moich ekspertyz przeprowadzonych podczas różnych zjawisk astronomicznych, jakie miały miejsce w ostatnich latach począwszy od roku 1999. Podczas zaćmienia Słońca (w 1999 r.), kilkakrotnych zaćmień Księżyca (2001, 2003, 2004), zbliżających się planetoid (zwłaszcza tych o dużej masie, np. RX30 i RF12), przejścia planety Wenus przed tarczą Słońca (w 2004 roku) czy w podobnym położeniu Merkurego (w 2006 roku), każdorazowo zaobserwowałam przyspieszony ruch wahadła, zakłócenia polaryzacji zarówno u ludzi jak i u roślin, pojawienie się w badanym polu szkodliwego promieniowania, rozstrojenie odpromienników. Z tego co mi wiadomo, podobny wynik uzyskał swego czasu znany polski radiesteta inż. Jerzy Woźniak podczas zbliżającej się komety Halley'a w 1986 roku. Z kolei podczas badanych przeze mnie zjawisk, równorzędnie wraz ze mną przeprowadzały badania inne osoby. Suma sumarum z siedmioosobowej naszej grupy dwie odebrały identyczne wyniki, tzn.: przyspieszony ruch wahadła, szkodliwe promieniowanie, zmianę polaryzacji...itd., u pozostałych zaś - sprzęt radiestezyjny nie wykazał żadnej reakcji, żadnego ruchu; znaczyłoby to, że tego typu odbiór u każdego może być inny. Uzyskane wyniki jednoznacznie sugerują, że podczas zjawisk astronomicznych w przyrodzie zachodzą anomalie powodujące zakłócenia polaryzacji, co z kolei prowadzi do zachwiania równowagi energetycznej. Ta zaś bezpośrednio wpływa na nasze samopoczucie, zachowanie, koncentrację i uwrażliwienie na odbiór subtelnych energii. Nie wykluczone, że nasi przodkowie wiedzieli o negatywnym wpływie tych zjawisk, jednak po zlekceważeniu astrologii przez naukowców, wiedza astrologiczna została zepchnięta do sfery zabobonów.

Pisząc na temat zjawisk występujących w przyrodzie i reakcji im towarzyszących (zarówno sprzętu radiestezyjnego, wahadła Foucaulta czy naszych zachowań) pragnę uświadomić tym wszystkim, którzy lekceważąco podchodzą do tematu, że nie jesteśmy tak bardzo niezależni od kosmosu jak nam się czasem wydaje. Niejednokrotnie korzystamy z zabiegu bioenergoterapeutycznego czy masażu, nie zastanawiając się nad aktualnie występującym zjawiskiem w przyrodzie. Leczenie często kończymy już po pierwszej wizycie, ponieważ nasze oczekiwania były o wiele większe od efektów jakie uzyskaliśmy i odczuliśmy. Weźmy pod uwagę fakt, że nie stanowimy odrębnej jednostki niezależnej od otaczającego nas Wszechświata i że nasz organizm niezależnie od naszych przekonań bierze udział w zachodzących zjawiskach i zmianach.

Janina Lampert-Smak


*Nazwa Foucault pochodzi od nazwiska fizyka francuskiego: Jeana Bernarda Léona Foucaulta (1819-1868).


Źródła:

www.wikipedia, wolna encyklopedia,
http://www.allais.info/
http://science1.nasa.gov/science-news/science-at-nasa/1999/ast06aug99_1/

http://www.dsalud.com/index.php?pagina=articulo&c=1381
http://iones.com.ar/Libro_IONES.pdf
http://www.qs-polska.pl/jony_ujemne_a_zdrowie
oraz moje obserwacje i badania radiestezyjne opisane na mojej stronie internetowej:
http://mojaradiestezja.blogspot.com/2012/05/wszechswiat.html

Samouzdrawianie oddechem pranicznym

Autor: Munin

Instrukcja samouzdrawiania: usiądź lub połóż się wygodnie. Znajdź taką pozycję, w której czujesz się dobrze. Skieruj się do swojego wnętrza. Na wdechu pobieraj jasną energię do ciała, do bolących czy chorych miejsc. Na wydechu wyprowadzaj z nich ciemną, szarą energię i wyobrażaj sobie, że rozpuszcza się w przestrzeni. Rób to tak długo, jak długo czujesz, że doświadczenie pozostaje świeże.

Wykonywanie powyższego ćwiczenia powinno opierać się na naturalnym doświadczeniu. Nie myśl wtedy, że coś ćwiczysz. Pobieraj czystą, jasną energię z przestrzeni i wprowadzaj ją do ciała, a wyprowadzaj do przestrzeni szary dym chorób, stresów i innych negatywnych właściwości.
By zobaczyć efekty nie usztywniaj się, że wykonasz praktykę raz a potem czekać będziesz na wyniki. Ćwicz według odczuć poprawy stanu zdrowia i samopoczucia.
Zażywaj tego ćwiczenia zawsze, gdy poczujesz potrzebę.
Nie twierdzę, że zawsze osiągniesz wynik. Samouzdrawiania potrzeba się nauczyć. Musisz przejść rozwój świadomości od zjawisk fizycznych do zjawisk energetycznych. Wtedy podczas ćwiczenia będziesz obserwować zmiany dziejące się dzięki niemu w twoim ciele energetycznym.
Pracując w ten sposób można się rozwijać. Gdy moc twojego doświadczenia wzrośnie, wzrośnie też twoja moc uzdrawiania. Aby rozwijać doświadczenie potrzeba jednak wykonywać praktykę dostatecznie często i długo. Nie ma tu dróg na skróty. To nie są czary-mary. Szamanizm jest pracą, nie czynieniem cudów. Ty musisz wykonać tę pracę. Musisz przedrzeć się przez inercję i ciemność swojego zwykłego doświadczenia do doświadczenia energetycznego i subtelnego. To wymaga czasu. Wszystko wymaga czasu. To zasada MANAWA z huny. Tak bym tę zasadę ujął w maksymę chyba najlepiej, jak to potrafię - wszystko wymaga czasu.
Ale bez pracy czas gromadzenia doświadczenia, wiedzy i czas przejawiania mocy nie ma sensu.
Jeżeli czekasz, że coś samo się zrobi, to nie ma sensu. Jeśli ty nie możesz sobie poradzić z problemem, zgłoś się do kogoś, kto się tym zajmuje zawodowo - do uzdrowiciela szamańskiego, bioterapeuty, lekarza itd. Lecz potraktuj problem jako wyzwanie do zwiększenia swojej władzy, mocy. Jeśli pomógł ci uzdrowiciel, zechciej poznać zasady jego sztuki, pogłębić swoją wiedzę na temat energii i rozwinąć odpowiednie umiejętności, by umieć pomóc sobie samemu tą drogą, żeby być maksymalnie niezależnym od innych. Wolność, niezależność to również zasada huny - KALA.
Siadaj często i ćwicz, gdy chorujesz lub nie. To ćwiczenie pomaga na codzienne stresy, ale może również uzdrawiać z poważnych dolegliwości. Jeśli jednak dbać będziesz o to, by codzienne stresy za jego pomocą usuwać, unikniesz ciężkich dolegliwości. Ciężkie dolegliwości to niecodzienny, mocny stres, który jest następstwem tak czy inaczej kumulowanego stresu codziennego.
Ludzie czekają z technikami samouzdrawiania do momentu, gdy są chorzy. To głupi pomysł. Kiedy przychodzi dolegliwość są osłabieni, niewyćwiczeni, niedoświadczeni. I okazują się bezradni. Zaczynają coś stosować ale dopiero się uczą. Uczą się, popełniają błędy i nic z tego nie wynika. Mówią, że technika jest zła. A to ich ignorancja jest zła. Gdy czuli, że wszystko idzie w porządku, samouzdrawianie dla nich nie istniało. Potem, w chwili kryzysowej, nie ma już czasu na naukę. Gdy przychodzi egzamin na naukę jest za późno.
Powtarzając to ćwiczenie przygotowujesz się, uczysz się. Mniejsze czy większe sprawdziany się pojawią. Ale kiedy wszystkie je zaliczysz na dobrą ocenę, "nauczyciel" zwolni cię z egzaminu. Nie zapadniesz na ciężką chorobę, ponieważ nauczysz się kontrolować małe problemy. Jak np. względnie lekkie przeziębienie. Pracuj na prostych problemach, stań się dzięki nim ekspertem a te skomplikowane nigdy się nie pojawią. Skomplikowane rzeczy składają się z rzeczy prostych. Odnosi się to również do problemów. Masz skomplikowane problemy, ponieważ nie nauczyłeś się radzić sobie z tymi codziennymi, prozaicznymi.
Nie obwiniaj innych i świata za to, że sam się zaniedbałeś. Spójrz uczciwie. Skumulowałeś to. Sam złożyłeś tę bombę.
Za mało czasu spędzałeś ze sobą, za słabo pracowałeś z drobnymi stresami, uzależniałeś się od środków zewnętrznych jak alkohol, rozrywka czy lekarstwa. Możesz zmienić optykę, która doprowadziła cię do tej sytuacji. To ćwiczenie świetnie się do tego nadaje. Zwłaszcza gdy nie chorujesz stosuj je. Przekonaj się na własnej skórze, że warto. Na dokładkę dodam, że wywodzi się z tybetańskiej tradycji bon.
Możesz używać go do kontrolowania stanu myśli, uczuć, emocji, energii i ciała. Nie od razu Rzym zbudowano. Ale gdyby w ogóle nie zaczęto go budować i nie kontynuowano, Rzym by nie istniał.

Munin: usługi szamańskie na odległość. Tygodniowe sesje metodą huny – haipule dla pieniędzy, miłości, zdrowia, rodziny i duchowości www.muninszaman.blogspot.com

Duchowe mity

Autor: Krzysztof Chrząstek

Żyjemy w świecie mitów. Od pokoleń karmi się nas opowieściami, w które święcie wierzymy. Zaczytujemy się w historiach mędrców i świętych, podziwiając ich czyny i duchowe osiągnięcia.
Tymczasem nie wszystko musi być w nich do końca prawdziwe. Część tych tekstów zawiera prawdy i nauki, do których dojrzeli mistrzowie dawnych czasów i mają one bardziej nauczać niż pokazywać prawdę historyczną. Wiele osób jednak nadal chciałoby wierzyć, że wszystko, co się nam mówi - również w tak zwanym rozwoju duchowym i ezoteryce jest najczystszą prawdą. Pora jednak przyjrzeć się temu z trzeźwym i spokojnym umysłem.

Od wielu lat zachwycamy się książką "Życie i nauka mistrzów Dalekiego Wschodu" Baird T. Spaldinga. Jest ona wspaniała. Ma naprawdę dobrą energię i inspiruje już od prawie 90 lat. Zawiera znakomite idee. Są w niej fascynujące opisy i przypadki. Czyta się ją w medytacyjnym stanie umysłu. A mimo to…okazuje się, że…nie wszystko, co tam opisano jest czy było prawdą. Może nawet nic…

Mój kolega, który pasjonował się, podobnie jak ja, tą lekturą, mieszkał przez pewien czas w Stanach. Postanowił odnaleźć w bibliotekach pierwsze wydanie tej książki, w której jakoby miały być zdjęcia tych mistrzów, których przygody opisano w książce. I…nie znalazł ich. A szukał dobrze i raczej jest wiarygodny, w tym, co mi mówił. Ale może komuś jeszcze uda się je znaleźć;).

Powstała również strona internetowa, na której podaje się informacje, że nie wszystko, co o sobie i swoim życiu mówił Spalding jest prawdą. Jest nawet prawdopodobne, że…w ogóle nie był w Indiach przed wydaniem swej książki. Zatem być może jest to pierwsza lub jedna z pierwszych książek chanelingowych. To, co tam opisano, mogło się zdarzyć np. jedynie w umyśle autora, albo na subtelniejszych planach energetycznych, albo zostało zczytane, odebrane telepatycznie lub…w ogóle nie miało miejsca. Niemniej jednak książka jest dobra i bardzo inspiruje do rozwoju duchowego i wchodzenia coraz głębiej w siebie i poznawania prawdy o sobie i otoczeniu oraz Bogu - Stwórcy Wszystkiego.

Wiele osób czyta "Autobiografię Jogina" Paramahansy Joganandy (Yoganandy), czerpiąc z niej mądrość i wzorując się na niektórych praktykach. Tymczasem, gdy czyta się na trzeźwo tę książkę, to widać pewne zjawiska, które autorowi jakoś przechodzą przez palce i ich nie zauważa, nie analizuje. Uznaje za naturalne. Np. idealizuje swoją mamę, być może dlatego, że ponoć odeszła, gdy był mały. Opisuje np. jak to po jednym niewinnym zdaniu jego taty do niej na temat uważności w wydawaniu pieniędzy, zwłaszcza na potrzeby żebraków, chciała ona zerwać małżeństwo poprzez zwyczajowe powrócenie do domu swej matki. A podobno długo obdarowywała innych drobnymi sumami pieniędzy i mąż nie przyczepiał się jej o to zbytnio, traktując to zapewne jako sevę żony - bezinteresowną służbę innym. Ale jak widać czasami była porywcza i nie zastanawiała się nad konsekwencjami swoich czynów - chciała porzucić dzieci i męża.

Kolejną rzeczą, do której można się przyczepić jest to, że opisuje się tam, że mistrzowie mają stały kontakt z Bogiem poprzez wchodzenie w stan bezdechu - nirvikalpa samadhi. Ci mistrzowie to potrafili, mówili, że są oświeceni,…po czym umierali i odradzali się ponownie. Po co oświeconym powracanie do świata materii, dualności i mai, tego doprawdy nikt mądry nie wie. Chyba, że…nie byli oświeceni i przeceniali swe umiejętności i urzeczywistnienie.
Jest to nadal powtarzany błąd w tej ścieżce duchowej. Pewne umiejętności - oczywiście dość znaczne i wspaniałe, dające pewną niezależność od świata materii, biorą za pełny wgląd duchowy i najwyższą świadomość, gdy tymczasem jest to tylko pewien etap rozwoju świadomości, bez przekroczenia którego nie następuje pełne oświecenie, a właśnie powrót do koła reinkarnacji.

Równie popularną książką jest "Żyjąc wśród himalajskich mistrzów" Swamiego Ramy. Czytałem ją ładnych kilka lat temu, więc pewne fragmenty już mi się zatarły. Niemniej jednak warto przy tego podobnych lekturach zwrócić uwagę na jedno - czasem małe czyny opisywane i przekazywane przez lata - urastają do arcywielkich wydarzeń. Tymczasem prawda jest taka, że nie wiemy, czy to, co opisano w takiej lub podobnych książkach, jest prawdą czy też jedynie legendą, mitem lub nauką duchową, mającą pomóc ludziom utrzymać się na najlepszej dla nich ścieżce prowadzącej do coraz większego rozwoju miłości, współczucia i zrozumienia. Naprawdę - nie wiemy…nawet, jeżeli niektórzy twierdzą, że mają przeczucia co do prawdziwości pewnych zagadnień, to po pierwsze - może to dotyczyć np. jedynie ich i ich życia, albo mocne umysły mogły sobie wykreować wirtualną rzeczywistość lub podłączyć się do kogoś telepatycznie i odczytać z niego jakieś wydarzenia, uznając je za prawdziwe lub nawet swoje.

Bez względu na to, ile lat ktoś tkwił w strukturach jakiejś religii czy kultu, to…jest z nią/nim podobnie, jak z wydarzeniami opisanymi we wspomnianych czy podobnych książkach. Po prostu Ci ludzie przyjmują za prawdę coś, co nią nie musi wcale być. Ale święcie w to wierzą. I ta wiara staje się ich rzeczywistością a nie fakty, które mogą być inne. Dlatego warto mądrze czytać wszelkie duchowe teksty i objawienia a zwłaszcza channelingi. We wielu z nich jest mądrość i prawda, ale równie wiele z nich zawiera przekłamania, błędy a nawet brak mądrości.
Dlatego w rozwoju duchowym bardzo ważne jest, aby nie uzależniać się od żadnego mistrza czy autorytetu, a samodzielnie rozważać wszelkie prawdy i nauki. Dokonywać samemu wglądów i umiejętnie rozróżniać ziarna od plew - to co istotne, od tego, co nie jest prawdą. Bardzo łatwo jest też zrobić błąd polegającym na zbyt szybkim uznaniu, że jest się już na wysokim stopniu rozwoju. Często towarzyszy temu zawiedzenie na jakimś mistrzu czy nauczycielu. Wtedy nie ma czystego, przejrzystego umysłu, który jest błyskotliwy i wyłapuje to co najważniejsze.

Teraz zajmijmy się Buddą. Wielu uważa Go za oświeconego. Ale czy oświecony musiałby medytować po oświeceniu na temat tego, co dalej ma robić? Nie sądzę. Czy oświecony nie znalazł by lepszego sposobu na zakończenie życia jak zjedzenie czegoś trującego, jak podaje legenda? Nie przypuszczam.

Ponoć też wystarczy jeden człowiek, który coś urzeczywistnił i zrozumiał, aby ta wiedza i świadomość przyjęła się na całej planecie. Ale Budda wędrował podobno aż 45 lat po swojej okolicy, przekazując same najlepsze i najwznioślejsze nauki.
I co przyjęły się one? Jest już powszechna miłość, szeroka świadomość, bogactwo i radość na tej planecie? Nie? Zatem mamy do czynienia z kolejnym duchowym mitem.

Takie historie można z pewnością mnożyć. O Jezusie nie chcę nawet pisać, bo może się okazać, że 90% tego, co się Mu przypisuje, to mity. Świadomość Chrystusowa to co innego, oddzielnego od osoby. Świadomość, którą teraz przejawia Dusza utożsamiana z Jezusem, to również osobne zagadnienie.

Ważnym zagadnieniem, po uświadomieniu sobie tych prawd jest to, aby doceniając czas, gdy te mity były dla nas ważne i kształtowały nasze postawy oraz umysł, nauczyć się nowego, świadomego i wypełnionego prawdą postępowania.

Rozpatrując ludzkie istnienie i świadomość można powiedzieć, że jesteśmy istotami wielopłaszczyznowymi. Poruszamy się w świecie mitów - historii i opowieści, w świecie fizycznym, mentalnym i innych, które się wzajemnie zazębiają. Krzyżują się w punkcie "ja". Ale bez tego punktu, też się łączą. Z czasem okazuje się, że również my - nasza istota może być zaledwie mitem snutym przez pewien rodzaj energii i świadomości. Być może właśnie jesteśmy opowieścią - myślą lub słowem, które jakaś istota opowiada…być może samemu sobie. I dlatego warto wybrać najlepszą z możliwych opowieści, którą chcemy urzeczywistniać swoim życiem.

Autor interesuje się rozwojem duchowym, huną, tantrą, rozwijaniem mądrości, radości i sednem wszystkiego. Udziela porad, konsultacji, robi analizy psychometryczne, uzdrawianie w stanie Theta i regresing.
Zapraszamy na jego stronę:

http://artman33.w.interia.pl/
Nasze marzenia

Autor: Ella Selena

Anioł Stróż opowiadał jednemu chłopcu, że co noc niektórzy ludzie powierzają swoje marzenia Bogu. A Bóg wiesza je na niebie i zmieniają się one w gwiazdy. Po jakimś czasie, gdy marzenia tych ludzi spełniają się, to gwiazdy gasną, znikają. Ale tych gwiazd jest nadal bardzo wiele, bo w momencie wygaśnięcia jednych pojawiają się drugie. Ludzie, którym spełniły się jakieś marzenia, mają już kilka innych i wtedy Bóg znowu zawiesza je w formie gwiazd, by spełniły się jak najszybciej. Niektóre jednak wiszą bardzo długo i gdy gasną, czyli dany człowiek otrzymuje spełnienie swoich marzeń, to jest bardzo szczęśliwy i dziękuje Bogu za wszystko. Anioł Stróż podpowiedział wtedy swojemu podopiecznemu, że najlepiej swoje marzenie powierzyć Bogu, poprosić go w wieczornej modlitwie „aby przyjął to marzenie”. Wtedy Bóg na pewno nim się zaopiekuje i przyjdzie czas, gdy marzenie spłynie na ziemię w formie spełnienia. Takie podejście do tematu koresponduje z wielką wiarą i zaufaniem, którym możemy obdarzyć Boga i anioły. Prawdę mówiąc, ja postępuję tak od dawna. Mam nadzieję, że parę moich gwiazd niedługo zgaśnie, czyli moje marzenia zejdą na ziemię w formie materialnej, ale za moment w to miejsce zostaną powieszone inne gwiazdy, albo moje, albo jakiejś innej osoby. Pamiętajcie zatem o tych swoich gwiazdach i nie pozwólcie Bogu, aby próżnował. Niechaj wiesza tych gwiazd coraz więcej i więcej...

Przyglądając się scenariuszowi tej niezwykłej kobiety możemy powiedzieć, że my mamy przecież lepiej. Jesteśmy w innym świecie, na wyższym poziomie, nie musimy pokonywać aż tak wielkich ograniczeń i barier, które musiała przebyć ta mała, afrykańska dziewczynka. To, co dla niej było wypracowywane przez kilkanaście lat, tutaj, z tego poziomu, taką pracę można wykonać na przestrzeni kilku lat lub nawet kilku miesięcy. Chodzi tylko o podjęcie decyzji i zabranie się do pracy. Oczywiście praca, jak praca, nikt nam nie obiecuje, że będzie łatwo. Jeśli naszym celem jest zdobycie niezależności finansowej, to wiadomo, że mamy kilka opcji, dzięki którym zdobędziemy pieniądze. Zatem możemy znaleźć dobrą pracę, założyć firmę, wyjść bogato za mąż lub się ożenić, otrzymać spadek, wygrać na loterii lub skorzystać z innych, nadarzających się układów. Teraz z tych opcji tylko dwie gwarantują niezależność, są to praca lub założenie własnej firmy. Wychodzenie za mąż dla pieniędzy nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem, gdyż stajemy się osobami zależnymi od naszych partnerów życiowych. Z wygraniem, rożnie bywa, niektórzy grają czterdzieści lat i nic, niektórzy zagrają raz lub dwa i wygrywają. Droga niezbyt ciekawa, chociaż opcja bardzo nęcąca. Ze spadkami też bywa różnie, można go otrzymać po wielu latach oczekiwania, czego nie polecam lub nie otrzymać wcale. Korzystanie z innych układów zawsze wiąże się z wejściem w jakieś struktury, ze strukturami mafijnymi włącznie, a za to prędzej lub później też trzeba będzie jakoś płacić. Zatem osoba, która chce mieć pieniądze musi po prostu zabrać się do pracy. Zawsze pozostają rożne wyjścia, opcje, można poszukać pracy w innym mieście, pomyśleć o wyjeździe za granice, zwrócić się do urzędu, celem otrzymania dotacji. Zasadą numer jeden jest jednak podjęcie decyzji, że wreszcie chcę coś zrobić i zasada numer dwa, zaczynam coś robić, działać. Nie tylko odwaga, ale zgoda na wysiłek, na trud. Niestety większość z nas jest leniwa i nie macie o co się obrażać moi mili, bo to święta prawda. Lenistwo jest naszym największym wrogiem, wiem, że niektórym to nawet nie chce się pomyśleć, ani pomodlić o lepszy los, bo po co, skoro i tak się nic nie zdarzy. No i nie zdarza się... Niestety, jest jak jest, brak pieniędzy, niezapłacone kredyty, zubożenie materialne prowadzące do zubożenia mentalnego. Żal do nie wiadomo kogo i po co, nienawiść, agresja, brak szczęścia, wchodzenie w energie demoniczne. Ale jeśli macie jednak ochotę na podjęcie decyzji o zmianie swojego życia, chcecie by wrota kosmosu z napisem „Źródło obfitości materialnej” otworzyły się dla was, spotkajcie się ze swoim aniołem, który zapewni wam szczodrobliwość materialną. Jednak zawsze miejcie na uwadze fakt, że nic samo się nie zrobi, a wy możecie otrzymać wiadomości i możliwości, prowadzące do pozytywnego ułożenia się waszej finansowej pozycji.

O ile zapragniecie zmian w swoim życiu, zdecydujcie się jakie priorytety są dla was najważniejsze, czy praca, czy awans, czy zmiana pracy, firma, wejście w spółkę lub nie macie żadnego pomysłu i prosicie o podpowiedzi. Czasem jest tak, że już sam kontakt z aniołem przynosi jakieś dobre zdarzenia i w efekcie poprawę sytuacji materialnej.

O tym jak zdobyć wsparcie aniołów dowiesz się z książki Poznaj swoje Anioły Elli Seleny

Pułapki słów

Autor: Krzysztof Chrząstek

Prawie wszyscy posługujemy się słowami. Układamy z nich zdania i całe wyrażenia. Porozumiewamy się za ich pomocą. Przekazujemy sobie nimi nasze stany emocjonalne, wiadomości i nawiązujemy za ich pomocą relacje. Są nośnikiem informacji.

Nasz ludzki język jest dosyć wolny i ubogi w porównaniu z szybkim wzrostem postępu technologicznego. A raczej język mówiony, do którego się przyzwyczailiśmy, taki jest. Prawdopodobnie języki uczuć albo telepatii czy też całościowego wglądu są o wiele szybsze i wydajniejsze. Na razie jednak póki co, nie mają one szerszego zastosowania na poziomie świadomym u większej grup ludzi.

Jednak to, że mówimy tymi samymi słowami i w tym samy języku, nie znaczy jeszcze, że się rozumiemy. Dlaczego? Bo zarówno wielki mędrzec, jak i przeciętny człowiek czy kompletny głupiec posługują się tymi samymi słowami. Jednak ich rozumienie i świadomość są zupełnie inne. Dlatego często się nie rozumiemy, choć wydaje się, że mówimy wspólnym językiem.

Dla jednego uczciwość to tylko kradzież, gdy ktoś nie widzi, a dla innego to bycie w porządku wobec siebie i innych, zwłaszcza, gdy nikt tego nie ogląda. Jeden uważa, że jak ukradnie coś jednego, to nic się nie stanie, a druga osoba wyeliminowuje nawet myśli o kradzieży ze swego umysłu. Jedni śmiecą, gdy nikogo nie ma w pobliżu, inni, nawet, gdy wypadnie im przypadkiem papierek, to go podnoszą i albo wkładają do kieszeni, albo wrzucają do kosza. Dla niech nie do pomyślenia jest pozostawienie gdzieś w przyrodzie, na wycieczce opakowań szklanych, plastikowych czy w ogóle jakichkolwiek. Oni sprzątają po sobie. Są świadomi, że jak wrócą na to samo miejsce, kiedyś w przyszłości, to będzie ono czyste. Pozostawiają również porządek dla innych. Na tym polega różnica.

Nasze umysły są sztywne. Przywykamy szybko do specyficznego odkodowywania - rozumienia przekazów, które do nas docierają. Umiejętność szerokiego spojrzenia na dane zagadnienie jest dostępna, póki co, jeszcze niewielu osobom. Nie mówię tu o wykształceniu, czy nawet ilości zdobytej wiedzy. To jest często bardzo złudne, a nawet potrafi utrudniać pełne rozumienie wielu zagadnień. Można również dowcipnie powiedzieć, że teraz prawie każdy bałwan jest w stanie skończyć studia.
Jednak słownictwo czy styl bycia wielu magistrów często nie ma za wiele wspólnego z poziomem inteligentnego człowieka. Po prostu zaliczają materiał, aby zdobyć papier. Natomiast umiejętność mądrego – całościowego spojrzenia na życie czy też moralność a nawet umiejętność etycznego zachowania i postępowania niekoniecznie łączą się z konwencjonalnym wykształceniem, choć z pewnością bywa ono bardzo pomocne do tego, aby poszerzyć swoje horyzonty i nauczyć się samodzielnie myśleć.

Ale wracam do głównego tematu tego artykułu – mówimy te same słowa, ale inaczej je rozumiemy. Zależy to od poziomu inteligencji (nie mylić z IQ, które bada bardzo wąski zakres inteligencji pamięciowej), mądrości, sposobu wychowania, charakteru, typu osobowości, a nawet poczucia humoru, ale przede wszystkim - stanu świadomości. A z nim często bywa tak, że zbyt wielu osobom wydaje się, że już osiągnęli niebywale wysoki poziom, gdy tymczasem prawda może być nieco inna.

Można tu jeszcze dodać, że rozumienie zależy od poziomu świadomości duszy, jej doświadczeń i mądrości. Albo - od dojrzałości umysłu.

Dlatego często słysząc jakieś słowa, ulegamy złudzeniu, że je rozumiemy, bo rozpatrujemy je względem swojej dotychczasowej wiedzy, mądrości i poziomu świadomości. A osoba, która je wypowiadała, może mieć zupełnie inny poziom ich rozumienia. Może nawet wyższy, głębszy czy szerszy.

Dlatego często mistrzowie, czyli mówiąc zwyczajnym językiem – mądrzy ludzie, wypowiadają mało słów, bo wiedzą, jakie się z tym wiążą zagrożenia. Mówią to, co niezbędne. Tak jak w filozofii zen – „zjadłeś, umyj po sobie miskę”. Bo można się nagadać godzinami, natłumaczyć, przekonywać, ale jeżeli słuchacz nie jest na podobnym poziomie, co przekaziciel idei, to komunikacja jest utrudniona a czasami nawet niemożliwa. Dlatego Budda ponoć kiedyś pokazał kwiat i czekał na zrozumienie, które zrodziło się w sercach i umysłach ludzi. i ponoć tylko jeden w danej chwili uchwycił pełnię Jego przekazu, choć, jak mówi legend, były tam tłumy.

Czasem potrzebne jest przejście na inne poziomy komunikacji – uśmiech, miły gest lub wyrażenie sympatii, empatii swoim ciałem, energetyką, czy całym swoim jestestwem, aby doszło do jakiegoś porozumienia. Przy takim sposobie komunikacji często się rozumiemy, ale nadal tęsknimy za całościowym porozumieniem z kimś. Stąd najlepiej się nam przebywa wśród osób podobnych do nas pod względem inteligencji, sposobu bycia, mówienia, świadomości i oczekiwań. bo wtedy zrozumienie po prostu jest.

Często też w pewnym obszarze zagadnień ktoś może być niemal geniuszem, a w innych jego poziom świadomości może kuleć. Dlatego ktoś, kto jest uważany za „opóźnionego” w pewnym temacie, może być wybitny w innym. i warto go odnaleźć.

Niekiedy wydaje się nam, że osoby starsze, albo nie posługujące się nowymi technologiami – telefonami komórkowymi, komputerami są od nas mniej inteligentne czy świadome, ale tak wcale nie musi być. Zależy to od sposobu, w jaki się patrzy na siebie, ludzi, ludzkość, życie, istnienie i świadomość.
Bo dla jednego wielkim wyczynem będzie wjechanie czołgiem do miasta i zburzenie kilku domów oraz nastraszenie czy pozbawienie ludzi lub innych istot życia a dla innych będzie to tylko barbarzyństwo, głupota i brak miłości, empatii oraz zrozumienia, a nie misja wojskowa czy bohaterstwo. Tak samo dla pewnych osób liczy się patrzenie w oczy rozumiejącego serdecznego człowieka a nie na zimy ekran nawet najnowszego technologicznie, superszybkiego laptopa czy tabletu.

Dlatego warto we wszystkim zachowywać trzeźwy osąd, zrozumienie i równowagę emocjonalną, psychiczną, mentalną, energetyczną i duchową.

Posługujemy się słowami - kluczami, które poruszają w nas systemy energetyczne i obszary w mózgu, z którymi są powiązane. To jest dobry objaw, dzięki któremu następuje porozumienie. Podobnie jak pojedyncze elektrony, które bez względu na oddalenie są od siebie, są ze sobą połączone energetycznie i zachowują się tak samo, choć być może dla wprawniejszego oka jest to tylko podobne zachowanie, tak samo ludzie poprzez słowa są ze sobą połączeni i występują u nich podobne reakcje na fonemy, ale…tylko, jeżeli ich poziom świadomości, inteligencji i mądrości – wglądu jest taki sam lub zbliżony. W innym przypadku następnie nieporozumienie, minięcie się, albo całkowite niezrozumienie, pomimo przekazania sobie tego samego kodu językowego, który powinien być zrozumiany dla obu stron.

Niemniej jednak ważne jest, aby jednocześnie przy tym sposobie dekodowania informacji być otwartym na nowe i szersze a nawet niespodziewane pod względem znaczeniowym i pojęciowym komunikaty.

To tak, jakby równocześnie patrzeć na szybę i na to, co jest poza nią. Nakierowujemy swoją świadomość – jak obiektyw aparatu fotograficznego, na szerszą przestrzeń, ustawiając wiele równoczesnych ostrości. Dlatego warto się czasem upewnić, że komunikat został prawidłowo zrozumiany.
Tutaj ważna uwaga. Może się zdarzyć również tak, że osoba podająca jakiś komunikat nie rozumie go tak szeroko, jak odbiorca. Czasami tak się dzieje, bo ktoś może powtarzać coś zasłyszanego – świadomie lub podświadomie, albo telepatycznie odbiera taki komunikat od rozmówcy lub z innego źródła.

Zatem wypowiadając jakieś słowa, bądź świadomy ich wagi, znaczenia i tego, że nawet jeżeli obu stronom wydaje się, że znają dane słowa i je rozumieją, to nie musi dojść do szerszej komunikacji.

Tkwimy często w pułapce słów, które oblepiają nas, jak wata cukrowa i przesłaniają nam widzenie świata, ludzi a nawet zjawisk. Postrzegamy bowiem nasze rozumienie słów i znaczeń, które im przyporządkowaliśmy. Dlatego niebywale ważne jest spoglądanie na wszystko – również siebie i swoje procesy mentalne ze świeżym, nie skażonym przeszłymi rozumieniami umysłem i wglądem. Z otwartością na nową przestrzeń, której być może nie spodziewaliśmy się lub której do siebie nawet nie dopuszczaliśmy.

Warto rozważyć taką ewentualność, że być może we wszechświecie, w którym się z taką lubością i wprawą poruszamy, pośród setek tysięcy słów, nie ma ani jednego słowa. Być może rzeczywistość pierwotna, z której wyszły nasze jestestwa jest od nich wolna. Dlatego mistycy milczeli. Wiedzieli, że słowa doprowadzają do bramy, ale wejść poza nią można tylko poprzez inny stan istnienia czy umysłu, niż ten, w którym funkcjonują słowa.

Są pewne techniki, które pozwalają na przybliżeniu umysłu do stanu bez myśli. Mogą to być okresy kilkusekundowe albo całkiem długie. Wiele osób obawia się, że gdy raz wejdą w ten głęboki stan świadomości wolny od myśli, to już nie będą mieli możliwości powrotu do umiejętności posługiwania się słowami przez swój własny umysł. Wszystko jest kwestią ćwiczeń. Na pewno zatem – jeżeli się tego obawiamy – nie należy przesadzać z długością nowych stanów świadomości. Chodzi o to, aby świadomość i osobowość się do nich przyzwyczaiła. Wtedy takie powroty z krótkich okresów nie myślenia czy też świadomości nie formułowania słów, będą łatwiejsze. o ile oczywiście nadal chcemy się nimi posługiwać, a w naszym obecnym życiu jest to pomocne, a może nawet niezbędne.

Ciekawe jest to, że jest taki stan, gdy w umyśle nie formułują się żadne słowa, a mimo to jesteśmy tego pozawerbalnie świadomi.

Kto wie, co by się zdarzyło, gdyby tak przedłużyć ten stan bez myśli przez dłuższy okres. Być może można dzięki temu wejść na inny poziom świadomości i energii, gdzie nie ma obaw przed utratą nad „sobą” kontroli na rzecz czegoś gorszego, bo następuje otwarcie na lepsze, z pełnym tego odczuwaniem i uświadamianiem sobie. To już indywidualna droga, którą trzeba przejść samodzielnie. Tutaj na niewiele zda się pomoc innych, choć wsparcie jest wspaniałe, nawet, jeżeli jest nikłe lub pozorne.

Warto poddać się biegowi wydarzeń w sobie, zachowując pełną umiejętność kierowania zmieniającego się „siebie”. Ta „osoba” – „Ty” będzie się zmieniała tak długo, aż zakwitnie coś, co nie jest Tobą, ale jest całością istnienia. Bo na początku być może było słowo, ale na końcu jest istnienie. Istnienie Istnienia:)

Autor interesuje się rozwojem duchowym, huną, tantrą, rozwijaniem mądrości, radości i sednem wszystkiego. Udziela porad, konsultacji, robi analizy psychometryczne, uzdrawianie w stanie Theta i regresing.
Zapraszamy na jego stronę:

http://artman33.w.interia.pl/
Horoskop Weroniki Wer na sierpień 2013

Autor: Weronika Wer

Autorką horoskopu jest Weronika Wer - doradca życiowy i duchowy, trenerka rozwoju osobistego, coach, arteteraputka, wizjonerka, wróżka, numerolog, runistka.

Weronika Wer:

  • Konsultacje indywidualne w zakresie miłości, biznesu, pracy, kariery, zdrowia
  • Prognozowanie przyszłości
  • Doradztwo życiowe i duchowe
  • Rozwój osobisty
  • Warsztaty, Szkolenia
  • Arteterapia
  • Analiza związków i relacji
  • Portrety numerologiczne i runiczne
  • Interpretacja snów
  • Talizmany, Amulety, Mandale

Kontakt:

tel. 666 205 751

gg. 33569487

weronikkka@wp.pl

Dodatkowe informacje na stronie:

www.weronikawer.bloog.pl

www.facebook.com/weronikawer


Baran 21.03 – 19.04

W sierpniu, dotychczasowe życie Baranów znacznie zmieni się i nabierze bardzo szybkiego tempa i sporych rumieńców!

W tym miesiącu Baranie, bardzo mocno poczujesz, że przeszłość zamknęła się już za Tobą i dlatego należałoby zrobić porządki w swoim życiu. Zdecydowanie zapragniesz wiele pozmieniać i wprowadzić nowe rozwiązania na miejsce starych, bezużytecznych już mechanizmów. Chyba ostatnio zbyt długo zasiedziałeś się w pewnych sytuacjach i znajomościach, i niepotrzebnie zwlekałeś z podjęciem ważnych decyzji. Postaw więc na odwagę i działanie, bo masz teraz szansę na dobre ruszyć z miejsca i załatwić wiele trudnych tematów. Bądź aktywny! Zmieniaj, podejmuj decyzje, inwestuj, ryzykuj! Wszystko będzie układało się po Twojej myśli. Twoje zamierzenia mają teraz dużą szansę na realizację, powodzenie i sukces! W wolnej chwili koniecznie wybierz się choćby na krótkie wakacje!

Byk 20.04 – 20.05

Przed Bykami zapowiada się fajny miesiąc, pełen powodzenia, sukcesów i radości!

Sierpień będzie obfitował dla Ciebie Byku w wyjątkowo korzystne wydarzenia, ciekawe spotkania i spore sukcesy na polu osobistym i zawodowym. Towarzyszyć Ci będzie znakomite samopoczucie i dobry humor. Będziesz aktywny, pełne energii i dynamizmu! Teraz mocno zaufasz sobie, uwierzysz w swoje talenty, postawisz na swoje umiejętności i wykorzystasz nadarzające się szanse i sprzyjające Ci możliwości! Przypływ sił, Twoje pozytywne myślenie i dobre nastawienie sprawi, że wszystko wyda Ci się wyjątkowo proste i łatwe do wykonania. Masz szansę w najbliższym okresie z powodzeniem zrealizować swoje plany, zamierzenia i marzenia. Twoje dotychczasowe starania i obecne działania zostaną odpowiednio docenione i wynagrodzone!

Bliźnięta 21.05 – 21.06

W sierpniu zazwyczaj aktywne Bliźnięta, będą musiały trochę przystopować i w końcu wyjechać na zaległe wakacje!

Bliźniaku wreszcie powinieneś przestać tyle pracować i uznać, że i Ty czasem potrzebujesz odpoczynku i relaksu. Twoje zmęczenie i przepracowanie w tym miesiącu zdecydowanie dadzą o sobie znać i trzeba będzie zwolnić tempo w pracy i pozwolić sobie na zregenerowanie sił. Twój organizm będzie dopominał się uwagi i opieki, więc w miarę swoich możliwości uwolnij się od wszelkich zobowiązań zawodowych i domowo-rodzinnych. Wyjedź na wakacje, by aktywnie odpocząć lub zaszyj się samotnie w zacisznym kącie w domu, by zregenerować się i nabrać nowych sił. Relaks na świeżym powietrzu i kontakt z przyrodą będzie sprzyjał poprawie Twojej kondycji zdrowotnej i samopoczucia oraz przemyśleniom, poszukiwaniom nowych pomysłów, inspiracji i koncepcji!

Rak 22.06 – 22.07

W sierpniu, duży wpływ na działania zawodowe i prywatne inicjatywy Raków, będą miały nowe i odmienne od dotychczasowych inspiracje!

Raku w nadchodzącym miesiącu postanowisz na spokojnie przemyśleć sobie meczące i trapiące Cię problemy zawodowe i kłopoty natury osobistej, i znaleźć przyczyny i powody zaistniałej obecnie sytuacji. Podejdziesz do tematu rozważnie i na chłodno przekalkulujesz, co zawdzięczasz sobie i swoim teraźniejszym, niezbyt trafnym poczynaniom, a co jest prostą i oczywistą konsekwencją Twoich wcześniejszych wyborów i pochopnych decyzji. Ale też nie płacz nad rozlanym mlekiem, tylko przeanalizuj, co teraz Ci się opłaca najbardziej, a z czego możesz, a nawet musisz zrezygnować. Opracuj optymalną strategię działania i wprowadź nowe rozwiązania! Teraz będziesz mieć sporo sprzyjających okazji, by szybko i sprawnie załatwić wszelkie formalności i sprawy urzędowe.

Lew 23.07 – 22.08

W sierpniu, Lwy pomimo okresu wakacyjnego, zdecydowanie zachęcającego do wypoczynku i rozrywki, będą zajęte głównie pracą oraz zadaniami i zobowiązaniami zawodowymi!

Lwie w najbliższym okresie Twoje życie zawodowe nabierze rozpędu i celowości! Jednak nie powinieneś narzekać na nadmiar zadań i marudzić z powodu zbyt licznych obowiązków. Postaraj się dobrze wykorzystać sprzyjające Ci sytuacje i postaw na bardzo dużą aktywność w pracy. Często może okazywać się, że jesteś na właściwym miejscu i we właściwym czasie, więc uda Ci się wreszcie sfinalizować i korzystnie zakończyć ciągnące się dotąd sprawy, zlecenia i projekty. Teraz właśnie, nadszedł dla Ciebie czas urzeczywistniania własnych zamierzeń i marzeń, realizowania zaległych planów i odkładanych wciąż pomysłów, dopinania spraw na ostatni guzik i zbierania plonów Twoich ostatnich działań, więc działaj!

Panna 23.08 – 22.09

Pomimo upalnej, wakacyjnej, rozrywkowej pogody, Panny powinny w sierpniu poświęcić więcej uwagi swoim sprawom zdrowotnym!

Zapracowana Panno w tym miesiącu spadek formy i deficyt energii mogą stać się dla Ciebie sporą przyczyną zniechęcenia i braku motywacji do działania i pracy. Ze względu na swoją dość nadszarpniętą i znacznie wyczerpaną kondycję fizyczną możesz czuć się zmęczona, osłabiona i może brakować Ci sił. Czas, abyś wreszcie nieco zaopiekowała się sobą, dała sobie trochę czasu na zregenerowanie się i odreagowanie stresów. Warto, abyś zadbała teraz o swoją codzienną dietę, wykonała badania lekarskie i nareszcie wybrała się na zaległa wizytę do lekarza specjalisty. Nie lekceważ symptomów chorobowych i nie zaniedbuj dokuczających Ci niepożądanych objawów, bo może się to nieładnie na Tobie zemścić. Zadbaj o swój organizm!

Waga 23.09 – 22.10

Wagom, pomimo wakacyjnej, ciepłej aury, w obecnym miesiącu mogą dokuczać kłopoty zdrowotne, ogólne osłabienie i utrata wigoru!

W sierpniu Wago będziesz musiała więcej uwagi i zachodu poświęcić swojemu zdrowiu i kondycji fizycznej, ponieważ spadek formy i brak mocy mogą stać się przyczyną przejściowego osłabienia, infekcji, przeziębień, ogólnego zniechęcenia i braku ochoty do aktywności. Czas najwyższy, abyś przyjrzała się swoim nawykom żywieniowym, stylowi życia i swojej sprawności fizycznej. Po dokonaniu takiego przeglądu i bilansu, warto abyś zainwestowała trochę czasu i pieniędzy w swój organizm i zadbała o swoje zdrowie. Może powinnaś wzbogacić swoją dietę w warzywa, owoce i witaminy oraz w celu poprawienia kondycji – zapisać się na siłownię lub basen. Czas dostosować swój tryb życia do potrzeb swojego organizmu, ponieważ dotychczasowy sposób funkcjonowania chyba okazał się dla Twojego zdrowia zbyt destruktywny!

Skorpion 23.10 – 21.11

W sierpniu, wszechświat na każdym polu będzie wspierał zamierzenia zawodowe i działania osobiste Skorpionów!

W tym miesiącu, możesz zatem Skorpionie spodziewać się powodzenia w sprawach zawodowo – materialnych, dużo miłości w relacjach osobistych i sporo radości w kontaktach towarzyskich. Masz spore szanse na pomyślne realizowanie swoich celów i planów. Wiara we własne siły i zaufanie do przyjaznej opatrzności pozwoli Ci przezwyciężyć wszelkie trudności i przeszkody. W pracy możesz liczyć na bezpieczeństwo finansowe, stabilność swojej posady i sukcesywny rozwój kariery zawodowej. W sprawach sercowych możesz liczyć na stałość, zaufanie i miłość partnera. Bez względu na okoliczności Twoje relacje będą radosne i przyjacielskie. Sprzyjać Ci będzie dobry stan zdrowia, pozytywny nastrój i fajne samopoczucie!

Strzelec 22.11 – 21.12

Przed Strzelcami zapowiada się dość słoneczny, sympatyczny, spokojny i stabilny miesiąc!

W sierpniu będziesz Strzelcu znacznie spokojniejszy, bardziej zrównoważony psychicznie i wyciszony emocjonalnie, co będzie bardzo dobrze służyło Twoim relacjom towarzyskim i kontaktom zawodowym. Będziesz bardziej otwarty, miły, towarzyski i chętny do nawiązywania nowych znajomości. W trudniejszych sytuacjach zawodowych czy konfliktach osobistych raczej trudno Cię będzie zdenerwować i wyprowadzić z równowagi. Należy spodziewać się, że zdecydowanie postawisz na swój święty spokój i z dużym opanowaniem i rozwagą, zarówno w pracy, jak i w domu, będziesz omijać skomplikowane, konfliktowe sytuacje, sporne kwestie i tematy oraz kłótliwe, niesprzyjające Ci osoby!

Koziorożec 22.12 – 19.01

Sierpniowie słońce i wakacyjna aura sprawią, że Koziorożce w tym miesiącu nabiorą sił, więcej wigoru i chęci do życia!

Koziorożcu, w sierpniu wyraźnie poczujesz, że możesz wszystko, kiedy tylko chcesz, więc postanowisz dobrze wykorzystać nadarzające się okazje, które będzie podsyłał Ci przyjazny los. Będziesz silny, samodzielny i bardzo niezależny w swoich decyzjach, działaniach zawodowych i aktywnościach prywatnych. Twoja siła przebycia i determinacja w działaniu będzie trudna do pokonania. Z łatwością więc, załatwisz teraz trudne sprawy i rozwiążesz bieżące problemy. Wraz z odzyskaniem swojej aktywnej energii życiowej i pewności siebie ożywisz się także seksualnie i nabierzesz większej ochoty na namiętny sex. W ramach urozmaicenia Twojego dotychczasowego życia erotycznego, będziesz eksperymentować, poszukiwać nowości i dodatkowych atrakcji!

Wodnik 20.01 – 18.02

Zabawa, radość i dobre towarzystwo, to dla towarzyskich Wodników motto przewodnie na wakacyjny sierpień!

Wodniku zapowiada się dla Ciebie miesiąc pełen dobrej rozrywki, atrakcji towarzyskich i kulturalnych. A że nie samą pracą i obowiązkami człowiek żyje, to pozwól sobie na nieco beztroski i nie odmawiaj zaproszeniom do kolegów czy znajomych na drinka lub grilla na działce. Odwiedź swoich najbliższych i poświeć więcej czasu starym przyjaciołom. Odpuść sobie parę spraw w pracy, przełóż coś na później i wreszcie znajdź czas, by wybrać się na interesującą wystawę, koncert ulubionego zespołu lub jakiś ciekawy spektakl do teatru. Spontanicznie rzuć się w wir wydarzeń kulturalnych i towarzyskich, a w Twoim życiu na pewno nie powieje nudą, a będzie radośnie, interesująco i rozrywkowo!

Ryby 19.02 – 20.03

W sierpniu, ze względu na swoją nieudolność komunikacyjną, Ryby mogą doświadczyć sporo problemów i zadrażnień w relacjach osobistych i znajomościach zawodowych!

Rybo, w tym miesiącu, przez Twoją niemoc komunikacyjną i niemożność dogadania i porozumienia się, niestety szwankować będą Twoje kontakty z innymi, zarówno z przyjaciółmi jak i z nieznajomymi ludźmi. Może okazać się, że nie do końca jesteś zrozumiana, i że ktoś bardzo opacznie odebrał Twoje stanowisko i racje. Ponadto zaniedbane i zaległe sprawy zawodowe i urzędowe mogą teraz konsekwentnie i skutecznie burzyć Twój wakacyjny, święty spokój. Dotkliwie będą dokuczać Ci wszelkie ograniczenia i zobowiązania i niestety możesz często czuć się uwiązana i pozbawiona swojej wolności!

Weronika Wer - doradca życiowy i duchowy, coach, trenerka ds. rozwoju osobistego i samoświadomości, arteterapeutka, wizjonerka, jasnowidz, numerolog, runistka, wróżka, malarka. Z wykształcenia humanistka, kulturoznawca, psychoterapeutka. Ezoteryką i parapsychologią interesuje i zajmuje się od ponad 20 lat. Współpracuje z mediami - jest twórczynią i redaktorką autorskiej audycji “Rozmowy z Weroniką” w radio Parada, prowadziła programy ezoteryczne w telewizji, pisze i publikuje horoskopy na Wirtualnej Polsce. Interesuje ją niezwykle złożona natura człowieka oraz mechanizmy i schematy zachowań ludzkich, dlatego od wielu lat pracuje z ludźmi. Prowadzi konsultacje indywidualne, warsztaty i kursy, prognozuje przyszłość, doradza w sprawach życiowych i tematach duchowych, wspomaga w rozwoju osobistym i wspiera w pracy nad sobą, interpretuje sny, tworzy amulety ochronne, talizmany i maluje mandale. W swojej pracy wykorzystuje intuicję, empatię, talenty jasnowidzenia, doświadczenie i wiedzę z zakresu numerologii, run, różnych technik dywinacyjnych, ezoteryki, astrologii, psychologii i psychoterapii. Prognozuje przyszłość i odkrywa tajniki przeznaczenia korzystając z daru jasnowidzenia i interpretując głównie runy w rozkładach indywidualnych i partnerskich oraz korzystając z numerologii - tworząc portrety numerologiczne i opierając się na cyklach numerologicznych. Uważa jednak, że nasz los i nasza przyszłość nie są zdeterminowane, a prognozowanie daje nam tylko pewne znaki i wytyczne na ścieżce naszego życia, pozostawiając każdemu własną wolę i wybór. W pracy skupia się na człowieku, poszukiwaniu przyczyn jego konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych i rozwiązywaniu jego problemów. Sądzi, że wszystko co nas spotyka jest nam potrzebne i rozwojowe, wszystkie nasze doświadczenia mają swoje uzasadnienie, a wszelkiego rodzaju problemy i porażki traktuje perspektywicznie, jako przyczynek do dalszego rozwoju.

