choroby Zdrowie

Kiedy adrenalina staje się narkotykiem

adrenalina
Dodane przez Redakcja

Życie nigdy jeszcze nie było takie szybkie. Wymagania, które stawia przed nami codzienność nieustannie się zwiększają, a zasoby naszej psychiki kurczą się. Stres, choroby i depresja towarzyszą tak wielu z nas, że przestaliśmy się już zastanawiać, jaka jest ich przyczyna. Pozorną ulgę przynoszą nam substancje uzależniające, takie jak narkotyki, nikotyna, alkohol czy leki, które niwelują nie samą chorobę, a jedynie jej symptomy.

Istnieje narkotyk, który każdy z nas nosi w sobie – adrenalina. To naturalny hormon, który w sprzyjających warunkach pełni korzystną rolę. Pozwala nam się skupić na wykonywanym zadaniu czy zebraniu sił, aby zmierzyć się z niebezpieczeństwem. Jeżeli jednak jego wydzielanie odbywa się bez przerwy, a my czujemy, że staje się naszym jedynym źródłem satysfakcji, sytuacja robi się niebezpieczna.

Narkotyk pierwszej kategorii

Nasza własna adrenalina powinna być sklasyfikowana jako narkotyk pierwszej kategorii, gdyż jest niebezpiecznie uzależniającym związkiem. I tak jak w przypadku każdego innego narkotyku, w pewnym momencie nasz organizm się do niej przyzwyczaja. Kiedy czerpiemy coraz więcej i więcej z zasobów adrenaliny, tracimy poczucie tego co dobre, bezpieczne, szczęśliwe i normalne.

Adrenalina w odpowiedniej dawce

Żadne z tych stwierdzeń nie ma na celu oświadczenia, że adrenalina jest tylko zła i nie może być bezpieczna i dobra w odpowiedniej dawce. Wprost przeciwnie – produkcja adrenaliny jest przecież zupełnie naturalnym działaniem organizmu, niezbędnym do przetrwania gatunku ludzkiego. W przeszłości ludzie potrafili funkcjonować ze względnie niskim, zdrowym poziomem adrenaliny, który okazjonalnie podwyższał się w niebezpieczeństwie. Wyobraź sobie piękny dzień i spacer po ukwieconym polu. Niebieskie niebo nad tobą, słońce, śpiew ptaków – jesteś całkowicie spokojny do czasu, aż na twojej drodze pojawia się jadowity grzechotnik. Twój poziom adrenaliny natychmiast wzrasta, podczas gdy ty zastanawiasz się, jak bezpiecznie przejść obok. Kiedy zagrożenie minie, adrenalina opada, a ty spokojnie wędrujesz dalej. Tak mniej więcej wyglądało życie człowieka przed cyfryzacją i właśnie do tego ewolucja przygotowała nasze organizmy: do homeostazy, od czasu do czasu przetykanej przypływami adrenaliny, aby zapewnić nam bezpieczeństwo.

Zmiany w życiu współczesnego człowieka

Czasy się zmieniły. Ludzkość wciąż kroczy po pięknym polu, wciąż jest piękny dzień, niebo jest nadal bezchmurne, grzeją promienie słońca i słychać śpiew ptaków. Wszystko jest takie samo z jedną różnicą: zamiast jednego węża, na naszej ścieżce są ich setki. Każdy krok niesie ze sobą ryzyko nadepnięcia na grzechotnika. Jest to produkt postępu techniki. Wszystko mknie naprzód i napotykamy niebezpieczeństwa z coraz większą częstotliwością. Nasz poziom adrenaliny musi się podnosić, nie ma innego wyjścia. Lata temu oranie pola lub nawet ciężki dzień w biurze nie przyczyniały się do podwyższonej produkcji tego hormonu do czasu, aż pojawiła się jakaś zagrażająca życiu sytuacja. Produktywność i równowaga emocjonalna nie przekreślały się wzajemnie.

Pozbawieni równowagi

Dzisiaj homeostaza to dla nas luksus. Długotrwale podwyższony poziom adrenaliny, balansujący na krawędzi, ale jeszcze nie na etapie tragedii, stał się naszą normą. Dlaczego? Ponieważ przez cały czas staramy się zapobiegać potencjalnym zagrożeniom. Podczas bezsennej nocy zamartwiamy się, jak chronić nasze rodziny przed tragediami, które oglądamy w telewizji. Ciągle musimy być w toku wydarzeń napływających z zawrotną prędkością. Technika zmienia się w mgnieniu oka, a my ścigamy się, aby za nią nadążyć. Mamy zbyt wiele zajęć, zbyt wiele kierunków i wciąż braknie nam czasu. Jesteśmy świadkami chorób dotykających naszych bliskich z coraz większą częstotliwością. Do tego wszystkiego patogeny i zanieczyszczenia takie jak Bezlitosna Czwórka przechodzą z pokolenia na pokolenie, tworząc ładunek, który popycha nas poza granice naszych możliwości emocjonalnych, duchowych i fizycznych. Wszystko to wprowadza nas w stan ciągłego stresu. Jakby tego było mało, od czasu do czasu mają miejsce prawdziwe tragedie. Adrenalina z codziennego średniego poziomu rośnie niewyobrażalnie i życie staje się zależne od tego hormonu.

Uzależnienie od stymulacji

Traktujemy adrenalinę jak osobistą medycynę i narzędzie do samouzdrowienia. Nazywam to „adrenicyną”. O to mi właśnie chodzi, kiedy mówię, że adrenalina to narkotyk stosowany jak lek. Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do tego hormonu krążącego w naszych żyłach, że stało się to naszym uzależnieniem. Zapominamy, co oznacza czuć się zdrowym. Kojarzymy przypływ adrenaliny z ożywieniem, dlatego też w chwilach odpoczynku czujemy się, jakby życie wyrzuciło nas z obiegu i ponownie potrzebujemy solidnej dawki stymulacji. W ten sposób zadręczamy się kolejnymi zadaniami „po godzinach”. Czasem taki sposób życia tylko pozornie wydaje nam się odpoczynkiem, ponieważ odciąga nasze myśli od przepełnionych skrzynek odbiorczych, niekończących się list zadań i zmartwień życiowych.
Taka jest zatem nasza rzeczywistość: żyjemy w kulturze opartej na adrenalinie, w naszym otoczeniu krążą toksyny wywołujące produkcję adrenaliny oraz otrzymujemy je w spadku po przodkach.

O tym, jak niwelować szkodliwy wpływ adrenaliny z wykorzystaniem środków, których dostarcza sama natura przeczytasz w książce „Uzdrawiająca żywność boskiego lekarza” Anthony’ego Williama.

Autor: Anthony William

Więcej o adrenalinie możesz przeczytać w artykule Potrafisz uleczyć umysł i ciało?

 a
Czy wiesz, co mówi o Tobie zdjęcie profilowe na Facebooku?
Zapisz się na newsletter i odbierz darmowy artykuł. 
Chcę artykuł!
close-link
Zapisz się na newsletter!
Otrzymasz darmowy artykuł "Co mówi o nas zdjęcie na profilu Facebooka".
Zapisz mnie
close-link