Vital – Twoje wydawnictwo

Autor: Redakcja

Jeśli chcesz zadbać o zdrowie swoje i swoich najbliższych oraz uznajesz zasadę, że lepiej zapobiegać niż leczyć, mamy dla Ciebie niespodziankę.
Miło nam poinformować, że na polskim rynku wydawniczym pojawiło się nowe wydawnictwo o nazwie Vital. Zagwarantuje Ci ono międzynarodowe bestsellery z tematyki prozdrowotnej ponieważ skupia w sobie publikacje dotyczące zdrowia i naturalnych metod uzdrawiania.

Dotychczas pod marką Vital ukazały się następujące książki:

Zapraszamy do lektury obecnych i przyszłych publikacji wydawnictwa Vital.

Ogarnij duszę

Autor: Krzysztof Chrząstek

Od dłuższego czasu zbieram się z opisaniem kilku swoich spostrzeżeń dotyczących duszy.
Stykając się z wieloma dotyczącymi jej zagadnieniami, wyrobiłem sobie własne poglądy czy też wglądy.

Od pewnego czasu jest swoista moda na pracę z własną duszą. Wiele osób odkrywa ją na powrót. Po latach realizacji narzuconych im przez zewnętrzny świat i panujący w nim system pracy, życia i przejawiania się, postanowili, czując niedosyt lub zagubienie, że odszukają swoją prawdziwą naturę.

Mówi się o scalaniu duszy, odnajdywaniu jej, słuchaniu lub po prostu identyfikuje się z nią, poprzez zrozumienie, że ja nie jestem tylko swym ciałem, zatem przychodzi konkluzja, że jestem swoją duszą – niematerialną cząstką wszechświata i istnienia, świadomością, która się wciela w świat materialny.
Robi się też różnego rodzaju praktyki, mające na celu pojednanie się różnych dusz skonfliktowanych w wyniku negatywnej karmy. Takie najczęściej są działania związane z duszami.

Oczywiście zajmując się duszą, warto zdefiniować, co to takiego jest. I tu napotykamy pierwszy problem, bo okazuje się, że prawie każdy inaczej rozumie, czym jest dusza.
Dla jednych to boska cząstka, obdarzona wolną wolą i świadomością, dla innych to tylko podświadomość a jeszcze inni upatrują w niej raczej umysł z jego przymiotami, niż osobną jaźń.
Umysł osobnej istoty istnieje, ale tylko tak długo, jak długo wokół jego jądra - centrum następuje zagęszczanie form myślowych, z których wyłania się pozorna jaźń.

Dla mnie pod pewnym względem dusza jest zarówno tworem energetycznym, świadomym i potrafiącym dokonywać wyborów oraz planować, jak i właśnie sumą identyfikacji zebranych poprzez nią, które najczęściej wynikają z tzw. doświadczeń. Niektóre osoby przypominają sobie, jak zostały wydzielone z ciała Boga i zaistniały, jako odrębne punkty świadomości. Czasami też stwarzanie dusz przebiegało grupami, czyli po kilka osobników. Mówi się, że każda dusza ma swoje drzewo dusz, z którego się wyłoniła i tym samym, inne dusze o tym samym pochodzeniu są jej najbliższe energetycznie i świadomościowo. Często też te dusze, które napotkało się w tym pierwotnym stanie, lub które zostały „stworzone” w przybliżonym „czasie”, uznawane są za bliźniacze, idealne, albo jedyne, z którymi można lub warto tworzyć związki, również w przestrzeni materialnej.

Jest to dość dobra definicja czy też obraz przybliżający zagadnienie duszy.
Dla mnie jednak jest ważne również pewne unikalne spojrzenie, które przyszło do mnie, gdy zgłębiałem ten temat – czyli zastanawiałem się, jak to jest z tą duszą. Być może bowiem, to, co jest brane jako wydzielenie się duszy, w pewnym sensie nie miało miejsca (być może w sensie energetycznym nigdy, stąd powtarzane w wielu religiach czy systemach duchowych twierdzenie, że nie jesteśmy oddzieleni od Boga), a jedynie wokół cząstek (przyszłych dusz) całego ciała Boga (Stworzenia na różnych planach i poziomach wibracyjnych) zaczęły się gromadzić inne struktury energetyczne czy mentalne, jak myślokształty, które z czasem, poprzez stałe ich odczuwanie i oglądanie, wytworzyły złudzenie osobnego istnienia. Można to przyrównać np. do tak częstego oglądania kwiatka czy jakiegoś zwierzęcia, aż dana istota zaczyna się z nim utożsamiać, choć sama nim nie jest i nie była, ale następuje silne zjednoczenie z jego energetyką i utożsamienie się z nią, jak w przypadku zwierząt totemicznych pewnych ludów. Można to również porównać do umysłu, z którym zmagają się buddyści. Ponoć Budda odkrył, że gdy zagłębiał się coraz bardziej w siebie i swój umysł, oddzielając to, co nie jest Nim jako osobą, to odkrył, że na samym dnie najróżniejszych identyfikacji się z czymś lub kimś, nie istnieje żadna osobna jaźń, ani osobna świadomość. Jest tylko Świadomość, która wypełnia wszystko – muchę, psa, kwiatek i człowieka.

Zatem według mnie, dusza może być również postrzegana jako suma identyfikacji, można dodać, że różnych inkarnacji w różnych przestrzeniach wibracyjnych – w tym również materialnej. To również boski punkt świadomości pozwalający na zaistnienie pozornie odrębnej i istniejącej osobowości duszy.

Dla niektórych dusza to potężna istota, która planuje sobie doświadczenia w kolejnych żywotach, często umawiając się z innymi duszami na różne działania. Jak widać nawet z pobieżnego i szybkiego oglądu tego świata, to masa tych dusz jest albo popieprzona (i nie mówię tu o przyprawie:), albo totalnie nieświadoma albo po prostu nierozumna. Olbrzymia doza doświadczeń nie jest nikomu do niczego potrzebna, zwłaszcza duszom, a jeszcze bardziej inkarnacjom osobowości. Mówi się pięknie, że dzieje się to po to, aby poprzez nie Bóg mógł doświadczać sam siebie. Brzmi pięknie i wzniośle, ale chyba dla osób czy też dusz lubiących się pastwić nad sobą lub mających poważne zaburzenia. Niestety, tak w tej chwili postrzegam zarówno działania wielu dusz, jak i takie rozumienie tego, co one tutaj robią i po co. Oczywiście można do tego dorabiać piękne teorie czy wglądy, ale raczej dlatego tak się dzieje pomiędzy duszami, że przywiązały się one do tej przestrzeni fizyczno-eteryczno-astralno-mentalnej i rzadko która dusza wychodzi w wyższe przestrzenie swoją świadomością i energetyką. Po prostu działa silne utożsamienie z nią i ostrzeganiem siebie jako istoty przejawiającej się właśnie tu. Można też dodać usprawiedliwiająco, że dusze inkarnując kolejno w materię są tymi wibracjami tak ograniczone, że zapominają o sobie a nawet tym, co chciały tu zrealizować. Można również powiedzieć, że to zapominanie jest koniczne, bo bez tego całego dualizmu nie byłoby możliwe doświadczanie całego szeregu stanów i wydarzeń. Bo przy świadomości ciągłości istnienia wiele spraw przestałoby mieć od razu znaczenie. Nikt nie podniecałby się bohaterską śmiercią np. przy ratowaniu komuś życia, gdyby obie strony świadome były ciągłości istnienia. Dla mnie jednak jest to ciągła zabawa w kota i myszkę. Trwa ona aż zrodzi się w jaźni pragnienie przerwania koła reinkarnacji. Wtedy następuje pogłębiony wgląd wykraczający poza umysł.

Myślę, że pora sobie powiedzieć prawdę, niż brnąć w samozachwyt i kolejne traumy, które rozwiązuje się wielopokoleniowo. Po prostu niektórym duszom odbija – ani nie wiedzą kim są, ani w którym kierunku zmierzają. Często uważa się, że tzw. stare dusze to istoty mądre, wspaniałe i szlachetne. Ale gdyby tak było, również w życiu – tu i teraz przejawiałyby się one jako piękne istoty o szlachetnych sercach, mądrych umysłach i wspaniałych czynach. Tymczasem często te istoty błądzą. Albo wciąż tkwią w pewnych nawykach, z którymi nie potrafią sobie poradzić, albo czują się totalnie zagubione. Oczywiście często potrafią nadal podtrzymywać znakomite możliwości umysłu czy też umiejętność łączenia się z przestrzenią naprawdę wysokich wibracji, skąd mogą czerpać wspaniałe inspiracje i wglądy. Ale równie często po prostu marnują swoje talenty, nadal uganiając się za błyskotkami władzy, bycia guru w jakiejś szkole duchowej czy po prostu pieniędzmi i bogactwem, a przecież pewna ich cząstka doskonale wie, że nie na tym to polega. Nie na tym polega realizacja boskości w nich samych, ich sercach, umysłach i przestrzeni wibracyjnej.
Często takie stare dusze zachowują się jak ogromne okręty płynące przez ocean. Są wielkie, czują się bezpiecznie i pewnie. Mają wiele mocy i doświadczeń. Tylko, że po pierwsze, ogromna ilość tych doświadczeń jest po nic – nikomu do niczego nie potrzebna, poza uświadomieniem sobie właśnie, że te doświadczenia nie były nikomu do niczego potrzebne. A to boli. Bo wielka, stara dusza nie po to zbierała przez tysiące wcieleń „doświadczenia”, aby się teraz przyznawać, że to może i była momentami przyjemna zabawa, ale całkowicie niepotrzebna, a nawet zbędna. Można mnożyć doświadczenia w tysiące czy miliardy, ale jeżeli nie zbliżają one energetycznie i świadomościowo do wibracji Boga – Stwórcy wszystkiego, co istnieje, to jest to raczej, moim zdaniem, stracony czas. Te stare dusze – płynące jak wielkie okręty są również często zbyt nieruchawe mentalnie i energetycznie, aby wybrać nowe ścieżki i przyjąć nowy punkt widzenia czy wgląd świadomości. Bo one przecież wiedzą swoje. Tymczasem często młode dusze, niczym małe motorówki, mijają bez problemów zarówno przeszkody, których nie widzą te wielkie okręty - stare dusze jak i wyprzedzają je. Bo te kolosy zanim zrobią jeden manewr, to często mija życie. Ale w końcu, co to jest jedno życie, gdy się ich miało setki? Wiele z tego, co wiedzą i umieją stare dusze, od lat jest już nieaktualne. To tylko zbędny balast, który przeszkadza im kroczyć przez życie czy też wchodzić w stany medytacyjne z dziecięcą radością i beztroską.
Oczywiście czasami niektórym istotom „potrzeba” tysięcy doświadczeń, aby sobie powiedzieć „dość” – starczy tego kołowrotu wydarzeń. Ale równie dobrze można to stwierdzić po jednym razie. Tutaj decyduje mądrość danej jednostki, osobowości i duszy oraz determinacja czyli wola – żelazna wola i konsekwencja w realizacji swoich wglądów i spostrzeżeń połączona z subtelnym stanem otwartości na nowe i to, że zawsze mogę się mylić, co jest połączone ze świadomością gotowości do korekty podjętych działań.

Dlatego też moim zdaniem, warto ogarnąć swoją duszę, a ściślej mówiąc, to wcale nie jest najważniejsze w życiu czy rozwoju duchowym to, aby słuchać swej duszy, czy też spełniać jej plany. Oczywiście może tak być, ale tylko pod jednym – najważniejszym warunkiem – że dusza poddała się Wyższej Jaźni i stamtąd czerpie pomysły i inspiracje, którymi uracza osobowość danej inkarnacji. Jeżeli tego nie robi, to od tego jest świadoma osobowość – średnie ja, aby nawiązać pełniejszy czy też pełny kontakt z Wyższą Jaźnią - tym poziomem wibracyjnym, który można porównać do błony komórkowej pomiędzy jednostkową jaźnią a Bogiem.

Gdy średnia jaźń podąża za głosem Wyższej Jaźni, to warto pokazać duszy, że i ona może skorzystać z tych cudownych podpowiedzi i inspiracji. Czasami warto wstrząsnąć swoją duszą i jej wygarnąć, żeby się nie wygłupiała, robiąc głupie plany, tylko czerpała z poziomu wyższej jaźni. Ponieważ struktury energetyczne duszy są różne i „decyzje” przez nie podejmowane mogą być jakościowo również zróżnicowane, dlatego warto mieć zdeterminowaną i konsekwentną w swoim postanowieniu średnią jaźń. To ona decyduje! – zwłaszcza, jeżeli dusza ma ciekawsze według niej plany, niż podążanie za Wyższą Jaźnią i Bogiem (który ponoć się przez nią przejawia i przez nią doświadcza sam siebie:). Oczywiście z pewnej perspektywy to zawsze Wyższa Jaźń decyduje – ani dusza, ani osobowość czyli średnie ja.

Już raczej nie kupuję tych bajeczek o umawianiu się dusz na traumatyczne doświadczenia. Nie trafiają do mnie te opowieści, że dusze wyrządzające nam krzywdę to są szlachetne dusze, które zgodziły się nas doświadczać, abyśmy coś zrozumieli i zmienili się na lepsze. Te pomysły pochodzą tylko ze sfery astralno-mentalnej, w której wiele istot, również tych najszlachetniejszych się permanentnie pogubiło. Zaczęli tworzyć systemy, które zamiast im służyć, zniewoliły je i przywiązały do tego poziomu wibracyjnego doświadczeń. Według mnie również sporo tzw. przypomnień sobie różnych umów pomiędzy duszami dotyczącymi danego życia i wzajemnych relacji „tworzona jest” w momencie ich przypominania. To znaczy – wnikając w to, dlaczego coś się dzieje, np. pomiędzy dwoma duszami czy osobowościami i jakie są możliwości potoczenia się „życia” i tych wzajemnych relacji, to cząstka duszy czy też świadomości, która niejako jest zarówno w sferze życia w materii i osobowości, jak i w sferze duszy, po prostu się ze sobą w danym momencie komunikują, co może być odbierane jako wcześniejsze umawianie się dusz, nawet przed daną inkarnacją.

Tutaj dodam, że duszę raczej nie należy rozpatrywać jako istotę, taką jak człowiek, choć często ona się może komuś pokazać pod taką postacią. Dla mnie dusza to jakby sfera, w której dzieje się wiele procesów energetyczno-informacyjnych. To złożona machina wzajemnych interakcji pomiędzy zgromadzonymi w jej przestrzeni tzw. „doświadczeniami” i utożsamieniami. Jest to bardziej zbiór wielu elementów niż jeden element zawierający wiele danych. Można też powiedzieć, że jest to bezosobowa formacja postrzegana jako osobny byt a nawet istota. Podobnie zresztą można spojrzeć na osobowość człowieka.

Dlatego też moim zdaniem czasami warto wziąć swoją duszę w garść i jej krótko wyjaśnić, co jest ważne, co jest istotne i w którym kierunku warto podążać. Często dusza widząc determinację średniej jaźni, z jaką łączy się ona z Wyższą jaźnią i sferą boskości, na powrót zainteresowuje się tymi wibracjami, poziomem świadomości i ekstazy – błogości, którą daje Stwórca.

Być może zbytnio upraszam, ale nawet, jeżeli coś jest lub wygląda skomplikowanie, to chyba warto to nieco uprościć. Oczywiście, jeżeli widzisz wielką „wartość” w tytłaniu się w kolejne doświadczenia, zwłaszcza, jeśli nie są przyjemne i wysokowibracyjne, to Twoja sprawa. Możesz…tylko po co? Co chcesz sobie lub komuś innemu – np. Bogu w ten sposób udowadniać? Ile „żyć” będziesz tym lub tamtym człowiekiem? Co jeszcze chcesz komuś udowodnić i po co? Czego jeszcze nie zrealizowałeś i koniecznie musisz to zrobić?

Oczywiście warto się uzdrawiać takimi metodami, które uznasz za słuszne. Warto scalać swoją duszę, warto rozwiązywać niekorzystne relacje pomiędzy duszami i osobowościami, dopóki nie poczujemy, że ten sposób identyfikacji i doświadczania już nie jest nam niezbędny. Zwłaszcza do doświadczania szczęścia i spokoju oraz jedności z całością Stworzenia.

Dusza to również pewien poziom autoidentyfikacji. Jeżeli twoją drogą i wyborem jest ponowne zjednoczenie się z Bogiem, pewnie czeka Cię porzucenie również utożsamiania swojej świadomości i istoty z poziomem Duszy a potem pewnie nawet Wyższego Ja. To twoja decyzja, choć nie ma jej kto już podjąć. Dlaczego? Bo jaźń się rozpuszcza. Znika. A raczej poprzez to, że nie identyfikuje się już z niczym, to nie przyciąga do pozornej sfery osobnej jaźni żadnych energii i myślokształtów, które mają ją przedstawiać i formować. Dlatego uważam, że w pewnym stopniu i pod pewnym kątem widzenia, nie ma czegoś takiego, jak oświecony. Jest tylko oświecenie – zjednoczenie z całością istnienia. Jaźń została już rozpuszczona, więc nie ma „kogoś” mogącego doświadczać pełnego zjednoczenia z Bogiem. Każdy zatem, kto jest świadomy swojego oświecenia, nie jest w pełni i ostatecznie oświecony. Można przeżywać wspaniałe duchowe ekstazy i stany uniesienia, a jednak, dopóki jest utożsamianie z sobą jako doświadczającym, oświecenie znika. Rozprasza się i z powrotem zostaje uformowana świadomość jednostkowa doświadczającego ego:).

Zatem: Duszo – podejmuj najwłaściwsze decyzje bo choć wydajesz się być większą „istotą” niż osobowa jaźń inkarnacji, przejawiającej się w danym życiu, to czasem ona właśnie podejmuje lepsze decyzje, które znacząco mogą wpłynąć na „rozumienie” i świadomość duszy, które są decydujące dla pełnego przejawiania Boga czy też boskości. Bez tego bowiem nie ma co marzyć o tzw. oświeceniu. Dopiero, gdy zarówno osobowość, jak i dusza zjednoczą się w tym, aby przejawiać potęgę, mądrość, moc i świadomość wibracji Wyższej Jaźni, wtedy jest szansa na przeniknięcie obu tych struktur energio-informacyjnych poprzez częstotliwość wszechmiłości, dobroci, życzliwości i błogości. A wtedy następuje zjednoczenie z Bogiem – to czego wszyscy tak mocno oczekują, za czym tęsknią i…czego się najbardziej na świecie boją. Bo w obliczu tych wibracji odrębna, osobowa jaźń znika. Jest tylko doświadczanie bezmiaru boskości, szczęścia i radości. Prawdy i prostoty. Szacunku i miłości. JEDNO – strumień wszechistnienia.

Zatem wszyscy Mistrzowie Wniebowstąpieni, wszelkiej maści istoty nadające przez chanelling są nawet czasem w wysokich wibracjach, ale…nie są tymi, za których się podają, nie mają świadomości zjednoczenia ze Stwórcą Wszystkiego Co Istnieje, bo to by oznaczało wchłonięcie ich przez tę energię. Jedyne, co by wtedy mogli zrobić, to trwać w ekstazie – zatracić siebie. Ale oczywiście mogą być w bardzo wysokich wibracjach i mieć rozszerzony poziom świadomości.
To dlatego Budda nie był oświecony za swojego życia. Był blisko tego, zresztą osiągnął to „wkrótce” a obecnie Jego świadomość, o ile tak można umownie powiedzieć, jest dużo wyżej niż istota, którą można wyczuć, uwiadomić sobie jako Jezus, choć poprawniej będzie ją ujmować jako „Chrystus”.
Dlaczego różni badacze nie są w stanie zbadać, uchwycić poziomu świadomości duszy Buddy? Bo taka osobowość i Jaźń nie istnieją:) Są roztopione w Stwórcy. Pozostały natomiast w niższych przestrzeniach, formy pamięci o energii Buddy (tak jak w doświadczeniu, gdy zostaje taka pamięć po DNA w próbówce po jego wyjęciu, gdzie elektrony, fotony czy inne cząstki nadal odtwarzają jego kształt a może i poziom świadomości). I część badaczy „łapie” te odblaski jego świadomości w różnych sferach i myśli, że to On, gdy tymczasem to jest tylko pamięć o nim, Jego niższych sferach i to do tego z przeszłości. Musieliby swoją świadomością i rozumieniem zagadnienia wykroczyć daleko poza te przestrzenie.
Dlatego poziom Chrystusa da się już zbadać większej liczbie osób. Jego poziom świadomości – świadomości duszy jest bowiem bliższy od naszego niż przestrzeń Buddy obecnie.

O jakich badaniach mówię? To próby uchwycenia poziomów świadomości duszy. Oprócz świadomości osobowości danej osoby i jej inkarnacji ważna jest również świadomość duszy. Jest to jak gdyby baza, z której osobowość może czerpać. Gleba, z której wyrasta drzewo. Osoby o wysokim poziomie świadomości duszy często mają o wiele większy wgląd w naturę rzeczy, niż osoby o mniejszym poziomie świadomości duszy. I nawet, jeżeli czyjaś osobowość jest dobrze rozwinięta, to mając średni czy niski poziom świadomości duszy, nie ma szerszego rozumienia wielu zagadnień. Aby mogło nastąpić oświecenie, wymagany jest pewien poziom świadomości duszy.

Ale nie ma co wpadać w panikę, jeżeli czyjś poziom świadomości duszy jest średni. Obecnie żyjemy, a raczej sami sobie stworzyliśmy lub powróciliśmy do poziomu świadomości, w którym zmiany nie następują liniowo, a skokowo. Określam to mianem przechodzenia od punktu A do punku D, bez konieczności przechodzenia przez pośrednie punkty B i C. Jeżeli chcemy, możemy natychmiast znaleźć się w chcianym przez nas poziomie świadomości i wibracji - miłości, serdeczności i spokoju. Być może ułatwia to nam Kosmos i częstotliwość tej części wszechświata, przez którą obecnie przelatuje Ziemia. Być może też jest to odwieczny cykl, który przechodziliśmy tysiące razy.

Po prostu bądź czujny i świadomy. A przy tym baw się życiem i bądź radosny. Osobowość istnieje chwilę, dusza trwa przez bezmiar czasu, ale ostatecznie jest tylko Istnienie. Istnienie, do którego możesz dołączyć, a w zasadzie, w którym zawsze byłeś, jesteś i będziesz. To Twój Dom, do którego tęsknimy całym sercem, bo znamy już jego wibracje.

Autor interesuje się rozwojem duchowym, huną, tantrą, rozwijaniem mądrości, radości i sednem wszystkiego. Udziela porad, konsultacji, robi analizy psychometryczne, uzdrawianie w stanie Theta i regresing.
Zapraszamy na jego stronę:

artman33.w.interia.pl/
Opinia o hipnozie i hipnoterapii dr Kaczorowskiego

Autor: Jarosław Filipek

mgr Jarosław Filipek – terapeuta, asystent dr Andrzeja Kaczorowskiego
Jest absolwentem Akademii Medycznej we Wrocławiu, na wydziale Analityki Medycznej. Od 1992r związany z medycyną naturalną ( masaż chiński AMO, Reiki, Radiestezja Zdrowia, Psychoanaliza ). Psychoterapeuta (psychosyntetyk) , uzdrowiciel duchowym (wg NFSH). Od 2002r. jest członkiem Dolnośląskiej Izby Uzdrowicielskiej i brytyjskiego Towarzystwa Uzdrowicieli (NFSH) z prawem do wykonywania praktyki uzdrowicielskiej. W swoich terapiach wykorzystuje nabyte umiejętności oraz laseropunkturę.

Od wielu lat uczestniczę codziennie przy seansach hipnozy z dr Andrzejem Kaczorowskim, jestem jego asystentem. Dlatego chciałbym podzielić się tutaj swoimi obserwacjami. Każda hipnoza jest inna, podobnie jak ludzie, którzy w niej uczestniczą. Na szczęście można tez znaleźć wiele cech wspólnych. Fachowa wiedza dr Kaczorowskiego pozwala wykorzystywać wiele technik hipnozy. Zacznijmy od początku. Po wejściu do gabinetu przeprowadzany jest wywiad. pacjent odpowiada na pytania dotyczące jego kłopotów (np. na co choruje, jak śpi). Etap drugi to wprowadzanie w stan hipnozy. Pacjent zamyka oczy i już sam fakt zamknięcia oczu powoduje wyłączenie części jego świadomego umysłu. Wówczas kontrolę przejmują pozostałe zmysły.
Dr Andrzej Kaczorowski jest psychologiem. Ja pamiętam go jeszcze z lat 90-tych kiedy był absolwentem Uniwersytetu Pedagogiki imienia Krupskiej w Moskwie. Już wówczas na pokazach w Moskwie w latach 90-tych prezentował ciekawe zjawiska osób w hipnozie. To jest nie tylko wspaniałe zdarzenie, ale w dziedzinie medycznej powinno być dalej badane. Uważam Doktora Kaczorowskiego za fenomen w skali światowej. Pamiętam wypowiedzi prof. Michała Kandyby na temat Doktora Kaczorowskiego, powiedział: „nie widziałem lepszego, choć sam uważam się za dobrego fachowca”.
Hipnoza jest terapią nadal tajemniczą dlatego u większości osób podejście do samego seansu jest oparte na lęku przed zaśnięciem. Osoby nerwowe, wystraszone z bezsennością i nerwicą lękową często kontrolują się analizują co się do nich mówi. Boją się, ażeby nie zasnąć i nie stracić kontroli nad sobą. I to już jest przedmiotem terapii. Najpierw należy wyciszyć pacjenta, a później można działać na problem. Pacjenci często opowiadają, że w tym stanie słyszą dużo, dużo lepiej. Część z nich słyszy to co się dzieje za ścianą w poczekalni. Jeden z pacjentów słyszał nawet rozmowy na podwórku. Nie jest to naturalna reakcja psychiki. Dowodzi o lęku i poczuciu zagrożenia przed utratą kontroli na sobą. Kiedy psychika pacjenta przekonuje się, że stan odmiennej świadomości jest bezpieczny a nawet przyjemny nadwrażliwość słuchowa na odgłosy ustępuje. Tak naprawdę odczucia pacjenta nie mają wpływu na przebieg hipnozy. To czy pacjent jest już w odpowiednim stanie hipnozy poznajemy po innych czynnikach jak np. napięcie ciała czy oddech, rozluźnienie, katalepsja ciała. Trzeba tu zaznaczyć, że w stanie odmiennej świadomości umysł ulega różnego typu fiksacji.
Wystarczy spytać pacjenta po seansie ile czasu był w gabinecie. Odpowiedzi w 90% są niewłaściwe. Czas ucieka, seans trwa 45 minut, a mówią o 15 minutach.
W stanie hipnozy mamy pełny dostęp do nieświadomej części umysłu, do podświadomości, która w ciągu dnia jest schowana głęboko. Podświadomość przechowuje wszystkie zdarzenia z naszego życia od urodzenia do dnia dzisiejszego wraz z emocjami. Często się zdarza, że nadmiar negatywnych emocji występujących przy różnych zdarzeniach może po wielu latach, w wieku nawet już dorosłym wywoływać negatywne objawy ze strony psychiki. Wiele takich nieprawidłowych emocji pojawia się w dzieciństwie lub w wieku szkolnym. gdy kształtuje się nasza przyszła osobowość. Dla małego dziecka wiele wydarzeń jest przerażających lub niezrozumiałych. W hipnozie możemy stosując regresję wieku dotrzeć do tych toksycznych wydarzeń i usunąć, wyciszyć nadmiar nieprawidłowych emocji. Nie jest to jednak takie proste.
Doktor Kaczorowski jest wspaniałym terapeutą, jego wiedza zdobyta z zakresu psychologii i hipnologii na uczelniach w Rosji i nie tylko, a nawet z zakresu sfery duchowej jest ogromna. Jest również doktorem teologii co pozwala dotrzeć do najgłębszych zakamarków, również duszy człowieka.
W czasie seansu należy przypomnieć uświadomić te emocje, które zostały zapomniane potem dopiero można je usunąć. Często towarzyszy temu płacz śmiech strach. Reakcje ze strony ciała są gwałtowne i mocne. Czasem to niezbędne aby do końca wyrzucić przykre wspomnienia. Gdy nastąpi oczyszczenie z nieprawidłowych emocji i wspomnień psychika automatycznie się wycisza, a tamte stare zdarzenia stają się obojętne. Nie mają już wpływu na nasze życie. Można wówczas przystąpić do następnych etapów hipnozy, czyli progresji wieku. Opisując hipnozę nie można pominąć tak ważnego tematu jakim jest reinkarnacja. To zdarza się niemal codziennie w naszym gabinecie. Zjawisko to występuję w dwóch przypadkach. Po pierwsze kiedy jest to uzasadnione terapeutycznie podświadomość sama przenosi się w czas przeszły. Niekoniecznie jest to starożytny Egipt czy Średniowiecze. Często są to obrazy bliższe naszym czasom. Np. XIX lub XX wiek. Co ciekawe, zdarzenia emocje przeżycia z tamtego okresu dość dobrze tłumaczą problemy z jakimi przychodzą nasi pacjenci. Są ich wytłumaczeniem. Mogę tutaj podać kilka przykładów. Pacjent miał kłopoty z sercem, ostre bóle, arytmia. Anatomicznie serce było zdrowe, żadnych przerostów, zwężeń. W swojej reinkarnacji zobaczył siebie na polu bitwy, gdzie przebity włócznią długo umierał. Prawdopodobnie pamięć tego zdarzenia i bólu była tak mocna, że została przeniesiona do tego życia. Uświadomienie tego faktu spowodowało, że ból raz na zawsze minął, a pozostałe objawy stopniowo się wycofały. To widać i słychać. Po zachowaniu ciała, przezywanych emocjach. Płacz, śmiech, ból jest bardzo widoczny. Te emocje są tak głębokie, że ja sam często je odczuwam. Owszem po kilku latach można się częściowo uodpornić. Pacjenci sami później opisują, że fizycznie i psychicznie czuli, przeżywali te zdarzenia. Reakcje są różne. Mama jednej pacjentki, gdy wysłuchała z kasety przebieg reinkarnacji swojej córki powiedziała później – Chyba zmienię swój światopogląd (była katoliczką). Tego nie da się zmyślić. (oczywiście córka wyraziła wcześniej zgodę na nagranie sesji hipnotycznej). Po takim oczyszczeniu psychiki można przejść do następnego etapu progresji wieku.
Moja wiedza medyczna – jestem absolwentem Akademii Medycznej Analityki Medycznej we Wrocławiu – pomaga w takich seansach nie tylko terapeutycznych. Asystuję przy Doktorze Andrzeju Kaczorowskim od wielu lat, a każdego dnia w tej pracy zdobywam nową wiedzę z zakresu nie tylko medycyny, psychologii, ale nauki o życiu człowieka i o ich problemach. Przy Doktorze Kaczorowskim zdobywam nie tylko wiedzę, ale i umiejętność radzenia sobie w życiu samemu. I dziś wiem, że można człowiekowi pomóc jeżeli sami sobie radzimy i dajemy sobie radę. Choć przyznam, że praca z dr Kaczorowskim nie należy do łatwej, jest to silna osobowość, wielki autorytet, z którym trudno polemizować. Choć po wielu latach widzę, że ma rację w swoim działaniu. Choć wcześniej wiara w reinkarnację była inna teraz już na ten temat nie polemizujemy dla mnie jest to oczywista sprawa. Jestem pewien, że przepowiednia prof. Michała Kandyby co do nagrody Nobla w niedługim czasie być może sprawdzi się, ale jak tu można oczywiste sprawy udowadniać naukowo.
Z reinkarnacją możemy się spotkać, gdy cofając się do dzieciństwa i do momentu narodzenia oczyścimy psychikę z wszystkich przykrych odczuć. Wtedy podświadomość nie stawia przeszkód i możemy się cofnąć do okresu płodu i wcześniej. Można wierzyć lub nie wierzyć w reinkarnację, ale opisy tych zdarzeń są bardzo sugestywne. W przypadku lęków fobii, reinkarnacja pojawia się dość często. Jedna z pacjentek panicznie bała się ognia, chociaż w ciągu życia nie miała żadnych negatywnych kontaktów z tym żywiołem. Nigdy nie oparzyła się. Po cofnięciu do poprzedniego wcielenia natychmiast zareagowała. Zaczęła się dusić, płakać, wołać pomocy, szukać wady. Zobaczyła siebie i całą rodzinę w płonącym domu. Wszyscy zginęli. Uświadomienie tego wspomnienia pozwoliło jej odreagować. W krótkim czasie zaczęła traktować ogień jako coś normalnego, chociaż czasem groźnego.
Progresja wieku to wyprowadzenie umysłu w przyszłość. Pacjent widzi siebie za kilka lat, gdyż już jego problemy są rozwiązane. Ma to duże znaczenie dla psychiki. Gdy pacjent widzi, że za kilka lat rozwiązuje swoje problemy zaczyna w to wierzyć programuje siebie na sukces. Natomiast podświadomość zatrzymuje ten obraz jako program do wykonania. I pomaga w jego realizacji. Należy zaznaczyć, że kolejność tych etapów ma swoje uzasadnienie. Może się zdarzyć, że jakiś człowiek po wizycie u wróżki lub po przeczytaniu negatywnego horoskopu zaczyna wierzyć w to, że niedługo umrze. Wówczas w jego podświadomości pojawia się negatywny obraz dotyczący jego przyszłości. Jeśli nie dotrzemy do tego obrazu i nie wymażemy go, podświadomość będzie ukierunkowana na samozniszczenie (samospełniająca się przepowiednia). Gdy wiemy, że podświadomość jest pozytywnie zaprogramowana na przyszłość, możemy zakończyć hipnozę i wyprowadzając pacjenta z tego stanu kodujemy w nim pozytywne emocje i odczucia: relaksu, spokoju, odpoczynku i odporności itp. Pacjent jest wypoczęty i zadowolony.
Moja pomoc w seansie hipnozy polega na uzdrawianiu duchowym bioenergoterapeutycznym. W trakcie seansu przyczyniam się do przekazywania energii na poszczególne czakry (centra energetyczne), które wcześnie należy oczyścić. Uzdrawiane duchowe pomaga w szerokiej gamie dolegliwości fizycznych, psychicznych i duchowych. Przy Doktorze Kaczorowskim nauczyłem się traktować pacjenta całościowo – holistycznie ciało, umysł i duszę człowieka przyjmuję w całości i na tych trzech poziomach pracujemy.
W trakcie seansów hipnozy dr Kaczorowski wprowadza mnie w hipnozę w celu diagnozowania pacjenta. Co jest zdumiewające, że moja diagnoza w hipnozie potwierdza się ze wcześniejszą diagnozą medyczną. I to pomaga w celach terapeutycznych. Nie zawsze pacjenci są otwarci, podchodzą do naszych terapii badawczo. A żeby szybciej przeprowadzić terapie, diagnoza tego typu jest potrzebna, skraca czas terapii i budzi ufność do nas, że poznajemy jego wyznania i możemy wszystko wiedzieć o nim. A dodatkowo uzdrowienie duchowe i bioterapia, a nawet z zastosowaniem metody Reiki doprowadza do zrównoważenia czakr i wyciszenia psychiki, przywraca normalne funkcjonowanie organizmu. W połączeniu z hipnozą odnosi wyśmienite efekty terapeutyczne, wpływa na inicjowanie poprawy podejścia pacjenta/ klienta, rozjaśnia myśli i wpływa na jakość życia.

Jestem zadowolony, że mogę asystować przy tak wspaniałym autorytecie jakim jest Doktor Andrzej Kaczorowski.

mgr Jarosław Filipek

Wrocław 2008r

Współpracując na co dzień ze znanym hipnoterapeutą dr Andrzejem Kaczorowskim uczestniczę w seansach hipnozy reinkarnacyjnej oraz terapeutycznej. W transie hipnotycznym lub w autohipnozie diagnozuję stan zdrowia fizycznego (stwierdzona skuteczność – ponad 80%).

Zioła – tradycja w polskim domu

Autor: Janina Lampert-Smak

Ziołolecznictwo to jedna z najstarszych form lecznictwa naturalnego. Polskie słowo "zioła" jest tłumaczeniem łacińskiego" herba" a więc ma bardzo stare pochodzenie. Do średniowiecza cała Europa korzystała z dorobku starożytnego ziołolecznictwa. Obecnie w nomenklaturze naukowej oprócz tradycyjnej nazwy "zioła" spotykamy takie określenia, jak: "rośliny lecznicze", "rośliny przyprawowe" czy "rośliny barwierskie." W zależności od tego do czego dane ziele jest wykorzystywane, przydzielone jest do odpowiedniej grupy. Ziołolecznictwo - czyli stosowanie ziół w leczeniu chorób jest dziedziną powszechnie znaną i praktykowaną. Dawniej ziołami leczyli tylko i wyłącznie znachorzy. Proste działanie ziół (dziś już całkiem zrozumiałe) wyolbrzymiano dodając do tego i owego odpowiednie zaklęcia, liczby, formuły, wróżby czy modły. Nazwy roślin obdarzonych najsilniejszymi mocami trzymano w tajemnicy. Nie wolno było niepowołanym osobom wykraść wiedzy, którą mogli posiąść tylko wybrani przez bogów. Wiedzę tę można było przekazywać z pokolenia na pokolenie, jednak nie wszyscy mogli ją odziedziczyć. Ponieważ uważano, że na człowieka na każdym kroku czyhają złe moce, należało nimi odpowiednio pokierować. Miały do tego służyć m .in. zioła posiadające według wierzeń ludowych, moc przeciwstawienia się siłom nieczystym. Należał do nich m .in. widłak. Pędy widłaka zawieszone na powale w dzień Bożego Ciała miały chronić przed marami nocnymi. Uroki odczyniano zielem pokrzyku obmiatając nim kąty w domu i wypowiadając przy tym ustaloną formułę. Roślina ta miała ponoć wyrastać w miejscach straceń z uryny wisielca. W chwili wyrywania wydawała okropny jęk, stąd nazwa - pokrzyk. Nazywano ją też "wilczą jagodą" gdyż sok z jego owoców dodawano do padliny rzucanej dla zatrucia wilków. Innym takim pomocnym zielem chroniącym przed zakusami diabelskimi i czarami był dziurawiec. Zawieszony w oknie, miał strzec dom przed uderzeniem pioruna. Sok z niego zwany Fuga Daemonum służył do przepędzania złych duchów a także wróżb i wykrywania chorób. Dziurawiec chronił położnice i noworodki przed złośliwymi boginkami, dlatego zatykano nim wszystkie szczeliny w domu, kładziono położnicy pod poduszkę oraz niemowlęciu na szyi do pierwszej kąpieli . Dziś wydaje się to wszystko niepojęte. Powtarzająca się w mieszankach (np. Ojca Klimuszki) określona liczba ziół w składzie (7, 9, 11) również trąci zabobonem. Jak się okazuje nie do końca. Ojciec Klimuszko w swoich notatkach zapewnia, że nie jest to żaden zabobon ani okultyzm i że wszystko w przyrodzie ma swoje prawa uzależnione od całego kosmosu. Stwierdza również, że nic w przyrodzie nie jest parzyste.
Przeprowadziłam ekspertyzę radiestezyjną na kilku mieszankach ze zbioru sławnego polskiego zielarza. Badając kolory poszczególnych składników, uzyskałam promieniowanie kilku kolorów jednocześnie, jednak po sporządzeniu mieszanki otrzymałam promieniowanie czasem trzech kolorów, kiedy indziej tylko jednego. Znaczy to, że ilość składników jest tak precyzyjnie dobrana, żeby mieszanka ziołowa pod względem chromoterapeutycznym a także ze względu na zawartość substancji czynnych (makro - i mikroelementów, olejków, cukrów, garbników czy flawonoidów) działała wybiórczo na dany narząd i określoną chorobę.
Jeśli pijemy napar sporządzony tylko z jednego zioła, przyswajamy kolory tego właśnie zioła, np. pijąc herbatkę ze skrzypu, przyswajamy: zielony, indygo, pomarańczowy, żółty, niebieski, fioletowy i czerwony. Ziele skrzypu ma zastosowanie w leczeniu: gruźlicy, miażdżycy naczyń, w kamicy nerkowej, pęcherza oraz celem uzupełnienia mikroelementów i soli mineralnych. Według kolorów, jakimi promieniuje: zielony - jest kolorem przygotowującym do leczenia właściwego. Zalecany w przypadku chorób nowotworowych, bólach głowy, migrenach, wrzodach przewodu pokarmowego i żołądka, nadciśnieniu, działa na O.U.N. (ośrodkowy układ nerwowy), wzmaga koncentrację. Kolor pomarańczowy - stosowany w leczeniu zapalenia nerek, kamicy nerkowej, a w dolegliwościach psychicznych takich, jak: pesymizm, apatia, zniechęcenie, a także jako kolor uzupełniający w leczeniu epilepsji, paraliżu, niedowładów, reumatyzmu. Kolor żółty - leczy schorzenia dróg oddechowych, przyspiesza regenerację tkanek, leczy oparzenia i egzemy a także działa stymulująco na pracę wątroby, trzustki, śledziony. Kolor fioletowy - stos. w przypadku nerwic, bóli neurologicznych, skurczów, niedowładów, obrzęków, a także chorób głowy. Indygo - leczy układ oddechowy, krążenia, działa również w przypadku chorób psychicznych i umysłowych, paraliżu, głuchocie. Kolor niebieski - działa uspokajająco na OUN., w dolegliwościach reumatycznych, artretyzmie i kontuzjach. Obniża ciśnienie krwi, leczy wszystkie choroby gardła, zbija gorączkę; kolorem niebieskim możemy leczyć żółtaczkę, biegunki, rozstrój żołądka, wymioty, zapalenie jelit, kolki, bóle głowy oraz zębów. Czerwony, przeciwnie - silnie pobudza i energetyzuje. Stosowany w leczeniu krzywicy, paraliżu dziecięcego, chorobach układu krążenia, przyspiesza gojenie ran, podwyższa ciśnienie. Ojciec Klimuszko w swoich pracach zwraca uwagę na inny dość istotny szczegół odpowiedzialny za powodzenie kuracji leczniczych. Chodzi o tzw. radiowitalność. Jest to promieniowanie, które zdaniem znanego badacza francuskiego inżyniera André Simonetona wysyła każda żywa komórka. Promieniowanie to o różnej długości fali, można zmierzyć w angstremach (A). Komórki człowieka mają długość fali ok. 6500A. Produkty spożywane przez człowieka powinny posiadać radiowitalność powyżej 3000A, inaczej będą szkodliwe. Simoneton odkrył również, że większość środków farmakologicznych wykazuje radiowitalność równą zeru A. (wyjątki: Penicylina - 8500 A. i Streptomycyna - 8000 A.). Zioła według jego danych posiadają radiowitalność ok. 9000 A. Powszechnie wiadomo, że w przypadkach chorób zakaźnych, zawałów serca, ostrych stanów zapalnych, czyli w przypadkach konieczności zastosowania pomocy natychmiastowej, zioła nie wystarczą. Trzeba również sięgnąć po środki farmakologiczne z antybiotykami włącznie. Leki roślinne działają powoli, za to przywracają cały organizm do biologicznej równowagi. Leki chemiczne leczą tylko dany organ, nierzadko z objawami ubocznymi na inne narządy. Leki roślinne zawierają same w sobie witaminy, sole mineralne, garbniki, olejki eteryczne, enzymy, biokatalizatory, które nasz organizm chętnie przyswaja a ich nadmiar wydala. Kiedy aplikujemy leki chemiczne, często nie są one przyswajane przez nasz organizm i nierzadko dochodzi do przedawkowania. Na przykład: naturalna witamina C zawarta w owocach, warzywach czy ziołach będzie lepiej przyswajalna aniżeli syntetyczna spreparowana w laboratorium. Podobnie sprawa przedstawia się z mikroelementami. Jeśli chodzi o spożywanie naparów ziołowych, bardzo istotne znaczenie ma tu termin ważności ziół. Powszechnie panuje przekonanie, że zioła działają nawet prze kilka lat. Niektórzy zaś są zdania, że nie pomogą i nie zaszkodzą... Nic bardziej błędnego! Zioła można przechowywać maksymalnie 1 rok (te, które sami zbieraliśmy), zaś te które zakupiliśmy, jak się okazuje na 3 miesiące przed datą ważności już nie wykazują efektu leczniczego. Badałam kilkanaście ziół, które przechowywałam w zamkniętych pojemnikach i niestety muszę przyznać, że większość z nich (nawet te z dwumiesięcznym jeszcze terminem ważności) byłam zmuszona wyrzucić. Zioła te albo nie promieniowały żadnym kolorem albo promieniowały innymi kolorami aniżeli w pierwszych miesiącach przydatności do spożycia. Można wysnuć następujący wniosek, że ziołami należy leczyć się świeżo zakupionymi albo świeżo zasuszonymi. Nie należy spożywać naparów z ziół przechowywanych dłużej niż 1 rok. Poza tym najlepiej i najbezpieczniej będą działały zioła sypkie a nie "ekspresówki". Bibułka z jakiej są wytwarzane torebki na herbatę, promieniuje zielenią negatywną, której należy unikać. Kolorem tym promieniują również wszystkie opakowania plastikowe, stąd zalecenia, żeby zioła i inne produkty przeznaczone do spożycia przechowywać w opakowaniach z ciemnego szkła, najlepiej brązowego. Zioła promieniują różnymi kolorami, jednak warto zwrócić uwagę na miejsce z którego pochodzą. Zdarzyło mi się zakupić ziółka zapromieniowane szarym i czarnym kolorem (!) W tej sytuacji zalecałabym każdorazowo sprawdzać kolory jakimi promieniują (za pomocą wahadła uniwersalnego), albo w prostszym sposobem – badanie harmonii z poszczególnymi składnikami. Badany produkt kładziemy wtedy przed sobą (np. na stole), zawieszone wahadło trzymamy w prawej dłoni pomiędzy badanym przedmiotem a osobą względem której sprawdzamy harmonię. Bez zbędnych konwencji i pytań, obserwujemy zachowanie wahadła. Jeśli uzyskamy ruch w postaci oscylacji pionowych ↕od osoby do przedmiotu, będzie to oznaczało, że badany produkt (w tym przypadku zioło) jest pozytywne dla organizmu tej osoby, jeśli zaś ruchy wahadła będą inne (poziome ↔ albo rotacyjne/koliste, będzie to oznaczało brak harmonii.

Intuicja ciała

Autor: Louise L. Hay, Dr Mona Lisa Schulz

Ludzkie ciało to niesamowita maszyna, a jako maszyna potrzebuje regularnej konserwacji i troski, aby działała najlepiej, jak się da. Ciało może się popsuć i zachorować z różnych powodów: genetyka, środowisko, dieta etc. Ale – jak doszła do tego Louise w trakcie swojej kariery i napisała o tym w książce Ulecz swoje ciało ‒ każda choroba wiąże się z emocjami, których doświadczamy w naszym życiu. Dziesiątki lat po tym, jak Louise przedstawiła swoje wnioski, środowiska naukowe opublikowały badania, które te wnioski potwierdzają.
Badania wykazały, że emocje, takie jak: gniew, strach, smutek, miłość, radość mają specyficzny wpływ na nasze ciała. Wiemy, że gniew sprawia, iż mięśnie napinają się, a naczynia krwionośne zwężają, co utrudnia krążenie krwi i prowadzi do nadciśnienia. Kardiologia mówi nam natomiast, że radość i miłość prowadzą do przeciwnych efektów. Jeśli zajrzysz do małej, niebieskiej książeczki Louise, to dowiesz się, że atak serca i inne problemy związane z tym narządem „wyciskają całą radość” z serca, „zatwardzają je” i „pozbawiają szczęścia”. A jak wygląda jej afirmacja, mająca na celu odwrócić ten proces? „Przywracam radość z powrotem do mojego serca i z radością odcinam się od przeszłości. Jestem przepełniony spokojem”.
Określone wzorce myślowe wpływają na nasze ciała w dający się przewidzieć sposób i uwalniają substancje chemiczne w odpowiedzi na każdą z naszych emocji. Jeśli przez długi czas towarzyszy ci strach, to ciągłe uwalnianie się hormonu stresu, a mianowicie kortyzolu, wywołuje efekt domina w postaci uwalniania się innych substancji chemicznych, które mogą prowadzić do chorób serca, nadwagi i depresji. Tak, jak w przypadku strachu, inne emocje i myśli sprawiają, że zachodzą procesy według takiego samego schematu, wywołując w naszym ciele choroby.

W trakcie mojej pracy odkryłam również, że choć emocje docierają do każdego zakamarka ciała, to mają one różny wpływ na organy w zależności od tego, co dzieje się w naszym życiu. Tutaj do gry wkracza intuicja.
Często jest tak, że kiedy nie jesteśmy świadomi stanu emocjonalnego w naszym własnym życiu lub życiu kogoś na kim nam zależy, to informacja, której potrzebujemy, przychodzi do nas dzięki intuicji. Posiadamy pięć fizycznych zmysłów, które mogą wywoływać w nas różne uczucia tj.: wzrok, słuch, dotyk, węch i smak. Mamy również pięć podobnych „intuicyjnych zmysłów”: jasnowidzenie (wzrok), jasnosłyszenie (słuch), jasnoczucie (dotyk), jasnowąchanie (węch), jasnosmakowanie (smak) – one mogą dostarczyć nam dodatkowych informacji. Na przykład, z niepokojem możesz przed swoimi oczami duszy zobaczyć obraz, przebłysk, ukazujący ci przyjaciela, który jest w niebezpieczeństwie. Możesz poczuć lęk, słysząc w swojej głowie dzwonek telefonu na pięć minut, zanim on faktycznie zadzwoni i osoba po drugiej stronie słuchawki oznajmi ci, że ktoś bliski twemu sercu zmarł. Możesz odczuć jakiś „nieprzyjemny smak w ustach” lub poczuć, że do twoich nozdrzy ‒ na chwilę przed tym nim ktoś zaproponuje ci niekorzystny układ ‒ dociera jakiś „podejrzany zapach”. Możesz też doświadczyć jakiegoś uczucia w swoim ciele np. w brzuchu lub w sercu, które będzie ostrzeżeniem zbliżającego się problemu w twoim związku.

Oprócz powszechnie pojmowanej przez nas intuicji pomagającej w sprawach kiedy brakuje nam informacji (tak jak ta intuicja, której słuchałam podczas kariery lekarskiej), należy wiedzieć, że nasze ciała mają również swoją wewnętrzną intuicję. Mimo iż wiedza ta często jest niejasna dla naszych umysłów, ciało podpowiada nam, kiedy w naszym życiu zachodzi brak równowagi.
Jeśli chcemy odzyskać pełnię zdrowia, musimy zwracać uwagę na wiadomości, które przekazują nam nasze ciała za pomocą intuicji. Aby w pełni zrozumieć, jaki brak równowagi w naszym życiu niekorzystnie wpływa na zdrowie, musimy również kierować się logiką i faktami. Tak jak rower potrzebuje dwóch napompowanych kół by jechać, tak samo my musimy równoważyć emocje i intuicję z logiką i faktami. Zarówno zbyt dużo logiki przy braku intuicji, jak i zbyt dużo intuicji bez logiki może spowodować katastrofę. W celu uzyskania zdrowia należy używać obu tych narzędzi. I o tym właśnie będziemy dyskutować skupiając się na czterech podejściach:

  • Uświadamianie sobie emocji własnych i emocji innych osób w naszym życiu, dostrzeganie ostrzeżeń, które docierają do nas z powodu strachu, gniewu i smutku.
  • Zrozumienie, jakie myśli towarzyszą uczuciom, które nieustannie kotłują się w naszych głowach.
  • Identyfikowanie symptomów niepokoju i lokalizowanie ich w naszych ciałach.
  • Dekodowanie intuicyjnych/emocjonalnych informacji dotyczących wzorców myślowych leżących u podłoża symptomów oraz zrozumienie, że każda choroba jest również po części wynikiem diety, genetyki, urazów i środowiska, w którym żyjemy.

Dzięki książce L. Hay i dr M. L. Schulz Możesz uzdrowić swoje ciało poznasz swoją moc, która uzdrowi Twoje ciało.

Opinia o książce „Autohipnoza Świadoma i Nieświadoma”

Autor: Dr Ryszard Król

Uważam, że dr Kaczorowski bez reszty poświęca się w swoich badaniach i eksperymentach nad fenomenem hipnozy i jej pokrewnych dziedzin. Jestem tym również. Zafascynowany

Dr Ryszard Król – lekarz medycyny, chirurg. Konsultant medyczny książki pt: „Autohipnoza Świadoma i Nieświadoma”, autorstwa dr Andrzeja Kaczorowskiego, wydawnictwa StudioAstropsychologii .
Wieloletni lekarz okrętowy na liniach oceanicznych. W długich rejsach był zdany tylko na swoje zdolności, umiejętności i wiedzę, która go nie zawiodła. Jako lekarz chirurg pracował w wielu szpitalach na salach operacyjnych, specjalistycznych ośrodkach zdrowia, pogotowiach ratunkowych, przy poważnych oraz śmiertelnych wypadkach niosąc pomoc innym.
Jego zaangażowanie w pracy lekarskiej przy zabiegach chirurgicznych mają duże znaczenie w dalszej pracy medycznej w połączeniu z medycyną niekonwencjonalną, akupunkturą, elektropunkturą, nie tylko z polskimi naukowcami, takimi jak profesor Garnuszewski. Jak również z japońskimi lekarzami w Peru, gdzie pracował i zdobywał wiedzę z zakresu medycyny wschodniej. Bardzo bliski jego kontakt i współpraca z Centrum Medycyny Naturalnej w Kijowie, a szczególnie z profesorem Janem Samosiukiem. Wspólnie z  dr Andrzejem Kaczorowskim uczestniczyli w różnych wykładach, badaniach i seminariach pod kierownictwem prof. Samosiuka, dziekana Katedry Medycyny Naturalnej - Instytutu Medycznego w Kijowie.
Na bazie autorskiej metody prof. Jana Samosiuka w latach dziewięćdziesiątych w Laboratorium Medycznym w Warszawie pod kierownictwem dr Tatiany Nikołajczuk prowadził wspólnie z dr Andrzejem Kaczorowskim, dr Zofią Górnicką – Kaczowską i dr Zbigniewem Gamratem terapię przeciwbólową na bazie „Farmaakupunktury”. W swojej praktyce lekarskiej opiera się na zasadach medycyny akademickiej, którą wspiera metodami naturalnymi: akupunkturą, laseropunkturą i elektropunkturą oraz metodami relaksacyjnymi psychoanalizy i autorskiej metody dr Kaczorowskiego „Imagoterapia.
W centrum Medycyny Naturalnej we Wrocławiu wykonuje zabiegi z zastosowaniem elektropunktury, laseropunktury oraz badania diagnostyki zdrowia z zastosowaniem badań komputerowych z wykorzystaniem wiedzy medycyny wschodu.
Uczestniczy wspólnie z dr. Kaczorowskim w seansach hipnoterapii i  imagoterapii oraz eksperymentach i badaniach zachowań człowieka w stanach odmiennych świadomości w tym hipnozie i autohipnozie. Jest również wykładowcą na kursach i szkoleniach dla lekarzy, psychologów i terapeutów prowadzonych przez dr. A. Kaczorowskiego.

Jego motto brzmi
„Podstawą zdrowia jest zdrowa energetyka i psychika człowieka”.

Oto jego opinia.
Jest to dla mnie szczególne wyróżnienie i satysfakcja mieć udział w książce dr. Andrzeja Kaczorowskiego, którego uważam nie tylko za swojego przyjaciela, ale również nietuzinkowego fachowca z dziedziny pracy psychologicznej z podświadomością. Bywam świadkiem i jestem obecny przy eksperymentach w pracy z podświadomością w hipnozie, przy jasnowidzeniu i diagnostykach stanu zdrowia pacjentów oraz w rozwiązywaniu problemów ludzkich, i innych spektakularnych eksperymentach.
Hipnoza i autohipnoza jest metodą, której różnorodne zastosowania prezentują nieograniczone wręcz możliwości wyzwolenia i wykorzystania potężnej energii ludzkiego umysłu. Hipnoza jak i autohipnoza pobudza wrodzony potencjał człowieka do poszukiwania twórczych rozwiązań istniejących problemów. W tym odmiennym stanie świadomości, każdy człowiek ma nieograniczony dostęp do swoich psychicznych zasobów. Hipnoza i autohipnoza jest wielkim dobrodziejstwem . Pozwala skoncentrować się na wewnętrznej rzeczywistości tego, kim się w istocie jest i tego czego oczekuje się od życia.

W książce:” Autohipnoza Świadoma i Nieświadoma” dr Kaczorowski wyjaśnia:
„- Hipnoza nie jest tożsama ze snem. Kiedy śpimy, jesteśmy w stanie nieświadomości, a nasz umysł odpoczywa. Podczas snu zarówno podświadomość, jak i świadomość są oporne na sugestie. Hipnoza raczej przypomina zawieszenie czynności życiowych. Ciało śpi, a umysł jest w pełni świadomy i gotów na przyjmowanie sugestii. Hipnoza daje głębokie uczucie rozluźnienia w każdym nerwie i mięśniu naszego ciała. Daje uczucie fizycznego komfortu i pełni szczęścia. Dla stanu hipnoidalnego albo lekkiej autohipnozy charakterystyczne jest odseparowanie się od napięcia i negatywizmu.”

Wg autorskiej metody Kaczorowskiego „Imagoterapii” terapeuta powinien nie bać się stanów duchowych jakie przeżywa pacjent, a wręcz przeciwnie wchodzić w centrum wyższej inteligencji którą nazywamy nadświadomością, bo to ona  obdarza nasze życie głębszym sensem.
W czasie moich seansów hipnoterapii, w których asystowałem dr Kaczorowskiemu doświadczałem ciekawych, a wręcz niesamowitych zachowań pacjentów, w których ujawniali ukryte myśli i swoje autodestrukcyjne zachowania.
Pamiętam seans z pacjentką 32 lata z depresją, która w rozmowie z terapeutą narzekała , że nikt dotychczas jej nie wyleczył z depresji i już straciła nadzieję na wyleczenie. Od pięciu lat odwiedza lekarzy, profesorów, uzdrowicieli, terapeutów, a jej stan ciągle się pogłębia.
Na moje pytanie: ”Czy Pani naprawdę chce być zdrowa'?”, ona i jej mąż wręcz oburzeni skomentowali to pytanie jako niepoważne. Od początku byłem pewny, że dr Kaczorowski poradzi sobie z tym przypadkiem, bo po kobiecie było widać, że to raczej jej problem życiowy. Po wprowadzeniu w trans hipnotyczny dr Kaczorowski wprost zapytał pacjentkę:
„Czy chcesz być zdrowa?”.
Odpowiedź: „Nie!”.
Pytanie: „Dlaczego?”.
Odpowiedź: „Bo jak byłam zdrowa, mąż mnie opuścił, odszedł do innej kobiety, rodzina mnie opuściła i nie mam celu życia.”.
Pytanie: „Ale przecież mąż jest z tobą i tobą się opiekuje. Zajmuje się domem.”
Odpowiedź: „Ale mi jest tak dobrze. „

I na tym należało zakończyć seans ponieważ pacjentka w stanie odmiennej świadomości wyraziła się jasno w czym jest jej problem tak długiego leczenia depresji.
Takich przypadków było bardzo dużo. Dlatego jestem przekonany do hipnoterapii i Imagoterapii Kaczorowskiego, której metody opisuje w książce: „Autohipnoza Świadoma i Nieświadoma”.

Treść książki pozwala nam poznać mechanizmy funkcjonowania podświadomości, świadomości i wzajemnych relacji między tymi stanami. Zagadnienie to potraktowane zostało niezwykle szczegółowo, wnikliwie, wszechstronnie przez dr. Kaczorowskiego.
W całości przychylam się do jej treści. Technika wdrażania w autohipnozę jest dokładnie przedstawiona. Sam ją stosuję słuchając nagrań autohipnozy Kaczorowskiego, jak również polecam je swoim pacjentom z różnymi dolegliwościami.
Rozluźnienie, relaks, odprężenie opanowanie tych stanów doprowadza do lepszych efektów autohipnozy. Im lepiej to robimy, tym lepsze są efekty autohipnozy. Autohipnoza wpływa nie tylko na nasz stan psychiczny, somatyczny jak również na nasze życie.
Polecam dokładnie przeczytać tę książkę i dobrze przemyśleć jak  stosować zalecenia relaksacji, wizualizacji, medytacji w autohipnozie.
Uważam, że dr Kaczorowski dzieli się bez reszty przebogatym doświadczeniem w zakresie hipnozy, hipnoterapii, Imagoterapii i autohipnozy.
A przedstawione przez niego techniki są sprawdzone, skuteczne i potrzebne dla każdego człowieka, bez względu na wiek, zawód, religię, filozofię czy też światopogląd.
Polecam ją nie tylko dla ludzi poszukujących rozwiązania swoich problemów życiowych, chorobowych czy tez w stanach depresji, bezsenności, nałogach, ale również osób, które chcą również wydobyć z siebie większy potencjał osobowościowy, intelektualny, sukcesu, bogactwa, satysfakcji i zadowolenia życiowego, finansowego, zawodowego, polityki i biznesu itp.

Zachęcam dr Andrzeja Kaczorowskiego do wydania następnych książek o tej tematyce. Jak wiem z naszych doświadczeń i badań nad fenomenem hipnozy i jej zastosowania w terapii pozostało jeszcze wiele materiałów, które powinny być opublikowane, ponieważ w dzisiejszych czasach istnieje społeczne zapotrzebowanie na te informacje, które są nazywane wiedzą tajemną.

Życzę czytelnikom autohipnotycznego transu świadomego w życiu osobistym oraz wspaniałej lektury transowej i słuchania nagrania CD „autohipnozy” dołączonego do książki.

Dr Ryszard Król Wrocław listopad 2011
Lekarz med. Chirurg
Horoskop Weroniki Wer na lipiec 2013

Autor: Weronika Wer

Autorką horoskopu jest Weronika Wer - doradca życiowy i duchowy, trenerka rozwoju osobistego, coach, arteteraputka, wizjonerka, wróżka, numerolog, runistka.

Weronika Wer:

  • Konsultacje indywidualne w zakresie miłości, biznesu, pracy, kariery, zdrowia
  • Prognozowanie przyszłości
  • Doradztwo życiowe i duchowe
  • Rozwój osobisty
  • Warsztaty, Szkolenia
  • Arteterapia
  • Analiza związków i relacji
  • Portrety numerologiczne i runiczne
  • Interpretacja snów
  • Talizmany, Amulety, Mandale

Kontakt:

tel. 666 205 751

gg. 33569487

[email protected]

Dodatkowe informacje na stronie:

www.weronikawer.bloog.pl

www.facebook.com/weronikawer


Baran 21.03 – 19.04

 

Pomimo wakacyjnej atmosfery, zachęcającej do wypoczynku i relaksu, przed Baranami, zapowiada się miesiąc pełen pracy, aktywności, ruchu i energii!  Będziesz teraz Baranie bardzo aktywny i zachłanny na życie! W lipcu, świat będzie kręcił się wokół Ciebie i Twoich dynamicznych działań. Okoliczności będą Ci sprzyjać i wręcz zachęcać do wzmożonej aktywności. Masz teraz dobry czas, by ruszyć pełną parą i zacząć realizować, nawet te najbardziej szalone i nieprawdopodobne pomysły i projekty. A ponieważ, będziesz pełen zapału i energii, to nie straszne Ci będą jakiekolwiek przeszkody czy trudności. Możesz liczyć na dużą poprawę finansów i spodziewać się dodatkowych, sporych przychodów. W sprawach zawodowych możesz liczyć na więcej nowych klientów, zleceń, duży ruch w interesie i sukces!

   

Byk 20.04 – 20.05

 

W lipcu, Byki w sferze relacji osobistych i sytuacji towarzyskich nie będą mogły narzekać na brak pozytywnych uczuć, spotkań i wydarzeń. Będziecie miały duży apetyt na miłość i gorące namiętne uczucia!

Byku, właśnie w tym miesiącu możesz spotkać tę właściwą, przyjazną duszę lub uzdrowić swój dotychczas istniejący związek. Przed Tobą świetny okres na zakochanie się lub dostrzeżenie i dopieszczanie swojego partnera i odświeżenie uczuć w Waszej relacji. Docenisz także swoich bliskich i przyjaciół, i będziesz okazywać im więcej uczuć, zrozumienia i tolerancji. Wolny czas w najbliższym okresie wakacyjnym, będziesz najchętniej spędzać tylko we dwoje, ze swoim ukochanym bądź ukochaną. Znacznie większej wagi nabierze dla Ciebie erotyka i seks!

   

Bliźnięta 21.05 – 21.06

 

Wakacje! Wakacje! W lipcu Bliźnięta powinny wreszcie zrobić sobie wolne i wyjechać na wakacje! 

Zatem Bliźniaku, czas wyruszyć w podróż! Przed Tobą bardzo korzystny i sprzyjający czas na wycieczki turystyczne i wakacyjne, wypoczynkowe wyjazdy. Bez względu na to, czy będą to dalsze podróże zagraniczne, czy też bliższe wyjazdy krajowe lub niedzielne wypady na działkę czy na wieś,  wszystko będzie układało się po Twojej myśli i przebiegało zgodnie z wyznaczonymi przez Ciebie wytycznymi i w zaplanowanych przez Ciebie terminach, bez zbędnych opóźnień i dodatkowych, niechcianych utrudnień. Zatem nie zwlekaj i wyjazd wakacyjny zaplanuj i zrealizuj w tym miesiącu! Przejrzyj oferty biur turystycznych i skorzystaj z promocji last minute! W miarę swoich możliwości, wybierz się na krótki czy dłuższy urlop lub choćby weekendowy wypad za miasto! 

   

Rak 22.06 – 22.07

 

Przed zazwyczaj i tak wrażliwymi Rakami, zapowiada się miesiąc pełen emocji, uczuć, zmiennych nastrojów, niestabilnych humorów i przysłowiowych much w nosie! 

Raku, lipiec upłynie Ci pod egidą niekontrolowanego, nadmiernego wyrażania uczuć i niekoniecznie chcianych odczuć, zdecydowanie psujących Twoje dobre samopoczucie. W najbliższym okresie do wielu spraw osobistych i tematów zawodowych, niepotrzebnie będziesz podchodzić zbyt emocjonalnie i z dużą, przesadną nadwrażliwością. Nie raz może okazać się, że nie do końca udaje Ci się panować nad swoimi emocjami i nastrojami, i że nie zawsze jesteś panem własnych uczuć. Niestety, niezbyt dobrze będziesz czuł się i funkcjonował na co dzień w takich nadmiernie uczuciowych, emocjonalnych klimatach. Zatem, by odzyskać spokój i równowagę wewnętrzną, przyjrzyj się sobie i swoim przesadnym zachowaniom i postaraj się znaleźć ich źródło i przyczyny. 

   

Lew 23.07 – 22.08

 

W lipcu, Lwy niestety mogą spodziewać się upierdliwych utrudnień i sporych problemów w pracy! 

Lwie, w tym miesiącu, możesz być mocno zaniepokojony i podenerwowany brakiem oczekiwanych efektów swoich dotychczasowych wysiłków i działań zawodowych. Jednak, zamiast w najbliższym okresie, na siłę forsować i realizować swoje plany i liczyć na wielkie osiągnięcia, poświęć ten czas na nadrabianie zaległości w pracy, poszukiwanie nowych pomysłów i inspiracji w tematach zawodowych oraz koncepcji na samych siebie i swoje życie. Być może będziesz musiał zmienić lub nieco nagiąć swoje stanowisko, coś poświęcić lub wręcz z czegoś zrezygnować. Przegrupuj siły i określ swoje nowe cele, kierunki i perspektywy na przyszłość. Ustal na nowo swoje priorytety! I pomimo porażek, nie zaniedbuj swoich codziennych obowiązków zawodowych, ponieważ teraz pracujesz na późniejsze sukcesy! 

     

Panna 23.08 – 22.09

 

Wakacyjny lipiec przyniesie Pannom wiele radości i przyjemności w życiu codziennym i zawodowym!

Panno, w tym miesiącu Twoje sprawy będą szły gładko i kończyły się po Twojej myśli, a wiele z nich zakończy się szybkim sukcesem. Będziesz teraz bardziej towarzyska i uśmiechnięta. Ciągnąć Cię będzie do ciekawych ludzi i zdarzeń kulturalnych. Nie straszne Ci będą tłumy i duże skupiska osób. Z dużą ochotą będziesz uczestniczyć w imprezach towarzyskich, festiwalach, koncertach i spontanicznych eskapadach wakacyjnych. Chętnie także wybierzesz się na rodzinny obiad lub na kolację do restauracji czy pubu ze znajomymi. Z dużym zapałem będziesz inicjować spotkania towarzyskie i przyjęcia z dobrym jedzeniem i wyskokowymi trunkami. Twoja radość i śmiech będzie zaraźliwy dla innych i wniesie dużo wesołości w życie Twoich znajomych i przyjaciół!

   

Waga 23.09 – 22.10

 

Wagi w lipcu mogą mocno odczuwać potrzebę wolności, swobody i niezależności, dlatego dotkliwie będą dokuczać im wszelkie ograniczenia, przepisy, formalności i zobowiązania! 

Te Wagi, które utknęły w ograniczających je strukturach, układach i znajomościach, postanowią uwolnić się raz na zawsze z tych sytuacji. W pracy Wago będziesz pełna nowych koncepcji i inspiracji i będziesz sypać, jak z rękawa, innowacyjnymi pomysłami na każdą okoliczność. W tym miesiącu łatwo i szybko będzie Ci przychodzić przyswajanie wiedzy, uczenie się języków obcych, zdawanie egzaminów, załatwianie spraw urzędowych i formalnych. Aby spożytkować swoje dodatkowe zasoby intelektualne wybierz się zatem na szkolenie zawodowe lub zapisz na kurs dokształcający lub języka obcego! 

   

Skorpion 23.10 – 21.11

 

W lipcu, u Skorpionów pewne sprawy i niesprzyjające im tematy wyjdą na światło dzienne i dadzą o sobie dobitnie znać, tym samym urozmaicając im życie i nieco psując święty spokój i dobre samopoczucie! 

W tym miesiącu przyjdzie Ci Skorpionie dość gorączkowo i na szybko szukać rozwiązań zadawnionych i zaległych problemów oraz bieżących, mocno spiętrzonych kłopotów. Taka sytuacja może wytworzyć presję, która niestety zaowocuje u Ciebie huśtawką nastrojów, osłabieniem Twojego optymizmu i brakiem równowagi psychicznej. W kwestiach i sprawach zawodowych, nawet przy Twoich zwiększonych nakładach pracy, wyniki mogą wydawać Ci się mierne i niezadowalające. Sprawy będą rozwijały się raczej nieharmonijne i niestabilnie, dlatego bardziej niż zwykle potrzebna Ci będzie wytrwałość, cierpliwość, dyscyplina i silna wola!

   

Strzelec 22.11 – 21.12

 

Okoliczności i wydarzenia w nadchodzącym miesiącu zmuszą Strzelce do uporządkowania swojego dotychczasowego życia uczuciowego i zawodowego!

Strzelcu, czas dokonać koniecznych, trudnych wyborów, przeprowadzić radykalne zmiany oraz poukładać i zaplanować sprawy na nowo! By w przyszłości zyskać, w lipcu sporo rzeczy będziesz musiał odpuścić, a nawet  niestety spisać na straty. Zresztą rzeczywistość nie pozostawi Ci zbyt wielkiego wyboru, jeśli sam nie podejmiesz ryzyka i nie zdecydujesz o pewnych sprawach, to  decyzje zapadną poza Tobą i nie będziesz miał zbyt dużego wpływu na dalszy rozwój wydarzeń. Zatem pozostaje Ci tylko zaakceptować taki stan rzeczy i pogodzić się ze swoją sytuacją. Teraz nie wszystko będzie Ci wydawać się dobre i korzystne, ale pewne zmiany i ich konsekwencje docenisz dopiero z perspektywy czasu! 

   

Koziorożec 22.12 – 19.01

 

Przetrwanie i przebrnięcie przez codzienny maraton czynności i obowiązków domowych i zawodowych, to dla Koziorożców główny cel i priorytet na lipiec! Koziorożcu, w tym miesiącu, rzeczywistość nie będzie Cię zanadto głaskać i rozpieszczać! Na pewno nie uda Ci się wykręcić od rutynowych, codziennych, wymagających wytrwałości i niekoniecznie lubianych zajęć, ani też uciec od załatwiania zaległych spraw i formalności urzędowych. Będziesz musiał uważniej skupić się na swoim zwyczajnym życiu powszednim i nastawić się na wykonywanie powierzonych Ci zadań i obowiązków. I raczej nie licz na jakiekolwiek ułatwienia, gratyfikacje od losu czy wsparcie innych. Więc zaciśnij zęby i sam  weź się ostro do pracy, by podołać wszystkim swoim zobowiązaniom i powinnościom!

     

Wodnik 20.01 – 18.02

 

W lipcu Wodniki w sprawach zawodowych i materialnych, mogą spodziewać się raczej stromych schodów do pokonania, niż sprzyjających okoliczności i wspaniałej prosperity! 

Wodniku, w tym miesiącu, niestety nie wszystko będzie układać się po Twojej myśli i według Twoich oczekiwań. Przed Tobą sporo trudności i przeszkód w pracy i w tematach zawodowych. Możesz spodziewać się  ciągłych spóźnień, opóźnień, przesunięć i stałego niedoczasu. Należy się spodziewać, że raczej nie będziesz przodować w kwestiach punktualności i zamykania spraw o czasie.  Pomimo sumiennego wykonywania swoich obowiązków i zleconych Ci zadań,  będziesz narzekać na brak odpowiednich wyników i spodziewanych rezultatów. Powinieneś więc uzbroić się w cierpliwość, elastycznie podejść do wydarzeń i planować swoje działania z dużym wyprzedzeniem! 

   

Ryby 19.02 – 20.03

 

Pomimo ciepłej, nastrajającej do radości wakacyjnej aury, Ryby mogą mieć nieco gorszy nastrój w tym miesiącu. Spowodować to głównie mogą niezbyt korzystne, trudne doświadczenia i sytuacje w ich sprawach osobistych.

Rybo, w lipcu będziesz głównie borykać się ze swoimi problemami uczuciowymi i usilnie szukać rozwiązań, jak zażegnać konflikty w związku. Może okazać się, że w najbliższym czasie okoliczności w Twoim życiu będą zdecydowanie sprzyjać zakończeniu jakiejś trudnej i niekorzystnej dla Ciebie relacji lub znajomości. Przemyśl więc dobrze, czy chcesz dalej inwestować w nierozwojowy, toksyczny związek, czy lepiej poszukać innego, nowego partnera. Pocieszenia, wsparcia i wskazówek możesz w tych trudnych sytuacjach i wyborach poszukać u przyjaciółki, terapeuty lub wróżki! 

   

Weronika Wer - doradca życiowy i duchowy, coach, trenerka ds. rozwoju osobistego i samoświadomości, arteterapeutka, wizjonerka, jasnowidz, numerolog, runistka, wróżka, malarka. Z wykształcenia humanistka, kulturoznawca, psychoterapeutka. Ezoteryką i parapsychologią interesuje i zajmuje się od ponad 20 lat. Współpracuje z mediami - jest twórczynią i redaktorką autorskiej audycji “Rozmowy z Weroniką” w radio Parada, prowadziła programy ezoteryczne w telewizji, pisze i publikuje horoskopy na Wirtualnej Polsce. Interesuje ją niezwykle złożona natura człowieka oraz mechanizmy i schematy zachowań ludzkich, dlatego od wielu lat pracuje z ludźmi. Prowadzi konsultacje indywidualne, warsztaty i kursy, prognozuje przyszłość, doradza w sprawach życiowych i tematach duchowych, wspomaga w rozwoju osobistym i wspiera w pracy nad sobą, interpretuje sny, tworzy amulety ochronne, talizmany i maluje mandale. W swojej pracy wykorzystuje intuicję, empatię, talenty jasnowidzenia, doświadczenie i wiedzę z zakresu numerologii, run, różnych technik dywinacyjnych, ezoteryki, astrologii, psychologii i psychoterapii. Prognozuje przyszłość i odkrywa tajniki przeznaczenia korzystając z daru jasnowidzenia i interpretując głównie runy w rozkładach indywidualnych i partnerskich oraz korzystając z numerologii - tworząc portrety numerologiczne i opierając się na cyklach numerologicznych. Uważa jednak, że nasz los i nasza przyszłość nie są zdeterminowane, a prognozowanie daje nam tylko pewne znaki i wytyczne na ścieżce naszego życia, pozostawiając każdemu własną wolę i wybór. W pracy skupia się na człowieku, poszukiwaniu przyczyn jego konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych i rozwiązywaniu jego problemów. Sądzi, że wszystko co nas spotyka jest nam potrzebne i rozwojowe, wszystkie nasze doświadczenia mają swoje uzasadnienie, a wszelkiego rodzaju problemy i porażki traktuje perspektywicznie, jako przyczynek do dalszego rozwoju.

Holopono – usuwanie szkodliwych przekonań

Autor: Munin

Według kahunów człowiek żyje na kilku poziomach: fizycznym, energetycznym, mentalnym. Zachowanie się energii w ciele opiera się na tym, co dzieje się ze sferą mentalną. Wskazuje na to zasada MAKIA - energia podąża za uwagą.
Dlatego tak istotne jest pozbywanie się szkodliwych, negatywnych przekonań. Dzięki temu energia może poruszać się naturalnie i podtrzymywać nasze zdrowie, nasze powodzenie. Istnieje wiele sposobów na to, by pozbywać się negatywnych przekonań. Tu przedstawię opisany przez Kalę Kos i Johna Selby'ego w książce pt. "Moc aloha, wiedza huny". Można zapisywać cały proces na kartce, w notatniku komputerowym w postaci czterech kroków, co bardzo pomaga. Najpierw formułujemy nasze przekonanie. Np. uzupełniamy zdanie: "pieniądze ... (np. denerwują mnie), ponieważ ... (np. ciągle mam ich za mało)".
Następnie zapytujemy czy to przekonanie jest prawdą. Innymi słowy czy rzeczywiście pieniądze denerwują mnie dlatego, że mam ich za mało? Czy naprawdę to, że mam ich za mało jest powodem mojego zdenerwowania?
Potem zapytujemy się samych siebie: kim byłabym/byłbym bez tego tego przekonania?
I w końcu przeformułowujemy zdanie na odnoszące się do nas: "denerwuję się myślami o pieniądzach, ponieważ uważam, że ciągle mam ich za mało".
Nad każdą kwestią należy chwilę pomedytować z zamkniętymi oczami, by odszukać doświadczenie wewnętrzne. Także gdy chcemy sformułować przekonanie kierujemy się do wnętrza. Holopono jest praktyką szamańską, wymagającą kontaktu z zewnętrzną mocą i mądrością ducha.
To tylko przykład. Można pracować w podany sposób z wieloma przekonaniami, odnoszącymi się do takich dziedzin, jak pieniądze, miłość, zdrowie, rodzina, duchowa ścieżka (rozwój osobisty).
Holopono to bardzo istotna praktyka i może ona gruntownie odmienić nasze życie. Otwiera nas na wszelkie pozytywne zmiany, które hamowane są przez nasz szkodliwy system przekonań.

Przykłady:

  • Pieniądze blokują mnie, ponieważ nie wiem jak skutecznie i dużo ich zarabiać
  • Czy to przekonanie jest prawdą?
  • Kim byłbym bez tego przekonania?
  • Blokuję się pieniędzmi, ponieważ uważam, że nie wiem jak skutecznie i dużo ich zarabiać
  • Pieniądze mnie denerwują, ponieważ ciężko się je zarabia
  • Czy to przekonanie jest prawdą?
  • Kim byłbym bez tego przekonania?
  • Denerwuję się pieniędzmi, ponieważ uważam, że ciężko się je zarabia

Możesz wykonywać holopono tyle razy, ile zapragniesz. Sprawdź tę technikę i samodzielnie przekonaj się czy warto ją stosować.

Munin - sesje uzdrawiania i jasnowidzenia metodami huny na dystans: www.muninszaman.blogspot.com

Zaklęcie odwróconej świecy

Autor: Jason Miller

Praktyka palenia świec „do góry nogami” jest często wykorzystywana w rzucaniu klątw, ale może znaleźć również zastosowanie w ich odwracaniu i odsyłaniu nadawcy. Będziesz potrzebował czarnej świecy, puszki pełnej brudu i sproszkowanych muszli kraba. Weź świecę, zapal ją i umieść w świeczniku. Tak jak poprzednio musisz postarać się złapać częstotliwość nadawcy klątwy, jednak tym razem musisz to robić, koncentrując się na świecy. Świeca teraz utożsamia pierwotne przekleństwo. Gdy twój umysł stanowczo chwyci się klątwy, weź świecę w dłoń i odwróć tak, by wosk skapywał do puszki wypełnionej brudem i proszkiem z muszli. Możesz rzucić to zaklęcie także bez wykorzystania muszli kraba, ale on, z racji tego, że porusza się do tyłu, stanowi dodatkowy element symbolizujący odwrócenie. Po tym, jak świeca się dość mocno wypali odłam jej końcówkę, ukazując tkwiący w tym przedmiocie knot. Zapal znowu świecę i odstaw na świecznik. Jak tylko to zrobisz, wypowiedz następujące oskarżenie:

Twoja sztuczka została odwrócona
Twoje przekleństwo zostało zwrócone
Siłą, ogniem i niezłomnością woli
Sam stań się ofiarą choroby, którą zesłałeś.

Wszystkie te działania powinieneś podejmować, będąc w stanie słusznego gniewu. Dotyczy to szczególnie momentów rytuału, podczas których pracujesz ze świecą. Pozwól się jej następnie wypalić. Po wykonaniu rytuału możesz zanieść jego pozostałości do mieszkania przeciwnika lub też pozbyć się ich, wrzucając je do jakiegoś strumienia bądź rzeki.

Więcej rytuałów znajdziesz w książce Podręcznik magii ochronnej i cofania uroków.

Jak być zdrowym i szczupłym w każdym wieku?

Autor: Dr Zofia Górnicka-Kaczorowska

Znamy dwa piękne przysłowia: “Jedzenie jest lekarstwem, a lek pożywieniem” oraz “Śniadanie jedz jak cesarz, obiad jak szlachcic, a kolację jak żebrak”. Czy tak postępując uzyskamy zdrową szczupłą sylwetkę? Z tym pytaniem zwróciliśmy się do dr Zofii Górnickiej-Kaczorowskiej lekarza med.. Ogólnej, specjalistę homeopatii i irydologii.

Ażeby zachować dobre zdrowie i prawidłową sylwetkę musimy zastosować odpowiednią dietę. Ogromny związek jest między tym co jemy i jak się czujemy. Osobom biorącym się za odchudzanie nie sprawia na ogół znalezienie sposobu na pozbycie się znacznej liczby kilogramów. Ważne jest utrzymanie stałej wagi. Dlaczego ludziom tak trudno utrzymać stałą wagę?

Prawidłową wagę trzeba potraktować jako stan stałej równowagi, który uzyskamy stabilizując psychiczną i fizyczną równowagę ciała i ducha, usuwając problemy zdrowotne i przywracając ustabilizowany stan psychiczny. Podstawową przyczyną zwiększonej wagi ciała jest nadmierne, obfite jedzenie nieprawidłowych posiłków, różnego rodzaju schorzenia dziedziczne, pozostałości po przebytych schorzeniach hormonalnych i nieprawidłowy metabolizm nabyty z powodu bardzo różnorodnych powikłań chorobowych, podatnych na leczenie. Wiadomo, że czynnikiem wzmacniającym decyzję pacjenta o powrocie do zdrowia jest odmłodzenie, rewitalizacja i w związku z tym przedłużenie życia. Otyłość powinna być bezwzględnie leczona, ponieważ może doprowadzić do zwiększenia dolegliwości chorobowych, nasilenia chorób układu kostno-stawowego, naczyniowo-krążeniowego, sprowokować wystąpienie w sprzyjających okolicznościach cukrzycy itp.

Odpowiedni wygląd ma bardzo istotne znaczenie przy przyjęciu do pracy. Przyjmujący zawracają uwagę na ogólne warunki wyglądu, bo szczupła sylwetka przyciąga zdrowym wyglądem współpracowników oraz osób przychodzących do instytucji. Szczupłość świadczy o dbałości o zdrowie oraz wytrzymałości fizycznej i psychicznej, właściwy wygląd człowieka ma znaczenie społeczne i często decyduje o znalezieniu odpowiedniego partnera, pracy, kontaktów z przyjaciółmi itd. Szczupłość świadczy o dbałości o zdrowie. W jaki sposób zabieramy się do leczenia? Jako lekarz zajmujący się komplementarnym sposobem podejściem do zdrowia, rozpoczynam od długiego, dokładnego wywiadu, badania fizykalnego znaków na twarzy, tęczówki oka, ciśnienia krwi, wydolności fizycznej.

Bardzo istotny jest stan psychiczny pacjenta, jego reakcja na stres, skłonności depresyjne, sposób reakcji na zadawane pytania, szczególnie intymne. Wywiad taki zwraca uwagę na język ciała i sposób mówienia chorego. Bardzo ważne jest obserwowanie zachowania chorego, jego wyglądu, wyrazu twarzy itd. W wywiadzie homeopatycznym musimy zwrócić uwagę na to, czy pacjent jest nam w stanie odpowiedzieć na każde pytanie nawet bardzo intymne. Dlatego ja osobiście przed pierwszym wywiadem, albo w trakcie wywiadu proponuję pacjentowi przejście seansu hipnoterapeutycznego, który pozwoli na usunięcie bardzo wielu przyczyn powstania dolegliwości (ok. 70%), a także otworzy pacjenta na dalsze zadawanie sprecyzowanych pytań i przyśpieszy podjęcie decyzji dotyczącej dalszego postępowania mającego za zadanie poprawę stanu zdrowia pacjenta. Po wywiadzie następuje badanie fizykalne lekarskie poszerzone o diagnostykę medycyny komplementarnej w której uwzględnia się irydodiagnostykę, badanie wg zasad medycyny chińskiej oraz przeglądnięcie wszystkich badań, które pacjent wykonał wg medycyny akademickiej. Jeżeli widzę, że nie ma badań, które są konieczne wysyłam go na dodatkowe badania. Ważne też jest prześledzenie wszystkich leków, które pacjent zażywał i zażywa obecnie. Nigdy nie odstawiam mu leków zleconych przez lekarza prowadzącego. Jeżeli uważam, że można byłoby zmodyfikować leczenie, proponuje pacjentowi udanie się do go specjalisty celem weryfikacji leczenia. Często bowiem się zdarza, że pacjent zażywa leki od wielu specjalistów, które nie zawsze są jemu konieczne.

Obecnie z powodu zanieczyszczenia środowiska trzeba zmodyfikować początkową dietę pacjentowi, a nawet zaproponować w zależności od sytuacji post. Leczenie rozpoczynamy od zastosowania preparatów drenujących. Preparaty drenujące stosuje się od 2 do 3 tygodni, nie zapominając o tym, że jednocześnie bardzo istotne jest stosowanie hipnozy oraz jeżeli to możliwe fizykoterapii. Później trzeba chorego nauczyć zdrowo się odżywiać. Dieta dla niego nie powinna być koniecznością, ale przyjemnością i dostosowana do jego konstytucji. Nie będę się rozpisywać na temat diety, jest to inny temat, ale trzeba wiedzieć, że homeopatia ma za zadanie nie leczyć otyłości, ale doprowadzając pacjenta do odpowiedniego stanu zdrowia spowodować naturalny spadek wagi, odpowiedni do konstytucji i wieku pacjenta oraz dać mu szansę na to by w każdym wieku był zdrowy i szczupły. Stosując u pacjenta po etapie drenażu lek konstytucyjny odpowiednio dobrany dajemy mu ogromną szansę na to by przestrzegając: zalecaną dietę, stosowania hipnoterapii i słuchania nagrań autohipnozy lub relaksacyjnych nie dopuszczał do powrotu nadwagi i czuł się silny, pewny siebie i potrzebny sobie, rodzinie, społeczeństwu.

W homeopatii nie ma leków na nadwagę. Każdy lek homeopatyczny typu konstytucjonalnego podaje się indywidualnie.

Jeszcze raz podkreślam, że najważniejsze jest połączenie tego leczenia z hipnoterapią ponieważ od stanu psychicznego zależy powodzenie terapii. Wtedy możemy mieć pewność, że zdrowie i dobrą kondycję fizyczną zachowamy na długie lata.

Dr Zofia Górnicka-Kaczorowska
Lek. Medycyny ogólnej
Homeopata, irydolog.

www.irydolog.info , mail. [email protected]

Artykuł ukazał się w Miesięczniku Medycznym Nr 4/07 – kwiecień 2007r

Toast za śródziemnomorski styl życia

Autor: Cal Orey

Ostatnie dane dotyczące diety z regionu Morza Śródziemnomorskiego pokazują najniższy odnotowany wskaźnik występowania chorób chronicznych i najdłuższą przewidywaną długość życia. Według zespołu doradców do spraw żywienia firmy Oldways, która wychwala tradycyjną piramidę żywieniową regionów śródziemnomorskich, dane te ujawniły wzorzec przedstawiony na liście znajdującej się poniżej.

Poniżej dziesięć strategii dotyczących diety i stylu życia, które pomogą pokonać ci związane z wiekiem choroby i dodać zdrowszych, szczęśliwszych lat do twego życia.

  • Wybieraj pożywienie, które w obfitości oferują rośliny, wliczając owoce i warzywa, ziemniaki, chleb i zboża, fasole, orzechy i nasiona. (Ocet wzmocni smak tych potraw, tak że będziesz pewien, iż zjadłeś je w obfitości).
  • Zwróć uwagę na różnorodność potraw i jak najmniejsze ich przetworzenie. Ilekroć to możliwe, jedz sezonowe, świeże, lokalnie występujące owoce i warzywa, które często zawierają o wiele więcej pierwiastków śladowych i przeciwutleniaczy.
  • Niech oliwa z oliwek będzie twoim głównym źródłem tłuszczu. Zastępuj nią inne tłuszcze i oleje (np. masło i margarynę).
  • Upewnij się, że od 25 do 35 procent spożywanych kalorii w twojej diecie pochodzi z tłuszczów, przy czym ilość tłuszczów nasyconych nie przekracza 8 procent.
  • Codziennie zjadaj niewielkie ilości sera i jogurtu (wybieraj niskotłuszczowe lub odtłuszczone wersje tych produktów).
  • Każdego tygodnia konsumuj również niewielkie ilości ryb i drobiu. Ostatnie badania sugerują, iż ryby powinny być nieco bardziej preferowane niż drób. Ustal sobie, że w ciągu tygodnia zjesz też nie więcej niż cztery jajka (wliczając także te, których używasz do gotowania czy pieczenia).
  • Niech świeże owoce staną się twoim typowym deserem.
  • Spożywaj czerwone mięso tylko kilka razy w miesiącu. Ostatnio przeprowadzone badania sugerują, że jeśli je się czerwone mięso, powinno się ograniczyć jego ilość maksymalnie do 340-450 g miesięcznie. Zaleca się jeść chude mięso.
  • Zwiększ ilość ćwiczeń, by utrzymać idealną wagę, kondycję i dobre samopoczucie.
  • Spożywaj wino w niewielkich ilościach, wraz z posiłkami. Mężczyźni powinni ograniczyć się do jednej – dwóch lampek wina dziennie, kobiety zaś do jednej. Wino powinno się uwzględniać opcjonalnie.

Teraz, gdy już „wyłożyliśmy” dietę śródziemnomorską na stół, posłuchajmy człowieka, który wykorzystuje ją dla siebie, a także dla swoich sławnych klientów.

ODROBINA OCTU ORAZ...

Joe DiAngelo, trener osobisty wielkich sław mieszkających w Nowym Jorku przysięga, iż to właśnie dzięki diecie śródziemnomorskiej odniósł niesamowite rezultaty.

„Jestem facetem z Europy, urodziłem się i wychowałem w europejskim rejonie Morza Śródziemnego. Nasza dieta różni się od diety rozpowszechnionej w USA, czy w Europie Północnej. W wielu krajach europejskich tylko nieliczni mają nadwagę. Europejczycy mają dostęp do bardzo wielu zdrowych pokarmów. W rejonie Morza Śródziemnego jadamy całą masę owoców, warzyw, świeżych ryb, chudego mięsa i oliwy z oliwek. Badania dowodzą, iż tego typu dieta może dawać w rezultacie długie, zdrowe życie”.

DiAngelo oferuje kilka wskazówek dotyczących tego, jak jeść w zdrowym śródziemnomorskim stylu:

  • Poświęć trochę czasu na śniadanie. Nie jedz go w pośpiechu, jadąc do pracy. Zrelaksuj się i przeznacz sobie na jedzenie 30 minut – zasługujesz na to. Zjedz owsiankę, sałatkę owocową i jogurt.
  • Obiad powinien być największym posiłkiem w ciągu dnia. Amerykanie robią duży błąd, gdy jedzą obfitą kolację po powrocie do domu. Nie kolego – twój metabolizm zwalnia o 19:00. Kolacja powinna zawierać niewielką ilość kalorii oraz węglowodanów. Taka idealna kolacja składałaby się z sałatki z grillowanym kurczakiem z dodatkiem włoskiego dressingu oraz kieliszka czerwonego wina. Naukowcy twierdzą, że kieliszek czerwonego wina może zapewnić więcej niż tylko chwilę przyjemności, bo również ochronę przed chorobami serca. Naukowcy od dawna zastanawiali się, dlaczego Francuzi tak rzadko zapadają na choroby serca, pomimo że ich dieta zwykle zawiera wiele produktów bogatych w tłuszcz zapychający arterie. Inne badania dowodzą, że picie czerwonego wina może podnieść poziom dobrego cholesterolu HDL. (Jeśli nie pijesz alkoholu, koniecznie włącz do swojej diety czerwony ocet winny, a uzyskasz takie same efekty).
  • Nie jedz kolacji po godzinie 19. Jeśli odczuwasz głód, zjedz owoc lub orzechy.
  • Unikaj restauracji typu fast food. My, Europejczycy celebrujemy lato. Dobry Bóg daje nam tak wiele owoców i warzyw. Wykorzystaj to. Idź na lokalny bazar i kup świeże, organiczne warzywa.
  • Przyrządź grillowane warzywa: paprykę, pieczarki, bakłażany, pomidory, cebulę, cukinię i kalafiory.
  • Zjadaj tony sałaty! Unikaj ciężkich dressingów. Jako sosu używaj oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia i naturalnego octu jabłkowego.
  • Gotuj wszystko z użyciem oliwy z oliwek extra virgin. O zdrowotnych i leczniczych korzyściach płynących ze spożywania oliwy z oliwek po raz pierwszy wspominał już Hipokrates – ojciec medycyny. Nigdy nie smaż jedzenia. Mimo iż tradycyjna dieta śródziemnomorska dostarcza tłuszczu w obfitości, ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego jest znacznie niższe. Oliwa z oliwek zawierająca wyłącznie jednonasycone kwasy tłuszczowe nie powoduje wzrostu cholesterolu, tak jak tłuszcze nasycone. Ponadto oliwa z oliwek jest również dobrym źródłem przeciwutleniaczy.
  • Jedz ryby. Mieszkańcy regionu Morza Śródziemnomorskiego kochają ryby. Mój Boże, przecież nie ma nic wspanialszego niż grillowana ryba z dobrym włoskim winem. Moją ulubioną potrawą jest grillowana kałamarnica. Olej rybny pomoże ci obniżyć wagę i zapobiec chorobom serca.
  • Unikaj stresu. Stres spowalnia metabolizm i sprawia, że chce się więcej jeść. Więcej stresu równa się większej ilości tłuszczu zgromadzonego w ciele.
  • Mieszkańcy krajów śródziemnomorskich włączają aktywność fizyczną do swego codziennego stylu życia – spacery, pływanie, koszykówka. Pamiętaj, by się regularnie gimnastykować.
  • Jedz jak najmniej przetworzone jedzenie. Dieta śródziemnomorska kładzie nacisk na świeże owoce i warzywa, chrupiący chleb, pełne ziarna, bazuje na oliwie z oliwek. W rzeczywistości oparta jest ona na kuchni wielu krajów – włączając Hiszpanię, południową Francję, Włochy, Grecję, Kretę i część Środkowego Wschodu. Teraz już wiesz dlaczego mieszkańcy tej części świata rzadziej chorują na nowotwory oraz choroby układu sercowo-naczyniowego i nie są otyli, co jest o wiele bardziej powszechne w innych częściach Europy, a także w obu Amerykach. I nie chodzi tu tylko o oliwę z oliwek, moi drodzy”.

Tak więc teraz już wiesz, co potrafi zdziałać dieta śródziemnomorska.

A o dobroczynnym działaniu różnego rodzaju octów czytaj w książce Cal Orey Uzdrawiająca moc octu.

Oczyszczanie i kąpiele ochronne

Autor: Jason Miller

Duchowe kąpiele są jedną z najstarszych magicznych praktyk na świecie. Od niepamiętnych czasów wierzono, że kąpiel może oczyścić nie tylko ciało, a czystość wody w połączeniu z odpowiednimi ziołami, minerałami i olejkami, może przynieść bardzo dobre rezultaty. Dowody na ich istnienie znajdujemy już w pradawnym sumeryjskim hymnie do Nanny, a ich elementy możemy dostrzegać wszędzie – zarówno wśród obecnych baptystów, jak i w leczniczych Spa. Na całym świecie są miejsca posądzane o lecznicze właściwości odbywanych w nich kąpieli: Ganges w okolicy Waranasi, wodospad Saut d’Eau na Haiti oraz basen na dziedzińcu Króla Artura w Glastonbury.

Podczas gdy duża część zachodnich adeptów magii bagatelizuje znaczenie kąpieli i oczyszczania, preferując praktyki oparte na energii, takie jak rytuały odpędzenia i tarcze, magiczna kąpiel jest jedną z ważniejszych metod przenoszenia magii w świat fizyczny i daje łatwo zauważalne rezultaty. Nie ma lepszego sposobu na oczyszczenie się z negatywnych oddziaływań. Zawsze rekomenduję kąpiel rytualną jako doskonały sposób na wsparcie siebie w walce ze sprawiającymi problemy siłami.

Pierwszym warunkiem niezbędnym do wykonania rytualnej kąpieli jest woda. Gdybyś chciał opierać się w stu procentach na tradycji, powinieneś użyć wody z naturalnego źródła, jak krynica, jezioro lub zebrana podczas burzy deszczówka. Jeśli mieszkasz blisko jeziora lub rzeki, które mogą być znakomitymi źródłami wody, tym lepiej dla ciebie. Muszę się przyznać, że osobiście korzystam, podobnie jak i większość moich klientów, z wody bieżącej. Znacznie lepiej bowiem jest skorzystać z kranówki, niż w ogóle nie wziąć kąpieli! Po tym, jak już zaopatrzysz się w niezbędną do kąpieli wodę, powinieneś dowiedzieć się, co do niej chciałbyś dodać. Przepisy zwykle wspominają o trzech lub więcej składnikach przy założeniu, że będzie ich nieparzysta liczba. Dodatki do kąpieli mogą być minerałami, ziołami lub też mogą mieć pochodzenie zwierzęce. W ten sposób definiują one naturalne pochodzenie idei kąpieli. Istnieją kąpielowe recepty na wszystko, od pozyskiwania pieniędzy po miłość. Są przepisy idealne na wpływanie na osoby z twojego otoczenia, jak i te służące odwracaniu nałożonych klątw i cofaniu negatywnych wpływów. Tutaj zajmiemy się tym ostatnim typem. Poniżej znajdziesz trzy przepisy, z których możesz z łatwością skorzystać. (Proszę mieć na uwadze, że formuły są przeznaczone do stosowania wyłącznie przez dorosłe osoby, a każda z nich powinna zadbać o ochronę wrażliwych części ciała).

Ochrona
Składnikami dobrej kąpieli ochronnej są sól, amoniak i ocet winny. Należy dodać równą ilość soli i octu, na przykład po pół szklanki każdego z nich. Amoniaku powinniśmy dodać bardzo małą ilość – wystarczy łyżeczka na minimum osiem litrów wody. Należy przy tym pamiętać, że amoniak jest substancją toksyczną i nie wolno go wdychać. Jest on jednocześnie tak silnym środkiem czyszczącym, że usuwa nie tylko negatywne oddziaływania, ale również neutralne i pozytywne.

Oczyszczenie
Kora dębu białego, cynamon oraz sosnowe igły tworzą przepis, którego lubię używać do oczyszczania się z klątw i negatywnych oddziaływań. Kąpiel Hizopa jest oparta na tradycji i użyteczna również przeciwko złu, które przynieśliśmy w sobie. Ilość poszczególnych składników jest w tym przypadku dowolna.

Odwracanie krzywd
Liście eukaliptusa, czerwony pieprz i ruta. Te składniki pozwolą na odesłanie krzywd do ich nadawcy. Kąpiel ta może być wykorzystana razem z zaklęciami. Należy dodać pół szklanki ruty i tyle samo liści eukaliptusa, a następnie dorzucić szczyptę czerwonego pieprzu.

Powyższe trzy przepisy na kąpiel są zaledwie przykładami nieskończonej ilości kombinacji, które możemy znaleźć w tradycyjnych formułach służących ochronie i magicznej odpowiedzi na negatywne zaklęcia.

Właściwy czas jest kolejnym czynnikiem decydującym o skuteczności kąpieli. Najczęściej kąpiele powinno się wykonywać tuż przed świtem, ponieważ w takim przypadku wschodzące słońce będzie twoim dodatkowym sprzymierzeńcem. Jeśli wiesz, że będziesz musiał skonfrontować się z kimś, kto działa na twoją niekorzyść, lub też gdy udajesz się do miejsca przesiąkniętego negatywnymi oddziaływaniami, bardzo dobrym pomysłem jest wcześniejsze wzięcie oczyszczającej kąpieli. Jeśli z kolei symptomy ataku pojawiają się w nocy, dużo lepiej jest wziąć kąpiel tuż przed snem. Kieruj się również fazami Księżyca (Księżyc ubywający wspomaga ruszenie z miejsca, a przybywający,
ledwo widoczny sierp Księżyca, wzmaga przyciąganie) oraz planetarnymi dniami tygodnia przy wyborze optymalnego terminu kąpieli. Jeśli jednak czujesz, że właśnie w tej chwili ktoś przypuszcza na ciebie atak, znacznie lepiej jest od razu zadziałać i skorzystać z kąpieli, niż czekać na lepszy termin lub fazę Księżyca. Pozwól swoim własnym zmysłom i przeczuciom wskazać ci właściwy moment.

Muszę w tym momencie wspomnieć, że kąpiel rytualna nie ma na celu oczyszczenia twojego ciała. Nie powinieneś się w niej koncentrować na mydleniu ciała lub nakładaniu szamponu na włosy, ale na rytuale. Sposób, w jaki będziesz się mył podczas kąpieli rytualnej jest bardzo ważny. Myj się dokładnie, rozpoczynając od stóp a kończąc na głowie, by przyciągnąć do siebie różne rzeczy. Jeśli zaczniesz od głowy, a skończysz na stopach, będziesz odpychał od siebie energie. Moczenie się w kąpieli z kolei ukoi pojawiające się symptomy. Podczas kąpieli dobrze jest wypowiadać określone słowa lub modlitwy. Dla przykładu w hoodoo, podobnie jak i w magii Salomona, podczas kąpieli powinny być czytane poszczególne psalmy. Psalm dwudziesty trzeci jest idealny w celu uzyskania ochrony, a pięćdziesiąty pierwszy pomaga w oczyszczeniu. Poganie mogą recytować ochronne inkantacje z Papyri Graecae Magicae. Twoje własne słowa będą jednak równie dobre, a nawet lepsze, niż teksty znalezione w uświęconych pismach. Możesz więc swobodnie dobierać swoje własne formuły do wykorzystania w kąpieli czynionej w konkretnym celu.

Poniżej znajdziesz inkantację przywołującą Hekate i Heliosa. Doskonale pasuje ona również do innych rytuałów przedstawionych w tej książce:

Chwała ci, Hekate stojąca u progu
Chwała ci, najpotężniejszy Heliosie
Połóżcie na mnie swoje dłonie w celu błogosławieństwa
Wygońcie chorobę i zło z moich kończyn.
Niechaj ta woda odrzuci ode mnie moich przeciwników
I rzuci ich w odmęty czterech rzek Hadesu
Niechaj cztery wiatry uniosą ich daleko ode mnie
A mi pozwólcie stać w waszym jaśniejącym świetle po wsze czasy
Pomóżcie mi też nigdy nie zbaczać z mojej ścieżki.
Chwała ci, Hekate stojąca u progu
Chwała ci, najpotężniejszy Heliosie.

W dawnych czasach, zanim powszechna stała się domowa kanalizacja, ludzie myli się w miskach, a następnie wylewali wodę wraz z nieczystościami na podwórze. Innym tradycyjnym elementem duchowej kąpieli wziętej o świcie było wylewanie wody w kierunku wschodzącego słońca. Uznawano to za ostateczne rozprawienie się z wszelką nieczystością zmytą podczas kąpieli. W dzisiejszych czasach zrozumiałe jest, że większość osób, by pozbyć się wody po kąpieli raczej ją spuści do kanalizacji, niż wyniesie na zewnątrz. Sam tak często robię, ale zdarza mi się również umyć się w misce i wylać wodę na zewnątrz, tak jak sugeruje tradycja. Jeśli biorę kąpiel rytualną dedykowaną jakiejś wyjątkowo ważnej dla mnie kwestii, robię ją w tradycyjny sposób. Zachęcam cię do skorzystania z obydwu sposobów i sprawdzenia, czy dostrzegasz jakąś różnicę.

Więcej na temat innych praktycznych rytuałów przeczytasz w książce Podręcznik magii ochronnej i cofania uroków Jasona Millera.

Recenzja: Reinkarnacja i hipnoza w terapii

Autor: Dr Tadeusz Niedźwiadek

Recenzja i opinia na temat książki dr Andrzeja Kaczorowskiego Wydawnictwa Astropsychologii pt. Reinkarnacja i hipnoza w terapii.

Dr Tadeusz Niedźwiadek, lekarz med og. wieloletni, emerytowany dyrektor ośrodków medycznych, praktyk i nauczyciel, podjął się konsultacji medycznej książki pt. „Reinkarnacja i hipnoza w terapii” i przedstawia swój komentarz na jej temat:.

„Trzecia pozycja wydawnicza dr Andrzeja Kaczorowskiego stanowi ważne uzupełnienie poprzednich pozycji. Mam wielką nadzieją, że nie jest to ostatnie słowo Autora”.

Kolejna pozycja wydawnicza dr Andrzeja Kaczorowskiego udowadnia, że to co wydaje się niemożliwe do osiągnięcia w dziedzinie intelektu jest osiągalne w dziedzinie irracjonalnej. Autor kolejnej książki udowadnia, że nasza pamięć nie jest jakimś zwykłym, sztywnym zbiorem danych, jak to jest w komputerze, lecz pewnym systemem, pozostającym w ciągłym ruchu.



Dr. Tadeusz Niedźwiadek – lekarz medycyny ogólnej – nauczyciel akademicki.
Wieloletni nauczyciel Szkół Medycznych, były asystent Katedry i Zakładu Higieny Akademii Medycznej, nauczyciel Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Edukacji TWP, autor programu: „Uzależnienia”. Wieloletni autor programu: „Szlachetne Zdrowie” w Telewizji kablowej „Telka”. Z-ca red. Nacz. „Biuletynu: Oświata zdrowotna” WSSE we Wrocławiu. Wieloletni doradca młodzieżowego telefonu zaufania: AIDS i narkomania.

Przez wiele lat asystował przy dr. Kaczorowskim, szczególnie przy problemach nałogów alkoholi i narkotyków. W gabinecie hipnozy w Poliklinice MSW we Wrocławiu ściśle uczestniczył w seansach osób po wypadkach, tragediach życiowych. Do dziś bierze czynny udział w seansach doświadczeń z inną rzeczywistością, gdzie pacjenci opowiadają o wpływie wizji istot duchowych, bytów na ich życie. Te badania są przeprowadzane w obecności również psychologów. Będą one przedmiotem relacji – opisów w następnej książce o innej rzeczywistości, która jest w przygotowaniu.

Recenzja i opinia dr Tadeusza Niedżwiadka

Jestem niezmiernie zadowolony zaszczycony z możliwości uczestniczenia na żywo w seansach hipnoterapii w Gabinecie dr Andrzeja Kaczorowskiego. A tym bardziej cieszę się z propozycji podjęcia się konsultacji medycznej tej nietypowej i kontrowersyjnej książki o reinkarnacji w terapii. W mojej pracy zawodowej miałem wiele możliwości obserwować pacjentów podczas wywiadów medycznych i opisach ich zwierzeń, odczuć płynących z obszarów nieświadomości, które dopiero po latach praktyki medycznej w połączeniu z z praktyką dr Kaczorowskiego mogę szerzej zrozumieć, czym jest nasza nieświadomość i uśpione jej obszary.
Do których można dotrzeć jedynie za pomocą hipnoterapii i stanów odmiennej świadomości. Hipnoza daje niezwykłe możliwości, pozwala przecisnąć się do psychiki człowieka, daje możliwość spojrzenia w głąb siebie, poczucia tego, co tak naprawdę w nas siedzi, co nami kieruje, a przykre wydarzenie z przeszłości pozwala wymazać z naszej świadomości. Moje obserwacje pracy A. Kaczorowskiego i poznanie jego autorskiej metody imagoterapii pokazały, że stan uzyskany w hipnozie tą metodą jest połączeniem rozmaitych stanów emocjonalnych i duchowych. Terapia taka jest oparta na ścisłej współpracy hipnoterapeuty z pacjentem.
W czasie seansu hipnotycznego zachodzą zmiany świadomości i pamięci, zwiększona podatność na sugestię i myśli pacjenta niespotykane u niego w zwykłym stanie ducha. Kontakty z podświadomością i nadświadomością pozwalają pacjentom maksymalizować wolną wolę w sposób elastyczny, usunąć niepewność. Niepewność stanowi element relacji człowieka – środowisko, człowiek, społeczeństwo jest, to zjawisko psychologiczne, które zakłóca wiele relacji międzyludzkich.
Hipnoza pozwala wspomóc pamięć, koncentrację i umiejętność do wykorzystania wiedzy, a od tego zależy lepszy status społeczny, a także wyższy komfort psychiczny.
Autor to pokazuje w relacjach z seansów terapeutycznych. To, co kiedyś przeżyliśmy istnieje w nas nadal pod wieloma ukrytymi postaciami i nie ma odniesienia do naszej egzystencji, dopóki nie znajdziemy wzoru, do którego pasują, aby znaleźć własny wzór musimy nauczyć się uzdrawiać, czynić siebie pełniejszymi osobowościami na poziomie sensorycznym i jasnowidzącym. Pierwszy odnosi się do świata zmysłów, drugi postrzegany jest w odmiennych stanach świadomości. Paradoksy powstają wtedy, gdy usiłujemy interpretować funkcjonowanie jednego poziomu w kategoriach drugiego. Nie wszystkie stany świadomości przynoszą nam korzyści. Autor w swojej pracy zwraca szczególną uwagę na te poziomy świadomości, które mogą polepszyć jakość życia, wzmocnić uczucia wyższe, a także uzdrowić.

Podświadomość to potężna siła, która w nas tkwi, jest ona wewnętrzną mocą władającą każdą chwilą naszego istnienia. Dzięki tej mocy spełniają się nasze oczekiwania. Jej potęga pozwala dowolnie kierować życiem, doznawać szczęścia, osiągać sukcesy, spełniać nasze marzenia. Powodzenie w życiu, to nie tylko wymarzona praca, przyjemności, miłość, ufność we własne możliwości. To także wiara w siebie oraz nieograniczona moc podświadomości.

Dlatego też polecam czytelnikom książkę dr Andrzeja Kaczorowskiego psychologa, hipnoterapety jako źródło wiedzy na temat świdomości i nieświadomości oparte na praktycznym zastosowaniu hipnozy nie tylko w terapii, ale także w innych dziedzinach naszego życia.

Czuję się zaszczycony możliwością wyrażenia mojej opinni medycznej w tak nietypowej dziedzinie jak hipnoza, hipnoterapia i inne stany świadomości Dlatego też uważam, że moja wypowiedź koresponduje z moimi doświadczeniami lekarza praktyka.

dr Tadeusz Niedźwiadek
lekarz med. Ogólnej.

Wrocław marzec 2009

Fenomen hipnozy

Autor: Dr Andrzej Kaczorowski

(Wywiad z dr Aleksandrem Daniłowem Wydawnictwa Medycznego w Warszawie nr 2/04 - luty 2004 rok.)

Dr Aleksander Daniłow – lekarz medycyny, psychiatra, seksuolog, z instytutu Medycznego w Charkowie. Psychoterapeuta z zakresu hipnozy klinicznej. Przewodniczący Niezależnego Stowarzyszenia Psychoterapeutów na Ukrainie.

Jest popularnym hipnotyzerem i hipnoterapeutą nie tylko na Ukrainie, ale również w Europie. Teoretyk i praktyk. Jest twórcą autorskiej metody psychoterapii i psychoanalizy w hipnozie. Jego ogromna skarbnica wiedzy na temat psychiki człowieka, oraz problemów z tym związanych, pozwala mu docierać do najgłębszych pokładów nieświadomości. Jest zdania, że bez przeszłości nie można zmienić przyszłości. Do regresji i technik imagoterapi dr Andrzeja Kaczorowskiego podchodzi z uznaniem i szacunkiem. Choć jak sam przyznaje jego umysł świadomego akademika, trudno pojmuje reinkarnację wg filozofii Kaczorowskiego. W połączeniu wiedzy i umiejętności Daniowa i Kaczorowskiego powstały wyjątkowe i niepowtarzalne teorie i materiały szkoleniowe, dla lekarzy psychologów i terapeutów. To właśnie oni od wielu lat prowadzą wykłady i szkolenia podwyższające kwalifikacje tej grupy zawodowej. Jest już znaczne grono znanych, przeszkolonych i z powodzeniem wykorzystujących zdobytą wiedzę z zakresu hipnozy i hipnoterapii, terapeutów nie tylko na terenie Polski, ale i za granicą. Andrzej nazywa Aleksandra swoim nauczycielem, chociaż są w jednym wieku. Obydwaj wyznają zasadę, że psychiki i duszy człowieka, nie można wyleczyć chemią. Na ludzkie myśli i właściwe postępowanie nie wymyślono jeszcze tabletki i raczej to się nie stanie. Na umysł i podświadomość można działać słowem i energią zmieniając jego program, myśli i postępowanie. Wiedza medyczna dr Aleksandra Daniłowa na pewno przyczyniła się do polepszenia pracy psychologicznej i dydaktycznej dr Andrzeja Kaczorowskiego. Choć z pewną rezerwą podchodzi do zagadnień teologicznych, to jednak wykorzystuje techniki psychologiczne i teologię w IMAGOTERAPII. Aleksander przed wielu laty powiedział do Andrzeja, (to co robisz, z reinkarnacją wchodząc w duszę człowieka jest imaginacją psychiczną. Na tej to właśnie opinii Kaczorowski oparł i opracował własną metodę imagoterapii. Polega ona na połączeniu doznań psychiki, emocji, uczuć i doznaniami duchowymi. Precyzyjna podróż na głębsze pokłady podświadomości, gdzie nie ma już czasu ani przestrzeni. Wspólne, wykłady, pokazy hipnozy zbiorowej i uzdrawiającej, Daniłowa i Kaczorowskiego na sesjach wyjazdowych w różnych krajach, zawsze cieszyły się dużym zainteresowaniem.

Wypełnione sale po brzegi stanowią ich żywioł. Im większe zgromadzenie, tym lepsze efekty uzdrawiające i bardziej fascynujące pokazy. To publiczność ocenia pokaz, poznaje hipnozę estradową, techniki terapeutyczne i jest często świadkiem uzdrowień. Dla hipnotyzera to nowy poligon doświadczalny. Duża zbiorowość wytwarza ogromne pokłady energii, które umiejętnie wykorzystane przez hipnotyzera - hipnoterapeutę owocują, doprowadzają do cudownych ozdrowień w innych okolicznościach bardzo trudnych, lub wręcz niemożliwych do osiągnięcia. Ten fenomen oddziaływania na podświadomość dociera do coraz większej grupy osób. Wiara czyni cuda, takiego zdania jest również dr A. Daniłow, który opowiada jak jego pacjentka, mając jego fotografię w domu, podczas kryzysu, psychicznego wpatrywała się w jego diaboliczne oczy i kryzys minął. Po dwóch tygodniach podczas spotkania powiedziała mu że dla niej lekarstwem jest jego fotografia, innego lekarstwa nie potrzebuje.

Opinia dr Aleksandra Daniowa na temat technik hipnozywykonywanej w jego pracy klinicznej.

Złożoność terapii polega na poznaniu pacjenta. Należy zdefiniować precyzyjnie jego problem i dopiero wówczas możemy stosować terapię. W hipnozie trzeba rozstrzelić słaby punkt. Jeśli ktoś jest odporny na słowa to należy wybrać sposób niewerbalny, czyli pasy: fascynację, wahania, światło i muzykę.

Możecie być świetni technicznie, ale nie będziecie pewni głosowo, w geście będziecie zdystansowani do pacjenta to wtedy żadna technika nie pomoże hipnoterapeucie. Jeżeli hipnoza ma za zadanie pobudzić odpowiedni rozwój pacjenta to wszystkie zastosowane w terapii rozwiązania muszą być zgodne wewnętrznie.

Hipnoza – jest stanem świadomości zbliżonym do snu. Jest ona wywoływana na drodze sugestii hipnotyzera. Gdy stosuje on seans hipnotyczny przez cały czas utrzymuje kontakt z osobą zahipnotyzowaną i za pomocą sugestii przekazuje jej różne polecenia i nakazy, które osoba ta wykonuje.
Hipnozę wykorzystywano już w czasach prehistorycznych. Wiele doskonałych metod wywodzi się z dawnej wiedzy ludowej. Hipnoza to stan zmienionej odporności fizycznej i psychicznej, który pozwala w krótkim czasie poprawić nasze zdrowie, a nawet doprowadzić do pełnego uzdrowienia. Zarzuca się niekiedy, że leczy tylko objawy. Doktor Daniłow stworzył metodę, dzięki której nie tylko likwiduje się objawy choroby, lecz jej przyczyny. Każdy z nas w ciągu dnia był, jest w stanie hipnotycznym, chociaż tego nie zauważamy.
Dr Andrzej Kaczorowski od wielu lat współpracuje ze Stowarzyszeniem Psychoterapeutów na Ukrainie. W naszym Instytucie szkolił z zakresu hipnozy terapeutycznej. Można powiedzieć był moim uczniem w 1996 roku.
Dzisiaj podziwiam metody dr Kaczorowskiego, uważam je za jedne z najlepszych w Europie. Dr Andrzej Kaczorowski łączy wiele innych metod z uzdrawianiem duchowym. Jego wiedza z zakresu teologii pozwala dotrzeć do pacjenta głębiej w podświadomości.

Jako lekarz terapeuta bardzo się cieszę z możliwości zabrania głosu w tak istotnych sprawach jak zdrowie pacjentów.

Dziękujemy za rozmowę.
Redakcja Miesięcznika Medycznego.
Warszawa luty 2004 rok

Umrzeć by stać się sobą

Autor: Anita Moorjani

Głównym celem, dla którego dzielę się moją historią, jest to, aby inni ludzie nie musieli przechodzić przez to, co było moim udziałem.

Publiczne nauczanie ludzi o tym, jak mają żyć, nie jest w moim stylu. Nie lubię też doradzać, jakich zmian ludzie powinni dokonać, nawet gdy o to spytają. Wolę służyć jako przykład i tworzyć bezpieczną atmosferę, w której każdy może odnaleźć swoją własną prawdę.

Często o tym myślałam od wydarzeń tamtej zimy i wiosny 2006 roku, kiedy doświadczyłam śmierci i wyzdrowiałam z raka, który nękał mnie przez cztery lata. Podczas mojego NDE zobaczyłam i poczułam niektóre aspekty mojej przyszłości i zrozumiałam, że jednym z powodów, dla których zdecydowałam się wrócić do mojego ziemskiego życia, było to, iż przesłanie, jakie niosłam, mogłoby służyć innym.

Będąc w tym stanie, wiedziałam, że moim przeznaczeniem będzie inspirowanie tysięcy, a może dziesiątek tysięcy ludzi. Nie było dla mnie jasne, jak miałabym tego dokonać – wiedziałam tylko, że będę pomagała ogromnym rzeszom ludzi. Czułam szczególnie wyraźnie, że nie będę musiała nic specjalnego robić, aby to się dokonało; miałam po prostu być sobą i cieszyć się życiem oraz pozwolić sobie na to, by być narzędziem dla czegoś wielkiego, co miało się wydarzyć.

Tak też się stało, kiedy zaczęłam pisać i mówić o moich doświadczeniach, by odpowiadać na pytania osób z obszaru medycyny i nauki, a także ludzi poszukujących odpowiedzi na temat świata i ich własnych przeżyć. I tak powstała ta książka (szczegóły zawarłam w rozdziale 14.). Chętnie wyjaśniam, czego nauczyłam się z mojej choroby nowotworowej i z mojego NDE. Uwielbiam dzielić się moim doświadczeniem, moim pojmowaniem świata, które z niego wyniosłam, szczególnie gdy wiem, że może to komuś pomóc.

Moja historia zaczyna się w części I, gdzie opowiadam, jak dorastałam na styku wielu kultur charakteryzujących się ogromnymi różnicami i często wykluczającymi się wzajemnie przekonaniami. Wyjaśnię, jak mnie to ukształtowało i jak na tym gruncie wyrosły moje lęki, które później miały zamanifestować się pod postacią choroby. Zabiorę Cię w podróż w moją dorosłość i pokażę moje więzienie – chorobę nowotworową. Część II objaśnia samo zjawisko NDE – czego doświadczyłam, co dzięki temu zrozumiałam – i co stało się później. Wyleczenie się z raka i poszukiwanie mojego nowego miejsca na ziemi było niespodziewaną, pełną wyzwań, radosną podróżą!

W części III opiszę, co wiem teraz na temat uzdrawiania, dlaczego świat jest dziś taki, jaki jest i jak możemy żyć jako odbicie tego, kim naprawdę jesteśmy, i pozwalać naszej wspaniałości rozświetlać nas od wewnątrz. Całość podsumuję rozdziałem pytań i odpowiedzi, zawierającym najczęściej zgłaszane i najtrudniejsze pytania, jakie otrzymuję.

Zanim jednak podzielę się z Tobą tym, czego się dowiedziałam dzięki swoim przeżyciom, chciałabym coś wyjaśnić. Nie twierdzę, iż znam jakiekolwiek uniwersalne czy naukowe prawdy, nie uważam też siebie za niczyjego guru duchowego. W żadnym razie nie próbuję tworzyć nowej religii czy systemu wierzeń. Jedynym moim celem jest pomagać, a nie przekonywać.

Pragnę szczególnie zaakcentować, że nie jest Ci potrzebne doświadczenie bliskie śmierci, aby się uzdrowić! Moją intencją jest pokazanie wszystkich emocjonalnych i psychologicznych wyzwalaczy, które w moim przekonaniu przyczyniły się do powstania raka, gdyż mam nadzieję, że jeśli zidentyfikujesz te czynniki, będziesz mógł zmniejszyć lub wyeliminować ryzyko zachorowania. Jeśli Ty sam lub ktoś, kogo znasz, cierpi na raka lub jakąkolwiek poważną chorobę, pamiętaj, że jest bardzo wiele dróg do uzdrowienia. Sugeruję, aby każdy wybrał tę, która wydaje się być prawidłowa właśnie dla niego i która do niego najbardziej przemawia.

Jeśli poszukujesz instrukcji „krok po kroku” czy zestawu zasad postępowania, nie jestem osobą, która może Ci pomóc, ponieważ nie wierzę w tworzenie uniwersalnych dogmatów. Byłoby to dla Ciebie ograniczeniem. Nawet wtedy, gdy mówię o kochaniu siebie, nie jest moją intencją zwracanie na siebie uwagi, ale chcę, abyś doświadczył tego samego uczucia w sobie. Dzieląc się moim doświadczeniem i zrozumieniem, mam jedynie na celu rozdmuchać iskierkę wspaniałości, która tli się w Tobie. Moim pragnieniem jest przebudzenie uśpionego w Twoim wnętrzu guru, który poprowadzi Cię podczas poszukiwań Twojego miejsca we wszechświecie.

Żywię nadzieję, że w każdym dniu swojej podróży odnajdziesz radość i że pokochasz życie tak bardzo, jak ja je teraz kocham!

Całą poruszającą opowieść Anity Moorjani znajdziesz w bestsellerze New York Timesa Umrzeć by stać się sobą.

Piąta zasada szamańska – aloha

Autor: Munin

Hawajskie słowo “aloha” znaczy “radość”, “dobroć”, “miłość”, “szczęśliwość”, “współczucie” (to ostatnie znaczenie wydaje mi się najlepiej oddawać sens tego terminu). To cieszenie się wspólnie “oddechem życia” (ha).
Szamani huny przekazują tę zasadę, która wcale nie wskazuje na sentymentalną emocję. Aloha to potężna siła, która może zmieniać życie.
Kierując się zasadą ALOHA możesz odróżnić to, co jest dobre od tego, co jest złe. Mówiąc o złu i dobru mam na myśli i moralne dobro oraz zło, jak i użyteczne.
Ja sprawdzam poprzez ALOHĘ czy dana nauka jest duchowa, czy dany nauczyciel jest duchowy itd. Tam, gdzie nie ma radości, nie ma i prawdy.
Tam, gdzie nie ma radości, nie ma dobra, nie ma duchowości, szamanizmu, uzdrawiania.
Ludzie radośni są ludźmi pozytywnymi i uduchowionymi.
Jaką ma minę zwycięzca np. w turnieju? Cieszy się. Radość znamionuje zwycięzców życia a smutek przegranych.
Często możesz zobaczyć na filmach, na wykładach, w gazetach różnych nauczycieli. Są bardzo smutni. Mówią o tak poważnych rzeczach. Ich twarze są jak z kamienia.
Przywykliśmy kojarzyć to z mocą. Ale przepustką do prawdziwej mocy jest radość.
Kiedy robisz coś bez radości, bez pasji, to jest słabe. Również ćwiczenia duchowe powinny wiązać się z odczuwaniem radości, błogości. Inaczej nie zadziałają.
Szamanizm to ścieżka radości i szczęścia. To sztuka dla uśmiechniętych ludzi. Dla optymistów, osób uśmiechających się do życia, nie czekających na to, że to los się do nich uśmiechnie.
Gdy jesteś naprawdę radosny, eliminujesz nienawiść, złość, pychę, egoizm, złośliwość, zazdrość i różne inne negatywne przypadłości. Twoje zadowolenie wewnętrzne jeszcze bardziej wyzwala cię od ego.
ALOHA nie jest zwykłym odczuwaniem zadowolenia z jakiegoś zewnętrznego powodu. Hitler również czuł zadowolenie, gdy udało mu się podbić mordem Warszawę czy inną stolicę. To nie jest tego typu uwarunkowane zjawiskami zewnętrznymi szczęście.
Ono ma związek z oddechem, jest naturalne jak oddech. To tzw. radość bycia.
To pewna postawa życiowa - pozytywna, afirmująca optymizm i entuzjazm.
To widzenie szklanki do połowy pełną a nie pustą.
Podobnie gdy cokolwiek robisz - jeżeli są w tym zmaganie, smutek, silny przymus, pochmurna mina, nie rób tego. Zaczerpnij oddechu, powiedz podczas pierwszego wydechu “kocham siebie”, a podczas kolejnego “kocham świat”. Możesz to powtarzać kiedy chcesz i gdzie chcesz. To autentyczna praktyka ALOHA z huny.
I kultywuj pozytywne uczucia, emocje, nastawienia, myśli, afirmacje. Siej dobro, a będziesz żął dobro. Wielu ludzi uważa, że nie ma dobra i zła. Jestem innego zdania. Dobro i zło moralne istnieją w człowieku. Gdy jesteś zły, to widać to na twojej twarzy, słychać w twoich słowach itd. Stajesz się ponury, smutny, drapieżny, demoniczny, twoje grymasy są groteskowe.
Wielu ludzi identyfikuje się ze złem, czują się dzięki niemu mocniejsi. W ten sposób tylko próbują oszukać samych siebie, przykryć własne słabości, dopingować się z powodu czucia się słabym. To płynie z kompleksów, z braku samowiedzy, z ego.
Kahuni głoszą: nie tędy droga. Droga wiedzie poprzez radość, odczuwanie radości i współczucia.
Działasz ze współczuciem do ludzi, ale na czym polega to współczucie? Nie na smutku oczywiście. To nie jest współczucie, gdy siadasz z kimś i razem lamentujecie! Takie współczucie nie ma mocy przetwarzania okoliczności, nie uzdrawia. Chcesz pomagać innym, ponieważ odczuwasz w sobie radość i miłość do innych, współczujesz im widząc ich problemy, uświadamiając sobie ich cierpienie. To tak, jakbyś dostrzegł małe dziecko, które chce podnieść duży przedmiot, ale jest na to za słabe. Wysila się, wytęża - znasz ten stan, wiesz że ono cierpi nie mogąc sobie poradzić z przeszkodą. Dlatego podchodzisz i pomagasz. To takie naturalne. Nie ma w tym żadnej teorii pomagania ani teorii radości.
Hawajskich słów huny nie należy pojmować poprzez definicje. Są to raczej terminy proste, których się nie definiuje. Odnoszą się bezpośrednio do tego, co jest, jak np. słowo “zbiór”.
To coś przeżywamy w swoim wnętrzu i zauważamy tego przejawy na zewnątrz, gdy się urzeczywistnia. I to coś nie jest czymś oddzielnym od nas samych (taki "reizm" Kotarbińskiego, że realnie istnieją tylko osoby i rzeczy, a nie cechy).
Dlatego wyłącz myślenie jeżeli chcesz stosować hunę. Wyłącz w tym sensie, by nie działało jako nadzorca, kierownik czy komentator.
Wyłącz myślenie i otwórz serce. Tam jest ALOHA. To spotkanie z prawdziwym dobrem, prawdziwym życiem.
Jeżeli chcesz uzdrawiać ludzi i zmieniać świat, musisz umieć współczuć. Współczucie to dostrajanie się do życia wewnątrz i na zewnątrz. Ludzie próbują rozwijać zdolności paranormalne, ale robią to w smutku, w cierpieniu i z wielkim wysiłkiem. Nie poprzez miłość, nie poprzez dostrajanie, harmonizowanie.
Jeżeli chcesz przekazać komuś energię, musisz dzielić z tym kimś “oddech życia”, tj. jeden poziom energii. Jego energia musi stać się twoim doświadczeniem. Wtedy można coś zrobić.
Pracuję od dość dawna jako internetowy uzdrowiciel. Wiem co to znaczy współczuć w tym szamańskim, energetycznym sensie, kiedy widzi się stan energetyczny, gdy odbiera się cudze zaburzenia.
ALOHA to w tym momencie umiejętność zestrojenia siebie i osoby uzdrawianej z pozytywną, boską, twórczą energią miłości. Sesje uzdrawiania bez miłości, oparte tylko na samej energii ki, mogą być nawet szkodliwe. Wielu klientów bioenergoterapeutów skarży się, że coś zostało im przekazane, coś zablokowane, coś podczepione itd.
Sama technika to za mało - nic nie zastąpi ALOHA. W duchu ALOHA powinien i uzdrawiać uzdrowiciel, i leczyć lekarz.
Wszystko powinniśmy robić w duchu ALOHA. Nasza afirmacja może brzmieć: chcę rozpowszechniać ducha ALOHA wszędzie i we wszystkim, co robię.
Smutek pokazuje, że coś nie gra, coś nie jest uzdrowione, coś nie jest spełnione. Oczywiście nie chodzi mi o to, że mamy być niepoważni stale. Czasami współczucie sprawia, że stajemy się nawet gniewni, bo tak odpowiada duch. Niektórym osobom lekiem jest nasza obojętność, nawet wyraźna reprymenda. Miłość potrafi ciąć jak skalpel, ale zawsze ku dobremu.
W sztukach walki np. nauczyciel przygotowuje ucznia do prawdziwego ataku uderzając go niekiedy nawet mocno, co powoduje ból - ale ból ten jest zbawienny, może uratować życie jemu lub komuś jeszcze.
Skarcenie dziecka potrafi być jedyną drogą do tego, aby poprawić jego osobowość. Czym innym jest jednak wypowiedzenie jakiejś kwestii w duchu złości i egoizmu, cynizmu, a czym innym w duchu ALOHA.
Te reprymendy w duchu ALOHA potrafią sięgać nawet głębiej, jako że są rozumiejące. Innym towarzyszą ślepota i głupota żądz.
Taka uwaga może nami głęboko wstrząsnąć. Obnaża najgłębsze intencje, tnie jak miecz, ale działa to oczyszczająco.
Wszystko, co robimy wskutek autentycznego współczucia, jest dobre. Problemem nie jest to, jak czynić dobro, ale jak rozpoznać i rozbudzić w sobie autentyczne współczucie.
Według kahunów znajduje się ono w nas, jest naszą naturą. Jest dla nas naturalne tak, jak dla psa szczekanie, dla oka widzenie, dla ucha słyszenie.
Nie musimy tego stwarzać, jesteśmy tym w istocie. Wystarczy odszukać to w sobie.
Każdy z nas zapewne doświadczył bezinteresownego dobra. Dobrym początkiem praktyki jest przypomnienie sobie tych momentów, przywołanie związanych z nimi odczuć, otaczanie się takimi obrazami. Wszyscy dobrze wiemy, że istnieje dobro, miłość, ALOHA. Tyle, że niedostatecznie głęboko chcemy i umiemy się z tym połączyć. Wydaje nam się to naiwne. Zło to coś ciekawszego. Zło nie niszczy naszego ego, ale je wzmacnia i rozwija. Otwartość miłości je usuwa, osłabia i rozbraja.
Dlatego tylko dojrzali ludzie, znający iluzję ego, bezsens egoizmu potrafią szczerze kochać. Tzw. zło jest głupotą. Ego jest głupotą. Ego to stres, choroby i przedwczesna śmierć. Ludzie źli to ludzie niemądrzy.
To dziwne, że tak często zdajemy się prześcigać w złośliwości, jak zwierzęta. Kto ma dłuższe kły, potrafi głośniej warczeć, robić bardziej groźne miny, ten wydaje się być zwycięzcą i samcem albo samicą alfa.
Skończmy z tym, to żałosne. Stańmy się ludźmi, czyli kochajmy bezinteresownie. Współczujmy sobie - sobie samym i sobie nawzajem.
Niektórzy chcieliby tylko kochać innych nie kochając siebie. Ale miłość, ALOHA jest jedna i odnosi się do wszystkich z jednakową jakością. Nie ma kochania mniej lub bardziej - albo kochasz na 100%, albo w ogóle.
Jeżeli bardziej kochasz swoje dzieci niż dzieci sąsiada, w ogóle nie znasz prawdziwej miłości. W duchu ALOHA nie ma bardziej i mniej, to kwestia bycia, istnienia - nie ma mniejszego lub większego bycia, istnienia. Albo jesteś, albo cię nie ma. Twojego bytu i miłości się nie stopniuje.
Każdy jest indywidualnym duchem, duchem ALOHA.
Podobnie gdy mówisz, że kochasz kogoś za coś... W duchu ALOHA nie ma interesowności.
Tu pojawia się problem intelektualny: jak można pracować z miłością i brać za to pieniądze? Odpowiedź jest prosta: miłość do siebie sprawia, że nie zapominamy również o sobie samych i naszych potrzebach. Zapominanie o sobie jest czymś nienaturalnym; ignorowanie własnego dobra, komfortu i dostatku to sprzeczność z duchem ALOHA.
Dla ducha nie ma tu kłopotu pogodzenia pracy ze współczuciem.
Gdy zaniedbujesz siebie, nie kochasz siebie, czujesz się niegodny. Odczuwasz zgorszenie. Masz wrażenie, że jesteś śmieciem a nie człowiekiem. Zgadzając się na swoją biedę, na “fałszywą skromność” nigdy nie pomożesz innym w staniu się bogatymi i spełnionymi życiowo.
To, co chcesz dać innym, powinieneś zapewnić również sobie. Nie dasz komuś czegoś, czego nie masz - nie dasz innym miłości i wsparcia, wiedzy o szczęśliwym życiu, jeżeli sam tego nie masz.
Gdy umiesz zarabiać pieniądze, możesz nauczyć tego innych. Są ludzie, którzy chcą dawać innym i dawać, ale nic z tego nie wychodzi, ponieważ sami nie mają niczego, co mogliby innym dać. Czują się może sfrustrowani, ponieważ nikt nie chce przyjąć ich pomocy. Nie spełniają się jako pomocnicy. Nikt nie chce ich słuchać, nie chce się ich radzić, czują się bezrobotni.
To fałszywe, nie ma w tym radości, jak widać pojawia się smutek.
Zapewnij sobie tyle pieniędzy, zdrowia, miłości, szczęścia, wszelkiego dobra, ile życzyłbyś innym. Wtedy staniesz się kompetentny by pomagać. Niekompetentni pomocnicy są raczej szkodnikami. Pomyśl o swoim szczęściu. Gdy o nim zapominasz na rzecz szczęścia innej osoby, stajesz się właśnie interesowny, tyle że interesem drugiego człowieka.
Przestajesz być otwarty, ciągle mówisz NIE. NIE zamyka kanały energii i czakry a TAK je otwiera. Duch ALOHA to duch OK.
To sztuczne, smutne i chorobotwórcze. Nie stawiaj granic swojej miłości własnej, a nie będziesz stawiał granic miłości do innych.
Niektórzy sądzą, że miłość to tylko dawanie i to tego, co przyjęło się uważać za ważne dla życia, np. pieniędzy. Zarabiasz pieniądze, może dużo pieniędzy, a ludzie dookoła oczekują, że będziesz im je dawał. To ma być dowód miłości. To samo z uzdrawianiem. Skoro jesteś uzdrowicielem, to powinieneś chodzić po szpitalach i uzdrawiać wszystkich.
Jak widzimy mamy tu do czynienia z koncepcją miłości, a ALOHA nie jest konceptualna. To płynie spoza myślenia, spoza teorii. Teoria głosi co powinieneś a czego nie powinieneś, co musisz a czego nie musisz. W prawdziwej miłości nie ma takich kategorii. To zabrzmi może dla wielu niewiarygodne, ale ludziom potrzebne są choroby, cierpienia, bieda. Tylko takie przeciwności mogą rozbić ich skorupę ego, z powodu której się pojawiły w ich życiu.
Poza tym wielu osobom nie można pomóc w ogóle albo pomóc w odpowiednim stopniu. A dawanie pieniędzy tym, którzy nie umieją samodzielnie ich zarabiać, to sposób na to, by ludzie ci stali się jeszcze biedniejsi niż są.
Potrzeba przygotowania by znieść szczęście.
Zwracaj uwagę na to, jak się czujesz - czy odczuwasz radość, czy smutek? Czy czujesz się dobrze, czy źle? Uśmiech może być świetnym ćwiczeniem ALOHA. Gdy robisz uśmiech nie możesz myśleć o negatywnych rzeczach.
Uśmiech wykorzystuje się w wielu metodach uzdrawiania. Pomyśl o tym, co negatywne, czego się boisz, np. o śmierci wykonując uśmiech. Popatrz jaki rodzaj energii to wyzwala, jaki rodzaj doświadczenia się pojawia. Możesz się bardzo mile zaskoczyć.
Chcesz ezoteryki i prawdy? Pomyśl o śmierci i uśmiechnij się. Tak umie robić mistrz.
Mistrz odpowiada radością na to, na co ludzie zazwyczaj reagują strachem i obawą, paniką i smutkiem.
Śmierć? Uśmiech, radość. Choroba? Uśmiech, radość. To zwariowane. Może wtedy, gdy nas to nie dotyczy - pomyślimy. Ale jeżeli masz wiedzę, w momencie choroby np. robisz haipule i zalewa cię radość. Uśmiechasz się, ponieważ wypełnia cię energia ducha. Uzdrowiłeś się wewnętrznie, może nawet natychmiast doświadczyłeś tego na zewnątrz. Stałeś się silniejszy. Sprawdziłeś swoją moc, rozwinąłeś się. W tym jest pasja, radość - radość zwycięzcy. To samo odnosi się do śmierci gdy zaczyna pojawiać się świadomość ciała astralnego i zdolność eksterioryzacji (którą można poprzeć dowodami).
ALOHA to niezłomny optymizm bez względu na okoliczności. Nawet śmierć nie może go złamać. Nie ma takiej mocy na świecie, która mogłaby stłamsić tę radość.
Smutek nie jest zły - on informuje cię, że coś nie gra, że coś potrzeba przepracować. Podobnie złość, nawet nienawiść - one cię informują, pouczają, na coś wskazują. Nie wywołuj ich sztucznie, ale korzystaj z nich gdy się pojawiają. Już sam ten fakt, że zaczniesz traktować tzw. negatywne uczucia i emocje jako przyjaciół, pogłębi znacznie twoją sympatię do siebie i do świata oraz da ci poczucie optymizmu życiowego.
Gdy komuś czegoś zazdrościsz to znaczy, że czegoś musisz się nauczyć, coś nowego zdobyć, coś rozwinąć itd. Zazdrość to zaproszenie to większej radości. Możesz go użyć i wejść przez drzwi, albo pozostać z biletem na zewnątrz, stale się z nim zmagając.
Na bilecie narysowane masz do czego daje dostęp, do czego powinieneś teraz przyłożyć swoją uwagę i pracę nad sobą. Jeżeli jesteś zazdrosny o czyjąś aparycję, popracuj ze swoją. Może zazdrościsz komuś małżonka - napraw tę sferę w swoim życiu.
Efektem tego będzie większa radość, ale tylko wtedy, gdy radość, ALOHA będzie także tego źródłem, motywem.
Pokochaj swoje wady, negatywne emocje, negatywne doświadczenia, całe nieszczęście swojego życia. To wszystko ma wartość, uczy cię, oświeca, stanowi szansę na samorealizację. To są twoje bilety do szczęścia.
Czy czujesz doskwierającą biedę? Dziś brak pieniędzy pozornie odbiera ludziom radość życia. Ale czy to brak pieniędzy jest powodem smutku? To może brak optymizmu i entuzjazmu, pozytywnego nastawienia, czyli ducha ALOHA? Człowiek twórczy widząc problem wypełnia się radością, widząc go już jako dzieło sztuki. Jego wigor, entuzjazm, pasja, radość, miłość, współczucie - wszystko to, co określamy słowem “aloha” - sprawiają, że nie myśli on negatywnie o zaistniałej sytuacji. Jest jak Michał Anioł, który staje przed bezkształtną bryłą kamienia, która pod jego rękami zamienia się np. w Pietę.
Gdy odczuwasz smutek bądź tego świadomy - odczuwam smutek. Smutek jet OK. Kocham swój smutek. Akceptuję go. Świadomością zajmuję się nim z troską. On pokazuje mi co jest do zrobienia, nad czym mam roztoczyć swoją opiekę ALOHA, co jeszcze wypełnić w swoim życiu tym duchem. Jeśli cierpię fizycznie, wysyłam uwagę i miłość do chorego ciała. Napełniam duchem ALOHA schorowane części ciała. Mogę nawet uśmiechnąć się do nich by otworzyć przepływ energii w kanałach i czakrach.
OTACZAJ MIŁOŚCIĄ I AKCEPTACJĄ KAŻDE DOŚWIADCZENIE, BEZ WZGLĘDU NA JEGO RODZAJ, A SZCZEGÓLNIE TZW. NEGATYWNE DOŚWIADCZENIA. Miłość jest w tobie, możesz to zrobić.
Jestem “opiekunem spolegliwym” filozofa Kotarbińskiego, jego ideałem moralnym. Opiekuję się tym, co wymaga opieki, co potrzebuje miłości i radości.
Zaczynam od swojego ciała. Co w moim ciele potrzebuje opieki? Zajmuję się tym, co chrome, niedoskonałe, uzdrawiam to, wzmacniam, pracuję nad tym. Kocham siebie i kocham moje ciało. To samo kiedy ktoś prosi mnie o pomoc. Obejmuję troską ciało innej osoby, np. wykonując dla niej hawajską metodę huny haipule.
Mogę także wykonać z miłością i niekłamaną, pozytywną troską haipule dla siebie.
Miłość jest podstawą dla mocy. Zasada ALOHA poprzedza zasadę MANA. Bez otwartości, jaką daje miłość, współczucie, moc się nie pojawi. Bez uważnej opieki i troski nic się nie uzdrowi, nie zmieni.
Bezinteresowne pragnienie dobra własnego i drugiej osoby jest niezbędną zasadą każdej praktyki szamańskiej. W tym momencie nie mówimy o abstrakcjach i teoriach, ale o doświadczeniach. Jeżeli nie wiesz o czym mówimy to znaczy, że potrzebujesz jeszcze sporo nad sobą pracować. Jesteś jeszcze niedojrzały do uzdrawiania.
Uzdrawianie może być dla ciebie co najwyżej przekazywaniem energii, ale nie przekazywaniem miłości.
Kochasz siebie i chcesz być zdrowy, bogaty, szczęśliwy w związku, długowieczny. Jak różni taoiści, którzy potrafią znacznie przedłużać swoje życie, zachowując sprawność. Mając tę wiedzę możesz się nią dzielić ze światem. Dlaczego? Ponieważ bezinteresownie kochasz siebie i świat. Ty i świat jesteście dla ciebie celem samym w sobie - to oznacza właśnie bezinteresowność. Nie ma w tym żadnego “biznesu”. Tu chodzi o czyste bycie sobą i ze wszystkim innym.
Serge Kahili King pięknie tłumaczy zasadę ALOHA jako być szczęśliwym z kimś lub z czymś.
Byt jest dobry, metafizycznie dobry, jest dobrem. A dobro napawa radością, optymizmem, miłością, współczuciem. 
Mówimy tu o pewnych osobiście i bezpośrednio przeżywanych oczywistościach nas samych a nie o jakichś tzw. hipostazach, czyli istniejących samych w sobie, spersonalizowanych cechach-właściwościach (istniejąca sama w sobie miłość, istniejąca sama w sobie dobroć, oderwane, różne od tego, kto kocha i jest dobry).
ALOHA, tak jak każda z zasad huny opisuje to, kim naprawdę jesteś.

Usługi i kursy huny w Internecie: www.muninszaman.blogspot.com

Jacy ludzie cierpią na chorobę nerwową?

Autor: Dr Claire Weekes

Każdy może załamać się nerwowo, chociaż niektórzy załamią się (czyli padną ofiarą lęku) łatwiej niż inni. Każdy, wystarczająco mocno zestresowany, zasmucony lub skonfliktowany, może się wyczerpać, a jeżeli popełni błąd i zacznie się bać fizycznych objawów napięcia nerwowego, i także próbować z nimi walczyć, z łatwością da się wciągnąć w błędne koło lęk-walka-lęk, co prowadzi do załamania.

Wczesne dzieciństwo może albo wspomóc, albo utrudnić zdrowienie. Dziecko, które o zmierzchu oczekuje w napięciu i lęku powrotu do domu pijanego ojca, nie będzie miało równie spokojnego układu nerwowego co dziecko, które dorasta w szczęśliwej rodzinie i którego rodzice dopilnowują, żeby szło spać wcześnie i się wysypiało. Również dziecko, które jest utrzymywane w pogotowiu przez nadpobudliwego rodzica, łatwiej ulegnie przesadzonym reakcjom nerwowym niż dziecko, które ma spokój. Histeryczne podekscytowanie nie jest dla dziecka dobre. Niech wyczekuje radosnych wydarzeń w przyjemnością, ale nie z przesadnym podekscytowaniem. Spokojne słowo mamy lub taty może wiele zmienić. Na przykład, zamiast powiedzieć: „Już tylko dwa tygodnie do świąt Bożego Narodzenia, czyż to nie ekscytujące?”, jakże rozsądniej i bardziej kojąco będzie stwierdzić: „Masz jeszcze całe dwa tygodnie, zanim przyjedzie Święty Mikołaj, więc jest wystarczająco dużo czasu, żeby w międzyczasie czerpać radość z czegoś innego”.

UMIARKOWANIE
W szkole uczeni jesteśmy historii, matematyki i tym podobnych, ale rzadko uczy się, jak praktykować umiarkowanie i samodyscyplinę. Pozostawia się to w gestii rodziców, z których wielu nie rozumie samego znaczenia tych słów, a co dopiero praktyki. Umiarkowanie i samodyscyplina są najważniejszymi składowymi mechanizmu obronnego. Osoba dojrzała potrafi zachować umiar we wszystkim, potrafi wyzwolić się spod dyktatu emocji i działać po należytym zastanowieniu. Trudno jest działać bez ulegania wpływowi emocji. Jeżeli ktokolwiek musi usunąć na bok nieprzyjemne reakcje emocjonalne i rozsądnie pomyśleć, trudno mu pokonać tę emocjonalną barierę. Tak często boimy się nieprzyjemnych uczuć. Podejrzewamy, że staną się jeszcze bardziej nieprzyjemne, kiedy stawimy im czoła, więc staramy się wygasić je, zanim zakorzenią się na dobre.

Nieprzyjemne uczucia są wyjątkowo niemile widziane, gdy pozwolono nam dorastać w wierze, że mają zbyt duże znaczenie, na przykład, gdy pobłażliwy rodzic bardzo szybko zamieniał to, co nam się nie podobało, na to, czego pragnęliśmy. Wtedy zwykle oczekujemy szybkiego wybawienia od rzeczy nieprzyjemnych i rzadko kiedy czekamy z podejmowaniem działań, aż nasze emocje się uspokoją.

Gdyby nasza edukacja zawierała szkolenie dotyczące znoszenia nieprzyjemności i pozwalania na przeminięcie pierwszego wstrząsu, aż będziemy w stanie myśleć spokojniej, wiele spośród pozornie trudnych sytuacji można byłoby rozwiązać. Udałoby się uniknąć również licznych załamań nerwowych, gdyż – jak podkreślam w niniejszej książce – załamanie nerwowe to nic innego niż tylko emocjonalne i psychiczne wyczerpanie wynikające z przedłużającego się posiadania nieszczęśliwych i pełnych lęku emocji. Chińczycy mają powiedzenie dotyczące takiego stanu. Mówią: „Kłopot jest tunelem, przez który przechodzimy, a nie murem z cegieł, o który musimy rozbić sobie głowę”.

Pewna dawka cierpienia wychodzi każdemu na dobre, zwłaszcza w młodości. Nie powinniśmy być trzymani pod kloszem. Doświadczenie, jakie zyskujesz z obecnego cierpienia, może być twoim zasobem w przyszłości.

Jak nauczyć się relaksować i znów cieszyć życiem przezwyciężając stres i lęk dowiesz się z książki dr. Claire Weekes Kompletna samopomoc dla Twoich nerwów.

Najczęstsze choroby jamy ustnej

Autor: Dr Bruce Fife

Nieświeży oddech

Czy zmagasz się z chronicznie nieświeżym oddechem? Jeśli tak, odpowiedzialność spoczywa na bakteriach jamy ustnej. Pewne bakterie, dominujące w tylnej części języka, mogą stanowić przyczynę nieświeżego – inaczej cuchnącego – oddechu.

Dolegliwość ta występuje u około dwudziestu procent populacji i ma różne natężenie w zależności od rodzaju spożywanych pokarmów i ich zapachów. Zwykle jest to schorzenie przewlekłe, wywołane bakteriami zamieszkującymi jamę ustną. Chociaż nie jest to tak naprawdę problem dentystyczny, cuchnący oddech odzwierciedla stan zdrowia i środowiska jamy ustnej. W zdrowej jamie ustnej i zdrowym organizmie problem nieświeżego oddechu nie istnieje.

Bakterie kolonizujące tylną część języka różnią się u różnych osób. Za cuchnący oddech odpowiedzialny jest określony gatunek bakterii, który w ogóle nie występuje u ludzi ze świeżym oddechem.

Dolegliwość ta sama w sobie nie jest postrzegana jako choroba, ale jest irytująca i może oddziaływać na życie społeczne. Nieświeży oddech może również wskazywać na występowanie próchnicy lub choroby dziąseł.

Stomatolodzy zalecają nie tylko szczotkowanie zębów, ale także dziąseł i języka, w celu usunięcia z nich szkodliwych bakterii. Rekomendują również używanie przeciwbakteryjnych płynów do płukania jamy ustnej. Takie metody przynoszą jedynie tymczasowe rezultaty, ponieważ bakterie szybko się odnawiają.


Ubytki próchnicze

Ubytki są objawem próchnicy. Nieleczone powiększają się i ostatecznie doprowadzają do śmierci zęba. Próchnica jest jedną z najbardziej powszechnych chorób na świecie. Około dziewięćdziesiąt procent dzieci szkolnych na całym świecie doświadcza jej objawów.

Próchnica powstaje wskutek działania kwasotwórczych bakterii żywiących się cukrami (sacharozą, fruktozą i glukozą). Węglowodany zostają rozłożone na cukry przez enzymy trawienne śliny, a bakterie karmią się tymi słodkimi pokarmami. W rezultacie wzrasta poziom kwasowości w ustach.

Większość ubytków rozpoczyna się w twardym szkliwie widocznej części zęba i stopniowo obejmuje coraz głębsze i bardziej miękkie warstwy zębiny. Szkliwo jest najbardziej podatne na ubytki, ponieważ jest w stałym kontakcie z bakteriami i kwasami, które rozpuszczają minerały. Zęby preferują łagodnie zasadowe środowisko i reagują na zmiany poziomu pH. Są przedłużeniem układu kostnego i, podobnie jak kości, stanowią żywe tkanki, nieustannie podlegające demineralizacji i remineralizacji.

W środowisku niskokwasowym lub lekko zasadowym, proces remineralizacji zachodzi szybciej niż demineralizacji, dzięki czemu tkanka zębowa staje się gęstsza i mocniejsza. Jeśli pH na powierzchni zębów spada poniżej 5,5 (łagodnie kwasowe), demineralizacja szkliwa zachodzi szybciej niż mineralizacja, co prowadzi do utraty gęstości mineralnej. Bakterie mogą wtedy dotrzeć do głębszych partii zębów, wywołując próchnicę.

Gdy dziąsła są zdrowe, istnieje mniejsze prawdopodobieństwo rozwoju ubytków na powierzchni korzenia zęba, ponieważ nie jest ona wystawiona na działanie kwasotwórczych bakterii. W przypadku osuwania się dziąseł cement kostny – cienka, twarda warstwa pokrywająca korzeń – zostaje odsłonięty, przez co staje się bardziej podatny na demineralizację niż szkliwo zęba. Demineralizacja cementu kostnego zachodzi przy pH wynoszącym zaledwie 6,7. Cofające się dziąsła przyczyniają się do rozwoju próchnicy korzeni.

Jeśli próchnica objęła jedynie szkliwo, może przebiegać bez bólu, lecz jeśli sięgnie zębiny, zęby staną się bardziej wrażliwe na gorące, zimne lub słodkie pokarmy. Jeśli miazga zostanie zaatakowana, może dojść do pojawienia się nieustępującego, rwącego bólu. Zignorowanie tego problemu może doprowadzić z kolei do utworzenia się ropnia, a następnie do martwicy zęba. Na tym etapie dentysta wyrwie ząb lub podejmie się leczenia kanałowego.

Płytka nazębna

Płytka nazębna jest mieszanką śluzu, cząstek pożywienia, bakterii i innych mikroorganizmów oraz ich produktów, które razem tworzą lepką, kremową lub żółtawą masę na powierzchni zębów. W przeciwieństwie do kamienia nazębnego, płytka jest miękka i z łatwością można ją usunąć podczas szczotkowania zębów i czyszczenia ich nicią dentystyczną. Nadmierne nagromadzenie się płytki może prowadzić do choroby dziąseł, jak również próchnicy.

Płytka zaczyna się formować w ciągu dwudziestu minut od zjedzenia posiłku. Gromadzi się w obszarach trudno dostępnych dla szczoteczki, jak tylna część zębów.

Kamień nazębny

Jest to osad mineralny na zębach. W zasadzie jest to płytka nazębna, która z czasem ulega mineralizacji. Kamień jest twardy i mocno przylega do powierzchni zęba. Nie można go usunąć za pomocą szczoteczki ani nici dentystycznej. Jego usunięcie zwykle wymaga specjalnych narzędzi dentystycznych.

Kamień nazębny może tworzyć się nad lub pod linią dziąseł. Bakterie prowadzące do powstania płytki nazębnej i przyczepiające się do kamienia mogą podrażniać dziąsła oraz wywoływać stany zapalne, co prowadzi do wystąpienia choroby dziąseł.

Zapalenie dziąseł

Jest to pierwsze stadium choroby przyzębia (ang. periodontal disease). Powszechnymi objawami zapalenia dziąseł jest zaczerwienienie i opuchnięcie oraz krwawienie po szczotkowaniu i czyszczeniu nicią dentystyczną. Zapalenie dziąseł rozwija się, gdy bakterie i toksyny z płytki nazębnej podrażniają dziąsła.

Dolegliwość ta występuje powszechnie. Na całym świecie dotyka ona 70-90 procent dzieci. Przeważnie przebiega bezboleśnie, więc nie zawsze zostaje rozpoznana przez mniej doświadczone osoby. Dlatego też większość dotkniętych tym schorzeniem ludzi nawet nie zdaje sobie z niego sprawy. Nieleczona może prowadzić do choroby przyzębia.

Zapalenie przyzębia (ang. periodontitis)

Zapalenie przyzębia, znane również jako ropotok, powstaje w następstwie przewlekłego zapalenia dziąseł. Jest to zaawansowany etap choroby dziąseł. Bakterie i wytwarzane przez nie toksyny doprowadzają do infekcji, opuchnięcia i uwrażliwienia dziąseł. Zainfekowane dziąsła cofają się i powstają kieszonki przyzębowe. Bakterie i płytka nazębna rozprzestrzeniają się i gromadzą pod linią dziąseł. Toksyny wytwarzane przez bakterie oraz enzymy zwalczające infekcję zaczynają niszczyć kość oraz tkankę łączną, utrzymujące zęby w jednym miejscu. Jeśli dolegliwość ta nie zostanie poddana leczeniu, podtrzymujące zęby kości, dziąsła oraz tkanka łączna zostaną zniszczone. Zęby poluzują się i będą musiały zostać usunięte.

Do objawów zapalenia przyzębia należą: zaczerwienienie i opuchnięcie dziąseł, ich nadwrażliwość i krwawienie, cofająca się linia dziąseł, obluzowane zęby, ból przy żuciu pokarmów, wrażliwe zęby oraz stale nieświeży oddech. Chorobie tej zwykle towarzyszy też próchnica. W Stanach Zjednoczonych i prawdopodobnie również w Kanadzie, zapalenie przyzębia dotyka około pięćdziesiąt procent osób dorosłych po trzydziestym roku życia.

Ropień zębowy

Ropień jest zbiorowiskiem ropy zlokalizowanym w miejscu ubytku, ukształtowanym pod wpływem dezintegracji tkanki. Przyczyną jego pojawienia się są zwykle mikroorganizmy atakujące tkankę. Ropień zębowy powstaje przeważnie z martwej tkanki miazgi zębowej, wskutek nieleczonej próchnicy lub zaawansowanej choroby dziąseł. Nieprawidłowe leczenie kanałowe również może doprowadzić do powstania ropnia.

Może mieć postać ostrą lub przewlekłą. Zależy to od szybkości jego kształtowania się oraz zdolności obronnych organizmu. Ostrej postaci ropnia towarzyszy ból, opuchlizna i gorączka. Przewlekła postać może przebiegać bezboleśnie. Tak naprawdę, dana osoba może sobie nawet nie uświadamiać istnienia ropnia, nawet jeśli rośnie on wewnątrz kości szczękowej.

Nieskuteczne leczenie ropnia może prowadzić do wystąpienia poważnych infekcji okolicznych tkanek oraz szpiku kostnego w szczęce. Poważna infekcja może doprowadzić do przedostania się ogromnej liczby bakterii do krwiobiegu, wywołując posocznicę (zatrucie krwi).

Jak dbać o higienę jamy ustnej czytaj w książce dr Bruce Fifa Płukanie ust olejem.

Czwarta zasada szamańska – Manawa

Autor: Munin

Hawajskie słowo “manawa” znaczy “czas, sezon, data, chronologia, okres czasu, od teraz”.
Wszystko ma swój czas. Tyle, że nie zawsze umiemy ten czas rozpoznać. Wstawiamy na kuchenkę potrawę, którą chcemy ugotować lub usmażyć. Możemy przytrzymać ją zbyt krótko albo zbyt długo. Nie trafimy wtedy w odpowiedni czas. Potrawa będzie niegotowa lub zniszczona.
W życiu, w przypadku praktyk szamańskich obowiązuje ta sama zasada. Od jej zrozumienia zależy w istocie wszystko. Przykład z bioenergoterapią. Energetyzujemy jakiś narząd lub czakrę i czujemy, że więcej energii nie przyjmie. To jest odpowiednia “manawa uzdrawiania”. Zdejmujemy dłoń i więcej nie wypuszczamy energii. Jeżeli nadal będziemy energetyzować, możemy zepsuć czakrę, kanały energii, przenergetyzować ciało.
Dając za mało energii, nie rozpoczniemy procesów uzdrawiania. Musimy zmieścić się w odpowiednim momencie.
Na innej płaszczyźnie działa to np. w haipule. Niektórzy nie rozumiejący zasady MANAWA chcą efektów od razu. Haipule jednak może przynieść widzialny efekt później. W tym momencie ważne jest, by wiedzieć, iż tak działa natura. Nie da się tego zmienić. Każdy chyba rolnik by chciał, aby jego zasiew wzrastał natychmiast. Lecz nie da się tego zrobić.
Często myli się szamanizm z biblijnymi cudami. Cuda, jeżeli się zdarzają, w co wątpię, nie muszą liczyć się z prawami natury. Bóg w żydowskich klechdach sam interweniuje i dokonuje creatio ex nihilo, czyli tworzy wydarzenie nie mające naturalnych przyczyn.
W szamanizmie działamy według praw natury i korzystamy z inteligencji i energii naturalnych. Dlatego musimy czekać na efekty, gdy zasialiśmy nasze ziarno - tyle czekać, ile potrzeba. Poznanie i zrozumienie tej zasady może okazać się dla ciebie kluczowe. Dzięki temu zrozumiesz, że nie ma sensu się stresować. Stres i zacietrzewienie nic nie zmienią. Twój pełen cierpienia wysiłek na nic się nie zda, jeżeli nie czas na pewne zmiany.
Współpraca z zasadą MANAWA powala się wycofać, zwolnić. Rolnik, który stoi ciągle na polu, pochylony nad swoimi ziarnami, albo rozdziobujący glebę by sprawdzić, czy rośliny zaczęły już wzrastać, czy mają dostateczne korzenie itd. może przyczynić się albo do własnego szaleństwa, albo do zniszczenia potencjalnych plonów.
Musi zaufać prawom i siłom natury. Dzięki nim żyje, oddycha, we właściwym czasie pojawił się na tym świecie i dzięki nim zbiera plony.
To jest zaufanie do swojej natury, nie zaś tylko do czegoś na zewnątrz. Ufamy naturze na zewnątrz, ponieważ zaufaliśmy tej wewnętrznej. Otrzymujemy wsparcie od kosmosu, gdy odnaleźliśmy wsparcie w sobie.
MANAWA jest jednym z kluczowych pojęć nie tylko w szamanizmie, ale i w życiu. Nie chodzi tu o jakieś ontologiczne spekulacje nad istotą czasu. Rzecz jest bardzo prosta, wyjaśnia ją pewne powiedzenie zen: kiedy jestem głodny - jem, kiedy jestem zmęczony - śpię. Kiedy jestem głodny - pojawia się czas na jedzenie, kiedy jestem zmęczony - pojawia się czas na drzemkę.
Tak żyć powinniśmy zawsze, zacznijmy od teraz. Nie czekajmy.
Gdy czuję, że nie jest to odpowiednia pora na jakieś działanie, ponieważ nie jestem przygotowany ani przekonany, nie robię go. Odkładam na potem. Teraz o nim nie myślę. Robię coś innego, coś, co w tym momencie odczuwam jako potrzebę wewnętrzną czy zewnętrzną, płynącą z ciała, umysłu lub z ducha.
Teraz jest czas na robienie tego, czego naprawdę chcemy. Jeśli nabawimy się odkładania naszej prawdziwej woli na potem, możemy jej nie urzeczywistnić, nie znajdziemy na to okazji.
Gdy jemy niedojrzałe owoce, są one cierpkie. Czy nie masz wrażenia, że twoje życie jest cierpkie? Może za pewne rzeczy zbyt wcześnie się zabierasz? Może twoja praca, twój związek czy cokolwiek innego podjęte zostały, gdy byłeś niedojrzały? Coś cię przerasta, ponieważ niedojrzały, nie rozwinięty podjąłeś się tego. Daj sobie czas - na wszystko. Nie spiesz się. “Festina lente!” powtarzał cesarz August, co znaczy po łacinie “Spiesz się powoli!”. Moja babcia też nauczyła mnie tego powiedzenia w dzieciństwie i dużo dla mnie znaczy do dzisiaj.
Ty czujesz, że na coś w twoim życiu jest niewłaściwy czas, ponieważ ty jesteś źródłem i bogiem swojego życia. Tylko że nie traktujesz tego poważnie. Nauczyłeś się ufać kategoriom umysłowym, stałeś się mądry mądrością pojęć i słów, pochodzącą z zewnątrz. Zamknąłeś się na intuicję, swoją mądrość wrodzoną. Umysł przedkładasz nad ducha. Poznanie przez dyskurs, dyskursywną myśl, pokawałkowane przez intelekt stawiasz ponad bezpośrednie poznanie intuicyjne, świadomościowe, duchowe, a potem przeżywasz tego skutki. Spóźniasz się, bo tyle czasu zajmuje to całe zastanawianie się. Albo przychodzisz zbyt wcześnie, jako że twoje myślenie ciągle cię niepokoiło i nie mogłeś się doczekać.
Ludzie szukają duchowych doświadczeń gdzieś tam i kiedyś. Hmm... Gdy odciąłeś dyskursywną myśl, inne duchowe doświadczenie niż to, które masz gdy obierasz ziemniaki lub zmywasz talerze nie jest ci potrzebne. Każde doświadczenie przebudzonej świadomości jest duchowe. To jeden z aspektów istoty nauk i praktyk zen. Nie ma specjalnych duchowych doświadczeń, których potrzeba szukać poza chwilą obecną.
Przestań myśleć. Szybko znajdziesz się tu i teraz. Nie ma czasu na myślenie jeżeli chodzi o MANAWA, o życie.
Myślenie może być czynnością, którą wykorzystujesz w jakimś celu, umysł ze swoimi reakcjami mentalnymi może być towarzyszem ducha, ale myślenie nie powinno być sposobem, na jaki żyjesz i tym, z czym się identyfikujesz.
Gdy czujesz potrzebę skorzystania z toalety doświadczasz we własnym ciele zjawiska związanego z zasadą MANAWA. Jest czas na pójście do ubikacji. To nie jest czas na inne działania, chyba, że nie będzie ci przeszkadzać duża i niezbyt ładnie pachnąca plama ma spodniach.
W swojej pracy z klientami metodami szamanizmu wykorzystuję zasadę MANAWA. Próbuję kierować się intuicją gdy coś do nich piszę czy mówię, by we właściwym momencie przekazać właściwe rzeczy. Wielu z nich jeszcze nie dojrzało do pewnych informacji, także jeżeli chodzi o efekty haipule. Potrzebują rozwoju, by dorosnąć i zacząć jeździć. Do wielu rzeczy ja nie dorosłem, do których dorośli moi nauczyciele. Nie wiem kiedy będę na tyle dojrzały, by robić to, co oni i umieć to, co oni, ale ufam, że rozwijam się we właściwym tempie - ani za szybko, ani za wolno. I biorę z nich przykład, co nie oznacza, że ich małpuję. Nie chcę tutaj ingerować z poziomu umysłu. Umysł jest tym średnio ograniczonym.
Oto bajka o trzech “braciach” - głupim, średnim i genialnym. Pierwszy brat to ciało (ku), drugi to umysł (lono) a trzeci to duch (kane). Jeżeli chcemy prowadzić genialne życie, powinniśmy słuchać się genialnego brata.
Duch pokazuje nam na co jest właściwy czas. Daje nam intuicje: “jeszcze nie teraz”, “jeszcze nie pora, nie idź tam” itd. To są płynące z naszej istoty informacje. Ponieważ rzadko kiedy ją znamy, towarzyszą one innym, pochodzącym z umysłu i ciała. Ciało mówi: “już, natychmiast, chcę rozładować napięcie, chce mi się np. seksu”. Umysł “zastanów się, przeanalizuj to, tak nie od razu”. A duch pokazuje właściwą porę.
(Jeżeli dominuje cię ciało, twoje słowa brzmią: "chce mi się" a nie "chcę". W żądzy nie ma wolności.)
Co od tego zależy w naszym życiu? Wszystko. Ludzie słuchający ciała zakładają związki dla seksu, by natychmiast rozładowywać napięcie lub szukają “podwórkowych przygód” jak uliczne kundle. To niegodne. To bardzo mało uduchowione osoby, posłuszne głupiemu bratu. Nie dbam o to, co na to powiedzą zwolennicy “powszechnej tolerancji”. Nie mam tolerancji dla tego, co uważam za niegodne człowieka.
W naszym życiu to są najpraktyczniejsze rzeczy na świecie. Czujemy się popychani do zrobienia czegoś już, natychmiast. Idź to pracy, znajdź partnera, szybko, szybko, nie ma czasu do stracenia itd. Korzystaj z życia, żyj przyjemnie. Zwierzęta mają w naturze zaspokajanie swoich popędów. Dla człowieka nie jest to naturalne. On swoje popędy ma możliwość i moralny obowiązek poddawać duchowi i świadomości. Świadomość przekształca je w narzędzia, w moce, w dyspozycje. Ale nie wtedy, kiedy wyznajemy zasadę “im szybciej, tym lepiej”. Gdy nauczyliśmy swoje ku reagowania na popędy, pożądania jako na coś, co powinno być bezwzględnie realizowane, bez prześwietlenia tego światłem świadomości ducha, sami skazujemy się na cierpienia: na nieudane związki, na niechciane ciąże, na AIDS czy zobojętnienie wskutek współżycia z wieloma partnerami, na wypadki drogowe spowodowane brawurą, na pochopne decyzje odnośnie do zawodu, edukacji, pracy, biznesu, zakupu domu itd.
Czy nie czujesz się w tym momencie przez coś pchany i niepokojony? Jakaś siła jakby mówi ci: no działaj, co tak siedzisz, musisz działać, nie ma czasu. Możesz odpowiedzieć tej sile: MANAWA. Mam czas. Mam mnóstwo czasu. Cały czas należy do mnie. Wezmę się za konkretne rzeczy w odpowiednim czasie. Do niczego się nie spieszę. Wszystko wykonuję w odpowiednim momencie. To ostatnie to bardzo dobra afirmacja do powtarzania.
Rodzice, nauczyciele, pracodawcy wychowali nasze ku by ciągle było popędzane, jak koń pociągowy czy wyścigowy. Nawet gdy nic nie robimy, odczuwamy działanie tych nawyków. Zwłaszcza gdy uczymy się medytacji lub koncentracji możemy to odczuć. Usiedzenie w spokoju przez kilka nawet minut to wielki problem. Ku i lono zajęte są ciągłym dążeniem do czegoś na zewnątrz, robieniem czegoś, śpieszeniem do czegoś, co w ogóle nie ma sensu w tym momencie.
W medytacji możesz to sobie uświadomić. W życiu codziennym zazwyczaj sobie tego nie uzmysławiasz, dlatego to realizujesz.
Gdy jestem głodny - jem, gdy jestem zmęczony - śpię. Proste, ale jakże trudne, gdy nasze ku ma tak wiele nawyków, które sprawiają, że jemy wtedy, gdy wypada i śpimy wtedy, gdy wypada. To jednak, co wypada, wcale nie musi być zgodne z właściwym czasem.
Umysł człowieka nie rozumie i nigdy nie zrozumie natury. Tylko duch ma kontakt z naturą, jako że sam jest tą naturą i tylko on może znać właściwy czas na wszystko. Umysł, który mierzy czas, gubi się w jego paradoksach jak np. doczesność w wieczności itd. Duch nie ma takich problemów. Dla niego istnieje tylko tu i teraz. Wszystko inne to złudzenia, wytwory umysłu.
Gdy chcemy coś usilne przyśpieszać, ulegamy ku, czyli ego, które się w oparciu o nie pojawia w umyśle. Pragniemy wszystko zmieniać, by było inne, niż jest. To wielki problem człowieka. Zamiast odczytywać naturę, rzeczywistość, on chce ją pisać i poprawiać. Mądrym, oświeconym można stać się tylko poprzez spotkanie się z prawdą, wyjście naprzeciw rzeczom, a nie stworzenie siebie jako mądrego czy oświeconego. Poprzez spotkanie z tym, co jest obiektywne, w czym duch może rozpoznać siebie jako wolnego od iluzji.
To odbywa się w tu i teraz. MANAWA jest w istocie tym, co w zen nazywa się “satori”. To rozpoznanie prawdziwej natury w chwili obecnej, przebudzenie się do tu i teraz. Pozostawienie przeszłości i przyszłości. Przeszłość i przyszłość nie istnieją, to tylko projekcje umysłu. Dlatego przebacz, by tego ze sobą absurdalnie nie nosić.
Nie działasz dla przyszłego celu - nie tak postępują kahuni. Uzdrowienie nie ma być osiągnięte za miesiąc, za rok, ale teraz, w tym momencie. Teraz jest moment mocy. Najpierw zaistnieje ono na poziomie duchowym, a jeżeli dojdzie do tego w tym momencie, reszta jest tylko manifestacją tego uzdrowienia na innych poziomach.
Nawet gdy masz plany, formułuj je tak, jakbyś już osiągnął to, co planujesz osiągnąć. Nie zniekształcaj swojego doświadczenia przyszłością, perspektywą przyszłości. Przejęty przyszłością nie będziesz w stanie dostrzec właściwego momentu dla spraw, które powinny zostać wykonane teraz.
Będziesz ślepo dążył do zewnętrznego celu, choć zen głosi, że mądry łucznik zawsze celuje w samego siebie i nie strzela dla nagrody.
Jeżeli chcesz wiedzieć, co jest dla ciebie naturalne, nie słuchaj swojego ciała ani umysłu. Możesz naczytać się książek o diecie wegetariańskiej czy jej braku, różnych zasad zdrowego życia itd. Twoja głowa może być pełna schematów, albo i cennych wiadomości, które mogą zostać wykorzystane twórczo i szczegółowo. Ale prawdziwym źródłem wiedzy o naturze, ostatecznym źródłem wiedzy o naturze są duch i doświadczenie duchowe. To nie jest jakieś tam dziwne przeżycie absolutu za chmurami, ale przeżycie samego siebie. (W ogóle bezpośrednie doświadczenie czegokolwiek jest doświadczenie duchowym, o czym wiedzą mistrzowie zen. Na poziomie doświadczenia bezpośredniego nie ma dualizmu na duchowe doświadczenie i nieduchowe.) To słuchanie się swojego serca i podążanie za jego głosem. Rób tak, a twoje życie będzie takie, jakie zawsze pragnąłeś, by było, bez nerwowej chęci zmiany wszystkiego i wszystkich.
Zamiast wykładać cały świat asfaltem, załóż buty.
Niech twoją intencją będzie odczytanie tego, co mówi do ciebie serce w tym momencie a potem robinie tego i tylko tego we właściwym, wskazywanym przez intuicję czasie.
Ta intuicja nie jest jakimś tam mistycznym odczuciem, ale przejawia się w umyśle i w ciele, w energii i oddechu. Gdy skierujesz się do ducha, do wnętrza, zmieniasz orientację z cielesnej i umysłowej na duchową, informacje od ducha będą docierały i przejawiały się w ciele i umyśle jako zjawiska, reakcje, odczucia, cała seria przeczuć itd.
Ciało i umysł staną się tym, czym zawsze być powinny: narzędziami i tylko narzędziami dla ducha, nie zaś źródłem dla twojego życia i podstawą dla podejmowania decyzji.
Jeżeli zechcesz kiedykolwiek nawiązać kontakt z chwilą obecną, możesz skupić się podczas czterech kolejnych oddechów kolejno na: (1) wrażeniach wdechu i wydech przez nos, (2) na ruchach klatki piersiowej i brzucha, (3) na biciu serca i pulsie, (4) na całym ciele. Możesz dla wzmocnienia efektów dodać jeszcze afirmację podczas kolejnego, piątego oddechu. Podczas wdechu przenosisz się w kontakt z chwilą obecną, podczas wydechu mówisz: “tu i teraz świadomy jestem całego swojego jestestwa”.
To ćwiczenie nazywa się w hunie "Ha!" (znaczy to tyle, co "oddech") i możesz je wykonywać gdzie chcesz, kiedy chcesz, nawet wiele razy za koleją, jeżeli przynosi ci korzyści. Dobrze jest zaczynać nim różne inne praktyki huny.
Co się dzieje, gdy spóźniasz się na pociąg? Nie pojedziesz nim. W życiu mamy wiele różnych pociągów i często się na nie spóźniamy. Nie to jest jednak problemem. Nasz naturalny cel nie znajduje się na zewnątrz. Zewnętrzne okoliczności mogą być albo “nasze”, czyli twórczo przez nas zorganizowane, wywołane, albo “nie nasze”, a wtedy czujemy się pochłonięci przez przypadkowość.
Gdy skupiamy się na chwili obecnej możemy dowiedzieć się co jest “nasze” a co nie jest “nasze”. Co jest dziełem naszego ducha, a co wytworem otoczenia, z którym się utożsamiamy.
Dla przykładu studiujemy jakiś kierunek i "coś" w nas "pragnie" to robić dalej, ale w chwili obecnej doświadczamy poczucia “nie nasze”. Choć pragniemy, to nie zjawiamy się na zajęciach, bycie na zajęciach stałoby się dla nas torturą, czymś wbrew sobie. Ale pod warunkiem, że mamy kontakt z duchem w chwili obecnej. Od umiejętności wsłuchania się, odnalezienia się w chwili obecnej, a nie we własnych projekcjach umysłu i pragnieniach zależy to, czy rozpoznamy nasz właściwy pociąg i czy się na niego nie spóźnimy.
Bywa, że wsiadamy do nie naszych pociągów (bo na nasz się spóźniliśmy) i potem dojeżdżamy tam, gdzie nie chcemy dojechać. Rozpoczynamy kierunek studiów albo podejmujemy pracę, które nie są naszą pasją, a potem przez lata męczymy się, gnębimy i w ten sposób osłabiamy swoje zdrowie zmuszając się do robienia tego, czego w rzeczywistości nie chcemy robić.
Kiedy robisz to, czego nie chcesz robić pojawia się właściwy czas - czas na to, by przestać to robić. Życie ma sens tylko wtedy, gdy robimy to, czego naprawdę chcemy. A to, czego naprawdę chcemy, możemy poznać tylko w chwili obecnej, traktując to, co przeżywamy tu i teraz, a nie to, co myślimy o przyszłości (pragnąc mieć np. papierek studiów wyższych albo dobrze płatną pracę, by ludzie na nas patrzyli z dołu i nas podziwiali, uwielbiali, zaliczali nas do “wykształconych” i “dobrze zarabiających”) za podstawę dla naszej decyzji.
Gdy zaczniemy nadawać mocy temu, co przeżywamy w tym momencie, kiedy będziemy żyć tak, jakby nigdy miało nie nadejść żadne “jutro” ani nigdy nie istniało żadne “wczoraj”, zawsze zdążymy na nasz pociąg. Ba, sami będziemy pisać sobie rozkład jazdy. (Wizje celów są ważne, ale tylko oparte na doświadczeniu tu i teraz mają moc się spełnić, jako że płyną z obiektywnych możliwości.)
Nie będziemy pracować dla pieniędzy, ale dla ducha. Nie będziemy studiować dla papierka, ale dla ducha, dla jaźni.
Robienie wszystkiego dla ducha, dla jaźni w jodze nazywa się “purushartra”.
Człowiek powinien mieć duchowy cel w życiu, urzeczywistnienie ducha powinno być jego celem, w przeciwnym razie chybia celu w każdej dziedzinie, która pozornie nawet nie ma nic wspólnego z duchem.
Gdy odkrywamy siebie w chwili obecnej, stajemy się słońcem swojego życia zamiast być jego satelitą. Wiesz, że jesteś centrum i wszystko jest dla ciebie, dla ducha, jaźni. To nie ty jesteś dla czegoś innego. Masz pozycję króla a nie niewolnika. Jest to już treść szóstej zasady huny, która nazywa się MANA (co oznacza “władza”). By jednak spełniać funkcję panującego, potrzeba najpierw osadzenia w chwili obecnej. Pochłonięci myślami o przeszłości i przyszłości oraz emocjami nie będziemy w stanie panować nad własnym myśleniem, tym bardziej nad energią i materią.
Co czujesz w tym momencie? Zróbmy ćwiczenie. Skup się na swoim ciele. Poszukaj miejsc, które czujesz jako napięte lub niewygodne. Zwróć uwagę na oddech i ciało energetyczne, które się w nim manifestuje. Jaki jest twój oddech? Popatrz na swoje ciało emocjonalne, w jakim jest stanie? Czego teraz potrzebuje? Spójrz na swoje myśli, czyli ciało mentalne.
Dzisiaj stale pędzimy i nie mamy czasu, by usiąść i sobie to wszystko uświadomić. Dlatego pogłębiamy stres, napięcie, chorobę, cierpienie, niezadowolenie, poczucie bycia zniewolonym, które płynie z faktycznego zniewolenia myślami, egoizmem i stresem.
Ego jest myśleniem. Gdy myślenie ustaje, ego znika. Myślenie ustaje, ale nie świadomość. Ustaje w tym sensie, że nie dominuje twojej świadomości. Myśli nadal występują, ale niejako na jej peryferiach i służą za narzędzia, nie zasiadają jednak na tronie twojego życia.
W mitologii nordyckiej istnieje mit o bogu Odynie i jego dwóch posłańcach, krukach - Huginie (Myśl) i Muninie (Pamięć). Myśl wybiega w przyszłość a Pamięć w przeszłość. Ale oba kruki służyły Odynowi. Były na jego rozkazy. Odyn był kimś różnym od swoich kruków.
My jednak nie widzimy tej odmienności, gdy jesteśmy stale zabiegani. Myśl i Pamięć stają się Odynem. Ale nie ma takiego mitu w mitologii nordyckiej.
Jeżeli mamy panować, jeżeli mamy być bogami swoich żyć, Hugin i Munin muszą stać się naszymi sługami. Nic nie może oddzielać nas od doświadczenia chwili obecnej (stać powyżej bezpośredniego przeżywania jako autorytet). A ona przynosi nam ciągle nowe doświadczenia i lekcje.
Uczy nas odczuwania bezpośrednio, patrzenia bez masek, bliskości i bezpośredniości, otwartości serca na rzeczywistość i innych. Zamiany imitacji i fantazji myślowych na prawdziwe skarby natury.
Gdy tylko przestaniemy uciekać od tego momentu, stajemy się studentami natury. Uczymy się co jest właściwe a co niewłaściwe, co jest istotne a co nieistotne. Uczymy się odróżniać ducha od ciała i umysłu, współczucie i miłość od żądzy, wiedzę od niewiedzy, iluzję od rzeczywistości. Uczymy się rozpoznawać właściwy czas by zacząć jakieś działanie i właściwy czas by go zaniechać.
Żeby jednak brać udział w wykładach i ćwiczeniach na tych studiach, potrzeba być tutaj, potrzeba znajdować się na sali wykładowej a nie bujać w obłokach czy podążać za swoimi wyobrażeniami albo wspomnieniami siebie i swoich niepowodzeń, lub też bliskich i ich porażek.
W tym momencie odkrywamy przeogromne, niewyczerpane możliwości. W życiu wiele z pewnością straciliśmy. Uciekło nam wiele pociągów. Nie były to jednak ostatecznie nasze pociągi. Tego, co naprawdę nasze nie można ani stracić, ani zyskać. Względnie można stracić szansę na zdrowie, udany związek czy duże pieniądze, ale nigdy nie da się stracić szansy na to, by odkryć w tym momencie, w samych sobie moc, aby przerwać pasmo niepowodzeń i zacząć odnosić sukcesy. Największym sukcesem, sukcesem wszystkich sukcesów jest rozpoznanie swojej prawdziwej natury jako różnej od ciała i umysłu. Wiesz wtedy, że wszystko, co straciłeś lub zyskałeś na poziomie ciała i umysłu, czy były to pieniądze, czy wykształcenie, czy nawet zdrowie, ładny wygląd itd. nie było naprawdę zyskiem ani stratą dla ciebie, dla ducha.
Gdy poświęcisz pieniądze i wykształcenie swojej duchowej ścieżce, przede wszystkim intencji wyzwalania od cierpienia innych, nie zabraknie ci ani pieniędzy, ani wiedzy czy zdolności intelektualnych, otworzysz też źródło uzdrowienia. Chwila obecna będzie dla ciebie jak Lampa Aladyna a nie Puszka Pandory.
I nie mówię tu o jakimś fałszywym, egoistycznym altruizmie. Nie wyzwolisz od cierpienia innych, jeżeli najpierw nie wyzwolisz siebie. Nie dasz innym tego, czego sam nie masz. A najcenniejsze, co możemy dać innym, to nie pieniądze czy tym podobne, ale właściwy przykład, który pokaże im co to znaczy wolność od cierpienia, co to znaczy żyć jak człowiek oświecony i na każdym kroku odnosić sukcesy dzięki swojej wewnętrznej mocy, MANIE.
Gdy będziesz słaby, staniesz się przykładem słabości. Stare przegenialne łacińskie powiedzenie głosi: Verba docent, exempla trahunt (Słowa uczą, przykłady pociągają).
Pokaż innym jak to jest panować nad swoim życiem i mieć wiedzę o sensie życia oraz tym, co dalej. Nie martw się tym, że będziesz niezrozumiały, twoje słowa nie mają tu nic do rzeczy.
Nie martw się tym, czy cię inni zrozumieją i skorzystają z twoich właściwości. Możesz nie wypowiedzieć ani słowa - twoja bliskość w chwili obecnej zacznie działać oświecająco.
Dlatego nie ma potrzeby ciągle mówić “szamanizm” czy “duchowość”. Po co odwracać swoją uwagę od teraźniejszości, od autentyczności, by snuć historie na temat abstrakcji?
Dziś pada tak wiele słów, zwłaszcza w dobie Internetu. Był pewien mistrz zen, który szukał kogoś, z kim mógłby porozmawiać bez słów. Chwila obecna ma największą moc. Jak w opowieści z życia Buddy. Przyszedł do niego człowiek, który zalał go pytaniami. Budda jednak milczał. Człowiek ten wreszcie przestał mówić, pokłonił się, podziękował za naukę i wyszedł. Zrozumiał istotę buddyzmu poprzez działanie zasady MANAWA.
Urządź sobie tak życie, by ci się podobało, byś się w nim dobrze czuł, by było to naprawdę twoje życie. Nie pełne warunków: będę szczęśliwy, jeżeli. Nie nieustannie wpatrzone w przyszłość. Wpatrzenie w przyszłość to ślepota. Zapewne wielu potrąconych przez samochody na przejściach dla pieszych wpatrywało się w przeszłość lub w przyszłość. Nie twórz wypadków. Nie stawaj się "ofiarą losu".
Zorganizuj sobie tak życie, by to, co przeżywasz w tym momencie, było dla ciebie kryterium. By czuć się zawsze dobrze tu i teraz, nie kiedyś tam. Nie gdy skończysz studia czy dostaniesz dobrą pracę. Teraz. Stań się pępkiem swojego świata. Dlaczego nie - bądź pozytywnie próżny. Masz prawo żyć w sposób, który jest dla ciebie wygodny i inspirujący. Wygoda (nie utożsamiajmy jej z rozwiązłą rozpustą, którą nazywa się po łacinie “luxuria”) to przeciwieństwo tego, co Budda nazywał “dukkha”, w sanskrycie mówi się o tym “sukkha”. Słowo “dukkha” jest jak sądzę źródłem słowa “dukać”, czyli “mówić niepłynnie, z przeszkodami”. Używano go dla oznaczenia źle działającego koła garncarskiego. “Sukkha” zaś to właściwe, poprawne działanie tego koła. (Można nieco skomplikować Czytelnikowi życie i wprowadzić tu wątek czakr jako kół energetycznych). W swobodzie nie ma egoizmu. Egoizm wiąże się z odczuwaniem dukkhi. Gdy pracujesz jak wół i bijesz się z samym sobą za każdym razem, gdy masz pójść do pracy - to jest egoizm. Nie to, że spontanicznie i łatwo zarabiasz pieniądze oraz opływasz w nie. Pieniądze sprawiają, że życie jest łatwe, jest sukkha. Pieniądze są duchowe, buddyjskie. Bieda, stres, wymęczająca praca, robienie czegoś wbrew sobie to dukkha. Są ludzie, którzy lubią wykonywać ciężkie prace. Jeżeli jednak ty wykonujesz taką pracę i tego nie lubisz, robisz to z egoistycznych pobudek.
Możemy się w myślach podziwiać: jak ja ciężko pracuję, jakie to wspaniałomyślne, jestem człowiekiem uczciwie zarabiającym. Ciężka praca i uczciwość to dwie różne rzeczy. A samo myślenie o sobie w kategoriach wspaniałomyślności to ewidentny egoizm.
Mądry jest mędrzec, który o tym nie wie. Jeżeli zaczynasz studia by czuć się kimś mądrym, z wyższej półki, obiecuję ci, że staniesz się głupszy im bardziej będziesz się czuł mądrzejszy. Twojej niewiedzy przybędzie. Gdy połączysz się z chwilą obecną, nikt i nic nie będzie ci musiał mówić co masz robić. Jesteś głodny to jesz, jesteś zmęczony to śpisz. I tysiące innych rzeczy oraz pomysłów. Masz kontakt z tym, co istnieje, w chwili obecnej odbierasz różne sygnały, intuicje, informacje ze swojego ciała, umysłu i ducha. Czego więcej ci potrzeba, by żyć właściwie? Chyba tylko jeszcze głębszego wchodzenia w bliskość i bezpośredniość, pozbywania się tego, czego się nauczyłeś, tych wszystkich “wielkich mądrości”, które są “wielką głupotą” ludzkości. Gdy jesteś świadomy tego, co dzieje się w tym momencie, nie potrzeba ci niczego więcej, nie masz żadnej drogi do przejścia.
Wówczas to, co robisz i twoje życie zaczynają płynąć z ciebie. Jesteś jak drzewo owocowe: rozwijasz się, kwitniesz we właściwym czasie i we właściwym czasie wydajesz owoce. To oczywiście tylko metafora - nie jesteś drzewem. Drzewo nie może być niemądre, nie może kwitnąć przedwcześnie. Ale człowiek może. Może zahamować swój rozwój, może chcieć przyspieszyć lub opóźnić to, co powinno pojawiać się naturalnie. I wtedy je zielone jabłka, od których cierpnie mu język narzekając, że życie jest złe, że jego związek jest zły, niesmaczny, że seks przestał cieszyć itd. Albo staje się jak nastolatek, który siada za kierownicą za wcześnie, by powodować wypadki i porozbijać karoserię, nabijając sobie przy tym kilka guzów (to oczywiście bardzo oszczędne w drastyczne wątki porównanie).
Podejście starożytnych sceptyków jest najlepsze. Czekali oni na odpowiedni moment by wypowiedzieć jakiś sąd o świecie. Dawali się przekonywać samemu światu, nie uprzedzali faktów myśleniem. Czegoś doświadczali i o tym mówili. A jeżeli nie doświadczali, nie byli “kopani w tyłek” przez rzeczywistość, nigdzie “nie szli” i nic “nie robili”. To się nazywa duchowe prowadzenie, taoistyczny głupiec.
Taoiści czekają na odpowiednie wiatry, prądy energetyczne, które ich niosą - to są te cudowne taoistyczne “właściwe momenty”, działanie w niedziałaniu (wu-wei). Po co wiosłować, skoro można żeglować? Wymaga to jednak otwartości na chwilę obecną, kontaktu z tym, co dzieje się tu i teraz.
Ciało i umysł obciążone myśleniem o przyszłości i przeszłości nie mają siły ani przestrzeni, nie mają możliwości by połączyć się z tym, co ma miejsce w teraźniejszości.
Rozmyślanie o przeszłości i przyszłości skutkuje stresem, troską, obawami i brakiem uwagi dla nadjeżdżającego samochodu czy też dobrej okazji na zrobienie dobrego biznesu.
Moja sceptycka, nieco zabawna i praktyczna zasada, kongenialna zasadzie MANAWA brzmi: "zwlekaj ze wszystkim tak dalece, jak to tylko możliwe, byle nie bardziej". Szkielet dla tej półżartobliwej zasady powziąłem z powiedzenia Einsteina: "wszystko powinno się upraszczać, ale nie bardziej, niż jest to możliwe".
MANAWA to maksymalna prostota, która żyje chwilą obecną, ponieważ jest to proste (a zarazem tak trudne dla ludzi o określonych nawykach). Należy jednak odróżniać prostotę od prostactwa.

www.muninszaman.blogspot.com
A gdyby tak nagle usunąć pszenicę z naszej diety?

Autor: Dr Bruce Fife

A gdyby tak nagle usunąć pszenicę z naszej diety?

Większość z nas poczułaby się zupełnie zagubiona. Nie wiedzielibyśmy, jak przygotowywać bez niej posiłki. Myśl o całkowitym wyeliminowaniu pszenicy jest zatrważająca. A jednak wiele osób musi sprostać temu wyzwaniu. Niektóre z nich są uczulone na pszenicę lub cierpią na nietolerancję glutenu – białka zawartego w wielu zbożach. Są też i ci, którzy unikają pszenicy i innych zbóż, żeby zmniejszyć ilość spożywanych węglowodanów, pragnąc poprawić stan zdrowia albo zgubić nadmiar kilogramów. Niezależnie od przyczyn, dla których chcesz unikać pszenicy, planowanie posiłków bez niej nastręcza wielu trudności.

Próbując rozwiązać ten problem, producenci żywności wytwarzają różnorodne chleby i mąki o niskiej zawartości węglowodanów albo niezawierające pszenicy. Alternatywy te robione są z roślin strączkowych, ziemniaków, orzechów i nasion. Problem z większością tych produktów jest taki, że nawet jeżeli są bezglutenowe, to zazwyczaj są bogate w węglowodany, a jeśli mają niską zawartość węglowodanów, to zawierają dodatek glutenu. Niewiele alternatyw pszenicy jest zarówno bezglutenowych, jak i ubogich w węglowodany. Najbliższa ideałowi jest mąka sojowa. Zawiera dużo białka i błonnika, jednakże w przypadku, gdy nie podda się jej znacznej obróbce i nie wzbogaci polepszaczami smaku i dodatkami, nie jest smaczna ani nie ma odpowiedniej struktury. W dodatku najnowsze badania medyczne pokazują, że spożywanie nadmiernych ilości białka sojowego może prowadzić do wielu problemów zdrowotnych, takich jak choćby niedoczynność tarczycy, demencja i zaburzenia hormonalne. Cóż za ironia – wiele osób, które chcą zrzucić wagę poprzez zmniejszenie ilości spożywanych węglowodanów, je soję, która sprzyja niedoczynności tarczycy i tyciu! Dlatego też obecnie wielu ludzi stara się unikać soi. Większość bezglutenowych produktów o niskiej zawartości węglowodanów, które stanowią alternatywę dla pszenicy, jest bardzo drogich i – prawdę mówiąc – nie smakuje tak dobrze, chyba że zostaną naszpikowane różnego rodzaju polepszaczami smaku i słodzikami.

Doskonałym rozwiązaniem jest mąka kokosowa.

Ma ona naturalnie niski poziom przyswajalnych węglowodanów, nie zawiera glutenu, jest tańsza od mąk z większości innych orzechów, jest pełna sprzyjającego zdrowiu błonnika oraz ważnych składników odżywczych i wyśmienicie smakuje. Zrobiona jest z drobno zmielonego miąższu kokosowego, z którego usunięto większość tłuszczu i wilgoci. Można jej używać w znacznym stopniu tak, jak mąki pszennej, do wyrobu różnorodnych i przepysznych chlebów, placków, ciasteczek, tortów, przekąsek i deserów, a także dań głównych. Mąka kokosowa zawiera również mniej węglowodanów niż soja lub mąki z innych orzechów, a także więcej bezkalorycznego błonnika niż inne alternatywy pszenicy. Jest również dobrym źródłem białka. Chociaż nie zawiera glutenu – pewnego typu białka obecnego w wielu zbożach – to nie brakuje w niej białek. Zawiera więcej białka niż wzbogacona mąka biała, mąka żytnia, czy też mąka kukurydziana, a mniej więcej tyle samo, co mąka gryczana lub mąki z pełnego przemiału.

Chleby pieczone na mące kokosowej są lekkie i miękkie oraz mają wspaniały smak i strukturę.

KOKOS – doskonały dla alergików

Wiele osób ma dylemat, gdyż cierpiąc na alergie pokarmowe chcą unikać pewnych potraw, ale ich alternatywy wcale nie okazują się lepsze. W tym momencie pojawia się kokos, będąc uważany za hipoalergiczny, polecany jest tym, którzy uczuleni są na orzechy, pszenicę, soję, mleko i inne potrawy powszechnie uznawane za alergenne. Zazwyczaj osoby te mogą bez obaw spożywać dowolne ilości kokosów. Mąka kokosowa zapewnia bogatą w korzystny dla zdrowia błonnik, a zarazem ubogą w przyswajalne węglowodany alternatywę dla pszenicy.

Gorąco zachęcam do przeczytania książki Cud mąki kokosowej. Dowiesz się z niej, w jaki sposób z sukcesem wykorzystywać ją w kuchni oraz poznasz jej ważne cechy. Znajdziesz w niej również ciekawe przepisy, które pokazują, jak zrobić przeróżne chleby i inne potrawy, smakujące równie dobrze, jeżeli nie lepiej, co ich pszenne odpowiedniki.

Mąka kokosowa to alternatywa dla ludzi cierpiących na różnego rodzaju alergie pokarmowe, którzy jednak pragną spożywać zdrowe i pożywne posiłki.

Wypróbuj przepis na przepyszne babeczki waniliowe.

BABECZKI WANILIOWE


3 łyżki stołowe roztopionego masła

3 jaja
1/3 szklanki cukru
1/4 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki wanilii
1/4 szklanki przesianej mąki kokosowej
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia

Zmiksuj masło, jaja, cukier, sól i wanilię. Zmieszaj mąkę kokosową z proszkiem do pieczenia i połącz wszystkie składniki, ubijając ciasto dokładnie, aż nie będzie w nim żadnych grudek. Wylej ciasto do natłuszczonych foremek na babeczki. Piecz 15 minut w temp. 205˚C. Pokryj wybraną polewą. Wystarczy na 6 babeczek.

Smacznego

Diety niskotłuszczowe – czy na pewno zdrowe?

Autor: Andreas Moritz

Promowanie diety niskotłuszczowej jako „najzdrowszej ze wszystkich innych diet” może częściowo odpowiadać za stały wzrost zapadalności na choroby wątroby i pęcherzyka żółciowego wśród osób mieszkających w krajach rozwiniętych. Nadal twierdzi się, że produkty bogate w białko są bardzo ważne w rozwoju siły fizycznej i witalności. Tłuszcze natomiast określa się jako przyczynę wielu współczesnych chorób współczesnych, w tym miażdżycy.

Na początku dwudziestego wieku bardzo rzadko dochodziło do ataków serca. Od tamtej pory spożycie tłuszczu na głowę utrzymuje się niemal na takim samym poziomie. Konsumpcja białka od drugiej wojny światowej zwiększyła się najbardziej w zamożnych częściach świata. Nadmierne spożycie produktów białkowych w krajach uprzemysłowionych przyczynia się do bezprecedensowej liczby chorób krążenia i zgonów na skutek ataków serca. Te problemy zdrowotne występują niezwykle sporadycznie wśród grup etnicznych żywiących się głównie produktami wegetariańskimi. W raporcie wydanym przez Amerykańskie Towarzystwo Medyczne stwierdzono, że dzięki stosowaniu diety wegetariańskiej można zapobiec 97% wszystkich przypadków zakrzepicy prowadzącej do ataków serca.

Chociaż w produktach zbilansowanej diety wegetariańskiej mogą znajdować się większe ilości tłuszczów, nie wydają się one mieć jakiegokolwiek negatywnego wpływu na układ krążenia (chyba że, oczywiście, zostaną zanieczyszczone szkodliwymi kwasami tłuszczowymi trans). Spożywanie białka pochodzenia zwierzęcego powoduje natomiast twardnienie naczyń krwionośnych wątroby, co prowadzi do tworzenia się kamieni w przewodach żółciowych. Obecność tych kamieni powoduje z kolei zmniejszenie produkcji żółci w wątrobie. Przyczynia się to do osłabienia zdolności organizmu do trawienia tłuszczów. Lekarze mówią takim osobom, że z powodu niestrawności, potencjalnego przybierania na wadze i innych dolegliwości wynikających z ich stanu powinny one ograniczyć spożycie tłuszczów. Takie działanie uniemożliwia jednak pęcherzykowi żółciowemu całkowite usunięcie żółci, co prowadzi do jeszcze poważniejszych trudności w trawieniu tłuszczu. W końcu dochodzi do tego, że w organizmie brakuje potrzebnych mu niezbędnych tłuszczów i witamin w nich rozpuszczalnych. Na skutek tego wątroba zaczyna intensyfikować produkcję cholesterolu, przyczyniając się do tworzenia jeszcze większej liczby kamieni żółciowych.

Im mniej tłuszczu dociera do organizmu wraz z pożywieniem, tym gorzej. Ponieważ jednak tłuszcze nie mogą już być trawione we właściwy sposób, zaczyna się sytuacja tak zwanego zamkniętego koła, które w większości przypadków można przerwać jedynie poprzez usunięcie wszystkich kamieni z wątroby i pęcherzyka żółciowego, a następnie poprzez stopniowe zwiększanie spożycia tłuszczu do prawidłowego poziomu.

Przykładowo: jedną z przyczyn tego zamkniętego koła może być mleko niskotłuszczowe. Mleko pełnotłuste, w swojej naturalnej postaci, zawiera odpowiednią ilość tłuszczów wymaganych do strawienia białek mleka. Bez tłuszczów zawartych w mleku jego białko pozostaje niestrawione. Kiedy z mleka usunie się większą część tłuszczu, pęcherzyk żółciowy nie jest odpowiednio stymulowany do uwalniania odpowiednich ilości żółci, niezbędnej w usprawnianiu trawienia zarówno białka mleka, jak i jego tłuszczów. Stąd też niewłaściwie strawione białka i tłuszcze zawarte w mleku dostają się do przewodu żołądkowo-jelitowego. Znaczna część białka ulega procesom gnilnym, zaś tłuszcze jełczeją. Prowadzi to do poważnego zatoru limfatycznego, na co często wskazują wzdęte brzuszki u małych dzieci karmionych mieszankami dla niemowląt. Takie dzieci cierpią na kolkę jelitową. Ich twarze nie są szczupłe, ale księżycowate, zaś rączki, nóżki i żołądek – wzdęte i obrzmiałe. Są podatne na przeziębienia i inne infekcje, mają problemy ze spaniem i na ogół dużo płaczą. Niestrawione mleko lub mieszanka mleczna mogą odpowiadać u bardzo małych dzieci za rozwój kamieni żółciowych w wątrobie. Nawet mleko pełnotłuste sprzedawane dzisiaj w sklepach ma zmniejszoną zawartość tłuszczu, co sprawia, że u większości ludzi mleko pozostaje niestrawione.

Więcej szokujących informacji o zdrowiu znajdziesz w książce Oczyszczanie wątroby i woreczka żółciowego.

Aluminium

Autor: Dr Bruce Fife

Ze wszystkich metali toksycznych aluminium najczęściej kojarzone jest z chorobą Alzheimera. Od dawna wiadomo, że jest trujące dla żywych tkanek. Powiązania z Alzheimerem odkryto w latach 60., kiedy aluminium podawano neuronom z hodowli laboratoryjnej. Powodowało ono zmiany w tkance nerwowej podobne do tych obserwowanych w mózgach osób chorych na Alzheimera. Co więcej, gdy aluminium dodawano do pożywienia zwierząt laboratoryjnych, doznawały one uszkodzeń neurologicznych. Powiązanie zostało umocnione, gdy doniesiono o przypadku kilku pacjentów poddawanych dializie, którzy zapadli na demencję związaną z podniesionym poziomem aluminium w płynie dializowym.11 Gdy płyn dializowy oczyszczono z aluminium, demencja znikła. Dalsze dowody napłynęły, gdy naukowcy odkryli obecność aluminium w blaszkach amyloidowych i splątkach neurofibrylarnych w tkankach mózgowych pacjentów zmarłych na Alzheimera.12 Odkrycie zostało okrzyknięte przez prasę długo poszukiwaną przyczyną Alzheimera, w związku z czym stało się znane szerokiej publiczności. Opublikowano wiele wyników badań na ten temat, niektóre z nich wykazują nawet możliwy związek między aluminium a SLA i Parkinsonem.13 Jednakże całkowity materiał dowodowy wykazywał sprzeczne wyniki. Niektóre badania nie wykazały podwyższonego poziomu aluminium u ogółu pacjentów chorych na Alzheimera. Spowodowało to wiele wątpliwości, czy rzeczywiście istnieje powiązanie między aluminium a Alzheimerem. Jednakże późniejsze analizy, w których korzystano z bardziej dokładnych metod pomiaru, potwierdziły obecność podwyższonego poziomu aluminium w częściach mózgów dotkniętych chorobą u wielu pacjentów z Alzheimerem.14 Choć aluminium może nie być jedynym czynnikiem zaangażowanym w rozwój Alzheimera, zdecydowanie jest toksyczne dla tkanek mózgu i może przyczyniać się do powstawania choroby.

Aluminium jest pierwiastkiem często występującym w środowisku. Zasoby wody pitnej zawierają śladowe ilości różnych minerałów w tym również aluminium. W niektórych rejonach jego stężenie jest wyższe niż w innych. W związku z tym w niektórych miejscach istnieje możliwość przewlekłego narażenia na kontakt z małymi ilościami tego pierwiastka. Udowodniono, że obecność aluminium, jak również miedzi, w wodzie pitnej przyspiesza postęp choroby Alzheimera.15 Dziewięć na trzynaście opublikowanych analiz epidemiologicznych związku aluminium w wodzie pitnej z chorobą Alzheimera wykazało statystycznie istotny wynik pozytywny.16 U starszych ludzi, którzy pili wodę z dużą ilością aluminium, 4,4 raza częściej odnotowano występowanie choroby Alzheimera, niż u osób pijących wodę z niską zawartością aluminium.17 Dowody te dają argument za użyciem filtrów do wody. Na szczęście krzemionka, popularny minerał w śladowych ilościach występujący również w wodzie, łączy się z aluminium, zmniejszając jego absorpcję w układzie pokarmowym. W okolicach, gdzie występuje duża zawartość krzemionki, toksyczność aluminium jest zmniejszona.18

Woda przeważnie odpowiada za 1 do 2 procent dziennego spożycia aluminium, podczas gdy żywność i leki dostarczają ponad 95 procent.19 W związku z tym jedzenie i lekarstwa będące źródłem aluminium mają największe znaczenie.

Jesteśmy narażeni na kontakt z różnymi ilościami aluminium w produktach, z których korzystamy na co dzień. Można je znaleźć w przetworzonym serze, proszku do pieczenia, soli stołowej, środkach na zgagę (DiGell, Maalox, Gelusil, Mylanta i Rolaids), buforowanej aspirynie (Bufferin), preparatach przeciwbiegunkowych (Donnagel, Kopectate i Rhreaban), antyprespirantach, dezodorantach oraz w żywności gotowanej w aluminiowych garnkach oraz kawie przyrządzanej w aluminiowych imbrykach. Puszki aluminiowe oraz kartony pokrywane warstwą aluminium również pozwalają znacznym ilościom metalu na przedostanie się do napojów. Żywność zawijana w folię aluminiową może pochłaniać metal, szczególnie jeśli ma odczyn kwaśny. Aluminium można również znaleźć jako składnik dodany do niektórych ryb w puszkach oraz skorupiaków, płynnych lub mrożonych jajek lub białek z jajek, jajek suszonych, piwa i produktów marynowanych.

Dużych dawek aluminium dostarczać mogą leki. Można spożyć 1000 razy więcej aluminium w środkach na zgagę, niż w wodzie pitnej.20 Szczepionki często zawierają aluminium, jak również rtęć. Zawartość tych metali w szczepionkach jest dość wysoka, by u niektórych osób spowodować przewlekłe reakcje zapalne po uodpornieniu.21-22

Można uniknąć spożywania aluminium w diecie ostrożnie wybierając żywność i czytając etykiety na produktach. Warto unikać wszelkiej żywności, na której w składnikach wymienione jest „aluminium”, w postaci np. siarczanu amonu i glinu, krzemianu glinu wapnia, krzemianu glinu sodu lub wodorofosforanu glinu sodu. Ten ostatni przeważnie zawarty jest w proszku do pieczenia. Większość produktów pieczonych zawierających proszek do pieczenia będzie miało również ten składnik. Jest on więc obecny w niemal wszystkich pączkach, muffinach, ciastach i podobnych produktach kupowanych w sklepach spożywczych oraz restauracjach, jak również w naleśnikach i ciastach w proszku. Czasem dostać można proszek do pieczenia bez aluminium, ale większość sprzedawanych produktów pieczonych, mających w składzie proszek do pieczenia, zawiera ten z dodatkiem metalu. Sól spożywcza przeważnie zawiera aluminium jako substancję antyzbrylającą, ale można również kupić sól bez jego dodatku. Dobrym wyborem będzie naturalna sól morska. Niektóre rodzaje sera topionego (miękkie) zawierają aluminium, ale w prawdziwym serze go nie ma. Łatwo odróżnić ser topiony od sera prawdziwego, ponieważ oznaczony jest napisem „pasteryzowany ser topiony” lub podobnym.

Jeśli chcesz wiedzieć więcej o metalach toksycznych, zajrzyj do książki Jak pokonać Alzheimera dra Bruce Fifa.

Hipnoza i Hipnoterapia w Londynie

Autor: Miesięcznik medyczny

- wywiad z dr Andrzejem Kaczorowskim psychologiem hipnoterapeutą, wrocławianinem, który od ponad roku prowadzi praktykę w Anglii w zakresie hipnozy, hipnoterapii i psychoterapii przeprowadzony przez Redakcję Wydawnictwa Miesięcznika Medycznego we Wrocławiu, (luty 2013)

Red. W Internecie czytałem, ze przyjmuje Pan pacjentów w Anglii. Czy teraz mamy korzystać z Pana hipnoterapii w Londynie?

A.K. Niekoniecznie, co prawda przyjmuję w Anglii w Birmingham, w Londynie i w innych miastach Wielkiej Brytanii. Ale również w Polsce.

W styczniu 2012 roku zarejestrowałem Praktykę Psychologiczną w Londynie pt:

INTERNATIONAL CENTRE OF PSYCHOLOGICAL
HYPNOSIS & HYPNOTERAPY
“HYPNOS” w Londynie
www.hypnosis.pl , tel. 077 787 025 34

Przyjmuję w Wielkiej Brytanii, w Londynie, gdzie prowadzę indywidualne seanse hipnoterapii, zbiorowe seanse uzdrawiające oraz kursy autohipnozy DUMA. Przyjmuję także we Wrocławiu, w Gabinecie Praktyki Lekarskiej, gdzie prowadzę seanse indywidualne.

Red. Jakich pacjentów ma Pan w Londynie?

A.K. Pacjenci w Anglii to w 80% Polacy, nasi rodacy. Są to osoby często z dużymi problemami związanymi z życiem na obczyźnie: stany depresyjne, załamania psychiczne, nałogi w tym szczególnie alkohol i narkotyki. Są to osoby bardzo młode od 20 roku życia . I to oni nie radzą sobie w życiu, często wpadają w depresję, załamania psychiczne, narkotyki, alkohol i inne uzależnienia . To oni oszukują siebie i swoje rodziny , udając że radzą sobie na Wyspach zupełnie dobrze. A przecież często wiadomo, że jeżeli ktoś nie radził sobie w kraju to tym trudniej mu będzie za granicą.

Młodzi ludzie nie mają pracy w Polsce, wyjeżdżają na Wyspy z nadzieją , że będzie lepiej. A wcale tak nie jest. I często wpadają w pułapki pokus wielkiego świata skrajności: rozpusty, alkoholu, narkotyków, z drugiej strony depresji, a nawet myśli i czynów samobójczych. Zauważyłem, że nasi rodacy często nie znają angielskiego, żyją w skrajnej nędzy, braku pracy i perspektyw na przyszłość. Wiążą się z przedstawicielami innych narodowości podejrzanego autoramentu, wciągani są w oszustwa, ciemne interesy, włącznie z handlem narkotykami, prostytucją itp. Wstydzą się wracać do kraju i przyznać się do porażki życiowej. Bo i często nie mają już po co tu wracać.

Red. Przyznam, że są to zaskakujące dla mnie obserwacje, rzadko się mówi u nas w taki sposób. Proszę podać, z jakich stron Polski jest najwięcej emigrantów ?.

A.K. W Anglii jest najwięcej Polaków z tzw.” ściany wschodniej” Polski, ale oczywiście można tu znaleźć Polaków z całej Polski – począwszy od gór a skończywszy na Pomorzu.

Wśród tych młodych ludzi dużo jest również samotnych kobiet i mężczyzn, często rowiedzionych , którzy pozostawili swoje rodziny i dzieci w Polsce i wyjeżdżają za chlebem na Wyspy.

Red. Teraz rozumiem, że ma Pan dużo pracy w Anglii.

A.K. Tak, brak jest tam polskich psychologów, lekarzy i opieki profesjonalistów w zakresie poradnictwa. Księża i Polskie Kościoły robią co mogą, ale nie dają rady z tak dużą ilością i różnorodnością problemów jakie mają nasi rodacy. Należy im pomagać również metodami psychologicznymi.

Red. Widziałem artykuły o Pana pracy, w tamtejszych mediach.

A.K. Tak. Moja praktyka w Londynie wzbudziła duże zainteresowanie mediów: Polskie Radio, Redakcja „Cooultura”, gdzie napisano sześć artykułów na mój temat, Polski Klub „Biały Orzeł”, polski portal reklamowy „Londynek”, Polski Dom Kultury POSTK i inne polonijne gazety.

W tym przypadku mediom nie zależało na promowaniu mojej działalności, ale na poinformowaniu ludzi o możliwości pomocy w ich problemach dzięki mojej metodzie hipnoterapii.

Red. Mam nadzieję, że nie opuszcza Pan Kraju na zawsze, ale również tutaj, we Wrocławiu pacjenci mogą korzystać z Pana pomocy.

A.K. Tak, oczywiście dzielę swoją działalność na Polskę i Anglię. Przecież tu teraz mamy wspólną Europę. Mam tę możliwość, że moja zarejestrowana działalność w Anglii pozwala na pracę w innych krajach Europejskich w tym również w naszym kraju.

W Polsce zapraszam do Gabinetu Praktyki Lekarskiej, lek. med. Zofii Górnickiej – Kaczorowskiej, ul. Gostyńska 13, we Wrocławiu, gdzie również przyjmuję pacjentów. Tel. 71/ 343 07 97, kom. 601 99 70 17

www.hipnoza.wroclaw.pl , mail: [email protected]

Przyjmowanie witaminy B17

Autor: Peter Kern

Zapytanie rak a odżywianie ma w Internecie bardzo wiele trafień. Ich zasady wykluczają się nieraz wzajemnie, a wokół wszelkich teorii tworzy się prawdziwy wianuszek wyznawców, od których ja wolę trzymać się raczej z daleka. W tym rozdziale chodzi jednak także o to, aby zdobyć pewną bazę danych, na podstawie których samemu z łatwością będzie można wykoncypować dietę bogatą w witaminę B17. Ważne jest, żeby pamiętać o kilku podstawowych zasadach, jak na przykład tej, że w wysokich temperaturach witamina B17 przestaje być stabilna. Ja przynajmniej nie znam żadnych przepisów na pieczeń bogatą w ten ważny składnik. Problemem nie jest jednak temperatura wytwarzana w trakcie pieczenia. Bogata na przykład w witaminę B17 fasolka musi zostać przed zjedzeniem ugotowana.

Podzieliłem ten rozdział na dwie części, ponieważ istnieje wyraźne rozróżnienie pomiędzy zdrową żywnością, bogatą w witaminę B17, a specjalną dietą, zalecaną osobom chorym na raka.

Zdrowa żywność, bogata w witaminę B17.

Przede wszystkim, w swojej codziennej diecie należy starać się zjadać jak najwięcej owoców i warzyw, stanowiących bogate źródło witaminy B17. Tutaj przedstawiam listę zaledwie niektórych roślin o wysokiej zawartości witaminy B17 (albo antocyjanów):

Warzywa i owoce strąkowe oraz ich nasiona
Różne rodzaje fasoli, groszku, soczewica, dzikie jagody, fasolka kidney, ciecierzyca pospolita

Zboże (pełnoziarniste)
Gryka, owies, żyto, jęczmień, proso, brązowy ryż

Pestki owoców
Jabłek, dzikich jabłek, nektarynek, gruszek, śliwek, suszonych śliwek, moreli, brzoskwiń

Gatunki kapusty
Brokuły, jarmuż, czerwona kapusta, kalafior

Orzechy
Surowe orzechy cashew, orzechy macadamia

Pozostałe
Szpinak, rukiew wodna, porzeczki, papaja, gorzkie migdały, dynie, słodkie kartofle

Rośliny, których młode pędy zawierają 10 do 30 razy więcej witaminy B17, niż pozostałe warzywa i owoce
Bambus, lucerna, fasola, fasola półksiężycowata, pszenica, ciecierzyca pospolita

Następujące produkty spożywcze są bogatym źródłem antocyjanów (zawartość mg/100g):

Aronia 200-1.000
Oberżyna 750
Czerwone pomarańcze 200
Jeżyna 115
Jagoda 83-420
Malina 10-60
Czerwone porto 14-110
Rabarbar 0-200
Czerwona cebula 0-25
Czerwona kapusta 25
Czerwone wino 24-35
Czarne porzeczki 130-400
Czereśnie 2-450
Winogrona 30-750

W przypadku rozpoznanej choroby nowotworowej można stosować dwa rodzaje diety: surową bez mleka i jaj lub jej nieco mniej radykalną formę, dopuszczającą produkty mleczne i jajka. Zalecenia
kliniki Oasis of Hope idą w kierunku ścisłej diety, przynajmniej w pierwszych tygodniach kuracji przy pomocy witaminy B17. Później można przyjąć nieco bardziej wzbogacony wariant.

Więcej porad znajdziesz w książce Witamina B17 lekarstwo na raka autorstwa Petera Kerna.

Trzecia zasada szamańska – Makia

Autor: Munin

W języku hawajskim słowo „makia” znaczy tyle, co: „motto, cel; celować lub dążyć, skoncentrować się na”.
Przykładem zastosowania tej zasady jest ćwiczenie o wdzięcznej nazwie „nalu” (haw. „wzbudzanie fal”). Praktykujący skupia się np. na jednym przedmiocie i wyzwala w ten sposób różne zjawiska energii. W uwadze manifestuje się energia.
Dostęp do energii jest możliwy poprzez wykorzystanie uwagi.
Wiele osób gdy słyszy na temat koncentracji, może odczuć znudzenie. I faktycznie to, co się propaguje pod tym pojęciem, z reguły jest nudnym ćwiczeniem patrzenia się w przedmiot.
Ale gdybyśmy wzięli pięciogroszówkę i kahuna by nam powiedział, że poprzez skupianie się na niej z odpowiednią intencją możemy stać się bogaci, możemy zharmonizować się z pieniędzmi i przyciągnąć całą ich masę do naszego życia, już inaczej patrzylibyśmy na koncentrację. Wydałaby nam się czymś interesującym.
I taka właśnie jest koncentracja szamańska.
Tu nie chodzi wyłącznie o skupianie wzroku lub słychu, ale o wyzwalanie energii. Dzięki zastosowaniu zasady MAKIA możemy osiągnąć różne rzeczy, których pragniemy, gdy dostroimy się do nich za pomocą uwagi i energii.
Używa się często w szamanizmie symbolu. Wiadomo osobom, które rozumieją zasady szamańskie, że tu nie chodzi o jakąś tam mistyczną kontemplację ani o odpowiednie stymulowanie układu nerwowego poprzez wzgórze wzrokowe. Przez praktykę MAKIA wchodzimy w kontakt z energią, ze światem energetycznym. Wystarczy powpatrywać się chwilę w jakiś przedmiot by odczuć przepływ energii.
To patrzenie musi nas odpowiednio głęboko zaangażować, by nie było to zwykłe patrzenie. Tu nie chodzi o szkolenie wzroku. My energetycznie łączymy się z przedmiotem. Dlatego wskazane, by pracować z czymś, co ma dla nas znaczenie, choćby symboliczne. Powód jest prosty: to angażuje nas wewnętrznie. To nas interesuje. Wpatrując się w przedmiot będziemy odpowiednio otwarci.
Dzisiaj wielu z nas brakuje energii. Dlaczego? Ponieważ nie umiemy skupiać swojej uwagi i utrzymywać jej przez dłuższy czas na jednym przedmiocie. A jeżeli już oddajemy ją czemuś dłużej, to nas to nie interesuje. Np. w pracy. Działanie, które temu towarzyszy zabiera wiele uwagi i energii (może to być choćby myślenie czy przeżywanie, np. filmu lub muzyki).
W nalu potrzeba znaleźć pewien bezruch, by mogła się zamanifestować energia. Ale i w zwykłych warunkach, gdy ktoś robi to, co kocha, wyzwala energię i czuje to. Staje się podekscytowany, nabuzowany. Dzieje się tak, jako że działa z zaangażowaną uwagą.
W szamanizmie idziemy jednak dalej poza chwilowe uniesienia np. przy graniu koncertu muzycznego albo rozwiązaniu jakiegoś zadania matematycznego. Wyzwalamy energię, która może dokonać fizycznych zmian w świecie, np. telekinezy czy uzdrowienia. Rozumiemy zasadę MAKIA i stosujemy ją świadomie, by wywołać chciane przez nas stany i zjawiska.
Cel ma tu istotne znaczenie. Nie patrzymy po to, by po prostu patrzeć, ponieważ prowadzi to do negatywnej hipnozy. Patrząc w przedmiot wykonujemy przy tym wewnętrzną pracę. „Wzbudzamy fale”, fale energii i informacji, które związane są z przedmiotem, na jakim się skupiamy i naszą intencją.
Sam rozwój zdolności skupienia uwagi jest raczej skutkiem ubocznym całego procesu. Interesuje nas zmiana rzeczywistości.
Niemniej sama koncentracja zaangażowana pozwala energii otworzyć się i przepływać, poprawia nasze samopoczucie, daje nam siłę by osiągać różne sukcesy.
W pewnym momencie jednak zwykłe skupienie musi zamienić się w skupienie szamańskie, by zaistniała MAKIA. Musi pojawić się intencja zmiany rzeczywistości, czyli celu.
Praca i w ogóle życie bez celu są czymś błędnym i skazanym na cierpienie.
My często czujemy, że nie mamy żadnego celu w życiu, podejmujemy się to takich zajęć, to innych, całe życie błądząc, będąc odbijanym od tych okoliczności i tamtych. Marnujemy w ten sposób czas, środki, zdrowie, słowem życie.
Modne jest również tzw. stawianie celów. To amerykański model, pochodzący z biznesu i podszyty filozofią pragmatyzmu. Nie bierze on jednak pod uwagę istotnej kwestii, którą poruszają szamani. Według nich większość tego, czym kieruje się człowiek, pochodzi z jego ciała (ku) lub umysłu (lono), jest oparte na ego. Stawianie sobie egoistycznych celów i ich realizacja to bardzo niemądra sprawa, jako że nie są to nasze prawdziwe interesy, nie pochodzą po prostu z serca i nie są tym samym naszą pasją.
Nasz cel, właściwy cel płynie z ducha. Najpierw człowiek musi zacząć widzieć (IKE) i uwolnić się od egoizmu (KALA), aby móc rozpoznać cele duchowe, czyli cele, dla których przyszedł na tę planetę.
Są one absolutne, płyną z jego własnej duchowej natury, nie zostały zaś relatywnie wytworzone przez umysł.
Dopiero takie cele mogą się urzeczywistnić na gruncie energii poprzez zasadę MAKIA. Stąd rozczarowanie wielu osób huną czy innymi metodami zmiany rzeczywistości. Osoby te chcą zmieniać świat na kanwie swojego egoistycznego doświadczenia i jego żądz ubranych w piękne terminy.
Relatywizm jest jak sieć, w którą sami się zaplątujemy. Nasze prawdziwe cele płyną z ducha, fałszywe zaś z tego, od czego powinniśmy się wyzwolić – z poczucia “ja” opartego o to, co wniosło w nasz umysł ciało. To „cielesne ja” jest fałszywym ja, ale można zrobić z niego w umyśle subtelne „ja”, i nawet nazwać je duchem, dążąc do zaspokojenia wszelkich żądz powstających wskutek jego bytności w umyśle i wpływu na ciało, które nazywamy inteligentnie „pragnieniami”.
Można używać technik huny do realizacji egoizmu. Oczywiście rozczarowanie mamy murowane.
W skupieniu uwagi nasz duch sam przynosi nam informacje na temat celów, dla których żyjemy i które potrzebujemy osiągnąć w tym życiu. W rozproszeniu uwagi również ktoś przynosi nam informacje, ale jest to ego, które żyje w umyśle i jest projekcją ciała na umysł, wyobrażeniem siebie opartym o wrażenia i doznania, jakie mamy w ciele, gdy nasza uwaga jest odwrócona od wnętrza.
Choć w nalu patrzymy na zewnątrz, to jednak orientujemy się na wnętrze. Chodzi nam o to, by nawiązać kontakt z duchem, który przejawia się w skupionej uwadze.
Kiedy patrzymy na świat poprzez filtr ciała i umysłu, osiągamy informacje, poznanie i dostęp do energii, które odpowiadają ciału i umysłowi. Większość ludzi ufa tylko własnym ciałom i umysłom. Zdani są na swoje siły fizyczne i intelektualne. Niemniej to za mało, by móc naprawdę skonfrontować się z życiem i potrzebami, które się z nim wiążą. Jesteśmy za słabi ograniczając się do ciała i umysłu. Wobec życia i śmierci przegrywamy.
Gdy używamy zasady MAKIA kontaktujemy się z boskim, duchowym wymiarem istnienia. W skupionej uwadze przejawia się duch. Przecież to nie ciało i umysł patrzą, ale osoba. Np. w nalu kierujemy się ku tej osobie, ku sobie samym, by osiągnąć to, czego chcemy.
Posiadanie pieniędzy nie jest warunkiem naszego szczęścia, ale jego wynikiem. Ponieważ w duchu odczuwamy pełnię bytu i bogactwo, boskość, naszym celem staje się urzeczywistnienie tego na zewnątrz. Nie zaś w drugą stronę, co dzieje się, gdy nie znamy ducha i kierujemy się tylko umysłem, czyli lono; myśleniem a nie świadomością.
Podobnie odczuwamy w sobie miłość i chcemy dzielić ją ze szczególnym człowiekiem, czyli partnerem czy z innymi, z naszą rodziną, przyjaciółmi itd.
Potrzeba mieć najpierw w sobie świadomość ducha, kontakt z duchem, co daje KALA, by móc skutecznie wykorzystywać MAKIĘ.
Dążenia ego zawsze wiążą się ze stresem. Mnóstwo ludzi w wyniku działania stresu chce zdolności paranormalnych, pieniędzy, partnera, zdrowia itd. I nie otrzymają tego metodami szamańskimi tak długo, jak długo nie uwolnią się od stresu i towarzyszącego mu egoizmu, a właściwie wywołującego go egoizmu. U podstaw stresu stoi egoistyczne oddzielenie.
Takie osoby chcą za wszelką cenę bogactwa, seksu i innych rzeczy. Ich pragnienia odbierają im spokój, są bowiem w istocie ślepymi żądzami, jak np. pożądanie seksualne. Jest ono ślepe bez ukierunkowania na ducha. Służy ostatecznie tylko cierpieniu, jeżeli to nie duch nim zarządza.
Są one fizycznymi energiami, które służyć powinny duchowej inteligencji. Jeżeli jednak jesteśmy jej nieświadomi i nie umiemy jej przejawiać w skupionej uwadze, puszczone są one w samopas. Jest różnica pomiędzy biedakiem, który chce być bogaty a bogatym, którzy zbankrutował i próbuje odbudować swój sukces. Bogaty będzie działał spokojnie, rozważnie, z doświadczeniem, ponieważ wewnętrznie zna stan bogactwa i do niego powraca. Biedak zaś odczuwać będzie niepokój, ponieważ nie zna tego stanu, działa z poziomu braku duchowego doświadczenia posiadania pieniędzy.
Gdy odkrywamy w sobie bogactwo, miłość, radość, twórcze zdolności, naszą prawdziwą godność wyzwalając się od tego, co nam przeszkadza, relaksując się, uwalniając się od bloków i egoizmu, gdy skupiamy uwagę, to dzieje się tak, jakby bóg patrzył na świat. To widzenie jest twórcze, pełne energii.
Różnica tkwi w stanie wewnętrznym. Z ego (rozumianym jako kompleks różnych bloków, mentalnych uwarunkowań opartych na nasyceniu doświadczeniami zmysłowymi ciała) wiąże się stan wewnętrzny i z jego brakiem również. Umysł kopiuje, naśladuje ciało i warunki zewnętrzne (co widzimy w zjawisku snu, nieraz robi to nie do poznania; mamy wrażenie, że to, co widzimy, to prawdziwe osoby i okoliczności, tak sprytnym podrabiaczem jest umysł), potem przechowuje to jako ego.
Gdy budzi się w nas jednak świadomość ducha (IKE), ego roztapia się, znika jak sen (KALA). Wówczas, gdy skupiamy swoją uwagę, doświadczamy przejawów energii (MAKIA). Myśli ego i umysłu nie zabarwiają doświadczenia, nie stają na drodze między podmiotem a przedmiotem. Dlatego możemy wykonać nalu na pięciogroszówce i dostroić się do energii pieniędzy, dobrobytu finansowego, by wprowadzić energię tego celu do osobowości a przez nią w świat. Efekt polega na zjawisku rezonansu. Nasycone energią myśli oddziałują na świat.
O istnieniu telepatii, czyli wędrówce myśli z umysłu do umysłu przekonuje się każdy, kto trochę dłużej styka się z prawdziwym szamanizmem, nie zaś z jakąś formą zabawy w egzotyczne hobby, którą tylko tak się nazywa.
MAKIA to sposób, by przesyłać myśli i energię uzdrawiającą. Na pewnym poziomie nie potrzeba robić nawet rytuału jak haipule. Wystarczy przeprowadzić nalu np. na zdjęciu chorej osoby, by przekazać jej energię uzdrawiającą i doprowadzić ją do miejsc, które jej potrzebują, drogą rezonansu.
Tu posługujemy się hawajskimi słowami, ponieważ jest to określona technika z określoną instrukcją, ale wielu bioterapeutów, bioenergoterapeutów używa tylko uwagi by posyłać energię do czakr, kanałów, chorych narządów, nie muszą wyciągać i przykładać dłoni.
W ten sam sposób wykorzystuje się MAKIĘ do pobudzania czakr, czyli piko. Skupiając uwagę na czakrze, na punkcie piko sprawiamy, że zaczyna reagować, przesyłamy mu energię, co go uaktywnia i otwiera.
W hunie istnieją czakry, czyli punkty piko, to są te same rzeczy. Nie ma szamanizmu bez czakr, wszystkie prawdziwe tradycje szamańskie, które nie są kostiumowym teatrem, mówią o tym samym i używają zasady MAKIA by wzbudzać energię w ośrodkach energetycznych ludzkiego ciała.
Bez czakr „szamanizm” to tylko nazwa dla nietypowej zabawy. Głoszenie huny czy innego szamanizmu bez czakr, „upsychologizowywanie go” to profanacja.
MAKIA stosowana jest w wielu hawajskich praktykach, jak np. pikopiko, gdzie używa się skupionej na punkcie witalnym uwagi, wzmocnionej świadomym oddechem.
Obecność czakr tłumaczy zarazem istotę skuteczności MAKII: energia wyzwala się z czakry międzybrwiowej a potem z innych (reakcja łańcuchowa) gdy np. stosuje się skupienie wzroku na monecie. Nie bierze się ona z powietrza ani nie zstępuje z nieba, lecz pochodzi z ciała energetycznego.
Jeżeli ktoś nie czuje czakr, nie widzi ich i mówi, że w hunie nie ma czakr, nie ma zielonego pojęcia o tym systemie ani o żadnym innym szamanizmie.
Huna jako szamanizm zaczyna się wtedy, gdy praktykuje się nalu na czakrach, czyli punktach piko. A kiedy już widzi się czakry, wszystkie nazwy jak „huna”, „joga” itd okazują się tylko nazwami, przed praktykującym wyłania się w istocie ta sama nauka i ta sama rzeczywistość, a jest ona tylko jedna. Metoda MAKIA pozwala poprzez akt skupienia wykroczyć poza wszystkie szkoły, systemy, podziały, pojęcia, teorie i słowa. To spotkanie z ostateczną, boską rzeczywistością i sposób, by energia tej boskiej rzeczywistości mogła manifestować się w rzeczywistości nieboskiej, czyli tam, gdzie jej potrzeba wielu chorym i nieszczęśliwym ludziom.
Wszystko, co szamani osiągają na poziomie widzialnym, wszystkie zdolności i manifestacje płyną z zasady MAKIA. Co ciekawe każdy z nas ma ten klucz w kieszeni. Tyle, że nie umiemy go używać, lecz dobra wiadomość od kahunów: możemy się nauczyć. Za esencjonalną praktykę szamańską huny, ale i w ogóle uważam to, co nazywa się „nalu”. Nalu w pełni manifestuje zasadę MAKIA.
Gdy ćwiczymy nalu i robimy to prawidłowo, dostatecznie głęboko, w naszym akcie skupienia nie ma ego. Jesteśmy tego świadomi. Pomiędzy nami a przedmiotem nie stoi żadne „ja”. Nie oznacza to, że nie ma żadnego „ja” czy że jesteśmy tym, na co patrzymy, a tylko to, że iluzoryczne, mentalne „ja” nie rozprasza i nie pochłania energii na swoje egoistyczne „życie”.
Gdy znika to zjawiskowe „ja” otrzymujemy sygnał, że nasze nalu przyniesie z pewnością efekty. Odnosi się to do wszystkich innych praktyk.
Najskuteczniejsi uzdrowiciele, szamani to ci, którzy są nieegoistyczni i oświeceni.
Ego pochłania uwagę, czyli pochłania również energię. Podczas wykonywania różnych praktyk można zobaczyć, że żyje ono własnym życiem, marzy o niebieskich migdałach gdy my kogoś uzdrawiamy np. z ciężkiej dolegliwości; przeszkadza, gada i komentuje, zorientowane na własne sprawy i tylko na własne sprawy (czytelnik nie musi się długo domyślać, że piszę to z autopsji).
Każdy, kto zagląda do wnętrza się z tym spotyka. Nie ma tu wyjątków.
Wtedy należy skupić uwagę na wykonywanej czynności i nie zajmować się ego, nie brać udziału w jego grze. Jest ono jak sen na jawie, działa tu ten sam mechanizm: umysł wytwarza formę człowieka, którą utożsamiamy ze sobą, jak podczas snu. Jej życie wydaje się być prawdziwe, choć jest tylko pozorne. A mimo to zdaje się posiadać wszystkie cechy osoby, które znamy z naszych zmysłowych doświadczeń.
Pewne aspekty ducha bywają usypiane, ponieważ żyjemy w ciele i ulegamy uwarunkowaniom zewnętrznym, i wtedy pojawia się sen ego.
Nalu to coś więcej niż skupienie zmysłu. Poprzez skupienie zmysłu osiąga się nad nim kontrolę. I wtedy zmysł oraz związany z nim umysł oraz energia (haw. ki) mogą zostać wykorzystane przez ducha. Wówczas to umysł nie podlega już zmysłom, ale duchowi. Ciało i umysł, ku i lono mogą zostać użyte jako narzędzia ducha, czyli kane.
Szamanizm nie wymaga wiele od człowieka, tylko zaangażowanego skupienia związanego z celem własnego ducha.
Zasada MAKIA jest interesowna. Chcemy za jej pomocą zmieniać rzeczywistość. Gdybyśmy mieli porównać ją z IKE, to IKE jest bierna, IKE rejestruje, obserwuje, uświadamia. MAKIA zaś koncentruje, wybiera, określa cel i położenie, wyznacza kierunek dążeniu.
Powiedzmy że IKE zauważa muchę w pokoju, a MAKIA goni za nią, śledzi ją, tropi, by ją złapać i wyrzucić przez okno. KALA w tym wszystkim jest potrzebna, byśmy byli spokojni, nie ulegali emocjom, nie przeklinali Bogu ducha winnej muchy, co zresztą osłabia naszą skuteczność w jej łowieniu.
Widzisz muchę (IKE) i od twoich uwarunkowań, od twojej wolności (KALA) zależy, czy powiesz: „ty głupia mucho!”, czy może zareagujesz inaczej: „co za cudowne żywe stworzenie!”. Wtedy spojrzysz na nią, otworzysz okno i zechcesz ją wypłoszyć na zewnątrz nie robiąc jej krzywdy. Albo użyjesz ciapa i z muchy pozostanie tylko plama na ścianie. Sam proces podniesienia się i podjęcia się działania, dążenia do celu został zapoczątkowany przez skupioną uwagę. To ona nadała impuls energetyczny. I to ona musi być stale zwrócona na muchę, byś mógł włożyć energię w jej ściganie. Podobnie okręt musi mieć konkretny cel dopłynięcia, który organizuje wszystko, co się na nim dzieje w sensowną całość.
Jeżeli nie jesteś oczyszczony od negatywizmu, używasz swojej energii by zabijać i czynić zło, również muchom. Zabijając muchy przejawiasz ten sam destruktywny proces w osobowości, który cechuje przestępców. A same emocje, siła negatywnych przeżyć może cię zaślepić, wtedy mówi się o tzw. „zbrodni w afekcie”. Na co dzień doświadczamy wiele takich małych zbrodni w afekcie. Nie są one karane przez prawo, nie są też poważnie krzywdzące, ale w istocie działają tak samo, jak te poważne i powinniśmy pracować nad sobą by je wyeliminować. Jeżeli nie, w końcu tendencja się rozwinie i nie wiadomo do czego będziemy zdolni. Poza tym łatwo będzie nas wyprowadzić z równowagi, będziemy za każdym razem wybuchać tak, jakbyśmy siedzieli na dynamicie.
Egoistyczne cele, które sobie stawiamy, związane są tylko z tym życiem i wymiarem ciała. To życie i ciało kończą się śmiercią. Przywiązanie do nich jest niedorzeczne, cechuje ludzi ograniczonych.
MAKIA uczy nas zarazem dostrzegania celów ducha i odróżniania ich od celów ego. Jakiś cel, np. pieniędzy może być uznanym przez umysł ważnym celem naszego życia. Gdy angażujemy uwagę ducha, nadaje ona głębi temu celowi, odkrywa przed nami nieznane, duchowe jego aspekty.
Poprzez skupienie wglądamy w rzecz, w jej naturę. To jest określone doświadczenie. Pogłębiamy swój kontakt z rzeczywistością, ze światem możliwości. Możliwość to nie jest wtedy coś stwierdzonego teoretycznie przez intelekt, ale coś dostrzeżonego, odkrytego naprawdę i obiektywnie.
I wtedy haipule czy inne metody nigdy nas nie zawiodą. Gdy działamy zgodnie z tym, co obiektywne, osiągamy sukces „zgodny z prawami fizyki, z matematyczną dokładnością”.
Pozostając jednak z powodu braku uwagi w naszych snach, goniąc za złudzeniami i myślami będziemy rozbijać się o to, co mogłoby być dla nas możliwością, gdybyśmy tylko umieli skupiać uwagę na tym, co jest a nie na tym, co myślimy.
MAKIA to opuszczenie niepewnej, nieskutecznej, stresogennej sfery subiektywnej i wyjście z jaskini na światło. To zaprzestanie dążeń i celów, które są egoistyczne, oparte na ślepej żądzy, i rozpoczęcie tych, które płyną ze świadomości duchowej, czyli z naszej prawdziwej istoty.
Brak skupienia świadomości zamyka naszą energię w sferze subiektywnej. Rzeczywistością stają się dla nas wytwory umysłu. Różni filozofowie mają z tym problem. Czym jest rzeczywistość? Jak odróżnić rzeczywistość od snów? Ten niezdrowy stan, który stoi za takimi pytaniami i rozterkami, płynie z poważnego problemu braku skupienia uwagi i w skrajnych wypadkach przyjmuje formę paranoi.
Bycie pochłoniętym przez wytwory własnego umysłu, na czele z ego to jedyna tragedia ludzkości, tym samym jedyna tragedia życia jednostki.
Ale dzięki ćwiczeniom MAKIA możemy związać swoje cele i dążenia z tym, co obiektywne, duchowe, do czego docieramy przez skupioną uwagę na tej samej zasadzie, na jakiej ulegamy wyobrażeniom i całemu temu snu w naszych głowach.
Huna, szamanizm nie polega na tym, że urzeczywistniamy własne fantazje, ale na tym, że realizujemy nasz potencjał w kontakcie z tym, co nie jest fantazją. Sposobem na to, by zatrzymać się i głębiej skontaktować się z tym, co obiektywne, jest MAKIA.
Ćwiczenie nalu ma cudowny aspekt terapeutyczny. Czujemy się dobrze, znikają wszystkie „problemy” z chwilą prawdziwej uwagi skupionej na jednej rzeczy. I nie jest ważne, jak wygląda zjawisko, czy jest dobre, czy złe, czy obojętne. Siła obecna w skupieniu sprawia, że nie czujemy się bezradni i przytłoczeni oraz że umiemy rozpoznać, iż jest to tylko wytwór, projekcja umysłu.
Dzieje się to w świetle oczywistości tego, na czym się koncentrujemy. Oczywistość rzeczy, na którą patrzymy i oczywistość tego, kto patrzy, jest tą samą oczywistością. Gdy dochodzi do tego spotkania obu oczywistości, ducha i materii, zaczynają dziać się wspaniałe rzeczy, jak ta, że odpowiednie patrzenie na pięciogroszówkę przyciąga do nas setki albo tysiące złotych.
Gdy nasza uwaga jest skupiona, całe nasze życie jest skupione. W akcie uwagi zwróconej na przedmiot spotkasz samego siebie, całe swoje jestestwo. To ma wielkie walory poznawcze. Wówczas zaznajamiasz się czego naprawdę pragniesz, jaki jest twój naturalny, właściwy tobie stosunek do otaczającego cię świata, z którego wybrałeś jeden przedmiot, by się na nim koncentrować. A poznając jedno, poznajesz wszystko. Bo taki, jaki naprawdę jesteś wobec tego jednego, jesteś wobec wszystkiego innego. MAKIA jest zatem organizatorem szamańskim. Czy czujesz, że twoje życie jest zdezorganizowane albo nie wiesz od czego zacząć jego układanie? Szamoczesz się, czytasz książki o organizacji życia i czasu, szukasz pomocy? Oto nadeszła, na imię jej MAKIA. Wybierz jedną rzecz ze swojego otoczenia, z którą wiążą cię jakieś emocje, która ma dla ciebie znaczenie, połóż ją przed sobą i skup się na niej, przykuj do niej swoją uwagę. Niech twoją intencją będzie poznanie twojego stosunku do tej rzeczy, jakie reakcje, skojarzenia, cokolwiek, co ma związek z tą rzeczą, budzi ona w tobie. Bądź świadomy zarówno tego, co pojawia się na zewnątrz jak i tego, co wewnątrz (tym różni się nalu od zwykłej, sportowej koncentracji, że kieruje uwagę również do wnętrza, w stronę ducha).
MAKIA to sposób, by dostać się do świata wewnętrznego i jego mocy, do którego rozproszony umysł szuka drogi wszędzie, tylko nie tam, gdzie można ją znaleźć, czyli w skupieniu uwagi.
Szuka jej w narkotykach, w alkoholu, w telewizji i rozrywce, w pracoholizmie, wreszcie w jakichś misteriach, w „tajemnych organizacjach”, ale na próżno.
Gdy jesteśmy rozproszeni, nasz umysł i nasze ciało też są rozproszone. Umysł staje się jak tzw. szalona małpa z porównania buddyjskiego. Skacze z gałęzi na gałąź. Nikt nie może jej uwiązać. Ciało odpowiada umysłowi zmianami w układzie nerwowym, na subtelniejszych poziomach zmianami nastrojów.
Nasze życie staje się jak huśtawka emocjonalna, i w ten sam sposób wyglądają nasze dążenia. Mamy sto odmian na godzinę, słomiany zapał, mówimy jedno a robimy drugie, albo bezradnie siadamy i wyznajemy: nie wiem co mam robić.
Masz problemy z nudą? Zacznij stosować zasadę MAKIA a znajdziesz antidotum. Nawet to bezwiednie robisz gdy włączasz telewizję i przykuwasz uwagę do filmu.
Wahania nastrojów, emocji, myśli, pojawianie się różnych tożsamości w naszej głowie, różnych wersji i właściwości ego płyną z braku skupienia. Są różne wersje ego na różne okazje. Znajdą się i wersje szamańskie, kahuńskie, oraz te bardziej codzienne. To są te maski, za pomocą których chcemy ukryć swój brak skoncentrowanej uwagi i płynące z niego pomieszanie, poczucie bezradności.
Gdy założę taką maskę, to poczuję się bardziej pewny siebie. W ten sposób możemy oszukiwać się latami, nawet całe życie.
Ale takie życie przypomina sen. Dhammapada, słowa przypisywane Buddzie głosi: „Uważni nie umierają, nieuważni już są martwi”. Odnosi się to do zasady IKE, ale i do MAKIA, gdy mamy do czynienia z koniecznością zrobienia czegoś, podjęcia jakiegoś celu i wyzwania, dokonania jakichś kroków czy też zgłębienia przedmiotów świadomości (bez tego życie jest niemożliwe).
Gorąco polecam wszystkim praktykę nalu. Sądzę, że Serge Kahili King poświęcił jej dostateczną ilość miejsca w „Szamanie miejskim”, by móc się w ogóle z nią zapoznać. Jest ona natomiast tak głęboka, że można napisać o różnych jej zastosowaniach i zaletach wiele książek.
Umieszczę tylko jedno ćwiczenie, to z monetą. Wybierz monetę, z którą będziesz praktykować przez dłuższy czas (tydzień, miesiąc, ile będziesz chciał). Połóż ją przed sobą tą stroną, która budzi w tobie większą sympatię (u mnie robi to reszka, orzeł jest zbyt ogólnym symbolem i dotyczy wielu rzeczy, kojarzy wiele zjawisk). Przykuj uwagę do przedmiotu, patrz na niego, bądź z nim zawieszając na nim zmysł wzroku. Niech twoją intencją będzie zharmonizowanie się z pieniędzmi w swoim życiu. Intencja to jest to, co zachodzi w twoim duchu, dlatego tak wielu ludzi nie wie czym ona jest w tym rozumieniu, również ludzi wykształconych, jako że są mało świadomi siebie. Patrz na przedmiot widząc go wyraźnie i bądź świadomy zarazem swojej intencji oraz tego, co dzieje się w twoim wnętrzu. Skończ, gdy poczujesz, że wystarczy, będzie to wrażenie dotarcia do muru, do granicy, gdy energia doświadczenia przestanie płynąć. Ten element ćwiczenia nazywa się MANAWA, czyli „odpowiedni czas”. Jak przy gotowaniu zupy – potrzeba określonej ilości czasu spędzonego przez zupę nad ogniem, by się ugotowała. MAKIA, będąca zwróceniem się na obiekt i świadomością intencji zapewnia ogień, ciepło, energię. Obie te rzeczy muszą iść w parze jeżeli zupa ma się ugotować. Za mało energii, czyli za niska temperatura, nie ugotuje zupy, jako że nie doprowadzi wody do wrzenia a za długie gotowanie ją rozgotuje, za krótkie zaś jej nie dogotuje. Przystępując do ćwiczenia powinieneś czuć się wygodnie, rozluźniony (KALA) i przy „zdrowych zmysłach”, bez wspomagania substancjami jak alkohol czy w osłabieniu świadomości (IKE).
Wszystkie zasady huny są bardzo praktyczne i opisują warunki szamańskich manifestacji, stanowiąc ogólne instrukcje, wytyczne, „wykładnie metodologiczne” dla praktyk.
Możesz powtarzać ćwiczenie nalu gdzie chcesz i kiedy zechcesz. Zalecam również zapoznanie się z opisem tej praktyki w książce Serge’a Kahili Kinga „Szaman miejski”. Tam znaleźć można różne warianty nalu (słuchowe, wzrokowe itd.).
Patrzenie w pieniążek z odpowiednią intencją może rozwiązać twoje problemy finansowe. Niech żałują ci, którzy są zbyt leniwi, by to robić albo uważają, że szamanizm i huna to zabobony.

Munin: ceremonie haipule (huna) na dystans: pieniądze, miłość, zdrowie, rodzina, duchowość, e-kurs huny – www.muninszaman.blogspot.com

Recenzja książki „Autohipnoza Świadoma i Nieświadoma”

Autor: Felicja Wołyńska

Książkę dr Andrzeja Kaczorowskiego AUTOHIPNOZA ŚWIADOMA I NIEŚWIADOMA czyta się inaczej niż beletrystykę. Tutaj nie śledzi się wątków akcji, nie przeżywa losów bohaterów i nie zadaje się pytań - co dalej. Jednak już od pierwszych kartek wciąga i zaciekawia, przybliża wiele zagadnień, zmusza do myślenia i budzi refleksje.

Czytałam lekturę z ołówkiem w ręku i zakreślałam to, o czym wiem i z czym się zgadzam oraz to, co dla mnie odkrywcze. Przekonują argumenty, że sami możemy sterować swoimi emocjami modelować lepsze JA w różnych odcieniach osobowości. W czasie czytania trafiałam na coraz to nowe odkrycia, na sprawy niby oczywiste, a jednak przez człowieka mało uświadomione.

Np. …,, Przecież to sposoby myślenia określają styl i zakres naszego działania dla dobra naszego i innych ‘’ / s. 217/

….,, Jesteśmy w życiu tym , czym są nasze myśli , i tym , o czym myślimy. I kształtujemy w swoim umyśle określone, pragnienia poziomu życia, ambicje i aspiracje społeczne, zawodowe. Sami hipnotyzujemy się wmawiając w siebie ich spełnienie’’/s.97/

Teraz już wiem, że jest to hipnoza nieświadoma. Wiem też, jak wiele technik hipnozy świadomej mogę stosować bez wielkiego wysiłku, ale z chęci i potrzeby / s.176 /

Autor potrafi nawiązać kontakt z czytelnikiem przez dostępny język. Argumenty są udowodnione naukowo i przekazane nam w sposób niezwykle czytelny i komunikatywny. Czytający czuje, jakby Autor z nim rozmawiał bezpośrednio i rozumie go poprzez jasność przekazu dotyczącą zwłaszcza trudnych odniesień filozoficzno– psychologicznych. Jędrny, przystępny i zrozumiały styl pozwala dotrzeć nawet do tych, którzy niezbyt penetrują swoje wnętrze - intelekt, świat emocji i duchowości. Swoje argumenty osadza na konkretnych przykładach pracy z pacjentami. Jego wiedza oparta o ich doświadczenia i przeżycia jest bogata, uporządkowana i wpleciona w rozważania teoretyczno- naukowe.

Tę umiejętność dr Andrzej Kaczorowski prezentuje znakomicie. Jest bardzo człowieczy w odkrywaniu psychiki, w szacunku do czytelnika, w umiejętności nawiązania z nim relacji i w sposobie przybliżania dylematów osobowościowych. Po prostu zmusza nas do zaufania i zastanowienia się nad sobą oraz skomplikowanym światem psychiki.

Z tego, co napisałam mogłoby wynikać, że AUTOHIPNOZA ŚWIADOMA I NIEŚWIADOMA jest lektura łatwą. Otóż nie. Trzeba ją studiować ze świadomością, że tak niewiele wiemy o sobie. Dr Andrzej Kaczorowski pokazuje drogę, jak można wykorzystać autohipnozę do radzenia sobie z samym sobą. Poprzez świadomość i podświadomość rozszyfrowuje naukowe możliwości i racjonalnie temat naświetla.

Wiele się z książki nauczyłam. Zdarzało mi się po nią sięgać kilka razy dla przypomnienia tego, co ołówkiem zaznaczone. Przy okazji odnajdywałam w tekście nowe sformułowania wcześniej pominięte, a godne uwagi np. rola motywacji.

Odnoszę to do siebie i wierzę, że właśnie ona decyduje, dyryguje, prowokuje, ośmiela i daje przyzwolenie (lub nie) na wszystkie działania, zwłaszcza te budujące, pozytywne.

Im bardziej motywacja dojrzała i bogata, tym łatwiej się w nią wpisać i tym więcej osiągamy.

Bardzo przekonują mnie następujące słowa:

  • ”Najpotężniejsza motywacja to ta, która zmienia nasz program życia i działania bądź czyni nas zdrowszymi, bogatszymi, szczęśliwymi i bardziej spełnionymi”.
  • „Autohipnoza jest stymulatorem powstania motywacji i zawarte w niej sugestie pomagają nam realizować nasze wewnętrzne potrzeby, z których tak naprawdę świadomie nie zdajemy sobie sprawy”. (str.220)

Mimo że to recenzja nie ustrzegłam się od śmiałości wyrażania osobistych uwag związanych z problemami, które zauważam w moim życiu, psychice i modelu samorealizacji. Świadczy to, że czytałam książkę nieobojętnie, co jest najpiękniejszym komplementem dla Autora.

Zachęcam Czytelników, aby również skusili się na nieobojętności wobec interesującej, wartościowej lektury pozwalającej poznawać tajemnice umysłu.


Felicja Wołyńska
Maj 2012

Zdrowie w orzechach

Autor: Dr Fabrizio Mancini

Łatwo się zapomnieć jedząc orzechy – są takie smaczne! Pamiętaj jednak, że potrzebujesz tylko małej porcji, aby skorzystać z ich dobroczynnych właściwości. Wszystkie rodzaje orzechów zawierają mnóstwo uzdrawiających składników odżywczych, moimi ulubionymi są jednak migdały i orzechy włoskie. Pięćdziesiąt sześć gramów migdałów (około czterdzieści osiem orzechów) pokrywa ponad pięćdziesiąt procent dziennego zapotrzebowania na magnez – minerał korzystnie wpływający na serce. Migdały są cennym źródłem witaminy E, błonnika i mononienasyconych kwasów tłuszczowych – wszystkie chronią serce. Wyniki pewnego badania opublikowanego w „Circulation” dowiodły, że jego uczestnicy, którzy przez dwa miesiące jedli siedemdziesiąt gramów orzechów dziennie, znacząco zmniejszyli całkowity poziom cholesterolu i obniżyli ryzyko wystąpienia chorób serca.

Orzechy włoskie dostarczają dwóch, niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania serca, kwasów tłuszczowych: kwasu linolowego i linolenowego. Linolowy kwas tłuszczowy może znacznie zmniejszyć ryzyko wystąpienia wylewu krwi do mózgu, natomiast linolenowy kwas tłuszczowy zapobiega chorobom serca, zgodnie z badaniami opublikowanymi w 2001 roku na łamach „American Journal of Clinical Nutrition”. Ponadto orzechy włoskie są bogate w błonnik i przeciwutleniacze.

Posyp swoje płatki śniadaniowe, lub sałatkę pokruszonymi migdałami bądź orzechami włoskimi. Dodawaj je do soków, koktajli mlecznych, albo po prostu traktuj je jako zdrowe przekąski do schrupania między posiłkami.

Więcej uzdrawiających smakołyków i znakomitych ćwiczeń znajdziesz w książce Potęga samouzdrawiania.

Hipoglikemia – nieznana, lekceważona choroba milionów

Autor: Barbara Simonsohn

Hipoglikemia lub niedocukrzenie jest chorobą mającą wiele objawów, która w Niemczech jest jeszcze niemal nieznana i w efekcie praktycznie nieleczona. W Stanach Zjednoczonych cierpi na nią około 12 milionów ludzi, a w Niemczech kilka milionów. Lekkostrawny cukier pochodzący z ciast, czekolady, białego chleba, lodów itp. natychmiast przenika do krwiobiegu i podwyższa swój poziom we krwi. Pojawia się „szok cukrowy”. Aby poziom cukru we krwi ponownie się unormował, trzustka musi wyprodukować insulinę i wprowadzić ją do krwi. W przypadku niedocukrzenia trzustka produkuje za dużo insuliny, a nadnercza wzmagają produkcję kortyzony i adrenaliny, aby obniżyć podwyższony poziom cukru we krwi lub uaktywnić rezerwy glukozy.

W normalnych warunkach insulina transportuje dostarczony z pożywieniem cukier z krwi do komórek. Dodatkowo kontroluje jego poziom i zapobiega zbyt szybkiemu spadkowi po posiłku. Nieprawidłowe nawyki żywieniowe jakie ma większość ludzi – za słodko, za mało żucia, zbyt obfite posiłki, doprowadzają do zaburzenia tego automatycznego procesu. Poziom cukru we krwi spada zbyt szybko poniżej normy.

Mechanizm normalizujący poziom cukru we krwi nie działa jednak u ludzi, którzy cierpią na hipoglikemię. W przeciwieństwie do diabetyków mają o wiele za niski poziom cukru we krwi. Mówi się o „niedocukrzeniu”. Łatwo rozpuszczalne, „sztuczne” węglowodany, które nie występują w pożywieniu naturalnym, przeciążają mechanizm regulacyjny w organizmie. Zbyt niski poziom cukru we krwi jest jednak niebezpieczny dla organizmu i dlatego sygnalizuje on to atakiem wilczego głodu. W przypadku spadku poziomu glukozy we krwi poniżej 40 mg na 100 ml, wskutek ostrego braku energii dla neuronów, można zapaść w śpiączkę i doprowadzić do śmierci.

Człowiek cierpiący na niedocukrzenie, instynktownie spożywa więcej produktów żywnościowych zawierających cukier, przez co tylko pogarsza sprawę. Sięganie po produkty słodzone słodzikami wyzwala w organizmie sygnał do produkcji insuliny, ponieważ oczekuje on dostawy cukru. Jeśli pożywienie nie zawiera cukru, jego poziom we krwi spada. Groźna „huśtawka cukrowa” zaczyna się na nowo.

Niedocukrzenie może prowadzić do problemów w szkole, rodzinnych oraz zawodowych. Helmut Wandmaker w swoim artykule „Der Zuckerrausch. Unterzuckerung, die Epidemie des 20. Jahrhunderts” („Gorączka cukrowa. Niedocukrzenie, plaga XX wieku”.)127 czyni niedocukrzenie chorobą odpowiedzialną za większą część przypadków depresji, bólów głowy i stanów wyczerpania. Ludzie, którzy cierpią na depresję, często mają niedostateczny metabolizm glukozy i niedocukrzenie. Czasem wystarczy jedynie, żeby takie osoby zaczęły spożywać złożone węglowodany, zawarte w owocach, warzywach lub produktach pełnoziarnistych i ich depresja znika!

Niedocukrzenie może też prowadzić do pojawienia się takich objawów jak, nerwowość, krótkie stany zamroczenia, agresywność, bóle głowy, stany lękowe, mdłości, zimny pot, kołatania serca, migrena, splątanie psychiczne, epilepsja, wyczerpanie, zawroty głowy, nadaktywność, uczucie osłabienia, zaburzenia snu, stany osłabienia, pobudzenie oraz zaburzenia trawienia. Za tym często idą problemy w szkole i w pracy. Wreszcie, mogą pojawić się zaburzenia koncentracji lub zaniki pamięci. Napisałam o tym wyczerpująco w książce „Hyperaktivität – warum Ritalin keine Lösung ist. Gesunde Strategien, die wirklich helfen” („Nadaktywność. Dlaczego Ritalina nie jest wyjściem. Zdrowe strategie, które pomagają”) – wyd. Goldmann.

Jeżeli w sytuacji niedocukrzenia nie ma dostawy cukru, nadnercza uwalniają do krwi adrenalinę i noradrenalinę. Są to hormony, które uaktywniają rezerwy glukozy. Z czasem, wskutek tego stałego pobudzania nadnerczy, gruczoły wydzielające adrenalinę wyczerpują się.

Także picie kawy wywołuje niedocukrzenie, ponieważ kawa wymusza na nadnerczach wyrzut adrenaliny. Ten hormon stresu zmusza wątrobę do uwolnienia do krwiobiegu glikogenu, a więc zmagazynowanego cukru. Wszystkie gruczoły dokrewne są w stanie ciągłego pobudzenia. Z tego powodu hipoglikemia jest zwana „chorobą stresową”. Po tym „kopnięciu” znów dochodzi do gwałtownego spadku poziomu cukru we krwi, co pociąga za sobą kolejny wyrzut hormonów.

Na dłuższą metę kawa ma niszczycielski wpływ na nasz system nerwowy. Powstawaniu niedocukrzenia sprzyja też herbata, alkohol, papierosy i kakao. Według słów Wandmakera „Godziny z kawą i ciastem są trującymi minutami dla serca i układu krążenia!” Wandmaker uważa, że w przypadku objawów takich jak: nerwowość, wyczerpanie, splątanie, zawroty głowy, dreszcze, omdlenie, osłabienie, depresje, bóle głowy i wrażliwość na głośne dźwięki, 90% winy ponosi niedocukrzenie. W przypadku bezsenności, lękliwości, zaników pamięci, senności, zaburzeń w trawieniu, przyspieszonego tętna, bólów mięśni, uczucia głuchoty, niezdecydowania i swędzenia powiek, hipoglikemia jest winna w zakresie od 60% do 80% przypadków.

Zaś w połowie przypadków, według Wandmakera, niedocukrzenie jest przyczyną takich objawów jak: splątanie, swędzenie na ciele, alergie, astma, spadek libido, zachowanie aspołeczne, krzyczenie bez powodu, zaburzenie koncentracji, mgła przed oczami i drganie mięśni nóg.

Kolejne możliwe objawy to wilczy głód, nerwica serca, drżenie mięśni, impotencja, sucha i ścierpnięta skóra, jąkanie się, koszmary senne, alkoholizm, częste ziewanie, fobie, zaburzenia pracy tarczycy i wypryski skórne. W Stanach Zjednoczonych wydano dużo książek dotyczących hipoglikemii. Dla Niemców skala zagrożeń, jakie ta choroba niesie ze sobą wciąż jest nieznana.

Więcej o zdrowiu czytaj w książce Stewia Barbary Simonsohn.

Wielka uzdrowicielka – Pokrzywa

Autor: Wolf-Dieter Storl

Roślina oświeconych
Dla Indian i Tybetańczyków pokrzywa – bicchu w języku hindi – jest wręcz rośliną świętą, która u ludów himalajskich odgrywa ważną rolę w odżywianiu i medycynie. Z nasion wyrabia się nawet olej jadalny. Zbocza Kailashy, położonej na zachodzie Tybetu, najświętszej góry Azji, porośnięte są gęstymi lasami pokrzywowymi. Góra ta, uważana za siedzibę boga Sziwy jako najwyższa czakra (sahasrara-chakra) ziemskiego ciała i jako mandala Dhyana-Buddy, jest celem wielu szukających olśnienia pielgrzymów. Naturalnie nie ma żadnych sklepów spożywczych na tym bezludziu, które otacza ów pępek świata. Nieustraszeni pielgrzymi są zatem zmuszeni odżywiać się prawie wyłącznie nasionami i liśćmi pokrzywy. Przeto i tutaj roślina ta staje się drogowskazem do nieba, staje się zwiastunem oświecenia.

Milarepa, największy poeta Tybetu, żył jako pustelnik u podnóża góry. Wiele lat spożywał tylko pokrzywę, tak że jego skóra przybrała kolor zielony. Na thangkach, medytacyjnych obrazach i buddyjskich ikonach, ten oświecony mistrz jest wciąż jeszcze przedstawiany na zielono. Jego pokrzywowa dieta pomogła mu rozwinąć zdolności siddhi. (Siddha, ten kto osiągnął siddhi, ktoś doskonały, pełen magicznej mocy). W ten sposób Milarepa osiągnął taką lekkość, że mógł opadać z góry jak chmura. Gdy wylądował w swojej rodzinnej wiosce, jego siostra ugotowała mu ryż i warzywa. Zielony święty nie chciał jeść nic innego, tylko swoją ulubioną pokrzywę.

Wielka uzdrowicielka
Maria Treben radzi nam: „nigdy nie może utworzyć się coś złośliwego, jeśli będziemy nie tylko czcili naszą dobrą pokrzywę, ale do tego jeszcze przyjmowali w regularnych odstępach jej cudowną energię w postaci herbaty”. Na wiosnę, jak również jesienią, kiedy po drugim pokosie na nowo puszczają pędy, tę prawie dziewięćdziesięcioletnią kobietę, uzbrojoną w rękawice i nożyczki, ciągnie do pokrzyw. Plon przeznaczony jest nie tylko do garnka, na kremowe zupy i jarzynę z kwaśną śmietaną, lecz coraz częściej na czterotygodniową kurację pokrzywową, której się ona poddaje (Treben 1988, s. 29).
Kuracja polega na tym, że przed śniadaniem pije się filiżankę herbaty z pokrzywy, następnie w ciągu dnia, po łyku, jeszcze dwie filiżanki. Tę „najlepszą z roślin leczniczych” M. Treben czyni odpowiedzialną za to, że ona i jej rodzina od lat nie muszą przyjmować żadnych lekarstw i że w podeszłym wieku czuje się jeszcze „młodo i elastycznie”. Ta utalentowana zielarka, która – jak mówi – swoje uzdrowicielskie inspiracje otrzymuje od Matki Boskiej, dodaje jeszcze, że świeże, zielone ziele zawiera więcej siły leczniczej niż wysuszone. Tylko zimą sięga do swoich wysuszonych zapasów. Rada jaką daje nam zielarka jest rzeczywiście dobra. Udowodniono, że herbata pokrzywowa działa tonizująco, krwiotwórczo i oczyszcza krew. Tutaj krótki przegląd wskazań.

Herbata z pokrzywy pomaga przy:

  • egzemie, pryszczach, problemach ze skórą;
  • cukrzycy. Herbata nadaje się jako dodatkowa terapia przy cukrzycy, ponieważ korzystnie wpływa na czynność trzustki i pomaga obniżyć poziom cukru we krwi;
  • chorobach dróg moczowych. Kuracja jest zalecana przy kamieniach nerkowych i tworzeniu się piasku moczowego;
  • zaburzeniach trawienia. Herbata pokrzywowa lekko wspomaga wypróżnianie, wzmacnia wątrobę i woreczek żółciowy; może być pita w terapii wspomagającej przy stanach zapalnych pęcherzyka żółciowego, wrzodach żołądka i wrzodach jelita;
  • chorobach śledziony. Śledziona jest ważnym organem systemu immunologicznego. Jest to miejsce, gdzie wychwytywane są bakterie, pasożyty, pozostałości komórek, biała miazga i inne zanieczyszczenia krwi. Czyszczące krew działanie herbaty również tutaj znajduje swoje zastosowanie. Od czasów greckiej starożytności używało się pokrzywy przeciw „obrzękom gruczołów”;
  • alergii. W chorobach autoimmunologicznych, kiedy system obronny zwraca się przeciw komórkom własnego ciała, może być pomocna kuracja herbatą pokrzywową;
  • stanach zmęczenia i wyczerpania, które mają swoją przyczynę w niedokrwistości (anemii). Pokrzywa jest prawdziwym żelazowym środkiem tonizującym, o czym będziemy jeszcze mówić;
  • reumatyzmie i artretyzmie. Te choroby metaboliczne mają wiele do czynienia z martwymi substancjami i szkodliwymi produktami przemiany materii (metabolitami) w tkance organizmu. Lekko moczopędne działanie herbaty pokrzywowej usuwa osady (złogi) i wypłukuje zbyteczne chlorki oraz moczniki;
  • alergiach, chorobie Bürgera i niedokrwieniach; herbatę z pokrzywy albo wywar z tego ziela można dodać do kąpieli;
  • problemach z porostem włosów. Po umyciu szamponem włosy płucze się dokładnie herbatą z pokrzywy. To wzmacnia włosy.

Jako środek na porost włosów jeszcze lepszy jest wywar z korzenia pokrzywy. Ksiądz Kneipp uważa: „jak długo korzenie włosów żyją, to pomaga”, innymi słowy – w psychosomatycznej przyczynie utraty włosów. Wiara, że ta owłosiona roślina może zapobiec łysinie jest prastara i opiera się na nauce o sygnaturach. Nie tylko średniowieczni lekarze i alchemicy byli przekonani, że Stwórca daje każdej roślinie takie zewnętrzne cechy, jak forma i barwa, które pozwalają wnioskować o jej właściwościach leczniczych; także szamani i znachorzy u Indian, ludów Afryki i innych ludów pierwotnych podzielali ten pogląd. I tak na przykład sądzono, że dziurawiec jest dobrym środkiem na gojenie ran, gdyż jego żółte kwiatki roztarte w palcach wydzielają czerwony, podobny do krwi sok. Jaskier ma małe kłącze bulwiasto zgrubiałe („ziarno”), które kształtem przypomina hemoroidy – stąd bierze się jego zastosowanie przeciw tej nieprzyjemnej chorobie. Glistnik jaskółcze ziele uchodził za najlepszy środek leczący wątrobę, gdyż jego liście nie tylko wyglądają jak płaty wątroby, lecz roztarte wydają także zapach świeżej wątroby. Interesujące w sygnaturach jest to, że najczęściej okazują się słuszne: dziurawiec jest naprawdę świetnym zielem gojącym rany; jaskier może być rzeczywiście pomocny przy żylakach jelita prostego; glistnik jaskółcze ziele jest sprawdzonym środkiem na wątrobę. I tak, możemy też przypuszczać, że pokrzywa ze swoją włochatą sygnaturą faktycznie ożywia skórę głowy oraz stymuluje porost włosów.

Ale nie tylko herbata, również korzenie i młode łodygi dadzą się zastosować terapeutycznie. Od jakiegoś czasu na przykład przepisuje się wyciąg z tego korzenia na chroniczne zapalenie prostaty i zapalenie pęcherza. Zielarka Zuzanna Fischer z Alp Algawskich ujawnia, jak się przyrządza taką tynkturę (Fischer 1984, s. 60): „świeże korzenie oczyścić, drobno pokroić i napełnić słoik z zakrętką. Zalać 45-procentowym alkoholem i odstawić na dwa do trzech tygodni, by naciągnęły, od czasu do czasu potrząsać; przecedzić i napełnić butelkę z ciemnego szkła. Dozowanie: 20 kropli 3 razy dziennie”.

Przypatrzmy się jeszcze jednemu zastosowaniu pokrzywy w medycynie: bolące, reumatyczne kończyny biczuje się świeżymi wiązkami pokrzywy. Takie leczenie nazywano po niemiecku Urtifikation (ang. urtication). Stosowano je także w przypadkach paraliżu i śpiączki. Osobiście mam pozytywne doświadczenie z tą starą metodą. Podczas jazdy rowerem w lodowato zimnym deszczu nabawiłem się bolesnego, skostniałego kolana. Nie pomagały maści ani gorące kąpiele. Kiedy po kilku dniach ze skrzywioną od bólu miną, utykając, przechodziłem obok kępy pokrzyw, przyszło mi na myśl biczować kolano pokrzywami. Wcale tak nie bolało, jak sobie wyobrażałem. Kolano stało się jaskrawoczerwone i nabrzmiało. Czułem, jak wzburzyła się krew i limfa. Jedna terapia wystarczyła, aby uwolnić mnie od tego napadu reumatycznego. Poza tym jest też takie stare przeświadczenie leczących środkami naturalnymi, że dopływ krwi przynosi uzdrowienie. Przez polewanie zimną wodą, terapię gorącem czy – jak w tym wypadku – biciem pokrzywami kierowali oni krew do chorych narządów i tkanek.

Również wieśniacy posługiwali się tą metodą: uderzając pokrzywowymi rózgami, zmuszali oporne bydło domowe i stare ogiery do kopulacji. Co funkcjonuje u zwierząt, działa też u człowieka. Ci, których potencja zanikła, pozwalali się również biczować wiązkami pokrzywy.

Więcej na temat tej cudownej rośliny i wielu innych ziołach przeczytasz w książce Wolfa-Dietera Storla Zioła lecznicze i magiczne.

Druga zasada szamańska – Kala

Autor: Munin

Słowo “kala” w języku hawajskim znaczy tyle, co “rozluźnić, rozwiązać, wyzwolić, usunąć, odciążyć, zwolnić, odpuścić, uniewinnić, zdjąć, cofnąć, wybaczyć, przepraszać”. Znaczenie wskazuje na stan swobodnego bycia, relaksacji, braku przeszkód na zewnątrz i wewnątrz.
Wszyscy wiemy, że potrzebujemy pozbycia się przeszkód i że przeszkody istnieją. W naszych emocjach, myślach napotykamy na bariery, podobnie w naszych ciałach. Sprawiają one, że czujemy się ograniczeni.
Tutaj, gdzie siedzimy, jak się czujemy? Gdybyśmy mieli tak wypisać te różne przeszkody, jak wyglądałaby ta lista?
Skierujmy się na moment do środka, przymknijmy oczy. Zwracając się do wnętrza zadawajmy sobie pytanie: “co mnie ogranicza?”.
Może to będzie nałóg, może jakaś przypadłość fizyczna, może coś innego, jakieś nawyki myślenia. Tak czy inaczej wiedza na ten temat, wgląd w to, co nas ogranicza to warunek, by to przepracować.
Możemy uświadamiać sobie to, co nas ogranicza i w chwili, gdy to sobie uświadamiamy, na najgłębszym poziomie już się wyzwalamy.
Gdy energii jest wiele, może dojść do błyskawicznej odbudowy komórek, do natychmiastowych lub szybkich uzdrowień.
W hunie uznaje się powszechnie, że uzdrawianie nie jest tylko dostarczaniem ciału człowieka energii, ale i pracą nad jego wyzwalaniem od szkodliwych wzorców mentalnych i emocjonalnych nawyków.
Jesteśmy uwarunkowani. Nasza świadomość , IKE, jest uwarunkowana przez przekonania, poglądy, przesądy i trwałe kompleksy. Zajmują się nimi rzesze psychologów. To nie jest mrzonka - kompleksy psychiczne istnieją. I zapewne sami je dobrze znamy - od tych na punkcie swojej urody, wyglądu zewnętrznego, przez stan konta i w ogóle posiadania po zdolności intelektualne, aparycję czy ciekawą osobowość, czy nawet zdolności paranormalne.
Dziś ludzie są mocno zniewoleni przez używki, przez telewizję i komputer, przez jedzenie itd. Boimy się ciemności, mamy różne obsesyjne myśli, czujemy się jednym wielkim śmietnikiem. Szamani huny mówią nam, że powinniśmy i możemy to wszystko usunąć.
Jest to cały świat naszej osobowości, cała struktura kompleksów, które żyją niejako w nas i przez nas.
Jak praktycznie brzmi rada szamanów? Bardzo prosto: rozluźnij się. Relaksuj się. Gdy uwolnisz napięcia z ciała i umysłu, to wszystko zacznie odpadać naturalnie. Podtrzymujesz to tylko dlatego, że się głęboko nie relaksujesz.
Usiądźmy więc jeżeli możemy i zrelaksujmy się, wprowadźmy swoje ciało w stan rozluźnienia. Przyjmijmy wygodną pozycję. Niech oddech stanie się naturalny, niech ruch ciała stanie się naturalny. Niczego nie chwytamy, niczego nie chcemy wywołać. Relaks sam się pojawi, gdy stworzymy odpowiednie warunki, jakimi są bezruch ciała i umysłu.
Nie próbujmy wytworzyć relaksu, ponieważ będzie to relaks pełen strasu, czyli żaden relaks. Utrzymujmy ciało i umysł w stanie bezruchu, pozwólmy im po prostu spocząć w naturalnym stanie. Nie działajmy. Głęboka relaksacja nie jest działaniem, pojawia się z chwilą, gdy wyłączamy działanie. Ustaje nienaturalny ruch ciała i umysłu, który nazywa się na Wschodzie “karmą”.
Jeżeli jest tu jakieś działanie, to tylko świadomości, która pogłębia swoje doświadczenie spokoju, rozluźnienia, otwartości. To działanie odbywa się w duchu a nie w ciele i umyśle. W relaksacji wprowadzamy prądy, energie ducha do ciała i umysłu a przez nie do naszego życia.
Energia ducha harmonizuje nas, uzdrawia i wyzwala, oświeca i uspokaja.
Spędźmy tyle czasu w relaksacji, ile potrzebujemy i wykonujmy ją - w taki czy inny sposób, może ten, który znamy i lubimy - kiedy chcemy i gdzie chcemy.
W codziennym życiu działanie ciała i umysłu przeszkadza duchowi. Jest ono od niego niezależne, nie opiera się na nim, nie wypływa z niego. Pochodzi z zewnątrz. To coś z zewnątrz sprawia, że nasze ciało i umysł zachowują się tak a nie inaczej. Dlatego nie mamy nad nimi kontroli. Nie możemy się przez nie swobodnie zamanifestować.
W relaksacji przynosimy niejako obie te rzeczy duchowi w “ofierze”. Jego pełna energii i świadomości oraz pozytywnych właściwości obecność może je wypełnić.
Niektóre metody koncentracji używają umysłowego ruchu by rozluźnić ciało. Nam chodzi jednak również o to, aby nie używać umysłu. Te metody są dobre, ponieważ czasami, może często potrzeba pomóc ciału się rozluźnić. Ale nie dają nam tego duchowego, głębokiego poziomu rozluźnienia, jaki pojawia się, kiedy rozluźniamy również umysł.
Są korzystne dla zdrowia i innych rzeczy, ale szamani prowadzą nas jeszcze dalej, do bezruchu również umysłu.
Tu też nie chodzi o to, by powstrzymywać myśli - to także jest działaniem. Z niczym nie walczymy, niczego nie chwytamy, niczego nie odrzucamy. Jesteśmy jak niebo. Chmury przychodzą i odchodzą, samowyzwalają się, a my im w tym ani nie pomagamy, ani nie przeszkadzamy. To jest proces naturalny, tak jak bicie serca czy oddychanie. My tylko usuwamy przeszkody dla tego procesu samooczyszczenia, samowyzwolenia poprzez zatrzymanie ciała i umysłu w jednym miejscu, poprzez zaprzestanie wysiłku fizycznego i mentalnego.
Nasze umysły ciągle snują plany, rozmyślają, marzą, wyobrażają sobie nas i innych ludzi, nieustannie bełkoczą. To wszystko przenosi się do ciała, które reaguje nerwowo stresem w różnych swoich częściach.
W umyśle pojawiają się różne tożsamości, różne idee, identyfikacje, wartości, konstrukty, które napędzają nasze życie. Problem w tym, że są one przypadkowe, chaotyczne, iluzoryczne, są jak sny, które bierzemy za rzeczywistość i które decydują o nastroju, w jakim się znajdujemy, o naszym poczuciu “ja” i innych rzeczach, włącznie ze stanem fizycznym.
Nie ma stanu czysto fizycznego przeżywanego w naszym ciele, zawsze jest to stan psychofizyczny. Podobnie nie ma poznania czysto zmysłowego, zawsze przejawia się w nim intelekt. Inaczej poznanie byłoby nieczytelne, nierozpoznawalne.
Jak to pisał jeden ze starożytnych greckim twórców: rozum widzi, rozum słyszy. Gdy rozluźniamy ciało a nie rozluźniamy rozumu, umysłu, tak naprawdę nie rozluźniamy w istocie niczego. Jeżeli próbujemy w naszym ciele zaprowadzić relaks, podczas gdy w głowie zachodzi istny kalejdoskop myśli, tracimy ostatecznie czas, ponieważ nasze rozluźnienie nie będzie gruntowne i autentyczne.
Umysł może wytworzyć na zlecenie nawet spokój, relaks, tak jak wymyśla inne rzeczy, włącznie z doświadczeniem pustki. Umysł jest bardzo twórczy. Nie będzie to jednak prawdziwe.
W taki sposób, za pomocą umysłu ludzie tworzą sobie “duchowe doświadczenia”, na podstawie których czują się kompetentni w wypowiadaniu się na tematy ezoteryczne, duchowe, szamańskie. Często, może zazwyczaj pomagają im w tym różne książki. Im ciekawsze, im bardziej opisujące, im barwniejsze, tych ich fantazje są bardziej “uduchowione” i “dojrzałe”. W relaksacji przestajemy wysyłać zlecenia naszemu umysłowi, dlatego staje się bezrobotny. To oczywiście metafora, umysł nie ma inteligencji sam w sobie, nie jest istotą żywą. Naśladuje jednak istotę żywą, o czym przekonujemy się w snach. Umysł potrafi genialnie skopiować człowieka, z jego głosem, formą i innymi cechami.
Takie kopiowanie odbywa się w naszych głowach na co dzień. Mówimy o tym “sen na jawie”, ale jest to zwykła aktywność umysłu, którego nie nauczyliśmy się rozluźniać.
Z chwilą, gdy osiągniesz relaks umysłu, kopiowanie rzeczywistości zatrzyma się w miejscu.
Myśli są ważne i potrzebne, ale umysł powinien być jak marionetka w twoich rękach, którą kierujesz pociągając za sznurki a nie gruba lina, która się oplątuje.
Często próbujemy się wyplątać z tej liny szamocząc się, stawiając się za lub przeciw, używając logicznych argumentów, prowadząc dialog wewnętrzny. Ale w ten sposób pętle zaciskają się jeszcze bardziej.
Jedyny sposób, by się wyzwolić, to przestać się szamotać i w spokoju zobaczyć, że cała ta lina była jedynie wyobrażeniem, że nigdy nie istniała naprawdę. Że to był tylko sen.
Coś lub ktoś może mieć na ciebie wielki wpływ emocjonalny, seksualny, jakikolwiek inny. To jest według szamanów hawajskich stan niezdrowy, szkodliwy. Nic nie powinno nas związywać z innymi ludźmi ani z żadnymi rzeczami na świecie. Nic nie powinno nas obciążać.
My jednak wchodzimy w różne reakcje z tym, co nas otacza, ponieważ brakuje nam doświadczenia wewnętrznej przestrzeni. Jesteśmy przeładowani żądzą, gniewem, negatywymi emocjami, naszym ego.
Jesteśmy przywiązani do żądzy seksualnej, do żądzy pieniędzy i innych rzeczy, do gniewu, agresji, czasami może do smutku, żalu, nieprzebaczenia. Dlatego przywiązujemy się potem do tego, co na zewnątrz: do ludzi, którzy pociągają nas płciowo lub których nienawidzimy, do tych, którzy nas zranili, ciągle ich rozpamiętując, rozdrapując stare rany itd.
Przywiązanie pojawia się dlatego, że nie zgłębiliśmy dostatecznie stanu relaksu, naturalnego stanu, w którym spontanicznie przejawiają się prawda, energia ducha, to, kim naprawdę jesteśmy.
Nauczyliśmy się reagować na to, co na nas wpływa albo tłumieniem, albo uleganiem temu, zamiast w stanie relaksu dopuszczać to do swojej świadomości, konfrontować się z tym takim, jakim jest w naszej świadomości.
Coś oceniamy, coś potępiamy, coś wywyższamy i nazywamy “dobrym”. To wszystko praca umysłu. Gdy zaprzestajemy tej pracy, umysł przestaje osądzać, analizować, roztrząsać, zabarwiać i przywiązywać się do fragmentów doświadczenia. Staje przed nami całość. Dyskursywna myśl nie oddziela nas już od doświadczenia pełni.
Przestajemy opatrywać wszystko komentarzami. Nie znając relaksacji umysłu komentujemy wszystko, a nawet komentujemy własne komentowanie.
Jest w naszych wnętrzach wiele pomieszania, wiele autodestruktywnych tendencji. Biorą się one wszystkie ze stresu - stresu fizycznego i mentalnego. Stres pojawia się, gdy stoimy na zewnątrz, kiedy jesteśmy oddzieleni. Gdy tworzymy i podtrzymujemy złudne “ja” w naszym umyśle, tak jak tworzymy sny i różne postacie, które się w nich przejawiają, do złudzenia przypominające prawdziwych ludzi, ale nimi nie będące.
Podobnie nasze “ja” i inne wytwory umysłu na jawie, także odnoszące się do innych ludzi czy samej rzeczywistości, do złudzenia mogą przypominać to wszystko, ale są czymś różnym. Są tym, co oddziela nas od prawdy i rzeczywistości i co generuje masę stresu.

Dzisiaj ludzie mocno ulegają nastrojom. Zrobią coś tylko wtedy, gdy pozwoli im na to ich nastrój. Mówią wtedy: “chce mi się” albo “nie chce mi się”. Co to za wolność, kiedy coś “chce” za nas, a my pozostajemy bierni. Filozofowie od dawna uważają, że język naturalny odpowiada strukturze przeżyć psychicznych. Mówiąc “chce mi się” mówimy tym samym, że nie my decydujemy, nie my jesteśmy podmiotem woli, że jesteśmy przez coś zniewoleni. Głęboki relaks może nas od tego wyzwolić. Wyzwoli nas od nastrojów, które tworzone są przez nawykowe działania umysłu.
Te “nastroje” można nazwać “rozstrojami”. Gdy gitara jest rozstrojona, nie można na niej wygrać akordu. Wydaje fałszywy dźwięk, który męczy ucho. A kiedy się ją nastroi, spełnia funkcję użytecznego narzędzia i możemy zagrać na niej co chcemy i kiedy chcemy. Staje się narzędziem naszej woli zamiast być czymś, od czego bolą nas głowa i uszy.
Relaksacja nastraja ciało i umysł do wibracji ducha. Nie może być to jednak zwykła, płytka relaksacja ciała sportowców, ale głęboka, również umysłowa, w istocie duchowa relaksacja szamanów.
Nie wystarczy raz wykonać ćwiczenie relaksacji a potem cieszyć się jej właściwościami do końca życia. Potrzeba przeniknąć relaksacją. Najlepiej stosować ją tak czy inaczej codziennie.
Są różne techniki. Preferujemy tu coś, co można nazwać “spokojnym spoczywaniem”. Odpoczywa, relaksuje się nie tylko ciało, ale i umysł.
W trakcie relaksacji będą wychodzić na powierzchnię różne uwarunkowania, to jest oczyszczający aspekt relaksacji.
Zaczną uwalniać się również toksyny, dlatego na początku możesz odczuć pewien dyskomfort, twój stan może ci się wydać gorszy niż był poprzednio. Jest to jednak tylko efekt naturalny, gdy ciało oczyszcza się z trucizn.
Spędzaj czas na relaksie. Możesz zacząć od rozluźnienia ciała a potem uwewnętrzniać te właściwości spokoju i rozluźnienia w umyśle. Niech przenikną do samego jądra twojej istoty.
Gdy pojawi się to, co cię blokuje, np. lęk przed śmiercią, obawy o zdrowie, o związek, o rodzinę, żądza seksualna itd. po prostu bądź z tym. Nie odrzucaj tego. Bądź z tym a to odpadnie, przerośniesz to swoją świadomością. To jest właśnie jeden z istotnych aspektów duchowego wzrastania, że wyrastasz ze swoich zabawek. Widzisz w tym coś banalnego, co wcześniej spędzało ci sen z powiek i tak mocno dotykało, a nawet stawiało na głowie całe twoje życie.
Wąż okaże się liną i strach zniknie naturalnie.
Jak długo powinna trać relaksacja? Ciało i umysł ci to pokażą. Będziesz wiedział, to będzie wrażenie “już”. Gdy skończysz przed tym wrażeniem, będzie tak, jakbyś gotował wodę. Może osiągnie ona 90 stopni, ale się nie zagotuje. Musi mieć 100 stopni. Wtedy to naprawdę odczujesz.
W moim przypadku gdy woda zaczyna się już gotować, oddech na chwilę się wstrzymuje na wydechu i ja wiem, że to już ten moment. Czasami potrzeba posiedzieć dłużej, gdy woda jest bardzo zimna. Wtedy czas gotowania się wydłuża. Im jest cieplejsza, czyli im bardziej dbamy na co dzień o to, by “żyć na luzie” i nie stresować się, ale się rozluźniać, tym mniej czasu nam potrzeba by pogłębić stan relaksu.
Im bliżej końca relaksacji, tym więcej ciepła, pary i błogiej otwartości.
W ten sposób możesz zacząć od zupełnie zimnej wody, wręcz lodowatej, albo nawet zamarzniętej na kamień i za pomocą relaksacji ciała i umysłu zamienić ją we wrzątek.
Ważne tylko, by dać temu potrzebny na to czas (haw. “manawa”).
Jak często się relaksować? Jak często potrzeba. Bez zegarka, nawet muzyki relaksacyjnej, możesz rozluźniać ciało i umysł w swoich naturalnych warunkach. To bardzo naturalna czynność.
Relaksacja, stan stabilności i wolności, który przynosi, jest podstawą innych metod huny. Gdy brakuje ci tego stanu, trudno będzie ci się skoncentrować, trudno będzie zrobić haipule czy nalu albo inną praktykę.
W ogóle trudno się żyje bez KALI. Wkładamy stale wielki wysiłek we wszystko, dźwigamy ciężary naszych myśli, uprzedzeń, żądz, wyobrażeń, pochodzenia, narodowości, rodziny, społeczności lokalnej, samego konwencjonalnego człowieczeństwa. W hunie nie ma zmuszania się do czegoś. Konieczność przymuszania się jest dobra dla ludzi leniwych (inaczej niczego by nie zrobili), ale tylko wtedy, gdy nie zna się dostatecznie właściwości KALI. Kiedy w relaksacji nastroisz osobowość do tunera twojego ducha, granie na jej akordach będzie proste.
Ponieważ ciału i umysłowi nie pozostanie już żaden inny ruch do realizacji, poza ruchem świadomości, ducha, nie będziesz potrzebował żadnych “muszę” w swoim życiu.
I najlepiej już teraz zrezygnuj z tego słowa, wykreśl je ze swojego słownika w tym imperatywnym sensie.
To “muszę” jest wytworem zdeterminowanego, nie zrelaksowanego umysłu. Kultywując “muszę” kultywujesz stres, a stres stoi za każdą chorobą i za blokadami w przepływie energii.
W umyśle zrelaksowanym nie ma “muszę” i związanego z nim napięcia. To jest umysł otwarty i posłuszny duchowi, czyli osobie, naszej istocie.
Ten umysł nie jest już twoim prześladowcą, imperatorem, prześmiewcą, krytykiem, twoim najgorszym koszmarem, ale narzędziem, byś robił za jego pomocą to, co zechcesz.
Przestaje być cenzorem i komentatorem, niezależnym od ciebie, pełnym egoizmu i pychy. Jest żywotny, elastyczny i przejrzysty.
I stan tego umysłu odpowiednio wpływa na ciało, które również się relaksuje, uwalnia napięcia, toksyny, osiąga harmonię, homeostazę, co pobudza jego uzdrawiające siły.
Według naukowców aż 80% nowotworów, także tych genetycznych, wywołuje zjawisko stresu. Stres osłabia całe ciało, jako że układ nerwowy podtrzymuje działanie każdego narządu. Choroby wirusowe (wszystkie) są łatwe do złapania dla osoby stresującej się, jej układ immunologiczny jest słaby.
Skoro stres wywołuje tak wiele zniszczenia, brak stresu powinien rozpocząć procesy odwrotne, odbudowy i uzdrawiania.
Jak praktykować? Zalecałbym w ten sposób, że wykonujemy główne ćwiczenie relaksacyjne raz dziennie lub więcej, a potem małe relaksacje, gdy np. opieramy głowę o oparcie fotela lub w innych sytuacjach, które znajdujemy w codzienności.
Krótkie chwile relaksu będą uzupełniać praktykę główną. Gdy np. czekamy w korku albo na przejściu dla pieszych lub w kolejce do kasy w sklepie możemy zamiast się stresować, ćwiczyć relaksację. Lecz wsparciem dla tego powinna być duża relaksacja, trwająca kilka albo kilkanaście minut.
Gdy nauczymy się relaksować, w końcu nasza woda będzie na tyle gorąca, że nie będziemy potrzebowali dłuższych sesji relaksacji. Siądziemy na chwilę i już zacznie się ona gotować.
Skorzystają na tym wszystkie nasze związki ze światem zewnętrznym i wszystkie nasze praktyki duchowe, szamańskie, nasza praca, hobby itd. I skorzystają na tym ludzie, którzy nas otaczają, jako że będziemy dla nich mili, sympatyczni, wypoczęci w ich obecności, wolni od nich i nasz stan zacznie się poniekąd udzielać również im poprzez wymianę doświadczenia i energii drogą tego, co kahuni nazywają “kino aka” (rozumiane jako “ciało energetyczne”).
Zauważmy, że podobnie robią psy, koty i różne dzikie zwierzęta. Często odpoczywają, kładą się nie tylko na noc, ale częściej, wiele razy na dzień. Nasze ciało działa podobnie, co pokazuje tzw. “psychologia porównawcza”. My jednak nieustannie czymś się zajmujemy, jeżeli nie cieleśnie, to umysłowo. Nawet gdy odpoczywamy po pracy, to z pilotem od telewizora w ręku.
NIE UMIEMY NAPRAWDĘ, DOGŁĘBNIE ODPOCZĄĆ.
To nie daje wypocząć umysłowi, a my po prostu ulegamy szkodliwemu nałogowi, który generuje stres w naszym życiu.
Alkohol, papierosy czy narkotyki również nas nie rozluźnią. Uwolnimy się od mnóstwa dziecinnych nałogów gdy nauczymy się relaksu w sposób naturalny, taki, jaki preferują kahuni. Poświęć codziennie trochę czasu na relaksację, a bez wysiłku zaczniesz osiągać to, czego zawsze pragnąłeś i co próbujesz osiągnąć wielkim nakładem pracy i środków.
Rozluźniaj i ciało, i umysł, i zewnętrzne, i wewnętrzne aspekty, tylko w ten sposób doświadczysz prawdziwej relaksacji, KALI.
Wolność nie leży w wielkich hasłach ani specjalnych warunkach na zewnątrz, ale w zrelaksowaniu, czyli wyciszeniu bełkoczącego umysłu, pełnego tego, czym nakarmił się drogą zmysłów, tym samym zamkniętego na ducha i jego obecność.
Twój stan może być cudownie błogi, spokojny, ugruntowany. Z jego puntu zauważysz, jak niedorzeczne są te wszystkie obsesyjne lęki przed śmiercią i życiem, te negatywne myśli, projekcje i scenariusze, jakie produkuje zestresowany umysł.
Zaangażuj się w praktykę KALI. Zatroszcz się o KALĘ, a KALA zatroszczy się o ciebie i otworzy dla ciebie wszystkie możliwości wszechświata, udzieli ci wsparcia na każdym poziomie, połączy cię z Bogiem, Manitou, Wielkim Duchem, bez względu na nazwę, jaką nadajesz Absolutowi.
Gdy cofną się twoje egoistyczne ograniczenia, automatycznie otworzą się przed tobą twoje duchowe możliwości. Nie musisz uczyć oka widzieć, wystarczy, że usuniesz z niego to, co przeszkadza mu w spełnianiu swojej naturalnej funkcji.
Nie musisz zastanawiać się co jest możliwe, wystarczy, że pozbędziesz się ograniczeń, jakie narzucasz sobie i światu, płynących z pogrążonych w stresie ciała i umysłu.
Wielu ludzi ma z tym problem w uzdrawianiu. Nie wierzą, że mogą go doświadczyć. W szamanizmie nie chodzi o tego rodzaju wiarę, o afirmację jakichś możliwości, ale o pozbywanie się ograniczeń, które sami sztucznie tworzymy.
W uzdrawianiu KALA jest istotna, jako że umożliwia pełne miłości działanie energii ducha, która uzdrawia na najgłębszym poziomie. W tym nie ma zmagania, walki z chorobą, energia płynie tylko przez kanały energetyczne i czakry (piko), które są otwarte. A tym, co blokuje kanały i czakry, jest stres.
Inny aspekt stresu to pośpiech. Mamy tyle napięcia, że nie możemy usiedzieć w miejscu. Nosi nas. Uznaliśmy, że ciągłe działania rozładowują napięcia, co faktycznie do pewnego stopnia się dzieje, więc nieustannie działamy. Jeżeli nie w ciele, to w umyśle, gdy oglądamy telewizję lub słuchamy muzyki relaksacyjnej.
Słuchanie takiej muzyki nie jest relaksacją. Wspomaga ona, gdy leci w tle, działa na nerwy ciała, ale sama w sobie nie jest relaksacyjna. Skupianie się na niej tylko nas stresuje.
Muzyka może stworzyć środowisko do relaksacji, może być wsparciem. Istota relaksacji polega jednak na tym, że odwracamy się od zmysłów i ich przedmiotów, przestajemy się skupiać na czymkolwiek, co znajduje się w ciele czy w umyśle. Wtedy na arenę wchodzi duch, kontaktujemy się z duchem a on naturalnie dostraja do siebie ciało i umysł, działa tu zasada rezonansu. Drgania wymuszające (za pomocą których definiuje się zjawisko rezonansu), czyli wibracje ducha wymuszają odpowiednie drgania w umyśle i ciele.
Ponieważ jesteśmy poddani wielu źródłom rezonansu na zewnątrz, nasze ciało robi swoje, umysł swoje a duch jeszcze coś innego. Nie ma harmonii i odczuwamy to jako wewnętrzne rozstrojenie, pomieszanie, dezintegrację, która wiąże się z odczuwaniem cierpienia i dyskomfortu.
Świadomość pełna jest sprzecznych ze sobą zjawisk, wykluczających się tendencji. Duch chce kochać, umysł ma jednak swoje blokady, “uważa” miłość za naiwną i wytwarza obojętność. A ciało na przekór umysłowi, który wolałby się nie angażować w ogóle, pozostać wyrachowanym, ale zimnym jak głaz reaguje żądzą seksualną. Trzy różne interesy, które tworzą wewnętrzny konflikt.
Mówiąc “wolałby” oczywiście używam przenośni. To, co dzieje się w ciele i umyśle jest bezosobowe. Chciałbym dodać jeszcze kilka ćwiczeń, które okażą się wsparciem dla praktyki KALI. Opierają się na prostym zapytywaniu w stanie relaksu.
Usiądź wygodnie albo połóż się. Dobrze kiedy kręgosłup jest w miarę prosty, możesz oprzeć się o fotel, wygodnie się w nim rozsiąść. Skieruj się do wnętrza, przymknij lub zamknij oczy (w drugim przypadku uważaj na swój poziom napięcia, by nie wywołać go więcej lękiem). Gdy odczuwasz lęk, albo nawet kiedy nie odczuwasz wyraźnie, znasz przecież ten stan a jego przyczyny są stale z tobą, zadawaj sobie pytanie: “Co mnie niepokoi?”. Gdy skończysz, czyli poczujesz, że doświadczenie się wyczerpało, spocznij w stanie poznania, które się pojawia, w stanie naturalnym.
Poprzez wgląd IKE rozpoznasz to, co cię niepokoi, zidentyfikujesz wewnętrznie. Może to są jakieś instytucje, może jacyś ludzie, może religijne autorytety. Z pewnością coś odkryjesz i to odkrycie będzie ważne.
Możesz zadawać różne pytania.
Co mnie niepokoi? (sic!)
Co mnie martwi?
Co mnie nudzi?
Co mnie poniża? (sic!)
Co mnie smuci? (sic!)
Co mnie ogłupia?
Co mnie goni? (sic!)
Co mnie przygniata? (sic!)
Co mnie zaślepia? (sic!)
Co mnie zniechęca?
Co mnie dominuje? (sic!)
Co mnie pociąga? (sic!)
Co mnie złości? (sic!)
Co wzbudza we mnie zazdrość? (sic!)
Co mnie ośmiesza?
Co mnie obraża?
Co mnie brzydzi?
Co mnie blokuje? (sic!)
Co mnie rozprasza? (sic!)
Co mnie przymusza? (sic!)
Co mnie potępia?
Co mnie krytykuje?
Co mnie przytłacza? (sic!)
Co mnie wstydzi? (sic!)
Co mnie demoralizuje? (sic!)
Zapoznanie się z tymi ćwiczeniami wymaga czasu i wiem, że możesz go nie mieć. Zaznaczyłem za pomocą (sic!) to, co bym polecał jeżeli masz ograniczoną ilość czasu na zapoznawanie się z tym materiałem, a chciałbyś to zrobić.
Ostatecznie wybierz jednak to, co cię najbardziej zaintryguje, co “poczujesz”. To proste ćwiczenie może stać się dla ciebie iście zbawienne. Wejrzysz dzięki niemu w mnóstwo uwarunkowań, o wielu nawet zapomniałeś, wielu nawet sobie nie uświadamiasz.
Moje sugestie są względne, kieruj się przede wszystkim własną intuicją.
Niektóre osoby mają wielki problem z nieprzebaczeniem. Zaleca się powtarzanie na głos formułek przebaczających. Zaangażowanie w nie z pewnością przyniesie dobre rezultaty, bez względu na to jak taka formułka wygląda. Może mieć np. ogólny kształt. Zrób wdech, podczas wydechu powiedz: Przebaczam sobie. Zrób kolejny wdech, na wydechu powiedz: Przebaczam innym. Jeżeli to ćwiczenie ci się spodoba, możesz je wykonywać kiedy chcesz i gdzie chcesz oraz tak długo, jak długo zechcesz.
Kluczowa jest jednak relaksacja. Zwracaj na to uwagę i rozluźniaj się. Nie gromadź napięcia. Nieprzebaczenie to też napięcie. Żal, strach, negatywne emocje to napięcie. KALA to zasada polegająca na tym, że wyzwalasz napięcie i nie gromadzisz go w swoim ciele i umyśle.

Munin: ceremonie haipule (huna) na dystans: pieniądze, miłość, zdrowie, rodzina, duchowość, inne - www.muninszaman.blogspot.com

Warsztaty Szamańskie w kwietniu i w maju - www.muninszaman.blogspot.com/p/warsztaty.html

Wszystko jest możliwe

Autor: Sophia Max, Lynn Lauber

Wspinając się po schodach prowadzących do wiktoriańskiej posiadłości znanej powszechnie jako Magiczny Zamek, przystanąłem, by nabrać tchu. Czy naprawdę dotarłem do tego świętego miejsca? Czy naprawdę jestem w Kalifornii, otoczony przez palmy i czerwone, tropikalne rośliny wyglądające jak płomienie? Zamknąłem oczy i szybko je otworzyłem. Niebo stało się jeszcze bardziej błękitne, a posiadłość, większa i bardziej imponująca. I tak, naprawdę tu dotarłem.

Ogromne, rzeźbione drzwi były tak grube i ciężkie, że nie byłem w stanie ich otworzyć. Natarłem ramieniem i pchnąłem; potem obróciłem gałkę w lewo i prawo. Bez efektu. Co będzie, jeśli po tym wszystkim nie uda mi się dostać do środka? Ale niepotrzebnie się martwiłem; wreszcie zjawił się elegancki, ubrany w smoking mężczyzna.

- Dzień dobry, młodzieńcze – powiedział. – Zapewne nie wiesz nic o sowie?
Potrząsnąłem przecząco głową. Nie miałem pojęcia, o czym mówił.
- Zatem spójrz do góry.
Znad drzwi przyglądała mi się wypchana sowa.
- Podaj jej hasło, a pozwoli ci wejść.
- Ale ja nie znam hasła – odparłem, czując, że zaczynam się pocić. Mówiono nam, że Ameryka bardzo różni się od naszego kraju – może to właśnie trzeba było robić, odwiedzając nowe miejsca?
- A co byś powiedział, gdybyś chciał gdzieś wejść?
Zastanowiłem się chwilę. Mój angielski był dobry, ale nie idealny.
- Otwórz się?
- Blisko. Hasło brzmi „Sezamie, otwórz się”.
- Sezamie, otwórz się – wyrecytowałem dumnie, a drzwi momentalnie rozwarły przede mną podwoje. Weszliśmy do głównego holu, którego fantazyjność zaparła mi dech w piersi.
- Och! – wyrwało mi się, a na twarz wstąpił mi rumieniec.

Lustra, złote żyrandole, ogień buzujący w kominku. Moje serce waliło jak oszalałe; tyle tu było do obejrzenia! Mężczyzna ukłonił się i odszedł, by przywitać kolejnego gościa, burząc moje nadzieje, że posłuży mi za przewodnika.

Całe życie słuchałem opowieści o tym zamku, ale gdy wreszcie go odwiedziłem, nie wiedziałem, dokąd skierować swoje kroki. Jedną rzecz chciałem zobaczyć bardziej niż inne. Spojrzałem na tarczę zegara stojącego w korytarzu; zostało mi niewiele czasu.

Skręciłem w prawo i wszedłem do niedużego muzeum figur woskowych przedstawiających słynnych magików. Nie wiedziałem, kim był stojący przy wejściu wąsaty mężczyzna w aksamitnej marynarce. Ale wyglądał tak prawdziwie, że nie mogłem się powstrzymać i dotknąłem delikatnie jego dłoni. Za muzeum znajdowała się biblioteka wypełniona po brzegi oprawionymi w skórę księgami traktującymi o magii – na lekturę ich wszystkich nie starczyłoby życia. W głębi korytarza znajdował się pokój seansów, w którym ustawiono stół dla osób komunikujących się ze zmarłymi. Zajrzałem przelotnie do każdego z pomieszczeń, ale nie zatrzymywałem się w nich na dłużej. Gruby dywan tłumił odgłos moich kroków, gdy maszerowałem przed siebie. Wreszcie dostrzegłem to, czego szukałem – wijące się do góry schody.

Chwyciłem za poręcz i zacząłem się wspinać. Na ścianie wisiały portrety najsłynniejszych magików świata – wielu znałem z historii, które moja mama opowiadała mi do snu. Był tu Howard Thurston, Król Kart, prowadzący największe obwoźne widowisko magiczne, był amerykański iluzjonista Harry Blackstone, sportretowany z czarnym wąsem, a rozsławiony dzięki sztuczce, która stała się moją ulubioną – przecięciu kobiety w pół. Był mistrz nad mistrze – Harry Houdini. I wreszcie portret człowieka, którego z nich wszystkich znałem najlepiej – wysokiego dżentelmena o przylizanych, czarnych włosach i smukłych palcach, trzymającego w dłoni maskę przedstawiającą jego własną twarz. To zdjęcie towarzyszyło mi odkąd pamiętam, ale nigdy nie miałem go dość. Bo ten magik odmienił moje życie.

Dalsze losy niezwykłego magika znajdziesz w książce Wszystko jest możliwe wchodzącej w skład serii Magia życia.

Różne systemy uzdrawiania wykorzystujące drgania liczb

Autor: Petra Neumayer

Liczby podlegają nie tylko rozumowemu poznaniu – ich drgania poruszają wprost nasze dusze. Możemy doświadczyć między innymi poprzez nasze sny, że właśnie tu pojawiają się liczby jako symbole wypływające z duszy. Według psychoanalityka i wielkiego badacza snów Carla Gustava Junga nie tylko symbole, ale również cyfry zaliczają się do ważnych archetypów, praobrazów zawartych w duszy.

Zwracanie uwagi na liczby pojawiające się w snach
Często śnimy o określonych liczbach, na przykład numerach domów i telefonów. Rzeczywiście symbolika liczb pojawia się w snach o wiele częściej niż w stanie świadomości. Analizując swoje sny, zwracaj uwagę na to, czy kierują się one na symbolikę liczb. Często liczby są trudne do rozpoznania na pierwszy rzut oka i udaje się to dopiero po zastanowieniu. Jak wiele osób odgrywało w tym określonym śnie jakąś rolę? Ile było tam zwierząt? Ile szklanek czy filiżanek stało na stole? Czy śniłeś o jakimś symbolu, jakiejś figurze geometrycznej? Ile miała boków? Takie szczególiki, ukryte symbole, mogą dać ci interesujące wskazówki, które przydadzą ci się przy interpretacji twoich snów.

Uzdrawianie przy pomocy drgań liczb
Przy pomocy drgań kodów liczbowych o właściwych częstotliwościach możliwe jest wywołanie uzdrawiającego impulsu. W tym celu wibracja liczby musi wejść w rezonans z naszą własną. Zdrowie i życie nigdy nie są stanami statycznymi. Całe życie powstaje z drgań o określonych częstotliwościach i rytmie. Wszystko, co istnieje we wszechświecie, podlega pewnym cyklom. Da się to zaobserwować w naturze, w królestwie zwierząt i roślin, w rytmie dnia i nocy. Na przykład roślina kiełkuje, wypuszcza liście, pąki, kwiaty i wreszcie wydaje owoce w ustalonym przebiegu czasowym. Także nasze serce bije w określonym rytmie, ma swoją specjalną częstotliwość drgań. Częstotliwość bicia serca nie jest statyczna. Każde uderzenie jest inne i następuje w ciągle to nowym rytmie. W medycynie mówi się wtedy o zmiennej częstotliwości bicia serca.

Rytm niezbędny do życia:
Zmienna częstotliwość bicia serca

Serce i układ krwionośny są pośrednikiem pomiędzy układem nerwowym i narządami zmysłów z jednej strony i organami odpowiedzialnymi za przemianę materii z drugiej strony. Poza tym łączą organy wewnętrzne przez przenoszenie tlenu z płuc. Wypełniają główne zadanie regulacji: pomiędzy różnymi układami, między wnętrzem a światem zewnętrznym, ale też pomiędzy umysłem, duszą i ciałem. Ta zdrowa funkcja regulacyjna jest odwzorowana w wymierny sposób w tak zwanej zmiennej częstotliwości bicia serca i uwidacznia się w zmienności odstępów pomiędzy określonymi odchyleniami fal na EKG. Kiedy hormony wywołujące stres znajdujące się we krwi zmuszają serce do szybszej pracy i bicia w mniej zróżnicowanym rytmie, zmniejsza się zmienność częstotliwości bicia serca, serce wypada ze zdrowego rytmu i siły regulacyjne są zakłócone. Zmienna częstotliwość bicia serca została odkryta już w III wieku przez chińskiego lekarza Wang-Shu, który orzekł, że zmienny rytm bicia serca jest oznaką dobrego zdrowia.

Kiedy jesteśmy zdrowi, znajdujemy się w harmonii z nami samymi i naszym otoczeniem, czujemy, że jesteśmy w stanie pokoju ze sobą samym, jesteśmy po prostu na właściwej fali. Gdy jesteśmy chorzy, oznacza to tyle, że powstała dysharmonia, nastąpił dysonans w naszym wnętrzu i/lub pomiędzy nami a naszym otoczeniem. Nie jesteśmy już nastawieni na właściwą falę, wypadamy z taktu.

DNA jako łącznik pomiędzy wnętrzem a światem zewnętrznym
Również każda z komórek naszego ciała drga, przy czym kwas deoksyrybonukleinowy (DNA) funkcjonuje jak antena, która jest jednocześnie nadajnikiem i odbiornikiem. Zdrowe komórki emitują promienie świetlne. Te kwanty światła, które pochodzą z komórek, nazywa się biofotonami. Dzięki nim możliwa jest komunikacja pomiędzy komórkami. DNA odbiera fotony jako niemające natury materialnej informacje i jednocześnie również je wysyła. Możemy więc wyobrazić sobie DNA jako pośrednika pomiędzy światem wewnętrznym i zewnętrznym, między tym, co niematerialne, a światem materii, między ciałem a duchem.

Chore komórki wysyłają mniej biofotonów. Komunikacja pomiędzy komórkami jest zakłócona, przepływ informacji zatrzymuje się i może to negatywnie wpłynąć na fizjologiczne procesy zachodzące w ciele. Jednak dobra wiadomość brzmi następująco: każda żyjąca komórka dysponuje zawsze wystarczającą mocą drgań, odrobiną energii świetlnej, która może wejść w rezonans z odpowiednimi uzdrawiającymi drganiami!

Więcej na temat uzdrawiania poprzez liczby dowiesz się z książki Petry Neumayer Uzdrawianie poprzez liczby.

Bardziej wydajne funkcjonowanie układu nerwowego i oddechowego

Autor: Clinton Ober, Dr Stephen T. Sinatra, Martin Zucker

Nawiązanie połączenia z Ziemią może nie daje takiego samego efektu jak ładowanie rozładowanego akumulatora, ale działa zadziwiająco szybko pobudzając energetycznie zmęczone ciała i redukując ból. Zazwyczaj uziemienie wywołuje reakcję odczuwalną dla ludzi po upływie dwudziestu do trzydziestu minut. Osłabienie bólu może pojawić się znacznie szybciej.

Aby spróbować zmierzyć prędkość uziemiania, dr Chavalier zorganizował badanie, w którym chciał dokonać pomiarów różnych fizjologicznych czynników przed, w trakcie oraz po czterdziestominutowej sesji uziemiania. W eksperymencie wzięło udział dwadzieścia osiem zdrowych mężczyzn i kobiet w wieku od osiemnastu do osiemdziesięciu lat. zostali uziemieni za pomocą elektrod przymocowanych do podeszwy stóp oraz wnętrza dłoni. Dla porównania, identyczne pomiary były także dokonywane podczas podobnych sesji fałszywego uziemiania.

Faktyczne uziemianie dało następujące rezultaty:

  • Natychmiastowa redukcja (po kilku sekundach) przewodnictwa skórnego, wskazujące na szybką aktywację „trybu uspokajającego” przez układ przywspółczulny (parasympatyczny). Przewodnictwo skórne jest szeroko stosowanym czynnikiem pomiaru działania systemu nerwowego. Uzyskany rezultat pomaga zrozumieć nam kwestie niwelowania stresu i poprawy snu dzięki uziemianiu.
  • Zwiększone tempo oddychania i stabilizacja natlenienia krwi, jak również lekkie zwiększenie tempa bicia serca. Zmiany te pojawiały się około dwudziestu minut po rozpoczęciu uziemiania i mogą sugerować początek procesów uzdrawiających, wymagających znacznych zapasów tlenu. Oznaki zwiększonej konsumpcji tlenu podczas uziemiania utrzymują się, jak udokumentowano, przez co najmniej dziesięć minut po ustaniu uziemiania. Owe fascynujące obserwacje łączą uziemianie i procesy lecznicze zachodzące w ciele z aktywnością metaboliczną. Można mniemać, że ten wzrost aktywności metabolicznej jest źródłem procesów uzdrawiających oraz że aktywność ta wzrasta tam, gdzie ciało najbardziej potrzebuje naprawy, np. w miejscach zranień lub obszarach objętych stanem zapalnym. Co ciekawe, zaraz po zaprzestaniu uziemiania natlenianie krwi staje się bardziej nieregularne, a oddech nawet lekko przyspiesza. Reakcja ta sugeruje, że ciało nie przepada za „byciem odłączonym” od Ziemi.

Badanie opublikowane w 2010 roku w czasopiśmie Journal of Alternative and Complementary Medicine również wykazało, optymalne wskazania jakie notuje się podczas czterdziestu minut uziemiania wracają – w ciągu dziesięciu do dwudziestu minut – do poziomów sprzed uziemiania po tym jak ciało zostaje „rozłączone” z Ziemią.

Jeśli chcesz poznać najprostszą z metod uzdrawiania sięgnij po książkę Jak czerpać zdrową energie z Ziemi – Uziemienie autorstwa C. Obera, Dr S. T. Sinatry, M. Zuckera.

Pierwsza Zasada Huny: IKE

Autor: Munin

Wyrażenie: “ike” w języku hawajskim znaczy tyle, co “widzenie, postrzeganie, wiedza, doświadczenie, wizja, świadomość, odbieranie znaków od bogów, zrozumienie, uznanie, czucie, stan percepcji wzroku i słuchu”.

Od czego zaczyna się szamańska inicjacja różnych tradycji? Od osiągnięcia wizji. Mówi się o tym różnie: otwarcie oka percepcji, trzeciego oka, otrzymanie wizji, przebudzenie świadomości, bycie uważnym itd.

Ta percepcja obejmuje zarówno widzenie zewnętrzne, jak i wewnętrzne. W hunie wyróżnia się cztery poziomy widzenia:

  • Ike papakahi - poziom fizyczny
  • Ike papakolu - poziom subiektywny
  • Ike papakauna - poziom mistyczny
  • Ike papalua - poziom psychiczny

Szamani nie mówią nam, byśmy widzieli tylko na jakimś określonym poziomie, ale w ogóle postrzegali, byli świadomi.

Czy można być nieświadomym? Owszem. Można mdleć lub spać, można również ograniczać swoją świadomość, osłabiać ją, rozpraszać swoją uwagę.

Wiedza huny zaczyna się od zasady widzenia, świadomości, czyli IKE. Widzenie, świadomość jest kluczem otwierającym wszystkie drzwi i w tradycji huny, i w ogóle.

Troska o świadomość i rozwój świadomości to jest ta pierwsza, kardynalna, podstawowa reguła szamańska. Wszystko, co jest osiągane, osiągane jest poprzez świadomość, bezpośrednie doświadczenie. Z uwagą obserwować osoby i rzeczy, kształty, barwy, zjawiska dookoła nas i wewnętrzne to sposób, na jaki praktykuje się świadomość i się ją rozwija.

W naszej uwadze spotykamy się z rzeczywistością duchową. Bo czym jest uwaga, świadomość, jak nie właściwością ducha, który jest uważny, świadomy? Uruchamiamy jego obecność i działanie w naszym życiu.

Nie musimy wierzyć książkom, ani rozważaniom, myślom jaka jest rzeczywistość. Nie ma potrzeby przyjmowania jakichś pojęć i poglądów, urobionych przez jakiś autorytet lub szkołę.

Sami możemy spotkać się w swojej czystej świadomości z prawdziwym światem i “prawdziwym ja”. Bo to “prawdziwe ja” jest obserwatorem, jest podmiotem świadomości.

Gdy jesteśmy świadomi, wychodzimy naprzeciw świata takim, jakim jest takimi, jakimi jesteśmy. Nie ukrywamy się już za zasłoną wierzeń, przekonań, tego, co gdzieś powiedziano i gdzieś napisano.

Opieramy się tylko na tym, co wyjawia się w “strumieniu świadomości”. Podobny zabieg w filozofii Edmund Husserl nazwał “redukcją fenomenologiczną”. Opieramy się tylko na naszej uwadze i na tym, co nam ona bezpośrednio odsłania. Nie zakładamy niczego z góry, ani tego, że Bóg istnieje, ani że istnieje duch, ani że po śmierci jest życie, że istnieje energia życia - niczego. Nawet przekraczamy takie pojęcia jak “człowiek”, “człowieczeństwo” i inne, które wytworzyła kultura.

Ten pierwotny, podstawowy, naturalny stan świadomości jest prawdziwym początkiem szamańskiej ścieżki i jej fundamentem, na którym stale się wspiera.

To samo widzimy w taoizmie, który również jest szamanizmem. Wejście polega na oduczeniu się wszystkiego, czego nauczyliśmy nasz umysł jeżeli chodzi o postrzeganie rzeczywistości. To samo da się zauważyć w innych systemach szamańskich. Huna nie jest tu wyjątkowa i bardzo dobrze, to tylko potwierdza jej uniwersalność.

Kahuni poprzez zasadę IKE uczą nas uważności. Mówią jakby: Nie musisz w nic wierzyć, wszystko możesz zobaczyć, wszystkiego możesz doświadczyć. Rozwijaj swoje bezpośrednie poznanie, swoje doświadczenie. Oprzyj się w pełni na swoim doświadczeniu i nie polegaj ostatecznie na niczym innym.

Ktoś, kto zna zen, rozpozna w tych słowach coś znajomego.

Świadomość można ćwiczyć przykuwając ją do różnych rzeczy, uważnie obserwując to, co na zewnątrz jak i to, co wewnątrz. Kahuni zalecają IKE na wszystkich poziomach, nie tylko na poziomie fizycznym, choć od niego warto zacząć ćwiczenia.

Spróbuj tu, gdzie siedzisz, wyodrębniać poszczególne rzeczy. Skieruj na coś wzrok i zaobserwuj kształt, formę tego, co widzisz.

Świadomość pokazuje nam, że rzeczywistość nie jest “zupą zjawisk”, ale że sprowadza się do indywidualnych rzeczy i osób.

Każda z tych rzeczy ma swoją tożsamość. Spójrz na rzecz i wypowiedz jej nazwę, jej imię. Jeżeli jej nie ma, to jej ją nadaj. Możesz zacząć używać określeń bardziej szczegółowych, np. zamiast mówić “książka”, może powiedzieć “książka o historii filozofii w Polsce” lub jakakolwiek inna.

Wchodząc w więcej szczegółów, zaczniesz rozwijać swoją świadomość.

Wypowiadając nazwę rzeczy patrz na tę rzecz, miej ją na uwadze. Wpatruj się w nią jak w nauczyciela w szkole, który zadał ci pytanie. Pojęcia i słowa mogą pomóc ci głębiej uświadomić sobie rzeczy, ale mogą i przeszkodzić, jeżeli ograniczysz świadomość tylko do tego, co myślisz i mówisz.

Możesz również zamilknąć i w ciszy obserwować to, co cię otacza, poszczególne rzeczy.

Nawiąż kontakt z rzeczywstością dookoła ciebie, wewnątrz twojego ciała i umysłu oraz w tobie.

W podobny sposób możesz uświadamiać sobie, nazywać lub nie wrażenia płynące z twojego ciała, emocji, uczuć i myśli.

Byłoby czymś niemądrym ograniczać się tylko do tego, co widzisz na zewnątrz, skoro i wewnątrz również czegoś doświadczasz, i to niejednokrotnie bardzo istotnego, co ma bezpośredni związek z tym, jak się czujesz i co robisz na zewnątrz.

Nie musisz być w tym momencie mocno zaangażowany w tę świadomość, nie mówimy tu o skupianiu uwagi, ale o świadomym kontakcie z tym, co na zewnątrz i wewnątrz.

Dzięki temu, że utrzymujesz ten kontakt, otwierasz się na siebie i na świat.

Dzisiaj zamykamy się często na siebie, na innych i na rzeczy dookoła. Mamy swoje azyle w postaci komputera, pracy, domu, religii, filozofii, uczelni, czegokolwiek. Kierujemy się w życiu nie świadomością, ale myślą. Opieramy swoje życie na tym, czego ani nie widzieliśmy, ani nie słyszeliśmy, ani w inny sposób nie doświadczyliśmy. Mamy swoje autorytety, które widzą i widzą za nas. Przyjmujemy cudzą wizję na nasze życie, wizję płynącą z zewnętrznych autorytetów, nie zaś z naszego ducha.

W szamanizmie nie ma hierarchii. Widzenie jest jedynym guru szamana. Świadomość jest jego jedynym mistrzem a doświadczenie nauczycielem.

Nawet korzystając z pomocy nauczycieli zewnętrznych, szaman robi to w oparciu o swoje doświadczenie, traktując obecną w nim oczywistość jako ostateczne kryterium przyjmowania czegoś za właściwe i własne lub nie przyjmowania.

Nasza świadomość często gubi się w zamęcie zjawisk. To mogą być zjawiska fizyczne, psychiczne, czyli zewnętrzne i wewnętrzne. Pozwalamy sobie na podążanie za jakąś myślą, za jakimś uczuciem, za jakimś stanem. Przestajemy wyraźnie widzieć. Mówimy wtedy o tzw. afektach. Coś niejako przejmuje władzę nad naszą świadomością, nad naszą przytomnością. Dlatego działamy nieodpowiedzialnie. Zakładamy nieodpowiedzialnie firmy, tworzymy związki itd. Nie można odpowiadać za to, od czego się zależy a co nie zależy od nas. Działanie oparte na afektach nie zależy od nas, ale od afektów.

Wtedy niejako zamykamy się w afekcie. On wyznacza drogę naszemu działaniu, ale i postrzeganiu. Świadomość zdominowana jest przez zjawisko. Dlatego joga mówi już na samym początku, że jest ona “ujarzmieniem zjawisk świadomości”. Joga wyrasta z szamanizmu, zdaje się być nawet czymś takim jak indyjska huna, znajdujemy w niej te same nauki, jakich udzielają kahuni.

Ujarzmienie zjawisk świadomości znaczy, że zjawiska nie kontrolują już świadomości, nie przyćmiewają jej. Żadne afekty, myśli, żadne nastroje itd. nie decydują o tym, jak żyjemy, jakie podejmujemy decyzje, jak widzimy świat.

Świat widzimy takim, jakim pozwala nam go widzieć stan naszej świadomości. Jeżeli jest ona pełna zjawisk, te zjawiska rzutują się na świat, zniekształcają i zanieczyszczają naszą percepcję. Sądzimy wtedy, że świat jest taki, jakim go widzimy, podczas gdy to my sami projektujemy tylko nasze przekonania, przesądy, lęki, obawy na to, co widzimy.

Jak widzi świat chrześcijanin a jak widzi go buddysta? Przekonania rzutują się na nasze postrzeganie, choć nie zmieniają rzeczywistości. Zmieniają tylko nasze reakcje na to, co widzimy na zewnątrz i wewnątrz. Są jak filtr, który może pomagać w kontakcie z rzeczywistością, gdy przekonania są prawdziwe, lub przeszkadzać, kiedy nie są prawdziwe.

Gdy weźmiemy pod uwagę np. śmierć to jakiego rodzaju myśli i przekonania budzi w nas ten przedmiot? Dla jednego śmierć to ostateczny koniec wszystkiego, kim jest, i tak będzie ją definiował, tak będzie na nią reagował. Inny odpowie na nią zgodnie z własną religią, która każe mu myśleć o niej optymistyczne. Uczciwy scepyk będzie miał najmniej problemów emocjonalnych, ponieważ uzna po prostu, że nie wie jaka jest prawda i jego odniesienie będzie najbardziej obiektywne, czyli najmniej nacechowane zjawiskami myślowymi czy emocjonalnymi.

Szaman pójdzie jeszcze dalej, będzie obserwował, będzie konfrontował się i pogłębiał swoją świadomość śmierci czy to jako rzeczywistości na zewnątrz, czy pewnej informacji oraz związanych z nią przeżyć.

Zawiesi wszystkie sądy i odda się doświadczeniu, bezpośredniemu poznawaniu wszystkiego, co wiąże się ze śmiercią w jego świadomości, co świadomość odsłania na jej temat, nie wierząc żadnym autorytetom na zewnątrz i nie stając wobec śmierci w żadnej przyjętej z góry pozycji.

Świadomość nie jest myśleniem, nie jest konceptualizowaniem. To bezpośrednia obecność podmiotu wobec tego, co jest przedmiotem świadomości.

Szamanizm interesują takie fakty jak śmierć i inne, które można nazwać naturalnymi.

W odróżnieniu od naukowca jednak szaman nie przyjmuje żadnego określonego punktu widzenia. Po prostu jest świadomy w sposób naturalny, nie przyjmuje żadnego przedmiotu i aspektu, który miałby determinować jego poznanie, tak jak dzieje się to w nauce.

IKE obejmuje tak świat zewnętrzny, jak i wewnętrzne obszary doświadczenia. W zasadzie wszystkie one manifestują się w jednym akcie świadomości. Naukowiec sztucznie wyodrębnia aspekty empirii zewnętrznej, oddziela je od empirii wewnętrznej, zajmuje się tylko określoną stroną rzeczy, którą bada, np. jej strukturą chemiczną. Szaman odnosi się do rzeczy w sposób naturalny, widzi rzeczy bez przyjmowania żadnego filtra czy żadnej perspektywy.

Wystarczy nie przyjmować żadnej takiej perspektywy, by zachować perspektywę naturalną. Gdy nie stwarzamy czegoś sztucznego, pozostajemy z tym, co naturalne.

IKE to po prostu widzenie, bycie świadomym. Nie przyświeca temu widzeniu, byciu świadomym żaden cel teoretyczny, jakim jest jakaś wiedza o czymś w jakiejś wyodrębnionej dziedzinie. To widzenie jest bezinteresownym kontaktem z tym, co istnieje. Nie widzimy dlatego, by coś z tego mieć, ale dlatego, że to oznacza nasze być, że jest to dla nas naturalne.

Naukowcy uprawiają naukę interesownie, poznają interesownie (szczególnie teraz, gdy koncerny i korporacje opłacają i zlecają badania na kosmiczne pieniądze), chcą osiągnąć jakąś korzyść z samego faktu bycia świadomym pewnych zjawisk. Szaman rozumie, że bycie świadomym to coś naturalnie spontanicznego, ale człowiek może się w tym blokować, co skutkuje jego cierpieniem.

Może się blokować poprzez przyjmowanie różnych przekonań, poglądów, sposobów myślenia zamiast bycia świadomym.

Gdybyśmy mieli to ująć inaczej, to szamani hawajscy i nie tylko mówią: bądź świadomy - bądź sobą. Trudno przypisać interesowność byciu sobą, samorealizacji.

Bądź świadomy, ponieważ to oznacza naprawdę być i żyć. Pragniemy tego, wszyscy pragną przebudzenia świadomości. Dlatego kupujemy prasę, oglądamy telewizję, jedziemy na wycieczki, chcemy obserwować, doświadczać stanu przebudzonej świadomości. To jest bezinteresowne w sensie interesu rozumianego jako próba zdobycia, pozyskania czegoś odrębnego od nas samych.

Szamani mówią, że nie ma potrzeby szukać tego gdzieś daleko i na zewnątrz. Przebudzoną świadomość można praktykować od razu, natychmiast, od zaraz. Wymaga to pewnego zaangażowania, zachowywania dyscypliny IKE, czyli nie popadania w zjawiska świadomości, w myślenie, w emocje i nastroje, ale utrzymywania przytomnej obecności wobec tego, co na zewnątrz i wewnątrz.

To jest pewna praca. IKE jest praktyką.

Podobnie utrzymujemy uwagę na jezdni prowadząc samochód czy przechodząc przez pasy. Tak samo wykonując różne czynności zawodowe - one wszystkie wymagają od nas uważności. Chwila nieuwagi może skończyć się niemiło, nawet tragicznie.

Gdy rozwijamy raczej nieświadomość, czyli z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok praktykujemy brak uważności, nie powinniśmy się dziwić, że spowodowaliśmy w swoim życiu tak wiele kraks, wypadków, kolizji, że nasze ciało jest wrakiem i nadaje się chyba na złom do kasacji.

Jeżeli chcemy zakończyć ten życiowy karambol, to pasmo nieszczęść i zacząć uzdrawiać swoje życie, przede wszystkim powinniśmy już teraz zacząć odnosić się z uwagą do rzeczy i osób dookoła i do tego, czego doświadczamy wewnętrznie. Potrzebujemy zmienić tendencję wypadkową na tendencję odwrotną.

Jak mówiłem świadomość nie wymaga skoncentrowanego wysiłku, to nie jest koncentrowanie się, ale zauważanie, dostrzeganie, co po hawajsku znaczy “ike”. Koncentracja nazywa się “makia”, i odnosi się do osiągania konkretnych celów w szamanizmie huny. “Makia” jest już interesowna. Bo co złego w interesowności?

IKE to jest coś, co każdy z nas powinien dać sobie samemu. Odbieramy to sobie ulegając afektom, dążąc do mocnych wrażeń, obsesyjnie oglądając telewizję czy nałogowo grając w gry komputerowe, paląc papierosy, pijąc alkohol i na inne sposoby ograniczając, otumaniając, osłabiając naszą świadomość.

Stan upojenia, gdy “urywa się film” pokazuje nam wyraźnie zagrożenie braku świadomości. Nie wiemy jak wróciliśmy do domu, czyli byliśmy nieświadomi drogi. Nie tylko drogi, nawet rozmów z ludźmi, tego co robiliśmy. To fatalny stan, to istne piekło, i doświadczyć go możemy tu, na ziemi.

W upojeniu alkoholowym dzieje się tak, jakby nas nie było. Nie rozwijamy się dzięki takim doświadczeniom, niczego się nie uczymy, są one bezużyteczne, to strata czasu i życia.

Alkohol może okazać się pożyteczny dla świadomości w odpowiedniej ilości, jako że rozluźnia, usuwa stres i pozwala na jakiś czas odblokować przepływ energii, co osłabia również siłę przekonań, poglądów, myślenia. Kiedy jednak używamy go w nadmiarze, to oczywiście zabija w nas czujność i osiągamy efekt przeciwny do korzystnego. Jestem zwolennikiem alkoholu w racjonalnych ilościach.

Przejawy uwagi powinny pojawiać się bez wysiłku, naturalnie. Mistrz zen Kaisen zaleca, by kiedy uczymy się uwagi odłożyć angażujące czynności i oddać się tym prostym. Przejawom uwagi nie powinno towarzyszyć napięcie. Źródłem napięcia jest według kahunów “ku’e”, co znaczy “stać z boku”. Stać z boku jako ktoś kontrolujący świadomość, jako ktoś, kto stosuje nacisk na świadomość. Tu chodzi o to, by świadomość wypłynęła z nas, jako że to my jesteśmy świadomością, jej istotą.

Praktyka świadomości, czyli IKE to tworzenie takich warunków i doświadczeń, w których nasza świadomość może zostać naturalnie pobudzona do przejawów, nie zaś manipulowanie świadomością, majstrowanie przy świadomości.

Mamy krzesiwo, którym uderzamy o krzemień i pojawiają się iskry świadomości. Kierujemy swój wzrok, słuch, węch czy inny zmysł na przedmiot i pojawia się wzrokowa, słuchowa itd. świadomość przedmiotu.

Dla wielu osób problemem jest moralność czy w ogóle pytają się co mają robić. Nie widzą co jest dla nich dobre a co nie, co jest słuszne a co niesłuszne.

Jeżeli masz świadomość, masz też wiedzę. Słowo IKE oznacza i świadomość, i wiedzę. W filozofii zachodniej istnieje ścisły podział na świadomość i wiedzę. Wiedza to coś konceptualnego, myślowego. Jest świadomość, ale jest i wiedza, prawda, którą potrzeba uzasadnić poprzez skomplikowany proces dedukcji, dowodzenia, uzasadniania.

W hunie nie mamy czegoś takiego. Widzę i wiem. Widzisz co jest dla ciebie dobre i się tym otaczasz. Widzisz co jest dla ciebie złe i tego unikasz.

Co jest moralne a co nie zauważasz poprzez obudzoną świadomość. Świadomość daje ci współczucie (to jedno ze znaczeń słowa “aloha”). Współczucie pokazuje ci cierpienie innych ludzi, nie potrzebujesz żadnego dogmatu miłości bliźniego, kochasz ponieważ widzisz cudze cierpienie. Porusza to twojego ducha i nie możesz, a raczej nie chcesz przejść obojętnie. Uważasz wtedy obojętność za działanie niezgodne z własną naturą.

Czasami pewna obojętność jest potrzebna, ale wtedy widzisz, że ktoś zasługuje na to, co go spotkało, że np. odpracowuje jakąś ważną rzecz z przeszłości, że wypija piwo, którego naważył.

IKE pokazuje ci jak wygląda sytuacja, a każda sytuacja jest oryginalna, w istocie bezprecedensowa. Dlatego wymaga zawsze obudzonej uwagi, żywej świadomości.

W zen istnieje koan pt. “Zuigan sam siebie nazywa mistrzem”.

Zuigan codziennie wołał do siebie:

  • Mistrzu!
  • Tak, panie? - codziennie odpowiadał sobie.
  • Przebudź się, przebudź się! - pouczał.
  • Tak, panie! Tak, panie!
  • Odtąd - kontynuował przemowę - nie pozwól się zwodzić innym ludziom!
  • Oczywiście, panie! Nie pozwolę na to, panie!

Możemy sami przypominać sobie o byciu świadomym, przebudzonym. Jeżeli komuś to odpowiada, może użyć sposobu Zuigana.

To jest cudowna właściwość świadomości - gdy widzimy, nie musimy polegać na autorytetach, szukać autorytetów, dlatego nikt nas nie zwiedzie. Sami wiemy, czy woda jest ciepła, czy zimna, czy pójść w lewo, czy w prawo.

Pomóc może słowo “Bądź uważny!” napisane na kartce lub hawajskie IKE. Na różne sposoby możemy twórczo pobudzać naszą świadomość. Ważne jest by po prostu to robić, a jak to robić zależy od osobistych preferencji.

Gdy pijesz herbatę lub sok możesz zwracać uwagę na to, co trzymasz w dłoni i co wlewasz do ust, a potem na odstawiany kubek czy coś innego, w czym pijesz. Ćwicząc taiji możesz towarzyszyć swoją uwagą ruchom dłoni, nóg i całego ciała. Okazji by praktykować i rozwijać świadomość jest całe mnóstwo. I mogą być one tak oryginalne, jak twoje życie. Nie musisz wyszukiwać niczego na zewnątrz i wprowadzać niczego nowego, raczej wykorzystaj stare okoliczności i doświadczenia, z którymi masz dobry kontakt.

By być świadomym nie musisz niczego zmieniać - ani siebie, ani innych, ani miejsca zamieszkania.

Gdy zaczniesz podchodzić z przebudzoną świadomością do tego, co stare, zacznie ci się to ukazywać w nowy sposób, odsłaniać przed tobą bogactwo, o którym wcześniej nie miałeś zielonego pojęcia.

Świadomość jest lekiem na wszelkie znużenie, znudzenie i obrzydzenie, na poczucie przytłaczającej monotonii i braku kolorów w życiu.

Jest też ona kluczem otwierającym nasz szamański skarbiec. Bez świadomości nie zadziałają żadne ćwiczenia, wszystkie inne zasady huny nie będą przynosiły efektów.

Proponuję ćwiczenie. Obserwując swobodnie to, co się otacza zadawaj sobie w umyśle (ale nie na głos wewnętrzny, tylko "intencjonalnie") następujące pytanie: “Co przeszkadza mi widzieć?”. To ćwiczenie może cię bardzo wyzwalać. Rozpoznając uwarunkowania, sztywne poglądy, przesądy, wyobrażenia, które przeszkadzają ci swobodnie patrzeć na to, co cię otacza, będziesz je odrzucał tak naturalnie, jak naturalnie odrzucasz gorącego ziemniaka, którego wziąłeś w ręce wyciągając go z ogniska.

Przeszkodą mogą być twoje myśli, twoje obawy, lęki, marzenia, pragnienia, stan psychofizyczny. Nie chodzi mi o to, aby to analizować, ale dostrzec bezpośrednio, rozpoznać w świadomości jako przeszkodę. Głęboka, przebudzona świadomość sama to rozpuści.

Możesz też ćwiczyć ze zmysłem słuchu: “Co przeszkadza mi słyszeć?” a także z innymi zmysłami.

Nie chodzi tu o to, by zaliczyć wszystkie zmysły, ale w ogóle odblokować świadomość. Gdy uwolni się ona w jednym zmyśle, przeniesie się to również na inne. W świadomości nie ma podziału na zmysły, istnieje on tylko w ciele.

Pracuj z tym zmysłem, z którym odczuwasz najwięcej kłopotów albo z którym pragniesz to robić, którego moc chcesz zwiększyć. Być może jest to zapach. Wielu ludzi nie doświadcza zapachów dostatecznie głęboko.

Wyższe Ja, Akua lani będzie pokazywać ci co powoduje problemy, zaburzenia i blokady percepcji.

Pracuj z tymi technikami jak chcesz i kiedy chcesz oraz tak długo, jak długo uznasz za stosowne.

Wypada i należy pisać, mówić, czytać, głosić na dachach na temat IKE. Waga tej zasady jest pierwszorzędna.

Jeżeli jest na tym świecie coś, co warto sobie dogmatycznie i na ślepo wbić do głowy, to jest tym zasada IKE.

IKE usuwa potrzebę wiary. Skoro coś widzisz, czegoś doświadczasz, po co masz w to wierzyć? Możesz wierzyć temu, czyli ufać, ale nie w to, że to istnieje.

Ludzie nie mogą wierzyć Bogu, ponieważ go nie doświadczają. Wierzą w jego istnienie lub nie, ale to nie jest już zaufanie.

Zaufanie wymaga relacji. A relacja wymaga świadomości, wiedzy, doświadczenia.

Szamanizm zaczyna się zatem od swoistej redukcji transcendentalnej, która w hunie nazywa się IKE. Zostawiamy wszystko, czego nie doświadczamy. Tracimy wiarę we wszystko, z czym nie mamy kontaktu. Czynimy ze świadomości podstawę, na której budujemy swoje życie. Jest ona naszym schronieniem, naszym kluczem, naszym fundamentem.

Spoglądaj na rzeczy, osoby, zwierzęta, rośliny z uwagą. Nie musisz mieć uwagi dla całego świata, którego nie znasz, i który poznajesz w mediach. Wystarczy ci mieć uwagę dla tego, co masz przed oczami.

Są ludzie, którzy wiedzą tak wiele o tym, co znajduje się na całym świecie, są bardzo oczytani, ale jakość ich uwagi jest tak słaba, albo i słabsza niż u dzieci. Równie słaba jest ich rzeczywista moc wpływania na rzeczywistość i kreowania jej oraz inteligencja.

Szamanizm nie zależy od twojego oczytania w hunie czy czymkolwiek innym, ale od jakości twojej uwagi, twojego IKE. By go uprawiać nie potrzebujesz żadnego specjalnego zrozumienia i wiedzy tajemnej, ale umejętności widzenia, bycia uważnym, receptywnym, wrażliwym.

Wrażliwości, receptywności, uważności szkodą suche spekulacje, sztywne poglądy i przekonania będące przesądami.

Munin: ceremonie haipule (huna) na dystans: pieniądze, miłość, zdrowie, rodzina, duchowość, inne - www.muninszaman.blogspot.com

Warsztaty Szamańskie w kwietniu i w maju - www.muninszaman.blogspot.com/p/warsztaty.html

Problem butów

Autor: Clinton Ober, Dr Stephen T. Sinatra, Martin Zucker

Zwróć uwagę co nakładasz codziennie na swoje stopy. Większość z nas nosi taką czy inną formę obuwia, które znacznie ewoluowało od czasów prostych nakryć stopy zaprojektowanych, aby jedynie chronić przed zimnem i trudnym terenem. Zapewne nosisz coś o wiele bardziej wymyślnego i odzwierciedlającego twoją kulturę, styl, zachowania oraz w wielu przypadkach, nawet identyfikację z super gwiazdą tenisa lub koszykówki. Notorycznie nosisz buty nawet wtedy, gdy nie ma to żadnego praktycznego celu.

Świętej pamięci dr William Rossi, podiatra z Massachusetts, historyk przemysłu obuwniczego, płodny autor i przenikliwy obserwator, napisał wiele poruszających komentarzy na temat tego, co buty robią dla naszych stóp. Mocno wierzył w to, że obuwie jest integralną częścią pielęgnacji stóp i często narzekał, że producenci butów nie rozumieją stóp, a ludzie od stóp nie rozumieją butów.

„Naturalny chód jest biomechanicznie niemożliwy do osiągnięcia dla jakiejkolwiek osoby noszącej buty”. – napisał w 1999 roku w artykule do Podiatry Management. – „Rozwinięcie naszych unikalnych ludzkich stóp i w rezultacie naszego charakterystycznego sposobu chodzenia, zajęło cztery miliony lat, co stanowi nadzwyczajny wyczyn bioinżynierii. Jednak w ciągu zaledwie kilku tysięcy lat i za pomocą jednego nierozważnie zaprojektowanego narzędzia – naszych butów – wypaczyliśmy czystą, anatomiczną formę ludzkiego chodu, zakłócając jego inżynieryjną wydajność, naznaczając nadwerężeniami i odciskami oraz wypierając się jego naturalnej, wdzięcznej formy i swobody ruchu, od stóp do głowy”.

Pomijając kwestie mechaniki, dr Rossi przywiązywał niezwykłą wagę do potencjalnego ryzyka dla zdrowia wynikającego z oddzielenia ciała od Ziemi spowodowanego noszeniem współczesnych butów z podeszwami wykonanymi z materiałów izolacyjnych.

W 1997 roku napisał artykuł do pisma Footwear News: „Podeszwa (lub spodnia powierzchnia stopy) jest gęsto pokryta zakończeniami nerwowymi, których mamy osiem tysięcy czterysta na centymetr kwadratowy. To więcej niż można znaleźć na jakiejkolwiek innej części ciała porównywalnej wielkości. Dlaczego jest tam skupionych tyle zakończeń nerwowych? Aby utrzymać kontakt z Ziemią – z prawdziwym fizycznym światem wokół nas. Nazywa się to „reakcją sensoryczną”. Stopa jest podstawowym łącznikiem pomiędzy osobnikiem, a Ziemią. Łapy wszystkich zwierząt są jednakowo bogate w zakończenia nerwowe. Ziemia otoczona jest polem elektromagnetycznym. To ono generuje reakcję sensoryczną w naszych stopach i łapach zwierząt. Spróbuj chodzić boso po ziemi przez kilka minut. Każda żywa istota, w tym ludzie, czerpie energię z tego pola poprzez swoje stopy, łapy lub korzenie”.

Dr Rossi określał stopę jako „rodzaj radarowej podstawy” zapewniającej „mało poznaną, jednak istotną funkcję”, która służy do „wydobywania” energii z Ziemi, podobnie jak korzeń rośliny wyciąga wilgoć z gleby, aby się pożywiać. Zasugerował, że „tego typu wibracje pomiędzy glebą i stopą mogą stanowić ważną moc wzmacniającą i wspomagającą siły życiowe organizmu”.

Miał w dużej mierze rację, chociaż mylił się, sądząc, że źródło energii wchłanianej przez ciało jest magnetyczne. Obecnie zostało już dowiedzione, że energia znajdująca się na powierzchni Ziemi jest przede wszystkim elektryczna. Głównym tematem naszej książki jest pobieranie poprzez nasze stopy energii elektrycznej, w formie wolnych elektronów, oscylujących na różnych częstotliwościach. Częstotliwości te przestawiają nasz zegar biologiczny i dostarczają ciału energii elektrycznej. Elektrony przepływają przez ciało, wyrównując i utrzymując w nim napięcie elektryczne równe napięciu Ziemi. Ciało potrzebuje stałego uziemienia by prawidłowo funkcjonować, tak samo jak zwykły sprzęt elektroniczny wymaga uziemienia, by dobrze działać.

Dr Rossi ubolewał nad faktem, że współczesne podeszwy butów oderwały nas od energii i wyczuwania gruntu, tak ważnych dla reakcji sensorycznej stóp. Napisał: „Spody naszego obuwia są praktycznie «wygłuszone». Przekrój poprzeczny buta odsłania kilka warstw: podeszwę zewnętrzną, warstwę środkową, wewnętrzny materiał wypełniający, dno buta, wkładkę amortyzującą i wyściółkę. Niemal całkowite zablokowanie reakcji sensorycznej”.

Dr Rossi opisuje w kilku słowach rewolucję w produkcji butów po drugiej wojnie światowej. Do branży produkującej buty wkroczyły nowe materiały: guma, plastik, związki petrochemiczne. Powoli wyparły skórę jako historyczne źródło podeszwy butów. Obecnie nawet producenci luksusowych męskich pantofli coraz częściej wykorzystują gumę, plastik i inne nieprzewodzące materiały, tak jak robili to wcześniej wytwórcy butów codziennych i roboczych. Skóra (wytwarzana z wyprawionej skóry zwierzęcej) jako materiał przewodzący (gdy jest wilgotna) była tradycyjnym źródłem materiałów używanych do wytwarzania butów i sandałów. Pradawne lekkie i proste mokasyny z miękką podeszwą, bez obcasów – kawałek prostej, wygarbowanej skóry okrywającej stopę i zawiązanej rzemiennymi paskami – stanowią prawdopodobnie jedyny „idealny” but, do jakiego kiedykolwiek doszliśmy. Ich historia sięga ponad czternastu tysięcy lat wstecz.

Dr Rossi w swoich publikacjach wspominał również o innym intrygującym związku pomiędzy stopą, a ziemią – związku erotycznym. Napisał, że ludzka stopa jest „bogata w wibracyjne i elektromagnetyczne siły związane z kontaktem z Ziemią, który jest jedną z przyczyn starego jak świat kojarzenia stopy z ludzką płodnością i układem rozmnażania”.

W swojej książce z 1989 roku pt. The Sex Life of the Foot and Shoe (wydanie Wentworth) wskazał, że stopa jest podstawowym organem zmysłowym bogato wyposażonym w „nerwy seksualne”, a „każda chwila stania lub chodzenia pociąga za sobą kontakt zmysłowy z ziemią”. Doznania erotyczne „mogą być wzbudzane poprzez dotyk ziemi, trawy, wiatru, powietrza, słońca, piasku i wody.

Najbardziej niebezpieczny wynalazek świata

David Wolfe, autor, mówca i autorytet wypowiadający się bez ogródek na temat zdrowia i stylu życia uznaje „zwykły but” za być może „najbardziej niebezpieczny wynalazek świata”. Po piętnastu latach badań nad odżywianiem i stylem życia, obwinia buty o to, że są jednym z „najbardziej destruktywnych winowajców odpowiedzialnych za stany zapalne i choroby autoimmunologiczne” w naszym życiu, ponieważ separują nas od uzdrawiającej energii Ziemi. Powiada: „Nałóż but, a już po tobie”.

Tego typu uczuć możesz doznać, gdy w ciepły dzień zdejmiesz swoje buty i skarpety i przejdziesz się boso po trawie lub piasku czy też zanurzysz swoje stopy w chłodnym basenie. Radosne podniecenie jest bardzo zmysłowe”.

Więcej o rewolucyjnej metodzie uzdrawiania znajdziesz w Książce Jak czerpać zdrową energie z Ziemi. Uziemienie autorstwa C. Obera, dr. S. T. Sinatry i M. Zuckera.

Wartość praktyki według tradycji szamańskich

Autor: Munin

Nasze czasy są czasami indywidualizmu. To ważny moment w ewolucji człowieka, kiedy uświadamia sobie swoją naturalną odrębność i odchodzi od pejoratywnego doświadczania Jednego.
Odrębność jest naturalna jak wspomniałem. W przeciwnym razie nie mielibyśmy własnego bytu, bylibyśmy tylko częściami jakiegoś bytu złożonego. A jednak każdy ma świadomość własnej odrębności, nawet gdy twierdzi, że tak nie jest.
Tradycje szamańskie są bezcenne, jako że umożliwiają korzystanie z doświadczeń wielu mistrzów. To tak, jak w nauce. Naukowcy coś zbadali poprzez liczne eksperymenty i ich wiedza, wykorzystana np. do budowy mostów czy budynków mieszkalnych, okazuje się skuteczna.
Dziś można ulegać złudzeniu, że niewiele potrzeba aby stać się szamanem albo w ogóle człowiekiem ze zdolnościami psychicznymi. Popularyzatorzy, którzy często z powodu takich twierdzeń zyskują czytelników i czerpią zyski, próbują nam wmówić, że nie potrzeba nam żadnej szkoły psychotronicznej, kursu czy też nauki w ramach jakiejś tradycji (zależy w jakim kierunku idziemy), że możemy wszystko zrobić sami.
Osobiście nie zgadzam się z tą tezą. Nikt nie jest w stanie samodzielnie odtworzyć w ciągu jednego życia całej cywilizacji. Szamanizm, psychotronika, bioenergoterapia itd. nie zostały wymarzone przez jakieś jednostki, ale pojawiły się wskutek działalności małych i dużych grup ludzi, jako efekt wspólnoty i dzielenia się doświadczeniami.
Podobnie nauka akademicka nie pojawiła się jednego wieczora, jest skutkiem wielowiekowych przemian kulturowych.

W tradycji jest bezpiecznie

Dzięki temu, że uczymy się wiedzy od mistrzów, mamy gwarancję jej bezpieczeństwa. Nie możemy tego powiedzieć o własnych „produktach”, na które nie potrafimy jej wystawić sobie, tym bardziej innym, gdy im coś „doradzamy” ćwiczyć.
Fakt bezpieczeństwa powinien nas najbardziej przekonać do tego, aby „pić wodę ze źródła”. Techniki szamańskie czy psychotroniczne potrafią być bardzo skomplikowane pod względem zjawisk, jakie wywołują. Wymagają dużej wiedzy, a także zaufania.
Próbując działać poza szkołami, na własną rękę, narażamy swoje zdrowie i życie na różne zagrożenia chorobami psychicznymi i fizycznymi, jak również negatywnymi doświadczeniami z „drugą stroną” (wpływy astralne, podczepienia itd.).

To kwestia pokory

Gdy działamy tylko samodzielnie i nie chcemy integrować się z innymi, korzystać z doświadczenia innych, wzmacniamy swoją pychę.
Ucząc się w szkole otwieramy się na wiedzę, na świat i drugiego człowieka. Praktykujemy pokorę.
Skromność, która przejawia się jako równość jest niezwykle istotna. Historia pokazuje nam, jakie losy spotykają ludzi, którzy decydują się za wszelką cenę zrywać wszelkie relacje z tradycjami. Popadają w groźne herezje, tworzą niebezpieczne sekty, a wszystko to opiera się na wyniosłości i dumie.
„Pycha chodzi przez upadkiem, wyniosłość ducha przez ruiną” (Przypowieści Salomona 16;18).
W szamanizmie, w psychotronice, pracy z energią nie jesteśmy sami. Są z nami mistrzowie różnych tradycji z Tybetu, Chin, Indii, Hawajów itd. Głównie to dzięki nim w ogóle znamy takie nazwy jak „czakra”, „prana”, „energia qi”, „mana”. Ta wiedza jest nieobecna na otwartym gruncie europejskim.
Skoro zawdzięczamy mistrzom ze Wschodu i Polinezji oraz innych miejsc same pojęcia, to dlaczego często się łudzimy, że jesteśmy kompetentni w odkrywaniu tego, do czego się odnoszą, i próbujemy robić to na własną rękę?

W ogniu praktyki

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że istotna, niezwykle ważna jest tradycja lub szkoła, z której czerpiemy wiedzę. Ogromna ilość przeszkód powstaje tylko dlatego, że nie jesteśmy pewni, brakuje nam zaufania. Nasza postawa jest chwiejna.
Kiedy niczego nie wiemy, nie umiemy i uczymy się, potrzebny jest nam autorytet. Nie autorytet we władzy nad nami, ale w wiedzy, instruktor.
W taki sam sposób dzieci ufają swoim rodzicom. Dzieci bez rodziców, bez opiekunów nie mają szans przeżyć.
W świecie szamanizmu, ezoteryki, psychotroniki ta sama zasada obowiązuje powszechnie. „Jak na dole, tak na górze” i vice versa. Podobnie jak niezbędni są nam opiekunowie fizyczni, niezbędni są także duchowi.
Gdy ćwiczymy według jakiejś szkoły, uczestniczymy w linii przekazu. Mogę już tylko po sobie powiedzieć na przykładzie, że gdy wykonywałem ćwiczenia tybetańskiego bon bez bezpośredniego przekazu, miały one moc małej świeczki. Teraz mam intelektualne wrażenie, że siedzę w samym centrum wielkiego ogniska lub patrzę na wschodzące słońce.
Wiele osób podzieli te przeżycia. Książki są ciekawe, pożyteczne, mogą wprowadzić w teorię, ale wiedza teoretyczna to za mało, potrzebne jest jeszcze słońce doświadczenia.
Opowiem tylko kilka słów na temat inicjacji, jaką lama bon Tenzin Wangyal Rinpocze przeprowadzał na praktykę tzw. Pięciu Wojowniczych Sylab w Wildze pod Warszawą. Jeszcze na ten temat nie publikowałem ani zdania. Znałem tę praktykę wcześniej, z książki. W trakcie przekazu zauważyłem, że zaczęły mi się rozpalać poszczególne czakry i na ciało spłynął deszcze energii. To działo się nagle. Nawet nie rozumiałem tybetańskiej modlitwy. Rinpocze powiedział tylko, że wykonywał inicjację na Pięć Wojowniczych Sylab. Nie mogłem się z tym nie zgodzić. Praktyka Pięciu Wojowniczych Sylab od tamtego momentu w moim życiu nie przypomina poprzedniej, wykonywanej bez inicjacji. Jest tak, jakbym się podłączał do prądu.
Podobnie czują osoby inicjowane na Reiki (gdy doszło do prawidłowej inicjacji).
Kiedy ćwiczymy w szkole, mamy wsparcie również niewidzialnych mistrzów, kahunów, szamanów, którzy już opuścili ciała fizyczne. Dlaczego chcemy rezygnować z tak wielkich błogosławieństw i na zewnątrz, i na poziomie wewnętrznym? Czy wszystko tylko po to, by udowodnić wszystkim, że mamy silne ego i napytać sobie biedy z powodu uczucia dumy?

Ucz się od tych, którzy umieją to, czego chcesz się nauczyć

Jaki jest najszybszy sposób by nauczyć się czegoś? Znaleźć tych, którzy to umieją i robić to, co oni. Gdy pragniemy uzdrawiać, powinniśmy uczyć się od uzdrowicieli. Kiedy chcemy gotować, powinniśmy uczyć się od kucharzy.
Jeżeli jednak praktykujemy poza tradycją, poza szkołą, nie mamy od kogo się uczyć. Czy nie masz wrażenia, że mimo przeczytanych książek twoje życie, twoja praktyka stoją w miejscu? Może przeczytałeś i napisałeś już tysiące wpisów na forach internetowych, udzieliłeś setek rad i czujesz się kompetentny w informacjach, ponieważ pochłonąłeś wszystkie księgi, jakie były na rynku. Lecz nic się nie dzieje. Tak naprawdę wszystko utknęło w martwym punkcie.
Moja rada brzmi: pomyśl poważnie o nauce u nauczyciela, o szkole psychotronicznej, o warsztatach, o kursie. To będzie wymagało rezygnacji z pychy ego, przyznanie za Sokratesem: wiem, że nic nie wiem. Nie ma jednak innego sposobu, by naprawdę się czegoś nauczyć, jeśli nie nauczymy się pokory. Pycha nie pozwoli nam uważnie słuchać tego, co się do nas mówi oraz wykonywać instrukcji w sposób, w jaki zostały nam udzielone.
Uznamy, że wiemy, pomimo zupełnego braku doświadczenia, lepiej co mamy robić niż ktoś, kto nas czegoś próbuje uczyć, ponieważ naprawdę to umie.
Indywidualizm konstruktywny nie polega na tym, że próbujemy wymyślić koło czy też zakładać własną szkołę nie mając żadnej wiedzy, ale na mądrym korzystaniu z dorobku ludzkości i dokładaniu do niego swoich „pięciu groszy”, jako że tylko takie postępowanie przynosi wszystkim korzyść, jest bezpieczne i przyczynia się do rozwoju cywilizacyjnego.

Munin – usługi szamańskie na dystans: ceremonie haipule (pieniądze, miłość, zdrowie, rodzina, duchowość), inne, warsztaty szamańskie: www.muninszaman.blogspot.com

Kontakt: [email protected]

<< Start < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Koniec >>

Strona 65 - 128 z 859

Sklep
Astropiątki
Warsztaty
Patronaty
Twórczość
Do pobrania
Serwisy autorskie
Ciekawe linki
Ogłoszenia
O nas | Kontakt | Mapa strony | Ciekawe linki | Polityka prywatności i cookies


Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright 2005-2013 Pierwszy Polski Portal Psychotroniczny psychotronika.pl - Białystok.